Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Kryzys kadrowy w ochronie zdrowia jest warunkowany permanentnym niedofinansowaniem systemu. I nawet jeśli płace obecnych pracowników, jak mówią menedżerowie szpitali, stały się „godne”, to stały się również potężnym problemem i obciążeniem dla budżetów placówek i budżetu płatnika – co praktycznie wyklucza znaczące, odczuwalne wzmocnienia kadrowe

Fot. Patryk Ogorzalek / Agencja Wyborcza.pl

  • Prezydent USA Donald Trump podpisał decyzję o wyjściu Stanów Zjednoczonych ze Światowej Organizacji Zdrowia i rozkazał, by CDC zerwało współpracę z WHO
  • Na ile to konflikt na linii USA-WHO, a na ile gra mocarstw, w której WHO jest co najwyżej figurą na szachownicy?
  • Część komentatorów twierdzi, że „rozwód” USA z WHO nie jest jeszcze przesądzony, że przywódca Stanów Zjednoczonych chce uzyskać coś w rodzaju zadośćuczynienia za despekty
  • Dziewiętnaście ośrodków onkologicznych, które od października 2023 roku czekały na środki z Funduszu Medycznego, nie dostanie pieniędzy
  • Konkurs, rozstrzygnięty tuż przed wyborami parlamentarnymi, został unieważniony z powodu podejrzeń o nieprawidłowości. Sprawy bada CBA
  • Fundusz Medyczny od początku jest skażony polityką – a praktyka tylko wzmacniała wrażenie, że w dzieleniu miliardów złotych (dzieleniu, niekoniecznie wydawaniu) czynnik korzyści politycznej ma specjalną, priorytetową wagę
  • Załogi ZRM zostaną wyposażone w kamizelki nożoodporne. Nie wiadomo, co z monitoringiem wizyjnym. Nie wiadomo, co z ewentualnym zaostrzeniem kar za agresję wobec ratowników
  • W listopadzie 2024 roku w Polsce urodziło się jedynie 18,5 tys. dzieci – to najniższy miesięczny wynik od czasów II wojny światowej

Największy (niestety) brak zaskoczenia. Wyjście USA z WHO. To było pewne, zapowiadane od dawna i z pewnością trudno mówić o sensacji, ale prezydent USA Donald Trump podpisał decyzję o wyjściu Stanów Zjednoczonych ze Światowej Organizacji Zdrowia i rozkazał, by CDC zerwało współpracę z WHO.

Moment jest szczególny, bo zarówno w USA, jak i w Europie naukowcy analizują już nie scenariusz kolejnej enigmatycznej pandemii, ale zastanawiają się, kiedy będziemy musieli się zmierzyć z pandemią wirusa ptasiej grypy. Nie ma wątpliwości, że współpraca międzynarodowa w zakresie zdrowia publicznego w takich momentach jest absolutnie konieczna, a osłabienie WHO szansę na taką współpracę zmniejsza. Z drugiej strony, wiadomo również, że Światowa Organizacja Zdrowia nie jest organizacją pozbawioną wad (w kontekście decyzji Trumpa, ale też znacznie wcześniej, wielu ekspertów wprost przekonywało do podjęcia pilnych reform), zaś kontekst opuszczenia WHO przez Stany Zjednoczone nie jest wcale zerojedynkowy. Z jednej strony trudno zaprzeczyć, że prezydent USA, na którego końcówkę rządów w poprzedniej kadencji (2016-2020) przypadła epidemia COVID-19, ma „uraz” do WHO. Być może częściowo usprawiedliwiony, a z pewnością – wytłumaczalny. Administracja Trumpa oskarżała WHO nie tylko o „krycie” odpowiedzialności Chin za rozprzestrzenienie się SARS-CoV-2, ale też (i to chyba jeszcze ważniejsze) nieadekwatną do zagrożenia reakcję w pierwszych tygodniach 2020 roku. Do tego doszły jeszcze personalne oskarżenia Trumpa o decyzje podszyte rasizmem (gdy zamknął granice dla podróżujących obywateli Chin). Na ile to konflikt na linii USA-WHO, a na ile gra mocarstw, w której WHO jest co najwyżej figurą na szachownicy?

Z drugiej strony, nie ma żadnych wątpliwości, że Donald Trump, mówiąc oględnie, nie hołduje nauce, o czym świadczy choćby nominacja dla Roberta Kennedy’ego jr., jednego z liderów środowisk antyszczepionkowców. Co prawda, odpowiadając na pytania senatorów, współpracownik Trumpa podkreślał, że zaszczepił wszystkie swoje dzieci i dodał: „uważam, że szczepionki pełnią krytyczną rolę w służbie zdrowia”, jednak jego dotychczasowa działalność publiczna była zdominowana przez krytykę szczepień (miał też mówić w wypowiedziach dla medów, jak przypomniał demokrata Michael Bennet, że gdyby mógł, oddałby wszystko, by jego dzieci nie zostały zaszczepione). To nie napawa optymizmem w kontekście skuteczności walki z chorobami zakaźnymi, które – musi o tym pamiętać cały świat – cały czas stanowią zagrożenie.

Część komentatorów twierdzi, że „rozwód” USA z WHO nie jest jeszcze przesądzony, że przywódca Stanów Zjednoczonych chce uzyskać coś w rodzaju zadośćuczynienia za despekty, czynione mu przez Tedrosa Ghebreyesusa, dyrektora generalnego WHO, w czasie pandemii. Być może doprowadzić do osłabienia pozycji Chin (choć to pokrętna logika, bo wyjście USA w sposób oczywisty Chiny wzmacnia). Niewykluczone, że rzeczywiście jakieś negocjacje w tej sprawie się rozpoczną, choć trzeba też mieć świadomość, że zdrowie publiczne i obecność USA w WHO nie są tematami ze szczytu listy priorytetów obecnej administracji.

Największy znak zapytania. Inwestycje w onkologię. Dziewiętnaście ośrodków onkologicznych, które od października 2023 roku czekały na środki z Funduszu Medycznego, nie dostanie pieniędzy. Konkurs, rozstrzygnięty tuż przed wyborami parlamentarnymi, został unieważniony z powodu podejrzeń o nieprawidłowości. Sprawy bada CBA. Z pewnością w nadchodzących dniach będzie to jeden z gorących tematów – być może jeszcze na tym posiedzeniu Sejmu posłowie będą chcieli zadać w tej sprawie pytania (na razie nie jest zaplanowane posiedzenie Komisji Zdrowia w tej sprawie, ale to może się jeszcze zmienić, jak również jest możliwość zadania pytania na posiedzeniu plenarnym), bo nie ma wątpliwości, że sprawa wymaga dogłębnych wyjaśnień.

Fundusz Medyczny od początku jest skażony polityką – a praktyka (czyli np. konkurs na inwestycje w SOR-y, również rozstrzygnięty przed wyborami 2023 roku) tylko wzmacniała wrażenie, że w dzieleniu miliardów złotych (dzieleniu, niekoniecznie wydawaniu) czynnik korzyści politycznej ma specjalną, priorytetową wagę. Jednak przewlekłość postępowania – jak zwracał uwagę w minionym tygodniu „Rynek Zdrowia” – sprawia, że inwestycje, które powinny służyć pacjentom, nie mają szans ruszyć, a szpitale, które zwyciężyły w konkursie FM, nie mają nawet szans startować o pieniądze z KPO. Resort zdrowia zapowiada rozpisanie drugiego konkursu z identyczną alokacją. Wydaje się jednak, że równolegle – a w każdym razie dość szybko – opinia publiczna powinna mieć szansę dowiedzieć się więcej na temat rezultatów postępowań CBA.

Największe wyzwanie. Bezpieczeństwo ZRM (personelu medycznego)/kadry. Załogi ZRM zostaną wyposażone w kamizelki nożoodporne, Ministerstwo Zdrowia przygotuje kampanię edukacyjną, przypominającą społeczeństwu, kim są ratownicy medyczni i jak ważne zadania spełniają (!), zabezpieczenie wsparcia psychologicznego będzie umocowane w ustawie. Nie wiadomo, co z monitoringiem wizyjnym. Nie wiadomo, co z ewentualnym zaostrzeniem kar za agresję wobec ratowników – choć tu akurat można domniemywać, że taka decyzja prędzej niż później zapadnie. Co prawda minister zdrowia w minionym tygodniu zapowiadała, że resort sprawiedliwości szybko przedstawi analizę stopnia egzekwowania sankcji zawartych w obecnych przepisach (w myśl zasady, że lepsze efekty przynosi nieuchronność kar już przewidzianych niż ich zaostrzanie), ale dała też sygnał, że decyzję w tej sprawie będzie podejmować premier Donald Tusk. A premier bardzo jednoznacznie zasygnalizował kierunek: – Słuchajcie, tak szczerze powiedziawszy, to nie może być tak, że jakiś pijany bydlak podnosi rękę na ratownika, którego wezwał i który ma mu ratować życie. Każdy, kto podniesie rękę na ratownika medycznego, musi tego żałować do końca życia. I tak będzie – zapowiedział w nagraniu w mediach społecznościowych.

Jest z tym komunikatem problem, a tak naprawdę całe spektrum problemów. Począwszy od tego, że choć znany jest tragiczny rezultat, nie do końca jeszcze znane są wszystkie okoliczności. I nie chodzi o szukanie usprawiedliwień dla sprawcy. Muszą być wyjaśnione wszystkie fakty, zanim zapadnie wyrok. A nawet wtedy, gdy sprawca zostanie uznany za w pełni poczytalnego i będzie odpowiadać z najcięższych paragrafów Kodeksu karnego – czy to daje premierowi prawo, by nazywać go „bydlakiem”? Gdzie w tym wszystkim podziała się kategoria „nie godzi się”, nawet w sytuacji silnego wzburzenia? Nie podważając szczerości oburzenia, bo Donald Tusk jest człowiekiem i ma prawo do emocji, pełniąc urząd premiera powinien nad tymi emocjami panować – i wręcz dawać przykład (dobry). W tym przypadku o dobrym przykładzie nie ma mowy, a szef rządu wpisał się w retorykę polityków, od których - wydawałoby się – dzieli go przepaść głęboka niczym Rów Mariański, a w każdym razie powinna.

Rolą premiera i jego rządu jest zapewnienie ratownikom medycznym (tak naprawdę wszystkim pracownikom medycznym, choć oczywiście zespoły wyjazdowe pracują w szczególnych warunkach) bezpieczeństwa. Czyli podejmowanie takich decyzji, które będą minimalizować ryzyka, nawet jeśli wiadomo, że wszystkich nie da się wyeliminować. Jak wygląda rzeczywistość, pokazuje postulat wprowadzenia jako obowiązującego standardu trzyosobowych zespołów RM. Wiceminister zdrowia Marek Kos jako rozwiązanie podaje brak określenia w ustawie, jaki odsetek mają stanowić zespoły trzyosobowe w ogólnej liczbie działających na terenie województwa – decyzje mają zapadać na szczeblu regionów. Ale sami ratownicy mówią już wprost: – Nie ma takich zasobów kadrowych.

Nie ma i nie będzie. W Polsce pracujący w szeroko rozumianym sektorze ochrony zdrowia i wsparcia społecznego stanowią 6,8 proc. ogółu pracujących w gospodarce. Jesteśmy jednym z niewielu krajów, w których na przestrzeni dwóch dekad (2002-2022) ten odsetek nie wzrósł. Średnia dla UE to 11 proc. (i wzrost z 9 proc. w 2002 roku). Kryzys kadrowy jest warunkowany permanentnym niedofinansowaniem systemu. I nawet jeśli płace obecnych pracowników, jak mówią menedżerowie szpitali, stały się „godne”, stały się również potężnym problemem i obciążeniem dla budżetów placówek i budżetu płatnika – co praktycznie wyklucza znaczące, odczuwalne wzmocnienia kadrowe.

Czy ewentualne zatrzymanie podwyżek w ochronie zdrowia (a raczej utrzymanie waloryzacji wynagrodzeń, proporcjonalnej do wzrostu płac w gospodarce) przyciągnie młodych do zawodów medycznych, obciążonych dużym ryzykiem (nie chodzi tylko o ostatni, drastyczny, przykład)? Politykom przydałaby się dokładna lektura ostatniego raportu OECD, zwłaszcza pierwszego rozdziału, poświęconego problemom kadr medycznych.

Klęska. Demografia. W listopadzie 2024 roku w Polsce urodziło się jedynie 18,5 tys. dzieci – to najniższy miesięczny wynik od czasów II wojny światowej. Można się spodziewać, że rok 2024 przyniesie kolejny negatywny rekord w liczbie urodzeń, a widmo depopulacji staje się realnym problemem. Przekazywane w euforycznym wręcz tonie – przez minister zdrowia oraz samego premiera – informacje o narodzinach pierwszego dziecka z nowego rządowego programu in vitro (wcześniak, dziewczynka, czuje się – jak mówiła Izabela Leszczyna – dobrze) nie zmieniają obrazu sytuacji, podobnie jak nie zmienią go kolejne narodziny dzieci z tego programu (choć nie ma wątpliwości, potrzebnego i wręcz koniecznego). Miarą klęski jest to, że – przynajmniej na razie – nic nie wiadomo o innych pomysłach na przeciwdziałanie czarnemu scenariuszowi, który już jest w zaawansowanym stadium realizacji.

*

Przyznanie nagród w konkursie Sukces Roku w Ochronie Zdrowia 2024, 29 stycznia 2025 r. Fot. Szymon Czerwiński / Termedia

Sukces Roku 2024. Konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, dr Aleksandra Lewandowska – Osobowość Roku 2024. Dariusz Madera, dyrektor USK w Opolu – Menedżer Roku 2024 w kategorii podmiotów publicznych. Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED – Menedżer Roku 2024 w kategorii podmiotów niepublicznych. Tomasz Maciejewski, dyrektor IMiD w Warszawie – Lider 2024 w kategorii innowacyjny szpital. 29 stycznia na Zamku Królewskim w Warszawie rozdano nagrody i wyróżnienia w konkursie Sukces Roku w Ochronie Zdrowia 2024. Jedną z laureatek jest autorka Studium Kryzysu, dziennikarka portalu mp.pl. Dziękując za przyznanie nagrody, Małgorzata Solecka podkreśliła, że ubiegły rok kojarzy się jej nie z sukcesem, tylko rozczarowaniem. – Rozczarowaniem, że miałam rację, zamęczając czytelników i słuchaczy przez kilka ostatnich lat podważaniem wtłaczanej nam narracji o historycznym wzroście wydatków na zdrowie. Wszyscy chcielibyśmy wierzyć, część uwierzyła we wzrost i się nim cieszyła, ale w 2024 roku rzeczywistość nas zweryfikowała. System jest w kryzysie, który raczej szybko nie ustąpi – mówiła, dodając, że tym bardziej trzeba docenić wszystkich, którzy w trudnych czasach realnie zmieniają rzeczywistość pacjentów, wykorzystując swoje zdolności, możliwości, wykazując się wręcz heroizmem. Wszystkim nagrodzonym gratulujemy!

02.02.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.