Miało być poparcie premiera i całego rządu, tymczasem projekt ustawy „szpitalnej” po raz kolejny nie przeszedł przez rząd. To więcej niż porażka, bo kilka dni wcześniej minister zdrowia tłumaczyła swoje głosowanie za obniżeniem składki koniecznością gry zespołowej w celu przeprowadzenia zmian w systemie ochrony zdrowia, których częścią jest ustawa szpitalna.
Premier Donald Tusk. Fot. KPRM
- Projektem ma się zająć ponownie Stały Komitet Rady Ministrów
- Przyczyną decyzji rządu miałoby być pojawienie się w ostatniej chwili zapisów dotyczących PWZ lekarzy spoza UE
- Rada Ministrów mogła przyjąć projekt ustawy z pominięciem budzących wątpliwości zapisów dotyczących odrębnego problemu
- Nie jest też wykluczone, że decyzja o odwleczeniu przyjęcia projektu ma związek ze zbliżającą się kampanią prezydencką
Projektem ma się zająć ponownie Stały Komitet Rady Ministrów. Ministerstwo Zdrowia dopytywane o przyczyny rządowej decyzji pisze o konieczności „precyzji wypracowania” ostatecznego kształtu ustawy, co każe postawić pytanie o jakość dotychczasowych prac, którymi kieruje wiceminister zdrowia Jerzy Szafranowicz. Projekt od początku listopada albo jest zdejmowany z obrad rządu, albo nawet na nie nie dociera. Obecna wersja to „trzecie okrążenie”, „wersja soft”, która – jak się okazuje – nadal nie jest wystarczająco precyzyjna, a fakt, że po raz drugi powodem wywrócenia prac na ostatniej prostej może być pojawienie się w projekcie nieuzgodnionych wcześniej zapisów (z takiego powodu porażkę zaliczyła pierwsza wersja projektu, na początku listopada ubiegłego roku), trudno nawet skomentować.
Według wtorkowych informacji „Rynku Zdrowia” przyczyną decyzji rządu miałoby być pojawienie się w ostatniej chwili zapisów dotyczących wcale nie ustawy szpitalnej, ale kwestii prawa wykonywania zawodu lekarzy spoza Unii Europejskiej. Pisaliśmy o tym pod koniec lutego, gdy media informowały, że tzw. receptomaty zatrudniają lekarzy spoza UE, którzy mogą wykonywać zawód w Polsce na podstawie przepisów przyjętych w czasie pandemii i po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Wtedy okazało się, że resort zdrowia, wydając decyzje dopuszczające lekarzy do pracy w Polsce poza trybem zarezerwowanym dla izb lekarskich, nie ma możliwości i nie weryfikuje dostarczanych przez zainteresowanych dokumentów. Minister zdrowia Izabela Leszczyna podczas spotkania z przedstawicielami samorządu lekarskiego uzgodniła wówczas, że resort przygotuje błyskawiczną nowelizację przepisów, przywracającą stan, w którym tylko izby lekarskie mogą podejmować decyzje dotyczące przyznawania PWZ. Te zmiany miały być właśnie dołączone do ustawy szpitalnej, więc niewykluczone, że rzeczywiście ich pojawienie się – bez wcześniejszej konsultacji – mogło zablokować projekt.
Jednak to wcale nie musi być zasadniczy powód. Rada Ministrów mogła przyjąć projekt ustawy z pominięciem budzących wątpliwości zapisów dotyczących odrębnego problemu. Skoro minister zdrowia pod koniec tygodnia twierdziła publicznie, że uzgadniana miesiącami wersja soft reformy szpitalnictwa „na pewno będzie przyjęta przez Radę Ministrów, bo jest już po Komitecie Stałym Rady Ministrów”, jak można było usłyszeć nieoficjalnie, przyczyn decyzji rządu należy szukać w tej wypowiedzi. – Pewna jest tylko śmierć i podatki – stwierdził w rozmowie z nami jeden z polityków. – Na liście rzeczy pewnych na pewno nie ma zaś poparcia Donalda Tuska dla minister zdrowia.
Niepoddana konsultacjom publicznym i uzgodnieniom „wrzutka” byłaby w tej interpretacji wyłącznie pretekstem, a nie powodem decyzji rządu.
Nie jest też wykluczone, że decyzja o odwleczeniu przyjęcia projektu, czyli skierowania go do Sejmu, ma związek ze zbliżającą się kampanią prezydencką. Wprawdzie projekt nie zawiera żadnych twardych rozwiązań, które przesądzałyby np. o zamykaniu oddziałów ginekologiczno-położniczych, ale samo jego pojawienie się w Sejmie mogłoby posłużyć jako pretekst do wznowienia debaty, czy rząd Donalda Tuska chce zamykać porodówki. Po wielu miesiącach odkładania decyzji – Leszczyna w grudniu wprost mówiła, że kampania prezydencka nie służy temu projektowi – przyjęcie go na kilka tygodni przed wyborami mogłoby być polityczną niefrasobliwością.