Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Ochrona zdrowia jest absolutnym priorytetem, a minister finansów rozmawia z minister zdrowia, obydwa resorty działają i będą podejmować działania, by wzmacniać sytuację finansową NFZ. Skąd pomysł, że rząd nie panuje nad sytuacją?


Fot. KPRM

  • Ile budżet państwa będzie musiał w najbliższych czterech latach dołożyć do kasy NFZ, oto jest pytanie… które zadają eksperci, a którego nie chcą słyszeć politycy
  • Im częściej (i głośniej) mówi się o sytuacji finansowej sytemu w kontekście kryzysu, tym więcej recept racjonalizacyjnych
  • Praktycy przeczuwają, czym grozi wdrażanie mniej lub bardziej ambitnych planów reformatorskich bez żadnej poduszki finansowej, która zapewniłaby elementarne bezpieczeństwo z jednej strony świadczeniodawcom, z drugiej – pacjentom

Największy (mimo wszystko) brak zaskoczenia. Luka finansowa. 249 miliardów złotych, a może „jedynie” 216 miliardów? Ile budżet państwa będzie musiał w najbliższych czterech latach dołożyć do kasy NFZ, oto jest pytanie… które zadają eksperci, a którego nie chcą słyszeć politycy. Rządowy projekt ustawy obniżający składkę zdrowotną przedsiębiorców przeszedł przez podkomisję jak burza (i nie chodzi bynajmniej o grzmoty i pioruny), nawet najbardziej trafne argumenty posłanki Marceliny Zawiszy nie mogły przeważyć miażdżącej przewagi liczebnej posłów, którzy uważają, że minister finansów wie, co robi i gdyby było tak źle, jak to sugerują eksperci w raporcie na temat luki finansowej w NFZ w latach 2025-2028, przecież MF dałoby jakiś znak. A nie daje, więc wyliczenia wyliczeniami, a obietnic danych wyborcom należy dotrzymywać. Na tyle, na ile się oczywiście da.

W przeciwieństwie do raportu czerwcowego, przygotowanego przez tych samym ekspertów, najnowszej publikacji nie udało się posłom nie zauważyć – są przecież bogatsi o doświadczenia drugiego półrocza ubiegłego roku, zwłaszcza ostatnich miesięcy. Mają jasność, że prognozy ekonomistów nie są zawieszonymi w teoretycznej próżni dywagacjami, ale opisują – z pewnym wyprzedzeniem – rzeczywiste problemy systemu, których nie da się (już) ukryć. Wysłuchali więc, z uwagą, streszczenia konkluzji płynących z raportu, i przeszli nad nimi do porządku dziennego, finalizując prace nad projektem, obniżającym przychody NFZ o kilka miliardów złotych rocznie.

Ministra finansów w temacie dramatycznej sytuacji budżetu NFZ – obecnej, ale i tej w bliskim horyzoncie czasowym – próbował pytać dziennikarz Polskiego Radia. W piątkowych Sygnałach Dnia Andrzej Domański, odpowiadając na dość proste pytanie, czy już podpisał plan finansowy NFZ na 2025 rok, miał do powiedzenia tyle: „Rozmawiałem z panią minister Leszczyną nawet przedwczoraj o sytuacji finansowej w NFZ. Działamy i będziemy podejmować kolejne działania, które będą wzmacniać sytuację finansową NFZ. Ochrona zdrowia jest oczywiście absolutnym priorytetem i tutaj Ministerstwo Finansów w sposób odpowiedzialny, co chcę podkreślić, pamiętając o finansach publicznych i o efektywności wydawania środków będzie współpracowało z Ministerstwem Zdrowia i z panią minister Leszczyną”. Dopytywany o szczegóły owej współpracy minister dodał: „Pracujemy nad potencjalnymi wyliczeniami. Ochrona zdrowia jest priorytetem”.

Wypowiedź musiała zostać przywołana w całości, by uniknąć podejrzeń o manipulację czy nieprzychylną interpretację. Że może minister finansów powiedział coś konkretnego, co zostało przemilczane czy przeinaczone. Nie, nie zostało. Oczywiście, czytając między wierszami można łatwo dostrzec, że zastrzeżenia dotyczące finansów publicznych oraz efektywności wydawania środków nie powinny budzić nadmiernego optymizmu kierownictwa MZ i NFZ, nawet jeśli minister finansów dwukrotnie używa słowa „priorytet”, w tym raz ze wzmocnieniem „absolutny”.

Największy znak zapytania. Racjonalizacja systemu. Im częściej (i głośniej) mówi się o sytuacji finansowej sytemu w kontekście kryzysu, tym więcej recept racjonalizacyjnych. Ponieważ wiadomo, że więcej (znacząco) pieniędzy nie będzie, wydawajmy je mądrzej, z większą korzyścią dla pacjentów, nie pozwalajmy na marnotrawstwo – zdają się suflować autorzy. Trudno odmówić słuszności i dobrej wiary, nawet jeśli wiadomo – z góry – że to tak nie działa.

Opublikowane w minionym tygodniu przez OECD wyniki wielkiego badania opinii pacjentów wskazują, że choć pieniądze nie są warunkiem sine qua non powodzenia (czyli budowy systemu, który satysfakcjonuje pacjentów intensywnie korzystających z opieki zdrowotnej), a kraje, które wydają „stosunkowo niewielkie środki”, mogą sobie radzić lepiej niż te dysponujące większymi zasobami, nie można zapominać, co to są „stosunkowo niewielkie pieniądze”, które pozwoliły Czechom i Słowenii awansować do grupy liderów i uzyskać pozytywne opinie pacjentów we wszystkich mierzonych wskaźnikach, choć ta sztuka nie udała się np. Holandii, w której wydatki per capita są około 50 proc. wyższe (z uwzględnieniem siły nabywczej). Te „stosunkowo niewielkie pieniądze” to ok. 8 proc. PKB wydatków publicznych. Dla przypomnienia, bo przypomnień nigdy dość, gdy politycy upierają się przy twierdzeniu, że realizujemy ustawę przychodową i w tym roku na zdrowie wydamy 6,5 proc. PKB, w Polsce bieżące wydatki na zdrowie stanowią ok. 4,7 proc. realnego PKB. Nie wdając się w szczegóły, jesteśmy gdzieś między Grecją i Rumunią, bliżej tej pierwszej niż drugiej. Obydwa kraje mają większość (sześć) wskaźników ocenionych negatywnie, czyli – ich systemy ochrony zdrowia nie dostarczają pacjentom usług na satysfakcjonującym poziomie. Nie są to najgorsze wyniki – Włochy i Walia zanotowały po siedem „negatywów”, co tylko potwierdza tezę, że – pieniądze nie wystarczą.

To jednak nie jest gra w: „co było pierwsze – jajko czy kura?”. Nie można udawać, że możliwe jest zapewnienie pacjentom dostępu do świadczeń w racjonalnym czasie i właściwej jakości, mając do dyspozycji 40-50 proc. mniej środków niż kraje, które – zdaniem ekspertów OECD – wydają „stosunkowo niewielkie pieniądze”. Można (trzeba) zacząć się zastanawiać, czy przez przypadek polski system – ze wszystkimi jego wadami, brakiem spójności, chaosem, odwróconą piramidą i pełnym wachlarzem spraw wołających o uporządkowanie – pozostaje w tym stanie (od dekad) nie dlatego, że nie ma pieniędzy, ale dlatego, by tych pieniędzy nie trzeba było znaleźć. Do myślenia dają ograniczone próby zmian: wiadomo, że opieka koordynowana w POZ czy projektowane lub wdrażane sieci (teraz – onkologiczna, za chwilę kardiologiczna) pociągają za sobą koszty. Na opiekę, która jest wystandaryzowana i kompleksowa, trzeba przeznaczyć realne pieniądze. Koszty bezpośrednie są wyższe, choć przynoszą – w odroczonej perspektywie – zmniejszenie kosztów pośrednich. Tymczasem nie od dziś wiadomo, że zgody politycznej na zwiększenie finansowania zdrowia po prostu nie ma. Mówiąc inaczej – 5 proc. PKB wystarczy na system taki, jaki mamy.

Warte odnotowania. Szpitale. Jest taki żarcik: jak mąż mówi, że naprawi szafkę, to naprawi. I nie trzeba mu co pół roku przypominać. Szpitale powiatowe zachowują się, wypisz wymaluj, jak owa żona, która natrętnie przypomina i suszy głowę. W roli męża – minister zdrowia. Izabela Leszczyna obiecała, że będą zapłacone świadczenia nielimitowane za trzeci kwartał, to będą – nie trzeba jej przypominać, że nie są, choć termin minął.

Atmosferę piątkowego spotkania w resorcie zdrowia jego uczestnicy określali zgodnie jako „burzliwą”, bo też szpitale powiatowe walczą nie tylko o zapłatę za świadczenia nielimitowane, ale też za nadwykonania limitów, a swoje oczekiwania wobec NFZ wyliczają na ponad 6,5 miliarda złotych. Których, czego wszystkie strony mają świadomość, w kasie płatnika nie ma (a piątkowa wypowiedź szefa resortu finansów nie wskazuje, by miały się pojawić). Co więcej, na horyzoncie – i to wcale nie tak przecież odległym, bo czteromiesięcznym – jest już wizja (widmo) podwyżek. Koszt w skali roku może sięgnąć 20 mld zł (tych pieniędzy też nie ma).

Przebieg spotkania z detalami opisała sobotnia „Gazeta Wyborcza”, informując m.in., że dyrektorzy mieli dla minister zdrowia prezent – małą piramidę, którą wręczyli z komentarzem, by jej nie odwracała. Praktycy przeczuwają, czym grozi wdrażanie mniej lub bardziej ambitnych planów reformatorskich bez żadnej poduszki finansowej, która zapewniłaby elementarne bezpieczeństwo z jednej strony świadczeniodawcom, z drugiej – pacjentom.

24.02.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.