W perspektywie piętnastu lat w systemie potrzeba będzie 460 tys. pielęgniarek. Ich liczba w tym czasie spadnie do niespełna 200 tys. – wynika z raportu na temat sytuacji kadrowej w pielęgniarstwie, który był we wtorek przedmiotem pierwszego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Pielęgniarek i Położnych.
Posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Pielęgniarek i Położnych, 3 czerwca 2025 r. Fot. Sejm
Podczas spotkania w Sejmie zaprezentowano dwa raporty: jeden – przygotowany przez środowisko pielęgniarek i położnych (był prezentowany publicznie już kilka tygodni temu), drugi – opracowany w Ministerstwie Zdrowia, niezawierający tak daleko idących, pesymistycznych wizji.
Przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Krystyna Ptok przypomniała, że średnia w krajach OECD wynosi 11,2 pielęgniarki na tysiąc mieszkańców. W Polsce to 5,7 pielęgniarki. W przypadku opiekunów medycznych jest to odpowiednio 14 i 0,9. – Po połączeniu obu zawodów średnia w Polsce brzmi alarmująco, jeżeli dodamy do tego jeszcze dynamikę starzenia się społeczeństwa. Myślałyśmy, że jest źle. Jest bardzo źle. Nasuwa się pytanie, czy system jest gotowy na nadchodzącą turbulencję – mówiła.
Krzysztof Zdobylak, współautor raportu, ekspert ds. transformacji i strategii rozwoju systemu ochrony zdrowia samorządu lekarskiego, podkreślał, że dziś mamy 260 tys. pracujących pielęgniarek, a powinno być 370 tys. W perspektywie 15 lat potrzeby systemu wzrosną do 460 tys. przy jednoczesnym spadku liczby pielęgniarek do niespełna 200 tys. – W perspektywie 15 lat powinniśmy zwiększyć liczbę pielęgniarek dwukrotnie – tłumaczył, przypominając, że w wielu krajach, które mają wskaźnik liczby pielęgniarek blisko trzykrotnie wyższy niż w Polsce, planowane są kolejne zwiększenia tej liczby w związku ze starzeniem się społeczeństw. W dodatku polskim (choć nie tylko) problemem jest wysoka średnia wieku i fakt, że co piąta pielęgniarka pracująca w systemie ma już uprawienia emerytalne. – Za piętnaście lat będzie to połowa tych, które dziś pracują – mówił. I choć w ostatnich latach nastąpiło wyraźne zwiększenie zainteresowania studiami pielęgniarskimi, ciągle kształcimy zbyt mało, by zapewnić zastępowalność obecnie odchodzących na emeryturę.
Dodatkową komplikacją jest to, że studia pielęgniarskie podejmują osoby dojrzałe. Do tej pory wiele mówiło się o innych zawodach medycznych, ale przedstawiciel samorządu pielęgniarskiego wskazał, że do zawodu coraz częściej zgłaszają akces emerytowani policjanci czy strażacy, którzy kończą aktywność zawodową wcześnie, a w zawodzie pielęgniarskim widzą szansę na kontynuowanie kariery z gwarancją satysfakcjonujących zarobków.
Wiceprezes NRPiP Andrzej Tutuła przypomniał też, że zgodnie z wyliczeniami samorządu lekarskiego za cztery lata będzie więcej absolwentów po kierunku lekarskim niż pielęgniarskim. – To niepokojący trend. To się rozjeżdża, ponieważ zapotrzebowanie na opiekę pielęgniarską będzie wyższe niż lekarską – ocenił.
Z wizją zapaści kadrowej w zawodzie pielęgniarskim polemizował Mariusz Klencki, dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych Ministerstwa Zdrowia. – Przedstawiony raport jest bardzo poruszający i właściwie to spać nie można. Ale śmiem twierdzić, że jest bardziej przerażający niż rzeczywistość. Rzeczywistość aż tak przerażająca nie jest – stwierdził. W jego ocenie nie można mówić, że Polska powinna mieć taki sam wskaźnik liczby pielęgniarek jak np. Finlandia, bo ta jest innym krajem, z innymi uwarunkowaniami, różnicuje ją np. duże rozproszenie mieszkańców i to, że pielęgniarki dojeżdżają do domów osób potrzebujących opieki. – Pewne rzeczy są nieporównywalne. Wyobraźmy sobie sytuację, że mamy magiczną różdżkę i nagle za jej dotknięciem wprowadzamy 170 tys. pielęgniarek. Czy my znajdziemy dla nich miejsce w systemie? – pytał. Dyrektor Klencki podkreślał też, że raport przygotowany przez pielęgniarki jest oparty na danych OECD, a raporty tej organizacji uwzględniają dane sprzed kilku lat, mają więc w dużym stopniu wartość historyczną, nie opisującą zmieniającej się dynamicznie rzeczywistości.
Krystyna Ptok zwracała uwagę, że na co dzień nie są przestrzegane normy zatrudnienia. – Nikt tego nie kontroluje, w tym zakresie jest wolna amerykanka. I te 170 tys. pielęgniarek, gdyby system miał pieniądze na ich zatrudnienie, bo to są kwestie finansowe, ulokowałyby się w nim – ripostowała. Padały również argumenty dotyczące nie tylko kwestii opieki szpitalnej, ale też skrajnie nierozwiniętego segmentu opieki długoterminowej, w którym zapotrzebowanie na opiekę pielęgniarską jest (albo będzie) ogromne, bo w starzejącym się społeczeństwie potrzebna będzie z jednej strony instytucjonalizacja opieki nad seniorami, z drugiej – profesjonalizacja pomocy świadczonej w miejscu zamieszkania seniorów, tak długo jak to będzie możliwe.
Przewodnicząca zespołu Joanna Wicha (Lewica), podkreślała że w zawodzie pielęgniarskim pracowała 37 lat i odkąd sięga pamięcią, pielęgniarek zawsze brakowało. Przyznała, że nastąpił wzrost liczby kształcących się pielęgniarek, ale ogromna część nie trafia do publicznego systemu. Wykształcone, dyplomowane pielęgniarki podejmują pracę na przykład w gabinetach medycyny estetycznej.
Biorący udział w posiedzeniu posłowie zwrócili się do autorów dwóch raportów o wypracowanie wspólnego dokumentu – na przykład w formie „protokołu rozbieżności” czy punktów do dyskusji – a przewodnicząca Joanna Wicha zapowiedziała, że temat sytuacji kadrowej ponownie będzie przedmiotem prac zespołu.