Na rozliczenie wszystkich wykonanych w ubiegłym roku świadczeń NFZ potrzebuje ponad 6 mld zł. Mniej niż połowa tej kwoty to pieniądze za świadczenia nielimitowane i programy lekowe – te środki, jak powtarza Ministerstwo Zdrowia, świadczeniodawcy, czyli przede wszystkim szpitale, na pewno otrzymają. Prawdopodobnie – do końca marca, przynajmniej taka jest zapowiedź.
Fot. Adobe Stock
- Fundusz będzie chciał zapłacić szpitalom, stosując stawki degresywne, za świadczenia wykonane ponad limit
- Przesądzone jest natomiast, że szpitale nie mogą liczyć na pełne kwoty
- W przypadku nadwykonań szpitale muszą się liczyć z powrotem do stanu sprzed pandemii, być może nawet sprzed lat 2017-2018
Z naszych informacji wynika również, że Fundusz będzie chciał zapłacić szpitalom, stosując stawki degresywne, za świadczenia wykonane ponad limit. Przesądzone jest natomiast, że szpitale nie mogą liczyć na pełne kwoty. Takich pieniędzy płatnik, po prostu, nie ma (i mieć nie będzie).
O płatność za wykonane świadczenia upominał się w ostatnich dniach Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych – do końca lutego NFZ miał przedstawić propozycję rozliczenia świadczeń. Z tego, co ustaliliśmy, wynika, że taka finalna propozycja może się pojawić na początku przyszłego tygodnia, ale nie będzie wykraczać daleko poza to, co szpitale słyszały już wcześniej, czy to w bezpośrednich rozmowach z minister zdrowia Izabelą Leszczyną i kierownictwem NFZ, czy w wypowiedziach medialnych. – Zapłacimy za wszystko, za co trzeba zapłacić – mówiła Leszczyna w tym tygodniu, dodając, że nie musi szukać pieniędzy, by zapłacić szpitalom za świadczenia, bo te pieniądze ma.
To zaskakująca informacja, ponieważ w projekcie planu finansowego na 2025 rok na uregulowanie zobowiązań za ubiegły rok zapisano niewiele ponad 200 mln zł – ułamek kwoty, którą NFZ powinien przekazać szpitalom (ponad 700 mln zł to wartość samych nierozliczonych ciągle programów lekowych, ok. 1,6 mld zł – wartość świadczeń nielimitowanych). Jednak z informacji płynących z Funduszu wynika, że w marcu pieniądze na zamknięcie rozliczeń ze świadczeniodawcami w tym zakresie będą.
Tzw. nadwykonania to zupełnie inny problem – tu szpitale muszą się liczyć z powrotem do stanu sprzed pandemii, być może nawet sprzed lat 2017-2018, gdy NFZ proponował szpitalom ugody opiewające na maksymalnie 30-40 proc. wartości świadczeń wykonanych ponad limit, a szpitale miały możliwość zaakceptowana takich warunków lub założenia płatnikowi sprawy w sądzie. Wyjątkiem były lata 2022–2023 – NFZ, w ramach „spłacania długu pandemicznego”, chcąc motywować świadczeniodawców do wychodzenia z trybu „covidowego” i powrotu do udzielania zwykłych świadczeń, deklarował i realizował pełne finansowanie nadwykonań. Wynikało to również z konieczności zapewnienia szpitalom środków na realizację znowelizowanej ustawy o wynagrodzeniach minimalnych pracowników ochrony zdrowia oraz znacząco wyższych kosztów funkcjonowania, wynikających z inflacji. Fundusz mógł sobie na to pozwolić, bo lata 2020-2021 przyniosły płatnikowi oszczędności i wielomiliardowe rezerwy w funduszu zapasowym. Ten jednak się wyczerpał, co dało się odczuć już w ubiegłym roku. Dlatego w czerwcu prezes NFZ Filip Nowak w obecności minister zdrowia przestrzegł dyrektorów szpitali, że przekraczanie limitów w obszarze świadczeń limitowanych jest obarczone ryzykiem braku zapłaty, a co najmniej – braku pełnej zapłaty.