NFZ w coraz mniejszym stopniu jest w stanie sam sobie poradzić z finansowaniem zadań, które zostały na niego nałożone, coraz bardziej staje się uzależniony od dotacji z budżetu państwa – mówił podczas wtorkowego kongresu Rzecznicy Zdrowia wiceprezes Funduszu Jakub Szulc. Jak podkreślał, nie jest, wbrew pojawiającym się opiniom, wrogiem pracowników medycznych. – Zwracam tylko uwagę na konsekwencje ustawy o minimalnych wynagrodzeniach – podkreślał.
Fot. MSol / Kurier MP
Finanse publicznego płatnika są niestabilne, a na horyzoncie brakuje – przynajmniej po stronie decydentów – pomysłów, jak tę stabilność nie tyle przywrócić, co zbudować. Dr Łukasz Kozłowski, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich, kandydat do Rady NFZ (minister zdrowia będzie powoływać nowych członków Rady w lipcu) popierany przez kilka organizacji pracodawców, przypominał, że choć kryzys w finansach NFZ pojawił się na czołówkach mediów w ubiegłym roku i odtąd pojawia się tam regularnie, tak naprawdę Fundusz utracił stabilność – rozumianą jako zrównoważenie kosztów i bieżących przychodów – już w 2023 roku. – Wtedy jednak rok rozpoczynaliśmy z funduszem zapasowym w wysokości 26 mld zł, co pozwoliło sfinansować wszystkie potrzeby – stwierdził.
Nierównowaga i brak stabilizacji są wyzwaniem, jak podkreślał z kolei Jakub Szulc, tu i teraz, gdy mówimy o luce w finansach i konieczności jej niwelowania przez budżet państwa (przy obecnych rozwiązaniach dotyczących finansowania ochrony zdrowia), ale będzie się ono pogłębiać. Jeszcze nie w najbliższej dekadzie, ale w latach 2040–2050, a o takiej perspektywie powinniśmy też debatować, finanse Funduszu będą poddane z jednej strony presji spadających przychodów, z drugiej – gwałtownie rosnących potrzeb zdrowotnych. Wszystko za sprawą jednego czynnika, czyli zmian demograficznych i poziomu zestarzenia się społeczeństwa.
Szulc przypominał też dane międzynarodowe, z których jasno wynika, że Polska znajduje się na końcu lub w stawce krajów zamykających rankingi wysokości publicznych wydatków na zdrowie. – One oczywiście w ostatnich dwudziestu latach rosły. Możemy się cieszyć, że w ostatnich latach nominalnie rosły bardzo, realnie też są większe. Ale tempo wzrostu nie było duże – zwracał uwagę, dodając, że w innych krajach też wydatki na zdrowie rosły, na ogół dużo szybciej niż w Polsce. Wiceprezes NFZ, który – jak mówił – sytuację w zdrowiu obserwuje od trzech dekad, zwracał uwagę, że w tej chwili ciągle jesteśmy zakładnikami decyzji, które zapadały w latach 1997-1999. To wtedy podjęto decyzję o ustaleniu wysokości składki zdrowotnej na poziomie 7,5 proc. (później wzrosła ona stopniowo do poziomu 9 proc.), podczas gdy w Czechach, które w tym samym czasie zaczęły budować swój system ubezpieczeniowy, składkę ustalono na poziomie 13 proc. – Wtedy też zapadła decyzja o wejściu w nowy system ze szpitalami co prawda skomunalizowanymi, czyli przekazanymi przez państwo samorządom, ale niezrestrukturyzowanymi – przypominał. Tamte decyzje mają konsekwencje w postaci przewlekłego niedofinansowania z jednej strony, z drugiej – obciążenia systemu najbardziej kosztochłonnym segmentem szpitalnym.
Na „stare” decyzje nakładają się nowe, w tym decyzja najpierw o uchwaleniu ustawy o wynagrodzeniach minimalnych, a potem, w latach 2021-2022, jej nowelizacji. – Nie atakuję ustawy. Ona w oczywisty sposób rozwiązała istotny problem strukturalny bardzo niskich wynagrodzeń w sektorze ochrony zdrowia – zaznaczył Jakub Szulc, dodając jednak, że ustawa realnie zabija nie tylko finanse systemu ochrony zdrowia, ale też rolę płatnika, który w coraz większym stopniu finansuje zasoby systemu, a w coraz mniejszym może zapewniać pacjentom dostępność świadczeń. Bo jeśli praktycznie cały wzrost przychodów musi sfinansować podwyżki, a narastający koszt operacji podwyżkowej w 2025 roku pochłonie 25 proc. budżetu płatnika, nie ma przestrzeni do obejmowania finansowaniem np. nowych programów lekowych, nowych terapii. – Fundusz nie ma pieniędzy na realizację nowych zadań – przyznał.
Taki jest kontekst debat o składce zdrowotnej, konkretnie zaś o jej obniżaniu. Z ostatniego posiedzenia Sejmu „spadło” głosowanie w sprawie rządowego projektu obniżającego składkę zdrowotną dla 95 proc. przedsiębiorców, choć tak naprawdę – jak mówił Łukasz Kozłowski – rozwiązanie to dotyczy przede wszystkim osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą w wersji najbardziej podstawowej, czyli niezatrudniających nikogo. Ekspert postawił znak zapytania nad zrównywaniem przedsiębiorców i samozatrudnionych, którzy w dużej części nie ponoszą żadnego ryzyka biznesowego, nie wykazują się przedsiębiorczością, nie konkurują na rynku, bo mają stałych kontrahentów, odbiorców swoich usług (niejednokrotnie jest to zresztą jeden podmiot), a działalność gospodarcza jest formą ucieczki od obciążeń fiskalnych.
W ocenie dr. Kozłowskiego dyskusje o obniżeniu składki zdrowotnej nie powinny mieć miejsca, natomiast politycy powinni wziąć pod uwagę cały pakiet rekomendacji, jakie pół roku temu przedstawili eksperci FPP, które pozwoliłyby wyprowadzić finanse Funduszu na prostą, czyli uniezależnić je od bieżących decyzji politycznych, bo te niekoniecznie muszą przyznawać zdrowiu odpowiedni priorytet. Wśród rekomendacji są m.in. połączenie składki zdrowotnej z chorobową i podwyższenie stawki samej składki zdrowotnej. Koszty dla pracodawców miałoby złagodzić wprowadzenie zasady, że ZUS pokrywa koszty zwolnień lekarskich wszystkich pracowników już od 15. dnia choroby. Eksperci postulowali też, między innymi, przywrócenie katalogu dotacji przedmiotowych na takie wydatki jak szczepienia ochronne czy ratownictwo medyczne, które pod koniec 2022 roku zostały przekazane Funduszowi do finansowania. Na liście rekomendacji są też zmiany w ustawie o wynagrodzeniach, obejmujące odejście od kwoty bazowej w postaci średniej krajowej za poprzedni rok, waloryzację w mechanizmie podobnym do tej, jaka dotyczy emerytur oraz wprowadzenie zasady, że wynagrodzenia powyżej ustalonego poziomu nie podlegają ustawowym mechanizmom podwyżek czy waloryzacji.
Jakub Szulc ocenił, że zarówno oparcie budżetu NFZ głównie na przychodach ze składki i dotacji przedmiotowych, jak i racjonalizacja kosztów – na wielu płaszczyznach, nie tylko w obszarze wynagrodzeń – byłyby dla stabilizacji finansowej płatnika niezwykle korzystne. Zwrócił też uwagę na pilną konieczność większej koordynacji działań i decyzji dotyczących ochrony zdrowia – zarówno na poziomie rządu, jak i w samym systemie, który pozostaje ciągle zbiorem silosów.