Procedowane w parlamencie przepisy powinny w jak największym stopniu ograniczać dostęp do wyrobów zawierających nikotynę lub inne szkodliwe substancje – uważają eksperci. W Naczelnej Izbie Lekarskiej prof. Piotr Jankowski tłumaczył, dlaczego strategia redukcji szkód jest pułapką, w którą nie powinni wpadać przede wszystkim przedstawiciele zawodów medycznych.
Prof. Piotr Jankowski i prezes NRL Łukasz Jankowski. Fot. Karolina Bartyzel / NIL
- Teoria redukcji szkód jest wpisana w agresywny marketing producentów podgrzewaczy tytoniu czy papierosów elektronicznych
- Nie należy używać określeń „innowacyjne” czy „nowatorskie” w kontekście podgrzewaczy tytoniu czy papierosów elektronicznych
- W ostatnim czasie odsetek osób palących tradycyjne papierosy, zwłaszcza w grupie kobiet i osób młodych, zaczął rosnąć
- Producenci wyrobów tytoniowych i innych produktów zawierających nikotynę twierdzą, że przychody z tytułu podatków, jakie wnoszą, pozwalają sfinansować wiele ważnych wydatków, również w obszarze ochrony zdrowia
- Lekarze powinni być bardzo ostrożni we wspieraniu swoim autorytetem tez o rzekomych korzyściach dla zdrowia płynących z sięgania po podgrzewacze czy elektroniki
Strategia redukcji szkód, w największym skrócie, jest oparta na założeniu, że skoro niezwykle trudno jest wyleczyć uzależnienie od nikotyny, a palenie tytoniu, przez ekstremalnie wysoką toksyczność dymu tytoniowego, jest rujnujące dla zdrowia, trzeba sięgnąć po „zdrowszą” alternatywę. – Tą alternatywą, o udowodnionej skuteczności, jest nikotynowa terapia zastępcza – mówił podczas spotkania z dziennikarzami prof. Piotr Jankowski, przywołując badania, w których poddano sprawdzeniu różne formy aplikowania nikotyny. Jak podkreślał, w wyrobach medycznych, które podlegają rygorystycznym kontrolom. Wyników tych badań, jak mówił, nie można w żaden sposób przenosić na rekomendowanie, jako rzekomo zdrowszej formy przyjmowania nikotyny, podgrzewaczy tytoniu czy papierosów elektronicznych. – Nie ma niezależnych badań naukowych, dowodzących, że szkody zdrowotne, będące wynikiem stosowania takich urządzeń są mniejsze niż używanie tradycyjnych papierosów – argumentował.
W jego ocenie teoria redukcji szkód jest wpisana w agresywny marketing producentów podgrzewaczy tytoniu czy papierosów elektronicznych. Ekspert zwracał uwagę, że niektórzy producenci tradycyjnych papierosów również weszli na rynek tzw. nowatorskich urządzeń. – Absolutnie nie należy używać określeń „innowacyjne” czy „nowatorskie” w kontekście podgrzewaczy tytoniu czy papierosów elektronicznych. To od razu buduje pozytywne konotacje produktów, które nie niosą ze sobą niczego pozytywnego – mówił. Taki jest zresztą sens całej komunikacji – używanie „innowacyjnych” produktów ma oswajać kolejnych konsumentów z docelowym sięganiem po produkty tytoniowe, bo w pewnym momencie organizm zaczyna się domagać większych dawek nikotyny. Nie ma to więc nic wspólnego z redukcją szkód. Przeciwnie – szkody są coraz większe.
Jak zwracał uwagę prof. Jankowski, możemy to w tej chwili obserwować w Polsce, gdzie od wielu lat podgrzewacze tytoniu i papierosy elektroniczne wprost panoszą się na rynku. W ostatnim czasie odsetek osób palących tradycyjne papierosy, zwłaszcza w grupie kobiet i osób młodych, zaczął rosnąć. Składa się na to dostęp do produktów z pierwszej grupy, ale też – jak mówił – ekonomiczna dostępność tradycyjnych wyrobów tytoniowych. Ich ceny, podkreślał ekspert, nie nadążają za wzrostem wynagrodzeń i zamożności społeczeństwa. Podobna zależność dotyczy wyrobów alkoholowych.
Państwo w tej sprawie zachowuje się zaś nieracjonalnie. Producenci wyrobów tytoniowych i innych produktów zawierających nikotynę twierdzą, że przychody z tytułu podatków, jakie wnoszą, wręcz utrzymują budżet państwa i pozwalają sfinansować wiele ważnych wydatków, również w obszarze ochrony zdrowia. – Politycy patrzą w horyzoncie bieżącego budżetu, ewentualnie jednej kadencji. Prawa jest taka, że zarówno wydatki bezpośrednie związane z leczeniem chorób odtytoniowych, jak i zwłaszcza koszty pośrednie, jakie ponosi gospodarka, a więc my wszyscy, są bez porównania wyższe niż wpływy z podatków od koncernów tytoniowych – mówił prof. Jankowski.
Lista chorób odtytoniowych jest bardzo długa, począwszy od chorób nowotworowych, przez choroby układu krążenia czy płuc. Jak przypominał kardiolog, osoby palące paczkę papierosów dziennie mają czterokrotnie wyższe ryzyko zawału serca niż osoby niepalące. Ryzyko rośnie (i maleje) liniowo, ale nawet palenie kilku papierosów dziennie zwiększa je w sposób widoczny. Dobra wiadomość – w kontekście chorób układu krążenia – jest taka, że rzucenie palenia bardzo szybko zmniejsza ryzyko związane z używaniem tytoniu. Takiej natychmiastowej reakcji nie ma w przypadku chorób nowotworowych – tu efekt (zarówno negatywny, jak i pozytywny) jest odłożony w czasie.
Obserwacje, związane z podgrzewaczami tytoniu i papierosami elektronicznymi nie trwają zbyt długo, ale już pozwalają stwierdzić, że również z ich używaniem związane są poważne ryzyka zdrowotne, nawet jeśli przyjąć za dobrą monetę wyniki badań, sponsorowanych przez producentów, którzy twierdzą, że np. w przypadku podgrzewaczy tytoniu do organizmu dostaje się dwadzieścia razy mniej substancji toksycznych niż w przypadku tradycyjnych papierosów. – Nie wiem, czy to jest dwadzieścia razy, ale nawet jeśli tylko pięć razy mniej, to oczywiście jest różnica – przyznał prof. Jankowski. Rzecz w tym, że w jego ocenie nie można mówić o żadnej „zdrowszej” alternatywie, bo nie zostało to zbadane. Nie ma dowodów naukowych, więc zwłaszcza lekarze powinni być bardzo ostrożni we wspieraniu swoim autorytetem tez o rzekomych korzyściach dla zdrowia płynących z sięgania po podgrzewacze czy elektroniki. Już wiadomo, że – w perspektywie krótkookresowej – używanie papierosów elektronicznych przez młode osoby w istotny sposób zwiększa ryzyko astmy. Ta choroba rozwija się stosunkowo szybko, a ekspansja papierosów elektronicznych (wśród młodzieży popularne są przede wszystkim urządzenia jednorazowe, które pojawiły się na rynku najpóźniej) trwa niewiele ponad dekadę (choć same urządzenia wielorazowe obecne są nieco dłużej).
Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski zapowiedział, że przedstawiciele samorządu lekarzy i lekarzy dentystów będą podczas posiedzenia senackiej Komisji Zdrowia, która pracuje nad ustawą o zmianie ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych, przekonywać, by ostateczna wersja przepisów nie stworzyła producentom e-papierosów furtek do obchodzenia zakazów, ustanawianych przez ustawodawcę. Jak stwierdził, politycy powinni działać w interesie zdrowia publicznego, a ten interes zakłada eliminację lub przynajmniej znaczące ograniczenia w dostępności wyrobów tytoniowych, również w ich alternatywnych postaciach.