Czy Polska zbuduje najsilniejszą gospodarkę w regionie bez zdrowych fundamentów, czy też bez fundamentu zdrowia? Czy Ministerstwo Finansów rzeczywiście widzi możliwości zmian w ustawie przychodowej i regułę n-2 mogłaby zastąpić reguła n-1? Albo może wręcz… n?
Fot. Hubert Pielas, Kancelaria Senatu
Największy znak zapytania. Wynagrodzenia minimalne. Być może należy podwyższyć współczynniki i na pewien czas zatrzymać waloryzację minimalnych płac. Jesteśmy otwarci na taką dyskusję – stwierdził podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski. Wypowiedź wywołała w środowisku lekarskim sporą burzę, choć o takim scenariuszu – jednorazowego podniesienia wskaźników w połączeniu z czasowym odstąpieniem od waloryzacji – prezes lekarskiego samorządu mówił już wcześniej, jako o jednej z opcji, która mogłaby się pojawić na stole, gdyby strona rządowa chciała poważnie rozmawiać o zmianach w ustawie o wynagrodzeniach minimalnych. – Jeżeli jednak mamy tylko paść ofiarą poszukiwania oszczędności, to będziemy do końca bronić ustawy o płacy minimalnej – mówił dalej Jankowski.
Ta zapowiedź przebiła się dużo słabiej, a wszystko wskazuje, że to ona może być w bliskiej perspektywie kluczowa. Jest raczej oczywiste, że nikt nie podejmie rozmów na temat zwiększenia współczynników, w przypadku lekarzy specjalistów nawet nie do postulowanych trzech, ale choćby i dwóch średnich krajowych (i proporcjonalnie dla pozostałych grup zawodowych), bo skokowa podwyżka wynagrodzeń wysłałaby budżet NFZ na ten rok w kosmos. Na ten, i na kilka kolejnych również. Ale podstawowy problem jest inny: strona rządowa na temat ustawy rozmawiać, przynajmniej obecnie, chyba nie zamierza.
Sytuacja, jeśli chodzi o ustawę o wynagrodzeniach minimalnych, jest taka, że ze strony pracodawców, ekspertów i płatnika słychać tylko jeden, spójny komunikat: ustawa musi zostać zmieniona, cele zostały osiągnięte, publiczny system nie udźwignie finansowo ani jednej kolejnej tury podwyżek. Pod znakiem zapytania stoi również tegoroczna: dyrektorzy szpitali są coraz mocniej przekonani, że Ministerstwo Zdrowia wybierze najbardziej oszczędnościowy wariant realizacji ustawy i Fundusz wypłaci im zaledwie około połowy środków, jakie otrzymywali w poprzednich latach, co będzie oznaczać przerzucenie na podmioty kosztów lub zgodę na pojawienie się mniej lub bardziej lokalnych protestów. Nieznane jest natomiast stanowisko Ministerstwa Zdrowia, które w tej sprawie uprawia typowy „strusizm”. I nie chodzi tylko o deklaracje, ale przede wszystkim – kierunkowe decyzje.
Zupełnie na marginesie, kilka miesięcy temu Komisja Zdrowia wpisała do swojego planu prac rozpatrzenie sprawozdania podkomisji nadzwyczajnej o obywatelskim projekcie ustawy o zmianie ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Posłowie mieli się zająć projektem pielęgniarskim, co byłoby – być może – okazją do postawienia pytań o losy ustawy, ale się nie zajęli, więc i okazji nie było.
Największe (mimo wszystko) zaskoczenie. Decyzja Senatu. Mieli „mieszane uczucia”, dostrzegli, że należałoby raczej debatować o zwiększaniu nakładów na zdrowie, mimo to zagłosowali za ustawą obniżającą przedsiębiorcom składkę zdrowotną. Senatorowie Koalicji Obywatelskiej i Trzeciej Drogi, przy sprzeciwie Prawa i Sprawiedliwości oraz Lewicy (minus jeden głos byłego już senatora tego klubu, Piotra Woźniaka, który za złamanie dyscypliny został wyrzucony) podjęli decyzję, która z ogromnym prawdopodobieństwem oznacza koniec krótkiego żywota niedawno uchwalonej ustawy, bo prezydent Andrzej Duda wydaje się mieć zdanie na temat ustawy wyrobione, można jedynie spekulować, kiedy je ogłosi, czy stanie się to jeszcze przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, czy między turami (tak, dużo, a w zasadzie wszystko zależy tu od kalkulacji politycznych). No i nie wiadomo do końca, czy będzie to weto, czy też może raczej odesłanie do Trybunału Konstytucyjnego. Pojawiły się nawet pogłoski, że niektórym politykom koalicji rządzącej taki scenariusz jest na rękę, a ustawę „najwyżej uchwali się kolejny raz, albo i nie”.
Wokół tego, co i kiedy zrobi prezydent, jest głośno, natomiast niezbyt donośnym echem odbiła się w mediach debata na posiedzeniu Senatu. Trudno się dziwić, równolegle obradował Sejm, w Katowicach uwagę przykuwał Europejski Kongres Gospodarczy z obfitującą w ważne dyskusje ścieżką zdrowotną. Jeśli do tego dodać uroczystości w Gnieźnie z okazji 1000-lecia koronacji Bolesława Chrobrego i ogłoszenie doktryny piastowskiej Donalda Tuska (Polska będzie najsilniejszą gospodarką w regionie, zapewniał premier, gdy niemal w tym samym czasie eksperci w Katowicach zwracali uwagę, że niechęć państwa i obywateli do inwestycji w publiczny system ochrony zdrowia i w zdrowie w ogóle może się odbić w sposób bardzo bolesny właśnie na gospodarce), można było odhaczyć decyzję Senatu, nie poświęcając uwagi temu, co przy okazji w izbie refleksji powiedziano. A powiedziano bardzo wiele. Na przykład na temat przywracania elementarnej sprawiedliwości, „bo nie można ponad 30 milionów ludzi utrzymywać tylko na garnuszku dwóch milionów przedsiębiorców” (Adam Szejnfeld, Koalicja Obywatelska).
Było też o emocjach. – To jest według mnie smutny dzień. To smutny dzień dlatego, że rozmawiamy o rzeczywistości, w której jesteśmy, a ta rzeczywistość jest taka, że pieniędzy w ochronie zdrowia jest za mało. I nie rozmawiamy o tym, jak spowodować, żeby ich było więcej, tylko rozmawiamy o tym, jak spowodować, żeby ich nie było mniej wskutek decyzji, które podejmujemy – mówił Wojciech Konieczny, wiceminister zdrowia z Lewicy. Kreowanemu przez Koalicję Obywatelską, Trzecią Drogę i przedstawiciela Ministerstwa Finansów obrazowi pokrzywdzonych przez Polski Ład przedsiębiorców, nie kwestionując tych krzywd, Konieczny przypominał: – Polski Ład zrobił oczywiście krzywdę, różne krzywdy się wydarzyły w wyniku Polskiego Ładu, ale nie zapominajmy o etatowcach. Oni przez Polski Ład mają o 2 proc. wyższe podatki, jeśli są w niskiej skali podatkowej, a jeżeli w wyższej, to płacą powyżej 40 proc. podatków, łącznie ze składką zdrowotną. A więc skoro przedstawiamy jakieś dwa światy i mówimy, że polscy przedsiębiorcy są jakoś bardzo obciążeni, to przypominam, że (…) etatowcy również naprawdę bardzo dużo płacą na utrzymanie polskiego państwa.
I w debacie nad ustawą, i wcześniej, podczas zadawania pytań bardzo często zbaczano z tematu, na co dość rozpaczliwie starali się zwracać uwagę prowadzący obrady wicemarszałkowie. Nie raz i nie dwa padały postulaty, by Senat zajął się dyskusją na temat systemu ochrony zdrowia i sposobów jego wzmocnienia, łącznie ze wzmocnieniem finansowym. Tych głosów pozornie nie mających związku z samą ustawą było tak dużo, że w pewnym momencie ze strony wiceministra finansów Jarosława Nenemana padła dość zaskakująca deklaracja: – Wiele osób, wielu senatorów podkreślało potrzebę większej dyskusji na temat finansowania ochrony zdrowia. I być może to jest dobry moment, żeby do tej dyskusji wrócić, zastanowić się, czy może „n-1” nie byłoby lepszym rozwiązaniem.
Gdyby w ślad za tą wypowiedzią poszły kolejne kroki, gdyby Ministerstwo Finansów wraz z Ministerstwem Zdrowia rozpoczęły na szczeblu rządowym dyskusję na temat zmian w ustawie przychodowej, można byłoby to uznać za duży plus „bitwy o składkę”. Chodzi jednak (jak zawsze) o to, by ten plus nie zasłonił oczywistych minusów. W myśl zasady, że lepszy wróbel w garści, czyli około 5 mld zł przychodu ze składki przedsiębiorców, niż nawet kilkanaście miliardów, tylko… nie bardzo wiadomo, skąd.