Wśród 240 tys. pacjentów, którzy otrzymują leczenie w ramach programów lekowych, chorzy z problemami kardiologicznymi stanowią znikomy odsetek. Mogłoby ich być znacznie więcej, ale ograniczenia administracyjne, organizacyjne i finansowe blokują realną dostępność.
Prezentacja raportu „Programy lekowe w kardiologii: faktyczny dostęp i potrzeby pacjentów”. Fot. FB / PTK
W czwartek Ogólnopolskie Stowarzyszenie Pacjentów ze Schorzeniami Serca i Naczyń „EcoSerce” zaprezentowało raport „Programy lekowe w kardiologii: faktyczny dostęp i potrzeby pacjentów”. Prezentacji towarzyszyła dyskusja ekspertów. – Chociaż w ostatnich latach wprowadzono kilka innowacyjnych terapii, wielu pacjentów nie może z nich korzystać – to jedna z konkluzji raportu.
Wiodący program, realizowany w kardiologii, to program B.101 – leczenie pacjentów z zaburzeniami lipidowymi. W I kwartale 2024 roku obejmował on 1142 osoby, choć – jak podkreślał prof. Robert Gil, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego – program był przygotowany wstępnie na 6-8 tys. osób, a rocznie powinno się do niego kwalifikować ok. 2 tys. chorych – tymczasem jest to nawet dziesięć razy mniej, około dwustu, trzystu osób. Najwięcej chorych cierpi na hipercholesterolemię rodzinną – tu duże nadzieje eksperci wiążą z nowym rozwiązaniem, czyli wprowadzeniem do bilansu sześciolatka badania lipidogramu. W przypadku stwierdzenia wysokiego poziomu cholesterolu zostaną przeprowadzone badania pod kątem genetycznych uwarunkowań, badaniami zostanie również objęta rodzina. W tej chwili choroba jest diagnozowana zbyt późno, najczęściej już przy pierwszym incydencie – udarze lub zawale serca.
Nieleczone zaburzenia lipidowe (z których tylko część jest uwarunkowana genetycznie) prowadzą do zaostrzeń, pacjenci trafiają do pracowni hemodynamiki, rosną koszty interwencji medycznych – wydatki na leki przynosiłyby realne oszczędności w samym systemie, ale też korzyści dla gospodarki, bo pacjenci, u których dochodzi do udaru czy zawału często nie wracają do pełnej sprawności, również zawodowej. Eksperci uważają zresztą, że najlepszym rozwiązaniem byłoby zakończenie programu lekowego i objęcie leczenia refundacją apteczną, do czego kardiolodzy chcą przekonywać Ministerstwo Zdrowia. Według szacunków hipercholesterolemia dotyka w tej chwili ok. 150 tys. osób, choć oczywiście tylko część z nich mogłaby korzystać z refundowanego leczenia, dostępnego w tej chwili w programie lekowym.
W przypadku pozostałych trzech programów lekowych, realizowanych dla węższych grup pacjentów, dużym problemem jest nierównomierne rozmieszczenie ośrodków prowadzących leczenie, ale też – w przypadku nowych programów – fakt, że nie wszystkie oddziały NFZ w ogóle rozpisały konkursy na prowadzenie programu lekowego. Taka sytuacja jest w programie B.162 (kardiomiopatia przerostowa) – do listopada konkursy odbyły się w dziewięciu województwach. Pozostałe oddziały tłumaczyły zwłokę wprost – nie ma środków, które pozwoliłyby zawrzeć nowe umowy na świadczenia, bo pierwszeństwo mają zobowiązania już podjęte.
Ogromnym wyzwaniem pozostaje profilaktyka. Oprócz dużych nadziei, związanych z modyfikacją bilansu sześciolatka, mocno wybrzmiał wątek konieczności wyposażenia kardiologów w możliwość korzystania z badań genetycznych. Prof. Gil podkreślał, że w onkologii badania genetyczne stają się wręcz standardem – a w każdym razie taka perspektywa wydaje się nieodległa, natomiast kardiologia pod tym względem pozostaje daleko w tyle.
W kontekście profilaktyki ubolewano również nad niepowodzeniem w zakresie wprowadzania do szkół przedmiotu edukacja zdrowotna, lecz podkreślano równocześnie, że nie można z niej rezygnować – na żadnym etapie. Edukacja zdrowotna, jak mówili eksperci, jest wpisana również w programy lekowe, już jako prewencja wtórna, bo bez edukacji i przekazania wiedzy pacjenci kardiologiczni nie mają szans na sukces terapeutyczny. Prof. Gil podkreślał, że w tej chwili dialog z pacjentami – zarówno w gabinetach lekarskich, jak i na poziomie towarzystw naukowych, które podejmują współpracę z organizacjami pacjentów, to światowy i europejski standard, który wprowadza również Polska. – Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne mówi wprost, że dobry kontakt z pacjentem podnosi skuteczność leczenia – przypominał. Bez dialogu nie ma pożądanego poziomu adherencji. Bez dialogu pacjenci są bardziej narażeni na uleganie manipulacjom ze strony obecnych w Internecie pseudoautorytetów zdrowotnych.
– Zapewnienie skutecznego leczenia jest kluczowe dla poprawy jakości życia oraz wydłużenia przeżycia osób z chorobami serca i naczyń. Wielu pacjentów napotyka trudności w uzyskaniu dostępu do nowoczesnych terapii, dlatego konieczne jest monitorowanie sytuacji, identyfikowanie barier oraz przedstawienie rekomendacji dotyczących poprawy funkcjonowania systemu – ocenia Agnieszka Wołczenko, prezes Stowarzyszenia EcoSerce. Taka ma być rola przygotowanego z ekspertami raportu, który – ma nadzieję Wołczenko – wpisze się w dyskusję na temat koniecznych zmian w obszarze leczenia pacjentów z chorobami układu krążenia. – Jednym z priorytetów PTK jest zapewnienie pacjentom jak najszerszego dostępu do najnowocześniejszych terapii, a lekarzom swobody w ich ordynowaniu – podkreśla prof. Marek Gierlotka.