Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Na podwyżki dla medyków w tym roku rząd chce wydać siedem miliardów złotych – mniej, niż oczekiwały szpitale. Długa i skomplikowana rekomendacja odsuwa w czasie apogeum sporu, ale wydaje się on nieuchronny. Podobnie jak nieuchronne będą skutki kryzysu finansów w systemie.


Minister zdrowia Izabela Leszczyna. Fot. MZ

  • Środków na ochronę zdrowia nie przybędzie, choć budżet płatnika wzrośnie. Kosztem inwestycji – czy to w infrastrukturę, czy w kadry
  • Uchwała „sprzeciw wobec straszenia” na dobrą sprawę ośmiesza koalicję rządzącą, choć politycy tego nie dostrzegają
  • Na miesiąc przed wakacjami parlamentarnymi (i zaprzysiężeniem nowego prezydenta) miałaby w końcu ruszyć ofensywa legislacyjna?
  • Czy kary orzeczone wobec kilkorga lekarzy są adekwatne do zakresu szkód? Dodatkowo osłabia je potężny dystans czasowy, którego nie powstydziłyby się sądy powszechne

Największy znak zapytania. Rekomendacja/podwyżki. Dyrektorzy szpitali dostali nowe zajęcia – liczą i analizują skutki 90-stronnicowej rekomendacji AOTMiT. Niepotrzebnie, bo wszystko zostało powiedziane. W połowie czerwca wiceprezes NFZ Marek Augustyn mówił, że skutki finansowe ustawy z 2022 roku, skumulowane, czyli biorące pod uwagę koszty podwyżek w 2025 roku w stosunku do poziomu wynagrodzeń z czerwca 2022 roku to 50 mld zł BEZ TEGOROCZNEJ REKOMENDACJI. Czyli – bez kosztów realizacji ustawy od 1 lipca 2025 roku. Zaś prezes AOTMiT Daniel Rutkowski podczas konferencji prasowej 25 czerwca stwierdził, że koszty realizacji ustawy w tym roku (w tym samym modelu, o którym mówił Augustyn) wyniosą 57 mld zł. Różnica – 7 mld zł, to kwota, którą Ministerstwo Zdrowia zarezerwowało na sfinansowanie kosztów podwyżek w drugim półroczu. Reszta (czyli ok. 2 mld zł), to pieniądze na „inne cele”, realizację rekomendacji premiera (tej dotyczącej zwiększenia dostępności świadczeń).

Jest oczywiste, że w tym roku minister zdrowia wybrała wariant trzeci, który – wbrew dotychczasowej nomenklaturze i przede wszystkim praktyce – nie ma ambicji pokrycia całości kosztów związanych z ustawą podwyżkową. Pieniądze mają być (jest o wiele za wcześnie, by powiedzieć, że są) położone na stole takie, jakby te koszty miały być pokryte, ale kwota nie jest najważniejsza, skoro MZ obok kładzie całą listę celów, które chce zrealizować niejako „przy okazji” (czy to się uda, to zupełnie inna kwestia). – Czymże jest nazwa? To, co zowiem różą, pod inną nazwą równie by pachniało – pisał Wiliam Szekspir („Romeo i Julia”), nie o wariancie rekomendacji co prawda, ale cytat pasuje doskonale, zwłaszcza że róża pachnie, a rekomendacja też pachnie, tylko nieco inaczej. Pachnie, mianowicie, awanturą, sporem (między szpitalami i resortem zdrowia) i kłopotami finansowymi, a zapewne też organizacyjnymi, szpitali.

Pecunia non olet, ale ich brak jest absolutnie wyczuwalny. I nie jest to, również, woń przyjemna. Minister zdrowia zapewnia, że będzie „kolejna dotacja z budżetu” do NFZ, żeby rekomendacja mogła być zrealizowana. Eksperci zwracają jednak uwagę, że choć ta wypowiedź sugeruje, że Andrzej Domański uruchomi dodatkowe środki, które zasilą ochronę zdrowia, do tego scenariusza brakuje jednego, istotnego, puzzla – zapowiedzi nowelizacji ustawy budżetowej. Bez takiej nowelizacji „dotacja z budżetu” będzie oznaczać przesunięcie środków pozostających w dyspozycji ministra zdrowia do kasy NFZ (piszemy o tym scenariuszu od dobrych kilku dni). Środków na ochronę zdrowia nie przybędzie, choć budżet płatnika wzrośnie. Kosztem inwestycji – czy to w infrastrukturę, czy w kadry.

Największe (mimo wszystko) zaskoczenie. Uchwała przeciw straszeniu. Nigdy nie jest tak, by nie mogło być… nawet jeśli nie gorzej, to z pewnością – dziwniej. Najpierw projekt uchwały o sprzeciwie wobec prywatyzacji, potem – uchwała, bo znalazła się większość, wyrażająca sprzeciw wobec… straszenia prywatyzacją. Można byłoby sądzić, że w ochronie zdrowia zapanował niczym niezmącony spokój i posłowie na gwałt szukają tematów, o które mogliby się pospierać. Zupełnie jak w sezonie ogórkowym, którego – kolejny rok – w polskiej polityce, a już zwłaszcza w obszarze zdrowia, z pewnością nie będzie.

Trzeba przyznać uczciwie – projekt uchwały w sprawie sprzeciwu wobec prywatyzacji był oczywiście polityczną zagrywką posłów PiS. Wysłuchiwanie jeremiad na temat opłakanej kondycji finansów ochrony zdrowia, formułowanych przez polityków, którzy dłużej bądź krócej mieli (z racji zajmowanych stanowisk) wpływ na poziom i przychodów, i wydatków NFZ przez długie lata rządów poprzedniej ekipy, jest wyjątkowo obciążające emocjonalnie i psychicznie, w każdym razie dla osób, które cieszą się względnie dobrą pamięcią. Przyzwoitość nakazywałaby nie zabierać w tej sprawie głosu – a jeśli już, głos krytyczny wobec obecnego rządu należałoby poprzedzić solidnym uderzeniem się w pierś. Takiego gestu najwyraźniej jednak próżno oczekiwać.

Zbójeckim prawem opozycji jest krytykować rząd. A obowiązkiem rządzących – celnie ripostować, zaś najlepszą ripostą nie jest wcale przedkładanie kontrprojektów uchwał, tylko czyny. Ewentualnie – zbijanie argumentów opozycji danymi, przywoływaniem – dokładnym – wypowiedzi i decyzji, które doprowadziły system ochrony zdrowia do miejsca, w którym obecnie jest. Ale czyny, czyny przede wszystkim – a tych, które wyprowadziłyby ochronę zdrowia na prostą, w ciągu kilkunastu miesięcy rządów nie było zbyt wiele. Co więcej, pojawiały się i takie, które problemy pogłębiały lub mogły pogłębić: na liście są zarówno zaniechania (na przykład w naprawianiu ustawy przychodowej czy ustawy o wynagrodzeniach minimalnych, przewlekanie decyzji dotyczących zmian systemowych), jak i „czynna destrukcja” w postaci drugiego kroku w obniżaniu składki zdrowotnej dla przedsiębiorców, czyli działanie kompletnie odwrotne do tego, jakiego system potrzebuje. I w tym jest problem. Uchwała „sprzeciw wobec straszenia” na dobrą sprawę ośmiesza koalicję rządzącą, choć politycy tego nie dostrzegają.

Warte odnotowania. 1 lipca rząd ma się zająć projektem „reformy szpitalnictwa”. Nie warto chwalić dnia przed zachodem słońca, a porządku obrad rządu traktować jako faktu dokonanego, bo projekt zmian w szpitalnictwie już nie raz i nie dwa był wpisywany do porządku obrad Rady Ministrów i z niego znikał w okolicznościach może nie tajemniczych, ale na pewno nigdy do końca wiarygodnie nie wyjaśnionych. Taki scenariusz nie jest wykluczony i tym razem, zwłaszcza że ministrowie mają w planie ponad dwadzieścia (!) punktów. Na miesiąc przed wakacjami parlamentarnymi (i zaprzysiężeniem nowego prezydenta) miałaby w końcu ruszyć ofensywa legislacyjna? I czy zmieszczą się w niej zagadnienia związane ze zdrowiem, o których premier Donald Tusk mówił, że można je wdrażać niekoniecznie na drodze ustawowej?

Największe (niestety) rozczarowanie. Wyrok sądu lekarskiego. Okręgowy Sąd Lekarski w Poznaniu uznał siedmioro lekarzy za winnych antyzdrowotnego działania podczas pandemii COVID-19. To pierwsze w kraju orzeczenia w tego typu sprawach. Czterech medyków ukarano naganą, jednego upomnieniem, a w dwóch przypadkach mniejszej wagi umorzono karę, poinformowała w piątek PAP.

Naczelny rzecznik odpowiedzialności zawodowej skierował wniosek o ukaranie łącznie 114 lekarzy, którzy między październikiem a grudniem 2020 r. mieli rozpowszechniać informacje niezgodne z aktualną wiedzą medyczną i propagować postawy antyzdrowotne. Chodzi o podpisanie przez medyków „Listu otwartego polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów” z dnia 5 października 2020 r. oraz dwóch apeli w sprawie szczepień na koronawirusa SARS-CoV-2”. W liście otwartym m.in. podważyli sens prowadzenia szczepień i obowiązek stosowania masek ochronnych. Postępowania toczą się w kilku izbach okręgowych w kraju.

Choć problemy są zupełnie różne, trudno nie skojarzyć rozstrzygnięcia, jakie zapadło w Poznaniu, ze słusznymi skądinąd, niedawnymi apelami środowiska lekarskiego, by osoby dopuszczające się agresji wobec pracowników medycznych były karane surowo i przede wszystkim szybko. Niekoniecznie oczywiście w trybie „sądów stadionowych”, nie chodzi o wyroki zapadające w ciągu 24 godzin, ale nie ma żadnej wątpliwości, że jednym z warunków edukacyjnej roli kary jest bliski związek czasowy z dokonanym czynem. Nieuchronność, adekwatność do popełnionego czynu (wyrządzonej szkody) i racjonalne, jak najkrótsze, oddalenie w czasie – tak powinien działać i wymiar sprawiedliwości, i pion odpowiedzialności zawodowej samorządu.

Publicznie głoszone antyzdrowotne (antynaukowe) twierdzenia przyniosły w czasie pandemii poważne szkody (nie tylko zresztą w aspekcie samej pandemii, niezwykle mocno ucierpiało zaufanie do szczepień ochronnych jako takich). Czy kary orzeczone wobec kilkorga lekarzy są adekwatne do zakresu szkód? Dodatkowo osłabia je potężny dystans czasowy, którego nie powstydziłyby się sądy powszechne. Szkoda, bo oczekiwania były w tej sprawie ogromne. Efekt jednak jest podobny, jak w przypadku postępowań indywidualnych, prowadzonych całymi latami w sprawach lekarzy, którzy wręcz szczycą się swoimi przekonaniami, idącymi w poprzek mainstreamu, a w zasadzie – aktualnej wiedzy medycznej.

29.06.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.