Jakość czy polityka?

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Kwestia kształcenia na kierunkach medycznych, przede wszystkim lekarskich, była jednym z tematów podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (13-14 marca, Katowice). Poświęcono jej odrębny panel, podczas którego w obecności przedstawiciela samorządu lekarskiego padła kolejna ze strony resortu nauki deklaracja, czy też zapowiedź, bardziej radykalnych kroków wobec szkół, które nie spełniają standardów kształcenia na kierunkach lekarskich.

Fot. Adobe Stock / daizuoxin

  • Samorządowcy i parlamentarzyści nie składają broni, bo wiedzą, że zamknięcie kierunku lekarskiego, którym się szczycili, może ich drogo kosztować przy okazji kolejnych wyborów
  • Nadpodaż lekarzy przełoży się co najmniej na zmniejszenie presji płacowej, a być może wręcz realne obniżenie zarobków tej grupy zawodowej
  • To, co ucieszy – przynajmniej w krótkiej perspektywie – zarządzających systemem i placówkami zdrowotnymi, może skończyć się jednak emigracją najlepszych lekarzy
  • Nikt nie policzył, ilu lekarzy będzie potrzebować Polska w dającej się przewidzieć przyszłości. Uczelnie medyczne nie mają więc jak tworzyć własnych strategii dotyczących inwestycji w infrastrukturę i kadry
  • Utrzymanie tak wysokiej liczby miejsc na studiach lekarskich w najbliższych kilku latach spowoduje, że Polska osiągnie, a nawet przekroczy, najwyższe w tej chwili w Europie wskaźniki liczby lekarzy w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców
  • Czy możliwe będzie „przejęcie” osób, które rozpoczęły studia na kierunkach lekarskich przeznaczonych do ewentualnego zamknięcia przez największe uczelnie medyczne?
  • Uczelnie są ograniczone przez uchwały rekrutacyjne senatów i studenci musieliby po pierwsze spełnić kryteria rekrutacyjne z roku, w którym rozpoczynali studia, po drugie – najprawdopodobniej – uzupełnić przynajmniej część zajęć

– W odbiorze społecznym lekarzy brakuje. Poprzedni rząd podjął decyzje, które w praktyce oznaczały, że każdy, kto chciał uruchomić kierunek lekarski, mógł to zrobić. Bez zaplecza, bez kadry – wskazywał wiceszef resortu nauki prof. Marek Gzik, zaznaczając jednocześnie, że w koalicji trwa dyskusja, czy rzeczywiście poprzednicy „dokonali przegięcia w drugą stronę”. Fakt, że obecna ekipa rządząca nie ma w tej sprawie jednolitego zdania, nie zaskakuje: jeszcze w czasie poprzedniej kadencji na szczeblu lokalnym politycy ówczesnej opozycji wspierali starania o otwarcie kierunków lekarskich w niektórych miastach powiatowych, a dyskusje, toczone już po wyborach 2023 roku choćby w komisjach sejmowych pokazywały, że „nowe” kierunki mogą liczyć na wsparcie nie tylko niektórych mniejszych koalicjantów, ale nawet parlamentarzystów Koalicji Obywatelskiej. Marek Gzik zresztą w trakcie dyskusji wrócił do kwestii nacisków politycznych. – Wzmacniamy Polską Komisję Akredytacyjną w nieuleganiu presji polityków – mówił, tłumacząc, że w trakcie prowadzenia kontroli poszczególnych szkół samorządowcy i parlamentarzyści nie składają broni, bo wiedzą, że zamknięcie kierunku lekarskiego, którym się szczycili, może ich drogo kosztować przy okazji kolejnych wyborów.

Polityka jednak nie może wygrywać z podstawową kwestią, jaką jest jakość kształcenia przyszłych lekarzy. – Negatywna ocena PKA we wszystkich przypadkach była i jest słuszna, otrzymały ją uczelnie zupełnie nieprzygotowane do prowadzenia kierunków lekarskich – mówił Marek Gzik. Najnowszym przypadkiem jest Uniwersytet w Siedlcach, któremu PKA wystawiła już drugą negatywną opinię.

Jakość kształcenia ma tym większe znaczenie, że w ostatnich latach radykalnie wzrosła liczba miejsc na kierunkach lekarskich, co wiąże się – jak przypominał wiceszef resortu nauki – z obniżeniem progu wejścia. Dostać się na medycynę, przez dekady będącą kierunkiem elitarnym, jest stosunkowo łatwo. Ponieważ, jak mówili zgodnie Marek Gzik i Artur Drobniak, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, tak duża liczba miejsc będzie skutkować – już w perspektywie pięciu, dziesięciu lat – wręcz „nadprodukcją” lekarzy, trzeba zakładać, że nadpodaż przełoży się co najmniej na zmniejszenie presji płacowej, a być może wręcz realne obniżenie zarobków tej grupy zawodowej. To, co ucieszy – przynajmniej w krótkiej perspektywie – zarządzających systemem i placówkami zdrowotnymi, może skończyć się jednak – to opinia wiceministra nauki, nie przedstawiciela samorządu lekarskiego – emigracją najlepszych lekarzy, zaś polski system i polscy pacjenci będą zabezpieczani przez pozostałych. Przed takim scenariuszem eksperci i przedstawiciele środowiska lekarskiego przestrzegali już na etapie liberalizacji przepisów regulujących uruchamianie kierunków lekarskich, ale kilka lat temu obowiązywała „doktryna”: lepiej mieć lekarza gorzej wykształconego niż żadnego.

Uczelnie, które nie spełniają standardów kształcenia, nie mogą kształcić lekarzy – to stwierdzenie wybrzmiewało bardzo mocno podczas całej dyskusji. Magdalena Kuncewicz, dyrektor SP ZOZ MSWiA w Poznaniu im. prof. Ludwika Bierkowskiego przyznała, że szpitale nie chcą podpisywać umów ze szkołami bez pozytywnej opinii PKA. – Student kształcony w takiej uczelni nie może być dopuszczony do wykonywania czynności przy pacjencie – tłumaczyła. Jednocześnie wskazała, że głównymi problemami są w tej chwili liczba lekarzy w systemie publicznym, bo Polska ma bardzo silnie rozwinięty sektor prywatny usług medycznych, oraz przeregulowanie i zbyt wysokie standardy opieki w niektórych specjalizacjach. Wskazała, bez zaskoczenia, standardy anestezjologiczne, które na przykład przewidują, że jeden lekarz może zabezpieczać tylko jedną rodzącą ze znieczuleniem zewnątrzoponowym.

Jak mówił dr Artur Drobniak, wiele problemów wynika z braku strategii systemowej. Nikt, jak podkreślał, po stronie rządowej nie policzył, ilu lekarzy będzie potrzebować Polska w dającej się przewidzieć przyszłości. Uczelnie medyczne nie mają więc jak tworzyć własnych strategii dotyczących inwestycji w infrastrukturę i kadry. Utrzymanie tak wysokiej liczby miejsc na studiach lekarskich w najbliższych kilku latach spowoduje, że Polska osiągnie, a nawet przekroczy, najwyższe w tej chwili wskaźniki liczby lekarzy w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców (w tej chwili rekordziści w Europie, czyli Grecja, wykazują wskaźnik nieco ponad 6). Biorąc pod uwagę, że i w procesie kształcenia, i potem – pracy w systemie, lekarze są najdroższym „ogniwem”, pozwalamy sobie na ekstremalną rozrzutność.

– Lekarzy kształci się dla przyszłości. Musimy wiedzieć, jak chcemy ukształtować system ochrony zdrowia. Strategia kształcenia kadr powinna być ściśle powiązana z całościową reformą systemu – zwracała uwagę dr Maria Libura, ekspertka ochrony zdrowia, współpracująca m.in. z OIL w Warszawie, przypominając, że choć medycyna coraz bardziej staje się dziedziną opartą na ścisłej współpracy wszystkich profesjonalistów, polskim nierozwiązanym problemem pozostają zupełnie odrębne ścieżki kształcenia w poszczególnych zawodach medycznych. Ścieżki, które tylko sporadycznie mają szansę się przeciąć, na przykład podczas zajęć w centrach symulacji medycznej.

Oprócz problemów długodystansowych, związanych ze strategią czy jej brakiem, są też problemy na „tu i teraz”. Przede wszystkim rozwiązanie kwestii osób, które rozpoczęły studia na kierunkach lekarskich przeznaczonych do ewentualnego zamknięcia. Czy możliwe będzie ich „przejęcie” przez największe uczelnie medyczne? Ze strony KRAUM już padła taka wstępna deklaracja, ale jak przypominał prof. Jerzy Stojko, prorektor ds. studiów i studentów SUM, żadne decyzje nie zapadły, a sprawa nie jest bynajmniej prosta. Prof. Stojko przypomniał, że uczelnie są ograniczone przez uchwały rekrutacyjne senatów i studenci musieliby po pierwsze spełnić kryteria rekrutacyjne z roku, w którym rozpoczynali studia, po drugie – najprawdopodobniej – uzupełnić przynajmniej część zajęć. – My już w tej chwili pękamy w szwach – przypomniał. Limit miejsc na pierwszy rok wynosił w ostatnim naborze 750, i choć Śląski Uniwersytet Medyczny dysponuje olbrzymią bazą dydaktyczną i kliniczną (umowy z 32 szpitalami), ma też dość typowe obecnie problemy kadrowe. Wszystko za sprawą drastycznych różnic między wynagrodzeniami w ochronie zdrowia a tym, co może zaproponować lekarzom za prowadzenie zajęć uczelnia.

18.03.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.