Zlikwidowaliśmy barierę finansową w dostępie do szczepienia przeciwko grypie, ale zbudowaliśmy mur utrudniający dostępność organizacyjną – ocenia prof. Agnieszka Mastalerz-Migas. Eksperci nie kryją zaniepokojenia niemal 7% zmniejszeniem wyszczepialności przeciwko grypie, która – jak przyznali – w tym sezonie cały czas jest w natarciu.
Fot. iStock
Ogólnopolski Program Zwalczania Chorób Infekcyjnych zorganizował w czwartek „interwencyjny briefing” poświęcony z jednej strony aktualnej sytuacji epidemiologicznej grypy, z drugiej – szczepieniom przeciwko grypie. Jeśli chodzi o epidemiologię, dr Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny (GIS) podkreślał, że po szczycie zachorowań na grypę z przełomu stycznia i lutego liczba zakażeń, choć nadal duża, ustabilizowała się. To w największym stopniu zasługa trwających jeszcze do końca tygodnia ferii zimowych, bo liczba zachorowań w populacji dzieci w wieku 5–14 lat w lutym zmniejszyła się najbardziej wyraźnie. Dwutygodniowy odpoczynek zmniejszył transmisję wirusa w wielu województwach. GIS przyznał, że na początku marca może nastąpić „korygujące odbicie”, ale wyraził nadzieję, że nie będzie ono trwałe i zbyt duże, co pozwala sądzić, że szczyt zakażeń mamy za sobą (choć sezon infekcyjny nadal trwa). Liczba zakażeń wirusem grypy zgłoszonych do Centrum e-Zdrowia (CeZ) wynosi ok. 1 mln, liczba hospitalizacji związanych z grypą to ok. 25 tys., liczba zgonów – ok. 1 tys.
Prof. Adam Antczak zwrócił jednak uwagę, że ta ostatnia liczba – choć już teraz kilkukrotnie większa niż bilans zgonów w poprzednich sezonach grypowych – nie oddaje problemu. – Szacuje się, że w typowym sezonie infekcyjnym grypa odpowiada za ok. 6 tys. zgonów. Jednak zwykle nie podaje się jej jako przyczyny zgonu – na przykład w razie stwierdzenia zawału serca wskazuje się przyczynę sercowo-naczyniową – mówił. „Zwykły” sezon infekcyjny to taki jak choćby ubiegłoroczny, gdy przypadków grypy było nawet 3-krotnie mniej niż w tym, który trwa.
Eksperci przyznają, że tak dużej liczby zachorowań na grypę nie można wytłumaczyć dramatycznie małym stanem zaszczepienia – bo Polacy przeciwko grypie się nie szczepią. W trwającym sezonie 2024/2025 odsetek zaszczepionych przeciwko grypie zmniejszył się do wartości sprzed pandemii COVID-19, co trzeba uznać za porażkę, zwłaszcza że zmniejszenie to jest zauważalne również w najstarszej grupie wiekowej, co również wpływa na liczbę zgonów z powodu grypy. Teoretycznie zmniejszenie stanu zaszczepienia nie wydaje się duże (aktualnie to ok. 7% mniej niż w sezonie 2023/2024), nie należy go jednak lekceważyć. – Gdybyśmy mówili o 7% zmniejszeniu PKB, byłaby to katastrofa gospodarcza – podkreślał prof. Antczak, zwracając uwagę, że jeśli chodzi o seniorów, zmniejszenie wyszczepialności z niemal 23% w sezonie pandemicznym (2021/2022) do 17% w aktualnym sezonie jest również bardzo niepokojące, bo to właśnie ta grupa populacji jest najbardziej narażona na ciężki przebieg choroby, hospitalizację, utratę sprawności i samodzielności, będące wynikiem ciężkiego przebiegu grypy i jej powikłań, a także zgon. – Starsi ludzie często mówią, że nie chcieliby być ciężarem dla bliskich – przypominał, dodając, że szczepienia w ogóle, w tym szczepienie przeciwko grypie, pozwalają dłużej utrzymać sprawność i samowystarczalność.
Dlaczego Polacy nie szczepią się przeciwko grypie? – Nie ufamy nikomu i niczemu, również szczepieniom – mówił z goryczą ekspert, wyliczając również całą listę powodów utrwalających ten stan rzeczy. Wysoko na liście umieścił działalność „terrorystów antyszczepionkowych”, ale też – wątpliwej jakości rozwiązania organizacyjne, które utrudniają, komplikują dostęp do szczepień i sprawiają, że choć w ostatnich latach szczepienia stały się dostępne finansowo, niemal darmowe, nie ma to najmniejszego przełożenia na zwiększenie wyszczepialności. Przeciwnie – można mówić o jej zmniejszeniu.
W ocenie prof. Antczaka potrzebujemy przede wszystkim ujednolicenia danych dotyczących zarówno zachorowań na grypę, jak i danych o wykonanych szczepieniach. W obu obszarach w tej chwili możemy mówić raczej o danych szacunkowych. Uporządkowania wymaga choćby problem dokumentowania szczepień w elektronicznej Karcie Szczepień (e-Karta Szczepień). Punkty szczepień mają obowiązek wpisywania do e-Karty Szczepień wykonanych szczepień zalecanych, ale jest on tylko teoretyczny – szacuje się, że w ten sposób dokumentowane jest ok. 40% wykonywanych szczepień.
– Musimy znaleźć odpowiedź na pytanie, co robimy nie tak – wskazywała prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej. Nie jest to jednak trudne, bo – w ocenie ekspertki – program szczepień przeciwko grypie pada ofiarą sukcesu, jakim było objęcie szczepionki refundacją apteczną. Zmniejszono, a potem dla wielu grup osób całkowicie zniesiono barierę finansową, jednak na to miejsce wyrosła bardzo poważna bariera organizacyjna. – Osoba, którą udało się zachęcić do szczepienia w poradni podstawowej opieki zdrowotnej (POZ), aby mogła tam skorzystać z bezpłatnej szczepionki, musiała z receptą udać się do apteki i wrócić do POZ na szczepienie – przypominała prof. Mastalerz-Migas. Paradoksalnie w tej chwili udało się uporządkować sytuację od strony aptek, bo chętni na szczepienie mogą zrealizować je w aptece, korzystając w pełni ze swoich uprawnień – dotyczy to jednak tylko osób powyżej 65. roku życia, które od połowy lutego w aptece mogą uzyskać receptę na bezpłatną szczepionkę i na miejscu, też bezpłatnie, się zaszczepić. Młodsi dorośli, którzy chcieliby bezpłatnie zaszczepić się preparatem z przysługującą im 50% refundacją, muszą najpierw zrealizować w aptece wcześniej uzyskaną receptę od lekarza i wrócić na bezpłatne szczepienie do POZ (farmaceuta może wystawić receptę refundowaną tylko wtedy, gdy szczepienie jest realizowane w aptece). Mamy, jak mówiła ekspertka, system, który niemal w każdej konfiguracji wymaga od osób chętnych na szczepienie determinacji, zaś ostatnie rozwiązania każą postawić pytanie, czy celem jest zbudowanie systemu, w którym szczepienia dla dorosłych będą dostępne tylko w aptekach? – Aptek, w których wykonywane są szczepienia, nie jest wcale tak wiele – przypominała prof. Mastalerz-Migas.
W jej ocenie nie osiągniemy większej wyszczepialności przeciwko grypie (dotyczy to również innych szczepień) bez zmian w obszarze POZ. – Pacjent powinien móc skorzystać ze szczepionki zgodnie z przysługującym mu poziomem odpłatności, a najlepiej bezpłatnie, na miejscu w poradni POZ. Usługa szczepienia powinna być finansowana osobno, tak samo jak finansowane jest szczepienie w aptece. Poradnie mogłyby pobierać szczepionki z sanepidu albo kupować w hurtowniach i rozliczać z NFZ – wyliczała. Zaznaczyła równocześnie, że w tej chwili te propozycje, choć znane decydentom, spotykają się z jedną reakcją: – Słyszymy, że „przecież jest refundacja apteczna”. Wychodzi na to, że refundacja apteczna, z której się bardzo cieszyliśmy, może być dla szczepień wręcz szkodliwa, bo blokuje możliwość debaty na temat innych, koniecznych rozwiązań.