Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Wystarczy zebrać 100 tys. podpisów, by móc na antenie największych stacji telewizyjnych w najlepszym czasie antenowym opowiadać kompletne bzdury. Również dotyczące obszaru zdrowia. I nie ma sposobu, by postawić tamę ewidentnym fake newsom.


Minister finansów Andrzej Domański. Fot. MF

  • Dobrą wiadomością niewątpliwie jest to, że szef resortu finansów dostrzega problem. Znacznie gorszą, że jest to bodaj jedyna rzecz, którą wie
  • Jeśli senatorom przyszłoby do głowy ustawę składkową udoskonalić i trafiłaby do Sejmu, może tam leżeć do końca kadencji albo do zmiany warty w Pałacu Prezydenckim
  • Tematy poświęcone szeroko rozumianemu zdrowiu nie zdominowały debaty prezydenckiej
  • Kończący się sezon szczepień przeciwko grypie był jeszcze gorszy pod względem poziomu zaszczepienia niż poprzedni

Największe (niestety) zaskoczenie. Co wie minister finansów. Wiemy, że jest problem – mówił w minionym tygodniu na antenie Polsat News minister finansów Andrzej Domański, odpytywany na okoliczność nienajlepszej sytuacji finansowej Narodowego Funduszu Zdrowia. – Dodatkowe 4 mld zł zostały NFZ przekazane. Będziemy szukać dodatkowych środków na ochronę zdrowia, która jest priorytetem dla naszego rządu – zapewniał szef resortu finansów, deklarując jednocześnie pozostawanie w stałym kontakcie z minister zdrowia Izabelą Leszczyną w tematach poszukiwania pieniędzy oraz negocjacji dotyczących warunków podpisania planu finansowego NFZ. W połowie kwietnia bowiem płatnik cały czas działa na podstawie prowizorium, choć może się cieszyć z dodatkowych 4 mld zł, o czym informowaliśmy kilka dni wcześniej.

Dobrą wiadomością niewątpliwie jest to, że szef resortu finansów dostrzega problem. Znacznie gorszą, że jest to bodaj jedyna rzecz, którą wie. To trochę tak, jakby przed tablicą z równaniem (niech będzie, z wieloma niewiadomymi) stał uczeń. Niby wie, że ma problem (do rozwiązania), tyle tylko, że nie zna ani rozwiązania, ani sposobu dojścia do niego. W każdym razie każde zdanie, poza owym: „Wiemy, że jest problem”, nie świadczy o umiejętności czy zdolności do uporania się z tymże problemem. Być może kłopot wynika z błędnie przyjętych założeń, patrząc na ostatnie tygodnie i miesiące dyskusji na temat finansów ochrony zdrowia, jest to nawet więcej niż prawdopodobne.

Znak zapytania (raczej niewielki). Podpisze, czy nie podpisze? Oczywiście Andrzej Duda, a pytanie dotyczy ustawy obniżającej składkę zdrowotną. Na razie nie ma czego podpisywać, ale emocje już są. W piątek Adrian Zandberg (Razem), w poniedziałek Magdalena Biejat (Lewica) – kandydaci partii lewicowych chcą przekonać prezydenta Andrzeja Dudę do zawetowania ustawy. To nie jest zaskakujące, ale chyba też specjalnie potrzebne (poza okazją do zamanifestowania sprzeciwu). Wiele wskazuje, że prezydent jest do tego już przekonany, a jeśli ustawa do niego trafi, na podpis liczyć nie może – dlatego pod dużo większym znakiem zapytania jest jej procedowanie w Sejmie, przynajmniej do sierpnia. Bo Sejmu nie wiążą terminy, jeśli senatorom przyszłoby do głowy ustawę udoskonalić i trafiłaby do Sejmu, może tam leżeć o końca kadencji albo do zmiany warty w Pałacu Prezydenckim, kiedy jej szanse na podpis wzrosną (zmaleją lub spadną do zera).

Największe (mimo wszystko) rozczarowanie. O zdrowiu w Końskich. Marność nad marnościami i wszystko marność – chciałoby się powiedzieć. Tematy poświęcone szeroko rozumianemu zdrowiu nie zdominowały debaty prezydenckiej. I w tym miejscu postawienie kropki nie byłoby wcale pójściem na łatwiznę, tylko decyzją z kategorii oszczędzania wstydu (kandydatom) i mitręgi (wszystkim pozostałym).

Z kronikarskiego obowiązku warto odnotować, że czterech na ośmiu kandydatów występujących w debacie podpisałoby ustawę obniżającą składkę, czworo by jej nie podpisało, ale liczba okrągłych słów, jakie padły przy okazji, każe sądzić, że mało który kandydat wie, o co chodzi. Twarde dane przywołała Magdalena Biejat, przypominając wszystkim, że polskie publiczne wydatki na zdrowie nie przekraczają 5 proc. PKB, a średnia UE jest niemal dwa razy wyższa. Krzysztof Stanowski ironicznie wytykał skrajną niesprawiedliwość rozwiązania i przypominał o narastającej niewydolności systemu. Ale zanim ktoś dojdzie do wniosku, że im mniejsze poparcie czy wręcz rozpoznawalność, tym większa sensowność wypowiedzi, spoiler: to tak nie działa.

Od zakończenia debaty w Końskich wiele już napisano i powiedziano gorzkich słów. To była kompromitacja idei debat na wielu poziomach. Również, a może przede wszystkim, na poziomie merytoryki, ale też zdolności do odsiewania ziarna od plew. Poglądy można mieć różne (łącznie z tym, czy ustawę obniżkową się popiera, czy się nie popiera), ale pozostaje jeszcze grząski obszar mijania się z prawdą. Ewidentnych fake newsów.

Gdyby słowa kandydatów w czasie rzeczywistym analizowała sztuczna inteligencja, która mogłaby sygnalizować – przeciągłą syreną – kandydata mijającego się z prawdą, w sposób oczywisty i niepodważalny, w sferze faktów oczywiście, Maciej Maciak (tak, jest taki kandydat) byłby niewątpliwie celem tej ostrej reakcji. Kandydat Ruchu Dobrobytu i Pokoju stwierdził mianowicie, że w Polsce składki na zdrowie są horrendalnie wysokie, w porównaniu na przykład z Wielką Brytanią, gdzie wynoszą – to informacje od Polaków, zmuszonych do wyjazdu z kraju przez „wasze” (domyślnie waszych partii) rządy – od 60 do 300 zł miesięcznie.

Nie trzeba przypominać, że składki zdrowotne w Wielskiej Brytanii są nawet niższe i wynoszą okrągłe zero złotych, bo NHS finansowana jest z podatków. Że Brytyjczycy wydają na zdrowie 11 proc. swojego PKB, co przekłada się na ponad 3,3 tys. EUR PPP na głowę mieszkańca (Polska – 1,9 tys.), i że – co więcej – jeśli chodzi o problemy, to choć są one niewątpliwie na nieco innym poziomie, Wielka Brytania ze swoją ochroną zdrowia ma niezwykle podobne do polskich.

Wypowiedź Maciaka powinna więc uruchomić jakiś mechanizm karzący, może zapadnię (to mógłby być na przyszłość pewien pomysł). Nota bene, kiedyś, w przeszłości nie tak znów odległej, część dziennikarzy i wydawców angażowała się w trakcie kampanii wyborczej w różnego rodzaju „fałszometry”, analizując wypowiedzi polityków, w tym ubiegających się o najwyższy urząd w państwie, pod kątem zgodności z faktami. Wiśnią na torcie tego kuriozum, którego w piątek wieczorem byliśmy świadkami, jest to, że Maciak sam siebie nazywa dziennikarzem (nieco na wyrost, analizując życiorys), natomiast zwraca uwagę, że równie intensywnie, co mało skutecznie, szuka dla siebie miejsca w szeroko rozumianej polityce na przestrzeni już niemal dwudziestu lat, wiążąc się a to z Samoobroną, a to z Bezpartyjnymi Samorządowcami.

Wniosek? 100 tys. podpisów to dźwignia do autopromocji i możliwości obnoszenia się ze swoimi (?) poglądami, podbitymi dość wyczuwalnym swądem kremlowskiej propagandy (kandydat dowodził na przykład, że Polacy płacą srogie składki zdrowotne, które są wydawane na… zbrojenia, oczywiście w domyśle zupełnie niepotrzebnie, tu znów kandydat przywołał przykład „Wielkiego Albionu”, posiadającego jego zdaniem znikomą liczbę haubic, tak jakby to miało jakiekolwiek znaczenie w obliczu położenia oraz faktu posiadania wystarczająco dużej liczby bomb atomowych).

Wniosek numer dwa? Z występu Maciaka najbardziej mogą być zadowoleni kandydaci przewodzący w sondażach. Niska wartość merytoryczna ich wypowiedzi została całkowicie przyćmiona.

Największy brak zaskoczenia/katastrofa. Szczepienia przeciwko grypie. Kończący się sezon szczepień przeciwko grypie był jeszcze gorszy pod względem poziomu zaszczepienia niż poprzedni. Wróciliśmy do stanu sprzed pandemii i to mimo wprowadzenia (licznych) rozwiązań, teoretycznie zwiększających dostępność, i finansową (refundacja), i organizacyjną (szczepienia w aptekach) do szczepionek i do szczepień. Fakt, że po raz kolejny do utylizacji trafiają setki tysięcy dawek szczepionki, nie poprawia naszej, jako kraju, sytuacji, jeśli chodzi o dostępność nowoczesnych produktów – trzeba się liczyć np. również w kolejnym sezonie z brakiem dostępności donosowej szczepionki dla dzieci, bo producentom obecność na polskim rynku się po prostu nie opłaca.

Niski poziom zaszczepienia nie jest zaskoczeniem, bo Polacy przeciw grypie nie szczepią się od lat. Jednak można mówić o porażce, a nawet o katastrofie. Co prawda eksperci doskonale wiedzą, co należałoby zmienić i jakie decyzje podjąć, by zatrzymać fatalny trend i próbować go skutecznie odwrócić, jednak ta wiedza nie przekłada się na decyzje. Te są w rękach Ministerstwa Zdrowia i instytucji odpowiedzialnych za zdrowie publiczne, a problemem jest to, że nie mogą być podejmowane pojedynczo, w kilkumiesięcznych odstępach, w dodatku w terminach niedopasowanych do kalendarza sezonu infekcyjnego. Świetną wiadomością było umożliwienie farmaceutom wystawiania recept refundowanych na szczepionki (połowa lutego), tyle że z dobrodziejstw tego rozwiązania, w obszarze grypy, skorzystamy w kolejnym sezonie infekcyjnym. O ile, oczywiście, nie zawiedzie coś innego – na przykład terminowość wydania zarządzeń dotyczących finansowania samych szczepień ze środków publicznych (o kwestii związanej z uporządkowaniem zasad wykonywania i rozliczania szczepień w POZ nie mówiąc).

13.04.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.