Na dziesięć dni przed wejściem w życie podwyżek w ochronie zdrowia nadal nie wiadomo, ile pieniędzy NFZ będzie mógł przekazać świadczeniodawcom na realizację ustawy. 25 czerwca w południe zbiera się prezydium Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia, ale wcześniej dyrektorzy szpitali powiatowych chcą rozmawiać ze związkowcami na temat wspólnego protestu.
Wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk, minister zdrowia Izabela Leszczyna oraz wiceminister zdrowia Marek Kos. Fot. MZ
Kiedy minister zdrowia ogłosi decyzję w sprawie wariantu rekomendacji, jakie otrzymała z AOTMiT 5 czerwca? Po dwóch tygodniach wiadomo, że nie stanie się to (raczej) w tym tygodniu, choćby dlatego, że resort zdrowia jest zajęty zamykaniem polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. I choć minister Izabela Leszczyna wielokrotnie zapewniała, że tegoroczne podwyżki będą zrealizowane według obowiązującej ustawy, czyli wejdą w życie 1 lipca, a pracownicy będą je mieli na kontach razem z wynagrodzeniami lipcowymi, czyli w większości przypadków do 10 sierpnia, zwłoka uruchamia wyobraźnię i prowokuje spekulacje (na przykład, że resort zdrowia „zamrozi” podwyżki do stycznia, co jest oczywiście niemożliwe, zaś przesunięcie terminu podwyżek z lipca na styczeń, o czym Leszczyna mówiła publicznie, dotyczyć może kolejnych edycji).
Dyrektorzy szpitali nie kryją frustracji, już na początku tego tygodnia zapowiedzieli akcję protestacyjną, teraz ogłosili, że chcą do niej zaprosić związki zawodowe pracowników ochrony zdrowia, ale również pracodawców – bo opóźnienia ze strony Ministerstwa Zdrowia mają negatywne konsekwencje dla wszystkich. 25 czerwca, prawdopodobnie rano, ma się odbyć spotkanie w sprawie ewentualnego protestu, który dotyczy tegorocznych podwyżek, a po nim przedstawiciele strony społecznej udadzą się na spotkanie prezydium Zespołu Trójstronnego, na którym resort zdrowia przedstawi (ma przedstawić) propozycje dotyczące zmian w obszarze wynagrodzeń, w tym ustawy o wynagrodzeniach minimalnych.
Główne pytanie, jakie zadają sobie dyrektorzy szpitali, dotyczy ilości środków, jakie otrzymają na realizację podwyżek. I nie tylko, bo w grę wchodzą też „nadwykonania” za świadczenia nielimitowane. Za tym idzie kolejne, fundamentalne, pytanie: czy Ministerstwo Zdrowia takie pieniądze ma lub, jeśli nie ma, czy może je mieć. Minister zdrowia mówiła w ostatnich tygodniach, że do końca roku NFZ będzie potrzebował dotacji w wysokości około 12 mld zł, ale – jak poinformował w tym tygodniu „Rynek Zdrowia” – resort nie skierował żadnego wniosku w tej sprawie do Ministerstwa Finansów. Nie ma też rozmów na temat akceptacji planu finansowego na 2025 rok, choć w lipcu będzie procedowany plan na rok kolejny.
Na co czeka Izabela Leszczyna? Od ekspertów można usłyszeć, że resort liczy, że pieniądze na podwyżki wygospodaruje z własnych środków, tnąc (już kolejny rok) wydatki na inwestycje wieloletnie i rezydentury, być może sięgając też do Funduszu Medycznego. Patrząc wstecz, na ubiegłoroczne decyzje, nie jest to wykluczone, choć bez zewnętrznego zasilania z budżetu raczej wykluczona jest pełna rekompensata kosztów podwyżek (wariant maksymalny, 18-19 mld zł w skali roku, minimum 9 mld zł na drugie półrocze 2025 roku), coraz bardziej prawdopodobny staje się wariant pośredni, oscylujący wokół 12-13 mld zł. To oznaczałoby odroczenie konieczności podjęcia rozmów z resortem finansów na wrzesień, kiedy na ostrzu noża staną płatności za nadwykonania świadczeń nielimitowanych za drugi kwartał.
Niewykluczone, że jest w tym kalkulacja polityczna: Izabela Leszczyna może liczyć, że jeśli wygospodaruje pieniądze we własnym zakresie, przejdzie obronną ręką przez rekonstrukcję rządu, a odświeżenie mandatu od premiera wzmocni jej pozycję w relacjach z ministrem finansów. Domaganie się zaś pieniędzy w tej chwili byłoby sygnałem, że nie radzi sobie z podstawowym zadaniem, jakie zostało jej powierzone: pilnowaniem budżetu na zdrowie.