Piątka dla zdrowia

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Nikt nie może zakładać czy oczekiwać, że specjalistka od zarządzania, przekształceń i konsolidacji w ciągu pięciu miesięcy dokona cudu. Chodzi o ruszenie z miejsca w sprawach, w których system lub politycy buksują od lat. Lista wyzwań jest bardzo długa, ale wśród nich pięć można uznać za kluczowe.

Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. Fot. MZ

  • Podstawowym wyzwaniem powinno być przedefiniowanie zasad finansowania ochrony zdrowia, poczynając od nowego rozdania w sprawie składki zdrowotnej
  • O ile rozwijanie opieki koordynowanej i wzmacnianie roli POZ w systemie nie budzą kontrowersji i sprzeciwów, plany dotyczące szpitali to pole minowe, na które właśnie wchodzi nowa szefowa resortu zdrowia
  • Im bardziej odpolitycznione (odpartyjnione) będzie ministerstwo, tym większa będzie potrzeba silnego wsparcia politycznego, choćby po to, by zapewniać płynność procesu legislacyjnego
  • W tej chwili najbardziej newralgicznym obszarem i wyzwaniem dla dialogu jest i będzie kwestia wynagrodzeń pracowników ochrony zdrowia, kwestia kosztów pracy
  • Minister zdrowia nie obejmuje urzędu z „czystą kartą”. Przeciwnie, jest to karta dość gęsto zapisana, a dużą część tych zapisków stanowią obietnice, podjęte a ciągle niezrealizowane

Po pierwsze, finansowanie. Ochrona zdrowia, o czym przypomniała w piątek z mównicy sejmowej, przy okazji dyskusji o ustawie szpitalnej, Marcelina Zawisza, jest przewlekle niedofinansowana, a poziom 5 proc. PKB, jaki na nią wydajemy ze środków publicznych, jest niemal najniższy w Unii Europejskiej. Tak, premier Donald Tusk może udawać, że tego nie słyszy i nie rozumie – i to na pewno nie ułatwia zadania żadnemu ministrowi zdrowia, ale prawda jest taka, że pilnie potrzebujemy nowej dyskusji o poziomie i zasadach finansowania ochrony zdrowia. Również – o zgrozo – o podniesieniu (na pewno dla niektórych grup) składki zdrowotnej, a raczej o sprawiedliwości (tudzież niesprawiedliwości) zasad jej naliczania i poboru. Oczywiście, równolegle musimy nie tylko debatować, ale podejmować decyzje racjonalizujące wydawanie tych środków, które są do dyspozycji. To musi się dziać symultanicznie, tok rozumowania: „najpierw zracjonalizujemy, potem porozmawiamy o ewentualnym zwiększeniu” od lat prowadzi do tego, że ani nie racjonalizujemy (albo dokonujemy tylko częściowych racjonalizacji), ani nie zwiększamy nakładów na zdrowie.

Tu wyzwań jest bardzo dużo: nie chodzi bowiem, tak naprawdę, o skuteczne przepompowanie kilkunastu czy więcej miliardów złotych z budżetu państwa do NFZ. Przeciwnie, widać bowiem wyraźnie, że to, co miało system stabilizować (czyli rosnące współfinansowanie z budżetu), tak naprawdę powoduje coraz większe rozchwianie. Podstawowym wyzwaniem powinno być przedefiniowanie zasad finansowania ochrony zdrowia, poczynając od nowego rozdania w sprawie składki zdrowotnej. Pilnie powinny też zapaść decyzje w sprawie tzw. ustawy przychodowej, która nigdy nie była rozwiązaniem problemów, a teraz staje się ich katalizatorem.

Po drugie, porządkowanie systemu. Porządkowanie, nie – uporządkowanie, bo system nie jest statyczny, a jego porządkowanie powinno być postrzegane jako proces, nie konkretne zadanie do wykonania. Przemawia za tym również złożoność tego zadania. Z drugiej strony, trudno patrzeć na nie punktowo: odwołana minister Izabela Leszczyna w kilku punktach systemu wprowadziła zmiany, które mają szansę realnie zmienić nie tylko sytuację pacjentów, ale i organizację i finansowanie opieki (choćby w ostatnich tygodniach, leczenie endometriozy czy przeformułowanie programu profilaktyki zakażeń wirusem HPV), ale to zbyt mało, by mówić o zmianach systemowych, porządkowaniu systemu.

W takie zmiany wpisuje się na pewno kontynuowana budowa opieki koordynowanej i towarzyszące jej decyzje dotyczące z jednej strony funkcjonowaniu AOS, z drugiej – szpitali. O ile jednak opieka koordynowana i wzmacnianie roli POZ w systemie nie budzą kontrowersji i sprzeciwów, zwłaszcza plany dotyczące szpitali to pole minowe, na które właśnie wchodzi nowa szefowa resortu zdrowia. Jej własne doświadczenia z zakresu restrukturyzacji i konsolidacji szpitali wyglądają obiecująco i mogą budzić nadzieję, nie można jednak pochopnie przykładać sukcesów osiągniętych w skali województwa do konglomeratu problemów, z jakimi przyjdzie się mierzyć, zarządzając zmianą z centrum. Choćby dlatego, że czym innym jest przeprowadzać zmiany, za które odpowiedzialność polityczną biorą cieszące się stabilną większością władze województwa, czym innym – przygotowywanie rozwiązań, których (z politycznego punktu widzenia) na szczeblu centralnym tak naprawdę nie chce nikt. I nikt nie rozumie, dlaczego są potrzebne.

Po trzecie, zapewnienie zaplecza i spokoju politycznego. To może brzmieć jak paradoks, ale im bardziej odpolitycznione (odpartyjnione) będzie ministerstwo, tym większa będzie potrzeba silnego wsparcia politycznego, choćby po to, by zapewniać płynność procesu legislacyjnego w parlamencie czy też chronić minister zdrowia i jej współpracowników przed pułapkami, zastawianymi przez opozycję. Zapowiedź premiera, że resort zdrowia trafi w ręce fachowców od zarządzania tym systemem, brzmi kusząco i już obudziła nadzieje, ale to ciągle jest sfera polityki, a cała reszta wypowiedzi premiera sugeruje, że będzie to polityka konfrontacji. Funkcjonowanie w takich warunkach resortu „technicznego”, na podobieństwo „rządu fachowców”, byłoby z góry skazane nie na porażkę, a na klęskę.

Być może premier zapewnił nową szefową resortu zdrowia o wzięciu takiej odpowiedzialności na własne barki. Symbolicznie to na pewno byłoby bardzo ważne i cenne, ale polityczne zaplecze to coś więcej niż deklaracje i symbolika – to cały operacyjny ciąg działań, bez których nie można marzyć o skutecznym wprowadzaniu w życie decyzji, co przecież jest (a na pewno powinno być) esencją pracy w rządzie. Tego nie zastąpią żadne deklaracje.

Tym bardziej, że choćby piątkowe zawirowanie wokół ustawy szpitalnej odsłoniło oczywistą prawdę: nie tylko opozycja będzie (może być) dla Ministerstwa Zdrowia wyzwaniem. Najlepsi fachowcy i najlepsze przygotowane przez nich rozwiązania muszą mieć za sobą większość parlamentarną, jeśli oczywiście rząd myśli o wprowadzaniu ich w życie w drodze ustawowej. Jeśli zaś przygotowuje ścieżki alternatywne, będzie się musiał liczyć i tak z konsekwencjami przypominającej gradobicie krytyki politycznej, parlamentarnej.

Po czwarte, dialog społeczny. Politycy są w tym wytrenowani (w prowadzaniu dialogu, ale też w jego markowaniu, niestety), natomiast fachowcom może to sprawiać pewną trudność. W dialogu nie chodzi jednak o godziny spędzone i przegadane przy stole, z których nic nie wynika. Chodzi o zdolność słuchania, ale przede wszystkim świadomość, że nawet najlepiej zaprojektowane rozwiązania wdrażać będą ludzie, którzy przy okrągłym czy prostokątnym stole siedzą. I sukcesu nie będzie, jeśli się z tymi rozwiązaniami nie będą identyfikować, jeśli nie uznają ich, przynajmniej do pewnego stopnia, za własne, czy też korzystne.

Dialog społeczny, prowadzenie dialogu, to nie jest wypełnianie postulatów 1:1, ale też – nie ich wyłączne wysłuchiwanie i odkładanie ad acta. Nie ma żadnej wątpliwości, że w tej chwili najbardziej newralgicznym obszarem i wyzwaniem dla dialogu jest i będzie kwestia wynagrodzeń pracowników ochrony zdrowia, kwestia kosztów pracy. Rząd nie może patrzeć na ten obszar wyłącznie przez pryzmat pracowników i profesjonaliści medyczni nie mają podstaw, by tego oczekiwać. Ale nie może tej perspektywy ignorować i jej pomijać, a już na pewno nie może podejmować prób manipulowania opinią publiczną i nastawiania jej przeciw grupom zawodowym, bez których nie ma systemu ochrony zdrowia. Takie próby były podejmowane w latach poprzednich i nigdy nie kończyły się dobrze. Z jednej strony dla polityków, z drugiej – to znacznie ważniejsze – dla wszystkich interesariuszy systemu. Jeśli dziś mierzymy się z problemem agresji wobec pracowników ochrony zdrowia, duża część odpowiedzialności spoczywa na tych, którzy kształtują, słowami i decyzjami (często zaś zaniechaniem), opinię publiczną i społeczny klimat.

Po piąte, realizacja obietnic. To nie jest początek kadencji. Minister zdrowia nie obejmuje urzędu z „czystą kartą”. Przeciwnie, jest to karta dość gęsto zapisana, a dużą część tych zapisków stanowią obietnice, podjęte a ciągle niezrealizowane. Z jednej strony obietnice polityczne, złożone w czasie kampanii wyborczej, z których udało się wprowadzić w życie znikomą część, z drugiej – obietnice składane w trakcie urzędowania Izabeli Leszczyny. Lista jest długa, a stan realizacji daleko niezadowalający. Przykłady? Jakość kształcenia przeddyplomowego. Ministerstwo Zdrowia dość jednoznacznie potwierdzało, od początku 2024 roku, obawy dotyczące zarówno jakości kształcenia na wielu nowych kierunkach lekarskich, jak i może przede wszystkim te dotyczące rychłego wejścia w „nadprodukcję” lekarzy. W tej chwili zaś trudno nie zauważyć, że choć nie ma już gotowości podejmowania decyzji o kolejnych pozwoleniach na kształcenie przyszłych lekarzy, już otwarte szkoły odzyskują możliwość prowadzenia kierunków lekarskich. Zasadne jest pytanie, czy resort pod nowym kierownictwem szybko wyjaśni, dokąd nas ta droga zaprowadzi?

Jeszcze bardziej paląca jest kwestia bezpieczeństwa medyków. Ministrowie zdrowia i sprawiedliwości (oboje odwołani) kilka dni po zabójstwie Tomasza Soleckiego w Krakowie zapowiadali szybkie zmiany w Kodeksie karnym i Kodeksie postępowania karnego, zaostrzające kary dla osób dopuszczających się agresji, na kilku poziomach. Rząd miał przyjąć te rozwiązania do końca lipca. Szanse, że zdąży, są naprawdę niewielkie, a każdy dzień zwłoki to ryzyko, również polityczne. Każdy następny głośny przypadek agresji wobec medyków, nawet nie tak ekstremalny w skutkach, jak to co wydarzyło się w Krakowie pod koniec kwietnia czy kilka miesięcy wcześniej w Siedlcach, będzie obciążał rządzących i prowokował pytania, czy mogli zapobiec, a jeśli tak – dlaczego tego nie zrobili.

Wyzwań jest bez wątpienia więcej. Można byłoby wspomnieć, choćby, o zapaści w zdrowiu publicznym, której skutki opisuje aktualny raport NIZP PZH-PIB o kwestii szczepień ochronnych zarówno dzieci, jak i osób dorosłych. „Piątka dla zdrowia” to pewne ramy, wyznaczające możliwość podejmowania innych wyzwań i bardziej konkretnych zadań. Nie ma tam hierarchii, choć trudno ukryć, że bez znalezienia klucza do skarbca, czyli zapewnienia bardziej adekwatnego do potrzeb i do kosztów finansowania, trudno będzie sensownie realizować pozostałe punkty.

28.07.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.