Fakt, że edukacja zdrowotna będzie od września przedmiotem nieobowiązkowym, jest wielką tragedią naszego społeczeństwa – mówił w Sejmie dr Andrzej Depko, konsultant krajowy w dziedzinie seksuologii. Posłowie podczas posiedzenia Podkomisji ds. zdrowia publicznego pytali m.in., jaką strategię ma rząd na przekonanie rodziców, by posłali dzieci na lekcje o zdrowiu.
Posiedzenie sejmowej podkomisji ds. zdrowia publicznego, 20 maja 2025 r. Fot. Sejm
Sejmowa podkomisja ds. zdrowia publicznego zajęła się we wtorek tematem edukacji seksualnej, ważnej części edukacji zdrowotnej oraz narzędzia profilaktyki, zwłaszcza w kontekście nieplanowanych ciąż i chorób przenoszonych drogą płciową. Do dyskusji zaproszono przedstawicieli dwóch kluczowych resortów – zdrowia oraz edukacji.
Posłowie usłyszeli m.in., że edukacja seksualna prowadzona w szkole, jak potwierdzają badania prowadzone przez Instytut Badań Edukacyjnych, „ma charakter profilaktyczny i ma ogromny potencjał, który wyraża się zarówno w życiu indywidualnym, jak i społecznym”. – Aż 88 proc. rodziców dzieci w wieku szkolnym i ponad 80 proc. samych uczniów potwierdziło, że szkoła powinna być miejscem, gdzie edukacja seksualna jest wdrażana – mówiła przedstawicielka Ministerstwa Edukacji Narodowej.
Młodzież, która brała udział w lekcjach edukacji seksualnej, korzysta z prezerwatyw i antykoncepcji hormonalnej znacząco częściej (nawet 30 proc. różnicy) niż młodzież, która nie brała udziału w takich lekcjach (odsetek dotyczy młodych ludzi aktywnych seksualnie). Co więcej, młodzi mający za sobą edukację seksualną charakteryzują się „większą sprawczością w podejmowaniu decyzji, które dotyczą własnego zdrowia i relacji”.
Jak mówili przedstawiciele rządu, wprowadzany we wrześniu przedmiot, edukacja zdrowotna, ma kompleksowo obejmować tematykę zdrowia psychicznego, fizycznego, a także seksualnego. – Sama koncepcja przedmiotu została ujęta w jedenastu działach tematycznych. Jednym z nich jest właśnie edukacja seksualna.
Podczas posiedzenia głos zabrał dr Andrzej Depko, konsultant krajowy w dziedzinie seksuologii. Jak mówił, „rodzice nie czują się gotowi, aby prowadzić edukację seksualną w domu”. – Nie są gotowi, bo ich nikt nie przygotował, dla nich pojawia się problem rozmawiania, otwartości w związkach, ale też w relacji z dziećmi, bo czują się skrępowani – wskazywał. Jak przypominał, już Cyceron stwierdził: „Nie wstyd czynić, wstyd rozmawiać”. – I to się nie zmieniło. Wstydzimy się rozmawiać, co przekłada się na szereg problemów. Żyjemy w XXI wieku. Jeżeli nie wdrożymy teraz dobrej profilaktyki, prewencji, będziemy mieli deficytowe, dysfunkcyjne społeczeństwo za parę lat – przekonywał, zwracając uwagę, jak bardzo na przestrzeni kilku dekad zmieniła się sytuacja młodych ludzi, którzy od zawsze w dużej części byli pozostawiani sami sobie w zakresie zdobywania wiedzy o seksie. Wspominał, że w czasach jego młodości „trzeba było zajrzeć do encyklopedii i coś przeczytać”. – Edukacja opierała się na pewnym poszukiwaniu źródeł. W tej chwili młody człowiek ma smartfona. Gdy szuka jakiejś informacji, to wpisuje w Google hasło i obejrzy filmy, które w szybki sposób zrobią mu sieczkę z mózgu – ostrzegł.
– Co więcej, oni – przekonani, że nabierają pewnej wiedzy – kształtują swoją seksualność w sposób zdehumanizowany. Są gotowi do podejmowania jakiejś aktywności seksualnej, często także po alkoholu albo po jakichś dopalaczach czy innych środkach, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Bo my ich nie uczymy tego, że życie seksualne to jest dojrzałość i odpowiedzialność – podkreślił.
Ekspert przypominał, że życie seksualne, seksualność nie są wyizolowanymi funkcjami życia człowieka. – Seksualność jest wypadkową zdrowia somatycznego i zdrowia psychicznego, zatem osadzić tę seksualność trzeba w kontekście funkcjonowania całego człowieka. Jeżeli Jaś się nie nauczy, że trzeba stosować zdrową dietę i określony wysiłek fizyczny, to będzie miał problemy kardiologiczne, ale także problemy związane ze sprawnością seksualną – powiedział.
Na ten aspekt zwracali uwagę również inni eksperci, zaangażowani w prace nad programem edukacji zdrowotnej. W ich ocenie niemożliwe byłoby – co pojawiało się jako jeden z pomysłów na przełamanie impasu wokół wprowadzenia przedmiotu do szkół – wyłączenie segmentu edukacji seksualnej, bo człowiek ma jedno zdrowie, a problemy z seksualnością przekładają się w bardzo mocny sposób chociażby na zdrowie psychiczne.
Fakt, że edukacja zdrowotna, która ma zacząć się od września, będzie przedmiotem nieobowiązkowym, dr Depko uważa za „wielką tragedię”. – My nie przygotujemy należycie młodego pokolenia. Mamy odpowiedzialność za to, aby przygotować młodych ludzi, aby będąc w naszym wieku, mogli powiedzieć, że żyją inaczej – ubolewał, jednocześnie przyznając, że nie wie, jak przemówić do społeczeństwa, aby pokazać, że nauka i wiedza to nie jest chęć patologizowania młodych ludzi i uczenia ich masturbacji. – My musimy uczyć, jak mądrze zarządzać swoją seksualnością, która pojawia się w pewnym wieku. Żeby nie zaczęli szukać wiedzy na smartfonach, musimy podać im tę wiedzę znacznie wcześniej. Ten młody człowiek musi mieć do nas zaufanie, że my chcemy z nim rozmawiać. W domu z nim nie rozmawiają, więc powinien wśród nas, specjalistów, dostać wsparcie, a rodzice powinni się cieszyć, że zdejmuje się z nich to odium tego, czego tak naprawdę sami nie potrafili zrobić – stwierdził.
W trakcie dyskusji posłowie pytali przedstawicieli rządu, jaki jest pomysł na dotarcie do rodziców, by ci mieli szansę świadomie podjąć decyzję dotyczącą zgody na uczestnictwo dziecka w lekcjach poświęconych zdrowiu, podpowiadając, że w szkołach, być może nawet na poziomie klas, powinny być organizowane spotkania dla rodziców, podczas których otrzymaliby rzetelną informację na temat zakresu przedmiotowego Edukacji zdrowotnej i mogli rozwiać swoje ewentualne wątpliwości.
Rząd musi się liczyć bowiem nie tylko z negatywnym stanowiskiem hierarchii kościelnej (opublikowany w połowie maja komunikat Prezydium Konferencji Episkopatu Polski wprost nawołuje rodziców do bojkotu lekcji o zdrowiu), nie tylko z akcją polityczną, ale też czystą dezinformacją, realizowaną przez środowiska antynaukowe, ruchy antyszczepionkowe, które pokazały już swoje możliwości w kończącym się roku szkolnym przy okazji zmian w programie szczepień przeciwko HPV.