Szpitale powiatowe mają się wstrzymać z podpisywaniem aneksów do umów. W czwartek ich przedstawiciele mają rozmawiać z minister zdrowia na temat tegorocznych podwyżek i zasad ich finansowania. Niemal w tym samym czasie Zespół Trójstronny będzie kontynuować rozmowy na temat przyszłości wynagrodzeń. Pojawiają się nowe pomysły dotyczące kontraktów.

Fot. Pixabay
Tak naprawdę kwestia wynagrodzeń kadr medycznych nie tyle znajduje się w centrum uwagi, co – można śmiało powiedzieć – w oku cyklonu. NFZ w ubiegłym tygodniu zakończył wysyłanie do świadczeniodawców ponad 31 tys. aneksów, a już w poniedziałek, odpowiadając na nasze pytanie dotyczące procesu ich podpisywania, prezes NFZ Filip Nowak stwierdził, że postępuje on „sprawnie”, równocześnie jednak zwracając się z apelem do wszystkich podmiotów, by nie zwlekały z decyzją. – Ci, którzy już podpisali aneksy, środki potrzebne do sfinansowania podwyżek będą mieć na kontach do 5 sierpnia – przypominał.
NFZ deklaruje, że do tej pory (do środy) aneksy podpisało ok. 60 proc. szpitali. To nie zaskakuje: szpitale specjalistyczne, kliniczne, lwia część szpitali wojewódzkich również w poprzednich latach nie miała problemów z realizacją ustawy podwyżkowej. I choć w tym roku rekomendacja prezesa AOTMiT jest – w założeniach – korzystniejsza dla szpitali powiatowych (dostają one nawet przeznaczone dla nich środki, rośnie również część ryczałtowa, szczególnie ważna dla tej grupy podmiotów), szpitale powiatowe przeliczyły rekomendację i doskonale wiedzą, że nie ma pieniędzy na zwiększanie kontraktów (przede wszystkim lekarskich). Wiedzą też, że pracujący na kontraktach i tak podwyżek będą oczekiwać. Od początku domagały się realizacji ustawy w modelu przyjętym w latach 2022-2024, gdy były również środki na zwiększenie kontraktów, jednak Izabela Leszczyna wprawdzie wybrała najdroższy wariant rekomendacji AOTMiT, ale bez tego elementu: szpitale mają dostać więcej pieniędzy, jeśli zwiększą wolumen świadczeń. Dyrektorzy szpitali powiatowych uważają, że jeśli nie utrzymają personelu, trudno będzie im sięgnąć po dodatkowe środki – i koło się zamknie. Mniej świadczeń, mniej pieniędzy. Zwłaszcza, że część szpitali już w tej chwili, w związku przede wszystkim z opóźnieniami w regulowaniu przez NFZ należności za nadwykonania, ma problemy z wypłatą wynagrodzeń kontraktowych i proponuje lekarzom wypłaty w ratach (rzędu 10-15 proc.), uzależnione od tego, jak Fundusz przekuje placówce pieniądze.
Czy zaplanowane na czwartek spotkanie przedstawicieli Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych z minister zdrowia przyniesie jakąś zmianę? Trudno tego oczekiwać, NFZ realizuje zadania wyznaczone przez poprzednią minister w warunkach skrajnie napiętego budżetu.
Gdy dyrektorzy szpitali powiatowych będą tłumaczyć, że muszą mieć pieniądze na kontrakty dla pracowników, bez których nie będą w stanie realizować swoich zadań, Zespół Trójstronny ds. Ochrony Zdrowia zamierza kontynuować rozmowy dotyczące ograniczenia kontraktów (przede wszystkim lekarskich). Jednym z głównych tematów, które zostały podniesione podczas poprzedniego posiedzenia (17 lipca) jest zjawisko „wieloumowości”. Z prezentacji przygotowanej przez NFZ wynika wprawdzie, że patrząc na odsetek lekarzy (wzięto pod lupę tylko tę grupę zawodową, choć wiadomo, że w niektórych regionach na kontraktach pracuje też duża część pielęgniarek), zdecydowana większość ogranicza się do jednej, góra dwóch umów (w systemie publicznym). Jeśli chodzi o lecznictwo szpitalne, w marcu 2025 roku blisko 85 proc. lekarzy miało tylko jedną umowę z takim świadczeniodawcą, wykazaną do NFZ. Kolejne blisko 13 proc. stanowili lekarze z dwiema umowami. Trzy i więcej umowy to ok. 3 proc. (z czego połowa miała trzy umowy; chodzi zarówno o etaty, jak i umowy cywilnoprawne, NFZ uwzględniał numer PWZ wykazany przez świadczeniodawców). W całym 2024 roku sytuacja wyglądała nieco inaczej: jedną umowę miało 72 proc. lekarzy, dwie – nieco ponad 18 proc., trzy – blisko 6 proc.: widać wyraźnie, że o ponad połowę zmalał odsetek lekarzy, pracujących dla czterech oraz pięciu i więcej świadczeniodawców (choć na pewno twarde wnioski będzie można w tej sprawie wyciągnąć, porównując dane roczne). Przyjmując roboczo, że można mówić o trendzie, problemy z terminowym regulowaniem kontraktów (a takie w drugiej połowie 2024 roku wystąpiły) mogły już zniechęcić część lekarzy do kontynuowania umów.
Wojciech Wiśniewski, przedstawiciel Federacji Przedsiębiorców Polskich w Zespole Trójstronnym przyznaje, że patrząc na odsetek lekarzy pracujących w wielu miejscach problem nie wydaje się znaczący. Zwraca jednak uwagę na zróżnicowanie sytuacji w poszczególnych specjalizacjach.
W 2024 roku najczęściej zgłaszanymi specjalistami do więcej niż jednego świadczeniodawcy byli: kardiochirurdzy, kardiolodzy, anestezjolodzy, urolodzy, neurochirurdzy, radiolodzy, ortopedzi i ginekolodzy. W przypadku kardiochirurgów ok. 70 proc. z nich pracowało u więcej niż jednego świadczeniodawcy, zaś więcej niż co czwarty był wykazany w umowach minimum pięciu podmiotów. Co ciekawe, dane za marzec 2025 roku pokazują, że sytuacja w tej specjalizacji zmieniła się diametralnie: ponad 80 proc. specjalistów było wykazanych tylko w jednej umowie i w ogóle nie odnotowano wykazania numeru PWZ w więcej niż trzech umowach. W marcu najczęściej zgłaszanymi specjalistami do więcej niż jednego świadczeniodawcy byli: urolodzy, radiolodzy, otorynolaryngolodzy, kardiolodzy, okuliści, ortopedzi, ginekolodzy, chirurdzy.
NFZ pokazał też przykłady zanonimizowanych numerów PWZ dla dwóch specjalizacji, porównując lipiec 2024 roku i marzec 2025 roku. Jeden z kardiologów w ubiegłym roku wykonał 40 zabiegów w ciągu 24 dni (według raportów), pracując w czterech województwach Polski południowej dla (prawdopodobnie) siedmiu świadczeniodawców. W marcu tego roku dni pracy było 17, zabiegów – 29, liczba województw bez zmian. Inny lekarz tej samej specjalizacji wykonał w tym samym czasie odpowiednio: 65 zabiegów (19 dni pracy, dwa województwa, trzech świadczeniodawców) oraz 53 zabiegi (15 dni pracy, pozostałe bez zmian). Generalnie, w marcu 2025 roku świadczenia zabiegowe, jak podaje NFZ, wykonywało 2,6 tys. kardiologów, z czego 110 – u trzech lub więcej świadczeniodawców, a jedenastu – u pięciu lub więcej.
W przypadku okulistyki, w marcu 2025 roku świadczenia zabiegowe (operacje zaćmy, rogówki etc.) wykonywało 1,1 tys. specjalistów, z czego 75 w minimum trzech podmiotach, a ośmiu – w pięciu lub więcej. Jeden z lekarzy został wykazany w obu porównywanych miesiącach przez świadczeniodawców z pięciu województw ze zbliżoną liczbą zabiegów (odpowiednio 127 i 120) – w niektóre dni ujęte w raportach wykonywał zabiegi w tym samym dniu u świadczeniodawców w dwóch województwach. Inny specjalista zabiegów wykonał znacząco więcej (186 i 187), pracując w trzech województwach, ale położonych w jednym makroregionie.
– Lekarz nie może być jak komiwojażer, jeżdżący z walizką od szpitala do szpitala, którego pacjenci nie mają szansy zobaczyć po zabiegu – mówiła niedługo przed swoim odwołaniem Izabela Leszczyna, najprawdopodobniej odwołując się właśnie do analiz NFZ. Między innymi dlatego Ministerstwo Zdrowia proponuje zmiany w zasadach podpisywania umów cywilnoprawnych z lekarzami tak, by pracowali oni w wymiarze odpowiadającym co najmniej połowie etatu i docelowo tych umów mieli nie więcej niż trzy. Resort zaproponował też (w piśmie wiceministra Jerzego Szafranowicza do przedstawicieli strony społecznej w Zespole Trójstronnym), by umowy mogły być oparte wyłącznie na stawce godzinowej, bez możliwości ujmowania jako podstawy wynagrodzenia udziału w wartości wykonanych procedur.
Z naszych informacji wynika, że ze strony pracodawców na czwartkowym posiedzeniu pojawi się propozycja modyfikacji tej regulacji – umowy „na procent” miałyby być możliwe, ale tylko w zamkniętym katalogu świadczeń. Tam, gdzie – jak słyszymy – zachodzić będzie pilna potrzeba zwiększenia dostępu do danego świadczenia. Inna propozycja dotyczy stałego publikowania zanonimizowanych informacji dotyczących liczby podmiotów, dla których dany PWZ został wykazany. Świadczeniodawcy musieliby przekazywać do NFZ informację o podpisaniu takiej umowy.
Federacja Przedsiębiorców Polskich ma też zaproponować – w kontekście realizacji ustawy o wynagrodzeniach – zmiany w ustawie 7 proc. PKB na zdrowie. Po pierwsze, wydłużenie perspektywy wzrostu finansowania publicznego systemu ochrony zdrowia do 8 proc. PKB w 2030 r. Po drugie, ponowne zapisanie obowiązku wskazywania celów, na które każdego roku przekazane zostaną dodatkowe środki w systemie ochrony zdrowia. Informacja powinna być sporządzana przez ministra zdrowia w terminie przekazania projektu ustawy budżetowej do Rady Dialogu Społecznego.