Lekarze, związki zawodowe, naukowcy, politycy lewej strony sceny politycznej apelują do prezydenta o zawetowanie ustawy obniżającej składkę zdrowotną dla przedsiębiorców. Ale ustawa jest na razie w Senacie i... wcale nie musi trafić na biurko prezydenta.
Pałac Prezydencki. Fot. Hubert Pietrykowski / KPRP
W czwartek w sprawie składki zdrowotnej w Ministerstwie Zdrowia spotyka się prezydium Zespołu Trójstronnego ds. ochrony zdrowia, ale to spotkanie, jak usłyszeliśmy, merytorycznie do dyskusji na temat tego, „co dalej ze składką zdrowotną”, nic nie wniesie. Co nie znaczy, że wokół składki nie dzieje się nic. Przeciwnie – do samorządu lekarskiego, Porozumienia Rezydentów OZZL i „Solidarności” oraz partii Razem, które już zaapelowały lub zapowiedziały apel do prezydenta Andrzeja Dudy o zawetowanie ustawy obniżającej składkę dla przedsiębiorców, dołączyła grupa kilkudziesięciu naukowców, którzy na decyzji Sejmu nie zostawili suchej nitki, zwracając się i do marszałek Senatu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, i do prezydenta – jeśli „izba refleksji” ustawy nie zatrzyma – o weto. W liście otwartym podkreślają, że jest ona niezgodna z konstytucją i elementarnym poczuciem sprawiedliwości społecznej oraz stanowi zagrożenie dla polskiego systemu ochrony zdrowia. Wytykają oczywistość – ustawa jest najbardziej korzystna nie dla mikroprzedsiębiorców, ale dla najwięcej zarabiających.
Sprawę skomplikowało środowe wystąpienie koalicjanta, czyli polityków Lewicy, którzy otwarcie zadeklarowali przekonywanie prezydenta do weta – Magdalena Biejat, kandydatka Lewicy w wyborach prezydenckich ma się spotkać z Andrzejem Dudą w najbliższy poniedziałek. Razem z Wojciechem Koniecznym zapowiadają, że w Senacie „będą bronić składki zdrowotnej do upadłego”.
Z naszych informacji wynika, że w kierownictwie Koalicji Obywatelskiej w sprawie składki pojawił się mocny element niepewności, czy aby na pewno forsowanie ustawy było dobrym pomysłem. Zwłaszcza że w ostatnich dniach media nagłośniły informacje dotyczące ubiegłorocznych minimów stanu kont Narodowego Funduszu Zdrowia. Fakt, że zdarzyły się dni, w których na kontach płatnika było mniej niż milion złotych (rekord – mniej niż 300 tys. zł), przemawia do wyobraźni, nawet jeśli politycy mieli świadomość, że tak właśnie musiała wyglądać sytuacja w 2024 roku, skoro drastycznie spadły przychody płatnika z tytułu odsetek bankowych. Skala spadku już na etapie planowania budżetu NFZ na 2025 roku wskazywała, że pieniądze znikają z kont zaraz po tym, jak się pojawiają, a płynność finansowa staje się pojęciem względnym.
Jednak niepewność w największej partii koalicyjnej nie jest związana z meritum problemu (a w każdym razie nie w największym stopniu), co z politycznymi konsekwencjami podjętej decyzji. Z nieoficjalnych rozmów wynika, że praktycznie nie brano pod uwagę weta prezydenta, zwłaszcza że dopiero na ostatnim etapie okazało się, że Prawo i Sprawiedliwość jednak ustawy nie poprze.
Andrzej Duda ma w ręku komplet argumentów za wetem: sprzeciw partii, z której się wywodzi, apele i stanowiska ekspertów, głosy interesariuszy systemu, apel polityków znajdujących się po drugiej stronie sceny politycznej (możliwość zademonstrowania, że wznosi się ponad polityczne podziały, w trakcie dekady nie zdarzała się przecież tak często), wreszcie – a może przede wszystkim – głosy doradców do spraw zdrowia, z których raczej nikogo nie można posądzać o poparcie dla idei obniżania składki zdrowotnej. Jeśli większość sejmowa rzeczywiście nie wzięła pod uwagę sprzeciwu prezydenta, przeprowadzając ustawę, popełniła błąd iście sztubacki.
Najprostszy scenariusz zakłada, że na posiedzeniu po świętach (23-24 kwietnia) Senat przyjmuje ustawę bez poprawek i trafia ona na biurko prezydenta. Andrzej Duda ma 30 dni na decyzję. Nie musi tyle czekać, może podjąć ją przed pierwszą lub drugą turą wyborów prezydenckich. Pytanie, który wariant jest bardziej szkodliwy dla kandydata największej partii rządzącej, który (nie wiadomo po co) osobiście zaangażował się w sprawę, wygłaszając dziwnie brzmiące twierdzenia, że opowiada się za stopniowym obniżaniem składki zdrowotnej. Nie ma bowiem żadnej wątpliwości, że uzasadniając weto do ustawy, prezydent wykorzysta pełny arsenał argumentów, których wspólny mianownik brzmi: – Obniżanie składki jest działaniem skrajnie niesprawiedliwym i zagrażającym bezpieczeństwu zdrowotnemu Polaków.
Ale są też inne scenariusze. Senat ustawy raczej nie zawetuje, ale może wprowadzić do niej poprawki. Lub jedną poprawkę, nawet o charakterze technicznym. Wówczas ustawa musi wrócić do Sejmu. I o ile Senat ma na decyzję 30 dni, o tyle posłów nie wiążą żadne terminy. Mówiąc jaśniej: jeśli Senat cokolwiek zmieni w ustawie, może ona wrócić do Sejmu i tam, mówiąc kolokwialnie, ugrzęznąć. O włączeniu punktu dotyczącego rozpatrzenia uchwały Senatu decyduje prezydium Sejmu – i może tego nie zrobić nawet do końca kadencji.
Oczywiście tu nie ma prostych rozwiązań. Bo w obecnym kształcie w prezydium Sejmu na pierwszy rzut oka może się stworzyć egzotyczna koalicja Lewica-Trzecia Droga-Konfederacja, dysponująca czterema głosami, przeciw dwóm Koalicji Obywatelskiej (jeśli ta zdecydowałaby się na scenariusz taktycznego poprawienia ustawy). Dla tych ugrupowań doprowadzenie do głosowania w Sejmie i przesłania ustawy do prezydenta przed wyborami byłoby bardziej korzystne niż jej mrożenie, a z prezydenckiego weta każda z tych partii dla swojego kandydata wyciągnęłaby odpowiedni (różny) przekaz. Sławomir Mentzen mógłby grzmieć, że tylko Konfederacja naprawdę ulży przedsiębiorcom, Magdalena Biejat mogłaby chwalić się skutecznością, a Szymon Hołownia… cóż, mówiłby o właścicielach warzywniaków, szewcach i odpowiedzialności Andrzeja Dudy za ich los (prawdopodobnie).
Jest też scenariusz cięższego kalibru: weto Senatu lub poprawka o charakterze zasadniczym. Na przykład przesuwająca wejście w życie przepisów o rok lub dwa lata, z powodu namacalnie trudnej sytuacji finansowej NFZ (argumentów nie brakuje, w tym tygodniu informowaliśmy, w jakim tempie płatnik zużywa dotację podmiotową z budżetu państwa). Wówczas przedstawicielowi Lewicy w prezydium Sejmu byłoby trudniej przyłączyć się do Trzeciej Drogi i (ewentualnie) Konfederacji.
I wreszcie scenariusz zakładający, że Koalicja Obywatelska i Trzecia Droga wspólnie przeprowadzą taką decyzję Senatu, która pozwoli zatrzymać proces legislacyjny złego rozwiązania między Senatem a Sejmem, minimalizując też polityczne szkody z coraz bardziej widocznego pękania koalicji rządzącej. Najlepiej, gdyby zostało to podparte uznaniem argumentów przeciwników obniżania składki zdrowotnej, ale racje polityczne mogą do polityków przemawiać skuteczniej.