Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam… Choć był to w zasadzie kanał, Kanał Zero. Konkretnie rozmowa z pnącym się w górę kandydatem na prezydenta. Ale powodów może nie do płaczu, ale gorzkich refleksji, dostarczył w tym tygodniu nie tylko jeden z liderów Konfederacji.


Fot. Marcin Białek - CC BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons

  • Można się zastanawiać, czy nie byłoby lepiej (i pewnie byłoby, wziąwszy pod uwagę przykład Czech), gdyby zostały kasy chorych i mogły się rozwijać tak, jak u naszych południowych sąsiadów (ale rezultat wcale nie byłby pewny)
  • Porównywać Polskę do Niemiec i Szwajcarii w kontekście wydatków na zdrowie i perorować o wyższości tamtych systemów nad polskim bez informacji, że wydatki w Szwajcarii per capita wynoszą w tej chwili ponad 5,6 tys. EUR PPP, w Niemczech – ponad 5,3 tys. EUR PPP, a w Polsce 1,9 tys. EUR PPP to nie tylko absurd. To manipulacja
  • Racjonalizacja systemu – co może być dla polityków nie tylko zaskoczeniem, ale szokiem – ostatecznie przyniosłaby znaczący wzrost jego kosztów, bo system racjonalny to taki, w którym pacjent może korzystać z potrzebnych mu świadczeń w czasie, gdy ta potrzeba zaistnieje, a nie rok czy dwa lata później
  • Jedyny plan, jaki wydaje się mieć rząd Donalda Tuska dla ochrony zdrowia, brzmi: zróbmy tak, żeby nie trzeba było dokładać żadnych pieniędzy
  • To najprawdopodobniej będzie oznaczać dalsze wzmacnianie sektora prywatnego – dzieje się tak zawsze, ilekroć zaostrza się niewydolność systemu publicznego. To jednak nie będzie oznaczać planowej prywatyzacji. Planu – brak

Największy brak zaskoczenia. Sławomir Mentzen o zdrowiu. – Widziałem ranking, gdzie Polska była na 60. miejscu na świecie, jeżeli chodzi o ochronę zdrowia. Teraz jakie państwa są w pierwszej dziesiątce? Niemcy, Szwajcaria. Co łączy Niemcy i Szwajcarię? To, że mają konkurujące ze sobą systemy kas chorych. W sensie nie ma jednego NFZ-u, tylko jest na przykład 50. (...) Wymuszają na przychodniach, wymuszają na szpitalach jak najwyższą jakość usług, jak najlepsze ceny, dzięki czemu przychodnie i szpitale też muszą się starać, bo wiedzą, że jeżeli będą robić źle, to kasa chorych podpisze umowę z inną przychodnią albo z innym szpitalem – perorował w rozmowie z Krzysztofem Stanowskim (również startującym w wyścigu prezydenckim) Sławomir Mentzen. Warte podkreślenia – Stanowski do tej rozmowy przystąpił nie tylko przygotowany, ale też dosłownie emanował zdrowym rozsądkiem, na którego tle wywody polityka Konfederacji wypadały jeszcze bardziej… dziwacznie? Kontrowersyjnie? A może po prostu – kompromitująco?

Trudno o inne określenia, gdy zestawia się systemy ochrony zdrowia w Polsce, Niemczech i Szwajcarii i krzyczy, że nasz system jest zły, „bo NFZ”. Rzeczywiście, można się zastanawiać, czy nie byłoby lepiej (i pewnie byłoby, wziąwszy pod uwagę przykład Czech), gdyby zostały kasy chorych i mogły się rozwijać tak, jak u naszych południowych sąsiadów (ale rezultat wcale nie byłby pewny). Ale akurat samo zestawienie Niemiec i Szwajcarii pokazuje, jak mało lider Konfederacji wie o europejskich systemach opieki zdrowotnej, a tak naprawdę, jak bardzo o nich nie wie nic. Bo Niemcy i Szwajcaria mają różne systemy. Ten pierwszy jest powszechny i obowiązkowy, składka jest dużo wyższa niż w Polsce, płacą ją ubezpieczeni i pracodawcy w ich imieniu – tak w największym skrócie. Niemcy wydają na ochronę zdrowia najwięcej w Europie, prawie 12,5 proc. PKB (z czego ok. 11 proc. to wydatki publiczne). Szwajcaria, w relacji do PKB, wydaje nieco mniej niż Niemcy (niespełna 12 proc., z czego 8 proc. to wydatki finansowane z obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych, pozostała część jest pokrywana z dodatkowych ubezpieczeń i opłat ponoszonych bezpośrednio przez pacjentów). Łączne wydatki Polski na zdrowie to 6,5 proc. (z czego niespełna 5 proc. to wydatki publiczne).

Porównywać Polskę do Niemiec i Szwajcarii w kontekście wydatków na zdrowie i perorować o wyższości tamtych systemów nad polskim bez informacji, że wydatki w Szwajcarii per capita wynoszą w tej chwili ponad 5,6 tys. EUR PPP, w Niemczech – ponad 5,3 tys. EUR PPP, a w Polsce 1,9 tys. EUR PPP to nie tylko absurd. To manipulacja. Zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę, że to nie wyczerpuje pomysłów na organizację i finansowanie opieki zdrowotnej, bo w idealnym świecie Konfederacji podatki i składki mają być ekstremalnie niskie, a usługi w tej chwili publiczne stać się usługami rynkowymi. Ochrona zdrowia – również.

Ale pieniądze to nie wszystko. Sławomir Mentzen już od pewnego czasu dowodzi, że ponieważ medyczna interwencja „baby” w przypadku złamanej(?) ręki jego brata przyniosła dobre rezultaty, należy zderegulować zawody medyczne, ze szczególnym uwzględnieniem zawodu lekarza. – Przez większość świata ludzie składali komuś rękę, a wyobraź sobie, że nie mieli formalnego uniwersytetu – wywodził Sławomir Mentzen. Zupełnie serio. Prostota argumentacji godna książek Paulo Coehlo, autora między innymi przywołanej „Na brzegu rzeki Piedry…”.

„Studium” nie jest odpowiednim miejscem na wykład o historii medycyny (można tylko wspomnieć, że już w starożytnym Egipcie leczeniem przedstawicieli klas panujących zajmowali się specjalnie kształceni kapłani, których obowiązywały reguły zawarte w księgach, odstępstwa od zatwierdzonych procedur mogły podlegać karom; można się domyślać, że zależało to od rezultatu eksperymentalnej interwencji), natomiast wypada wspomnieć, że średnia oczekiwana długość życia dla ogółu społeczeństw (Wielka Brytania, Francja) pod koniec XVIII wieku oscylowała wokół 33 lat (choć przedstawiciele arystokracji, co zbadano w Wielkiej Brytanii, żyli wyraźnie dłużej), co i tak było sporym skokiem, bo w dwóch, trzech wcześniejszych stuleciach była o co najmniej kilka lat krótsza (zbieżność z wiekiem przeciętnego wyborcy Konfederacji oczywiście zupełnie przypadkowa). Po prostu – świat idealny, w którym „wybrańcy” mają dostęp do zdobyczy medycyny, a pozostali (nazwijmy ich elektoratem) nie mają szansy na dostrzeżenie, że ten świat jednak ma pewne wady.

PS. Nawet jeśli przywołanie podstawowego wskaźnika zdrowia publicznego, jakim jest długość życia, jest sporym uproszczeniem (średnia oczekiwana długość życia w ogromnym stopniu wynika z poziomu śmiertelności okołoporodowej i śmiertelności dzieci, więc ci, którym udało się przeżyć do 5. roku życia żyli znacząco dłużej niż owe 20-30 lat), to na tle tych, którymi posługuje się Sławomir Mentzen, naprawdę jest ono niewielkie.

Największe (niestety) zaskoczenie. Rafał Trzaskowski. – Obiecaliśmy, że składka zdrowotna będzie zmniejszana. I trzeba stanąć na głowie, żeby tak zreformować służbę zdrowia, aby poszukać możliwości zredukowania niektórych kosztów – stwierdził w minionym tygodniu kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski, chwaląc minister zdrowia Izabelę Leszczynę za aktywne poszukiwanie możliwości racjonalizacji kosztów i wskazując, że „są proste rzeczy, np. dotyczące tego, żeby wzmocnić system zapisywania się na wizyty lekarskie i ich odwoływania”.

Gdy jesienią ubiegłego roku Trzaskowski ogłaszał start w wyborach prezydenckich, „Studium kryzysu” przypomniało jego program z wyborów 2020: „Będę oczekiwał od rządu, że już w 2021 roku wydatki te wzrosną do co najmniej 6 proc. PKB. Tylko realne zwiększenie wydatków na służbę zdrowia, między innymi na onkologię, przełoży się na skrócenie kolejek i szybszy dostęp do leczenia. Przeliczając to na głowę każdego Polaka, z obecnych 2757 zł wydatki wzrosną do 3676 zł.”

Ówczesny i obecny kandydat proponował ni mniej, ni więcej tylko zwiększenie wydatków publicznych na zdrowie o jedną trzecią, co świadczy o tym, że opierał się na danych międzynarodowych dotyczących realnego poziomu nakładów, wynoszącego wówczas ok. 4,6 proc. PKB. „To dobra i zła wiadomość dla kandydata KO w przyszłorocznych wyborach. Dobra, bo może spokojnie przekopiować ten fragment – poza tymi wyliczeniami w przeliczeniu na głowę mieszkańca, bo inflacja zrobiła już swoje. Niewiele, prawie nic, nie zmieniło się w zakresie odsetka PKB, jaki wydajemy na zdrowie. Nadal to jest niewiele ponad 4,5 proc., więc i oczekiwania względem rządu można utrzymać w mocy. 6 proc. PKB to naprawdę niewiele. Zła, bo oczekiwania, jeśli Trzaskowski wystartuje i wygra wybory, będzie musiał kierować pod adresem «swojego» rządu, nie rządu PiS” – to fragment ze SK z listopada 2024 roku.

Rafał Trzaskowski „zapomniał” o niezrealizowanym postulacie i to może nie jest zaskakujące, częsta przypadłość polityków. Natomiast smutnym zaskoczeniem jest podjęcie – przyjmując, że jednak doskonale się orientuje, jaki jest, a jaki powinien być poziom nakładów (do REALNYCH 6 proc. luka wynosi około 50 mld zł) – tematu obniżenia składki i z retoryką „redukowania kosztów” jako remedium na poziom finansowania.

Racjonalizacja systemu nie ma na celu poszukiwania oszczędności, które miałyby zrekompensować ubytek przychodów NFZ. Racjonalizacja systemu – co może być dla polityków nie tylko zaskoczeniem, ale szokiem – ostatecznie przyniosłaby znaczący wzrost jego kosztów, bo system racjonalny to taki, w którym pacjent może korzystać z potrzebnych mu świadczeń w czasie, gdy ta potrzeba zaistnieje, a nie rok czy dwa lata później. Systemy racjonalne, które pacjenci oceniają wysoko, „kosztują” minimum 8 proc. PKB, co pokazały opublikowane niedawno przez OECD wyniki międzynarodowego badania opinii pacjentów. Takimi systemami w naszej części Europy mogą cieszyć się obywatele Czech i Słowenii. 8 proc., w opinii ekspertów OECD, to wydatki „relatywnie niskie” (bo średnia UE oscyluje wokół 9 proc.), ale „pieniądze to nie wszystko”. Jest jednak różnica między 8 (Czechy, Słowenia) a niespełna 5 proc. (Polska).

Największy znak zapytania. Adrian Zandberg. – Rządzący chcą zagłodzić publiczną ochronę zdrowia, żeby umożliwić jej prywatyzację – przekonuje lider partii Razem, również startujący w wyborach prezydenckich. Teza kusząca, ale raczej nieprawdziwa, dlatego ten duży (ogromny) znak zapytania. Taka opinia, powtarzana zresztą od wielu tygodni, oparta jest na przekonaniu, że istnieje jakiś spójny plan – w przewrotny sposób łączący strategię rządu z idealnym światem Sławomira Mentzena, o ironio. Nie wydaje się to prawdopodobne, a jedyny plan, jaki wydaje się mieć rząd Donalda Tuska dla ochrony zdrowia brzmi: zróbmy tak, żeby nie trzeba było dokładać żadnych pieniędzy. To najprawdopodobniej będzie oznaczać dalsze wzmacnianie sektora prywatnego – dzieje się tak zawsze, ilekroć zaostrza się niewydolność systemu publicznego. To jednak nie będzie oznaczać planowej prywatyzacji. Planu – brak.

30.03.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.