Mamy systemowe przyzwolenie na patologiczne praktyki – mówił podczas debaty poświęconej jakości kształcenia specjalizacyjnego Radosław Tymiński, adwokat specjalizujący się w problematyce ochrony zdrowia. Kluczowy wniosek płynący z debaty: okno czasowe na dokonanie zmian jest bardzo wąskie, bo wkrótce studia zakończą pierwsze wyraźnie liczniejsze roczniki, a po nich przyjdą... jeszcze liczniejsze.
Fot. Msol / Kurier MP
- Będzie coraz większy napór, by tworzyć miejsca specjalizacyjne, coraz liczniejsze roczniki będą kończyć medycynę
- Nie można zgadzać się, by w szpitalach, które mają niewielką liczbę sal, mnożyć miejsca specjalizacyjne, a kontrolę zgłaszanych nieprawidłowości ograniczać do wymiany listów, z których wynika, że wszystko jest w porządku
- Zarówno dyżurowanie bez nadzoru „nie powinno się zdarzyć”, jak i nie powinno mieć miejsca zobowiązywanie rezydenta do zabezpieczania więcej niż jednego odcinka pracy szpitala, ale...
- Zdaniem wiceminister Demkow modelowym rozwiązaniem byłby odwrót od specjalizacji wąskich (np. alergologii), co skutkowałoby powrotem np. interny czy chirurgii ogólnej na należne im miejsce w kształceniu podyplomowym
- Mamy systemowe przyzwolenie na fałszowanie dokumentacji urzędowej – mówił adwokat Radosław Tymiński, nawiązując do poświadczania staży, których młodzi lekarze nie odbyli
- CMKP zapowiada więcej kontroli, które nie ograniczą się bynajmniej do wymiany i analizy dokumentów
– Problem będzie tylko narastać, bo presja na tworzenie miejsc specjalizacyjnych będzie rosnąć – przestrzegał Sebastian Goncerz, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL. Osią dyskusji był raport, jaki w zimie przedstawiła – na podstawie przeprowadzonego badania ankietowego – organizacja młodych lekarzy. „Niemal co czwarty lekarz w trakcie specjalizacji deklaruje, że nie ma możliwości konsultowania swoich decyzji ze specjalistą. Co piąty twierdzi, że nie miał możliwości odbycia stażu, choć ten został udokumentowany jako zrealizowany – to tylko niektóre wyniki ankiety, przeprowadzonej przez Porozumienie Rezydentów OZZL” – pisaliśmy w styczniu.
Rezydenci mówili wówczas m.in. o poświadczaniu nieprawdy (nieodbyte staże „zaliczane” pieczątką), ale też o dyżurowaniu bez nadzoru specjalistów czy o wysyłaniu rezydentów w trakcie dyżuru na inne odcinki pracy szpitalnej, na przykład jednoczasowe zabezpieczanie oddziału, izby przyjęć/SOR i konsultowania pacjentów z innych oddziałów. – Wiele z absurdów i nieprawidłowości to nie jest wina konkretnych osób czy nawet szpitali, wynikają one z uwarunkowań systemowych. Dlatego do naprawy sytuacji potrzebne będą też zmiany w przepisach – mówił pół roku temu Goncerz.
We wtorek ten postulat wybrzmiał również bardzo wyraźnie, a uczestniczący w debacie „Jakość kształcenia specjalizacyjnego lekarzy inwestycją w bezpieczeństwo pacjentów. Oczekiwania i wyzwania” eksperci gratulowali rezydentom upublicznionego raportu, jednocześnie kierując całą listę pytań pod adresem Ministerstwa Zdrowia i CMKP, które stoi na straży jakości kształcenia podyplomowego.
Niezwykle mocno wybrzmiał głos prof. dr hab. n. med. Radosława Owczuka, byłego konsultanta krajowego w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, który podkreślił, że jego dziedzina wydaje się, a nawet jest, uprzywilejowana, bo standard organizacyjny, określony rozporządzeniem ministra zdrowia, w większości miejsc jest przestrzegany, a reguluje on również miejsce i rolę rezydentów. Jednak, jak podkreślił, nie oznacza to, że nie ma patologii. Potwierdził, że część informacji, o jakich kilka miesięcy temu mówili rezydenci, dotyczy właśnie specjalizacji z anestezjologii. – Szpital, w którym jest pięć sal operacyjnych, ma dwudziestu rezydentów. Odbywają się losowania, kto będzie na bloku, a kto ma dzień przeznaczony na samokształcenie. Są losowane osoby, które nie zostaną wpuszczone na blok! – mówił, podkreślając, że nie można zgadzać się, by w szpitalach, które mają niewielką liczbę sal, mnożyć miejsca specjalizacyjne, a kontrolę zgłaszanych nieprawidłowości ograniczać do wymiany listów, z których wynika, że wszystko jest w porządku.
– Po prostu: „nie jest prawdą, że dach przeciekał, zwłaszcza że prawie nie padało” – przywoływał cytat z klasycznej komedii Stanisława Barei. Prof. Owczuk podkreślał, że trudno podważać zarzuty rezydentów, bo nikt nie ma powodów, by wymyślać takie treści. W jego ocenie słabości kształcenia specjalizacyjnego dadzą się odczuć za dwa, trzy lata, gdy specjaliści „z losowania” podejmą samodzielnie obowiązki. – W dodatku będzie coraz większy napór, by tworzyć miejsca specjalizacyjne, coraz liczniejsze roczniki będą kończyć medycynę, trzeba będzie ich zagospodarować – podkreślał, dodając, że już w tej chwili zgodę na prowadzenie specjalizacji otrzymują ośrodki, które eksperci oceniają negatywnie. – Trzeba je skontrolować. Nie ma zgody na model, w którym jeden rezydent intubuje, drugi ekstubuje, a trzeci nic nie robi – apelował.
Prof. dr hab. n. med. Wojciech Szczeklik, reprezentujący tę samą specjalizację, dziękował rezydentom za raport zwracający uwagę na wiele istotnych nieprawidłowości, uznając – na przykład – że pozostawianie rezydentów na dyżurach bez nadzoru i możliwości konsultowania pacjentów jest całkowicie niedopuszczalne. – To prosta droga do pomyłek, ale też wypalenia zawodowego – tłumaczył, jednocześnie dodając, że takie incydenty powinny być natychmiast raportowane w ramach samej jednostki, tak by czy to szef oddziału, czy dyrektor szpitala mogli zareagować. Prof. Szczeklik zwrócił też uwagę, że raportowane przez rezydentów problemy z wykonaniem odpowiedniej liczby procedur (Władysław Krajewski, wiceprzewodniczący PR OZZL mówił np., że w ginekologii rezydenci nie są dopuszczani do wykonywania niektórych procedur, bo wynagrodzenie specjalistów jest obliczane jako procent wartości wykonanych i zaraportowanych) wynikają również z tego, że szpital ma możliwość prowadzenia dziesięciu miejsc specjalizacyjnych, biorąc pod uwagę liczbę wykonywanych w nim zabiegów czy operacji, a ta liczba jest w sposób sztuczny zawyżana.
Na systemowy problem zwrócił uwagę prof. dr hab. n. med. Piotr Jankowski, który co prawda zgodził się, że zarówno dyżurowanie bez nadzoru „nie powinno się zdarzyć”, jak i nie powinno mieć miejsca zobowiązywanie rezydenta do zabezpieczania więcej niż jednego odcinka pracy szpitala, ale... – Ale tak w wielu szpitalach wygląda praca dyżurowa. Specjaliści też tak pracują, też tak dyżurują. Stosowany jest szantaż moralny, bo lekarze słyszą, że jeśli się nie zgodzą zabezpieczyć oddziału i np. SOR, pacjenci zostaną bez pomocy.
– Porozumienie Rezydentów pokazuje oczywiste patologie, tak być nie powinno – mówiła Urszula Demkow, wiceminister zdrowia odpowiadająca za kadry medyczne, która jednak skoncentrowała się bardzo szybko na innym problemie – zbytniego zawężenia specjalizacji, które negatywnie wpływa na jakość pracy lekarzy, bo np. kardiolodzy nie mają podstawowej wiedzy na tematy związane z endokrynologią. Modelowym rozwiązaniem byłby, w jej ocenie, odwrót od specjalizacji wąskich (np. alergologii), co skutkowałoby powrotem np. interny czy chirurgii ogólnej na należne im miejsce w kształceniu podyplomowym. – Lekarz powinien wiedzieć więcej i patrzeć szerzej – mówiła, przypominając, że za brak takiego szerokiego spojrzenia wysoką cenę płacą pacjenci. – Przed przejściem do Ministerstwa Zdrowia pracowałam w szpitalu dziecięcym. Nie było tygodnia, by nie trafiło do niego dziecko, u którego lekarze nie rozpoznali choroby nowotworowej – podkreślała.
Dr hab. n. pr. Radosław Tymiński dopytywał, jakie kontrole wszczęły organy państwa po opublikowaniu przez Porozumienie Rezydentów raportu, z którego jasno wynika chociażby, że część osób zaangażowanych w kształcenie specjalizacyjne może dopuszczać się przestępstwa poświadczania nieprawdy. – Mamy systemowe przyzwolenie na fałszowanie dokumentacji urzędowej – mówił, nawiązując do poświadczania staży, których młodzi lekarze nie odbyli (nie z własnej woli, dotyczy to na ogół sytuacji braku zgody jednostki prowadzącej szkolenie specjalizacyjne na staż z powodu braków kadrowych i chęci „zatrzymania” rezydenta na oddziale).
Reprezentująca CMKP Marta Opałka zapewniała, że instytucja wzmacnia pion kontroli i będzie ich prowadzić coraz więcej, a prof. Piotr Jankowski podkreślał, że kontrole prowadzone przez CMKP bynajmniej nie ograniczają się do wymiany i analizy dokumentów. – Prowadzone są rozmowy i z kierownikami specjalizacji, i ze wszystkimi lekarzami odbywającymi specjalizację, podczas których weryfikowane są informacje zawarte w dokumentacji – mówił przyznając jednocześnie, że to, czy kontrolerzy „wyłapią” nieprawidłowości, zależy od czynnika ludzkiego. W przypadku stażu, który się nie odbył, a został poświadczony pieczątką – rezydent musiałby powiedzieć, jak wyglądał stan faktyczny. To zaś nie jest, jak można się domyślić, proste – bo jeśli lekarz w trakcie specjalizacji nie zgłosił tego sam, jemu również mógłby zostać postawiony zarzut posługiwania się sfałszowaną dokumentacją (a to tylko jedna z wielu okoliczności, które nie ułatwiają kontrolerom zadania).