Ponad ćwierć miliona osób jest objętych w tej chwili programami lekowymi. I choć te programy różnią się między sobą, łączy je wspólny mianownik: skomplikowana logistyka otrzymywania leków, niezależnie od formy ich podania. Eksperci postulują jak najszybsze uporanie się z tym zjawiskiem, które prowadzi do wypadania z programów części pacjentów i pomnaża w znaczący sposób koszty systemu.
Fot. mat. pras.
Pacjent w programie lekowym odbywa średnio sześć wizyt w ośrodku specjalistycznym (najczęściej – szpitalu), ale są pacjenci, którzy stawiają się w nim dziesięć a nawet dwadzieścia razy. Każda taka wizyta – podkreślają autorzy przedstawionego w środę raportu „Flexcare. Możliwości wprowadzenia elastycznego modelu opieki w programach lekowych”, który powstał z inicjatywy Izby Gospodarczej FARMACJA POLSKA – często jest sporym wyzwaniem dla pacjentów (choć w mniejszym stopniu osób mieszkających blisko ośrodka, ale co piąty objęty programem lekowym pacjent musi udać się na wizytę do innego województwa) i ich rodzin (w przypadku np. osób nie w pełni sprawnych z racji stanu zdrowia czy wieku). Każda wizyta w szpitalu, każda hospitalizacja zwiększa też ryzyko zakażenia, które niekiedy skutkuje zaburzeniem podstawowej terapii, jaką w programie lekowym przyjmuje pacjent i podkopują stan jego zdrowia. Względy logistyczne i zdrowotne niekiedy powodują wręcz wypadnięcie pacjenta z programu lekowego.
Jak podkreślali autorzy raportu, logistyka programów lekowych jest archaiczna, a ich zasady – z wyłączeniem krótkiego okresu pandemii – są niezmienne od wielu lat, mimo że zmieniło się dosłownie wszystko, począwszy od samych leków, których duża część nie wymaga już podawania w szpitalu. – Ponad połowa programów lekowych to takie, w których wszystkie leki kwalifikują się do flexcare – tłumaczyła prof. Monika Raulinajtys-Grzybek, kierowniczka Katedry Rachunkowości Menedżerskiej SGH. Model flexcare zakłada przeniesienie części świadczeń do niższych poziomów opieki zdrowotnej, przy zachowaniu stałego nadzoru placówki specjalistycznej. – Dzięki temu pacjenci mogą unikać częstych wizyt w ośrodkach specjalistycznych, co podniesie komfort leczenia. Szpitale zyskają możliwość lepszego wykorzystania swoich zasobów – podkreślała.
Konkrety? Pacjenci, których choroba została ustabilizowana (a więc nie nowo przyjmowani do programów lekowych, tylko kontynuujący terapię), zamiast sześciu wizyt w ośrodku rocznie odbywaliby jedną, kontrolną, natomiast przez cały czas mieliby z ośrodkiem kontakt, dzięki narzędziom telemedycznym. Kontakt z lekarzem lub – jak podpowiadał prof. Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali – z koordynatorem programu lekowego. Leki mogliby otrzymać w przesyłce do domu (przede wszystkim leki przyjmowane doustnie) lub odebrać je we wskazanej aptece (eksperci tę formę preferują ze względu na gwarancję zachowania zimnego łańcucha). Leki, których przyjmować na własną rękę nie można, pacjent mógłby otrzymywać pod kontrolą profesjonalistów medycznych – na przykład w aptece lub znajdującej się blisko miejsca jego zamieszkania poradni POZ czy AOS. Decyzję podejmowałby lekarz prowadzący leczenie pacjenta z zaangażowaniem samego chorego. Eksperci podkreślali, że flexcare nie pomniejsza roli ośrodków specjalistycznych, bo kluczowe etapy leczenia, takie jak kwalifikacja do programu czy kontrola nad przebiegiem terapii, nadal będą realizowane przez ośrodki specjalistyczne. Wprowadzenie tego modelu przyniesie korzyści wszystkim interesariuszom, w tym pacjentom, świadczeniodawcom i systemowi ochrony zdrowia.
Równocześnie taki model eliminuje niebezpieczeństwa, które w tej chwili towarzyszą próbom uelastyczniania programów lekowych. Przykładem są programy lekowe w chorobach reumatycznych, w których pacjentowi wydawany jest zapas leków na pół roku – chorzy mogą przyjmować je w domu. Prof. Brygida Kwiatkowska, krajowa konsultant w dziedzinie reumatologii, kierownik Kliniki Wczesnego Zapalenia Stawów, zastępca dyrektora ds. klinicznych Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie zwróciła uwagę, że przechowywanie leków biologicznych wymaga trzymania ich w niskiej temperaturze. – Zdarzyła się sytuacja, że lodówka, w której pacjent przechowywał lek, zepsuła się. W tej sytuacji nie jesteśmy w stanie wydać choremu drugiego leku, bo nikt nam za ten lek nie zapłaci. Pacjent musi sam nabyć lek, żeby móc kontynuować terapię – podkreśliła. Inna sytuacja, to ta, w której pacjent po krótkim czasie od otrzymania zapasu leków wypada z programu. Umiera lub po prostu jego stan zdrowia zmienia się na tyle, że musi zmienić leczenie lub wypada z programu. – Jeśli leki zostały wydane pacjentowi na okres 6 miesięcy, a on musi przerwać leczenie po 2 miesiącach, to lek trzeba wyrzucić. Nie możemy go przyjąć z powrotem, żeby wydać innemu pacjentowi. To są nieprzewidziane koszty, a zmiana tego schematu mogłaby ich nam oszczędzić – przyznała. Pacjent bowiem dostawałby nie sześcio-, ale np. dwumiesięczny zapas leków. – Gdyby pacjent mógł odebrać lek w swojej lokalnej aptece, to odbywałoby to się z większą częstotliwością, która nie obciążałaby pacjenta. Uniknęlibyśmy też marnotrawstwa w związku z potencjalnymi niewłaściwymi warunkami przechowywania leków oraz koniecznością zmianą terapii – mówiła specjalistka.
Model flexcare dotyczy leków doustnych, wziewnych, donosowych oraz do oczu, a także leków podskórnych i dożylnych, jeśli Charakterystyka Produktu Leczniczego dopuszcza podanie ich w warunkach domowych. W zależności od rodzaju formy i podania leku mógłby być realizowany w kilku wariantach, które różnicuje przede wszystkim włączenie (bądź nie) i stopień tego włączenia farmaceutów nie tylko w proces dystrybucji, ale też opieki nad pacjentami.
Jak podkreślano w trakcie dyskusji, flexcare w każdym wariancie wpisuje się w proces odwracania piramidy świadczeń, który chce przeprowadzać Ministerstwo Zdrowia. Obecna podczas konferencji senator Agnieszka Gorgoń-Komor (KO) podpowiadała wręcz, że w wielu programach lekowych (choć nie we wszystkich) można byłoby pójść o krok dalej i przesunąć leki do refundacji aptecznej (taki postulat ostatnio sformułowało np. środowisko kardiologów w kontekście leczenia hipercholesterolemii).
Autorzy raportu, klinicyści, ale też pacjenci wiedzą, że przedstawione propozycje wymagają czasu i zapewne też znalezienia rozwiązań kompromisowych. – Podejdźmy do tego raportu jako do zbioru dobrych praktyk czy dobrych pomysłów – powiedział dr Michał Chrobot, prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Koderów Medycznych, kierownik Działu Kontraktowania, Rozliczeń i Statystyki Medycznej w Świętokrzyskim Centrum Onkologii. – Możemy to wprowadzić w miarę możliwości, sukcesywnie dobierając rozwiązania do konkretnych terapii i konkretnych grup pacjentów. Są oczywiście rozwiązania, które wymagają zmian legislacyjnych nawet na poziomie ustaw. Zdajemy sobie z tego sprawę, bo chociażby Główny Inspektor Farmaceutyczny w toku konsultacji mocno podkreślał braki prawnych możliwości wdrożenia wielu rzeczy.
Jedną z korzyści, jakie mogą przekonać organizatora systemu (MZ) i płatnika (NFZ) do przyjęcia choćby części rozwiązań, jest sytuacja ośrodków specjalistycznych. Na przykładzie onkologii widać, że nie dają sobie już rady z naporem pacjentów – a będzie on rosnąć. Możliwość przekazania części chorych, dla których takie rozwiązanie jest korzystne i bezpieczne, na niższe poziomy systemu opieki zdrowotnej, umożliwiłaby redukcję kolejek oczekujących i zmniejszyłaby nierównowagę między posiadanymi kadrami a potrzebami pacjentów.