Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Z jakiejkolwiek strony by nie patrzeć, podstawowym problemem systemu ochrony zdrowia jest niewspółmiernie niskie finansowanie i „niewymowna” luka finansowa. Niewymowna, bo nikt – przynajmniej po stronie rządowej, na szczeblu ministerstw zdrowia i finansów, nie chce wyraźnie wyartykułować jej rozmiarów.


Fot. Adobe Stock

  • Pielęgniarki grożą i ostrzegają przed zmianami w ustawie o wynagrodzeniach minimalnych, ale przynajmniej na razie rząd nie wydaje się zdolny do podjęcia w tej sprawie żadnej decyzji
  • Minister Jolanta Sobierańska-Grenda kieruje resortem już blisko miesiąc, jednak ciągle nie przedstawiła swojego planu. Przynajmniej publicznie
  • MZ i NFZ zrobią wszystko, by udrożnić ścieżki konsolidacyjne. By zachęcać i motywować szpitale i samorządy do przeprowadzania procesów, które możliwe są również bez ustawy szpitalnej
  • Złośliwi twierdzą, że operację odpolitycznienia MZ i oddania go w ręce fachowców można przeprowadzić bardzo prosto, wręczając obecnym wiceministrom odpowiednie certyfikaty bezpartyjnych ekspertów

Zupełny brak zaskoczenia. Pielęgniarki w sprawie podwyżek. „Zgłoszony zamiar zmiany sposobu waloryzacji, przesunięcia terminu naliczania i wypłaty wzrostu wynagrodzeń oraz docelowe «wygaszenie» działania ustawy w 2030 r. jest dla FZZ nie do przyjęcia” – napisał Ogólnopolski Związek Pielęgniarek i Położnych do wiceministra Jerzego Szafranowicza. Pismo ujawnione przez portal Cowzdrowiu.pl nie zawiera, co do meritum, niczego zaskakującego: związek pielęgniarek i położnych wchodzący w skład Federacji Związków Zawodowych od początku sprzeciwia się takiej nowelizacji ustawy o wynagrodzeniach minimalnych, która uszczuplałaby to, co pracownikom obecny kształt ustawy gwarantuje (sprzeciw związków zawodowych wykracza zresztą bardzo daleko poza literalne zapisy ustawowych gwarancji).

To, co jest względną nowością, to radykalnie ostrzejszy ton korespondencji: pielęgniarki oskarżają organizacje pracodawców oraz Ministerstwo Zdrowia, odwołując się do zawartego w listopadzie 2021 roku porozumienia (nota bene, do tej pory przedstawicielki OZZPiP przypominały przy każdej okazji, że nie uczestniczyły w uzgodnieniach porozumienia, rozmowy toczyły się niejako obok trwającego protestu, tzw. Białego Miasteczka 2.0) i piszą wprost: „Jeżeli ocenimy, że kierunek zmian będzie godził w gwarantowane obecnie w ustawie prawa pracownicze, będzie dążył do pogorszenia warunków wynagradzania pracowników etatowych, a szukanie oszczędności w finansowaniu ochrony zdrowia sprowadzi się w rzeczywistości do szukania oszczędności w wynagrodzeniach pracowników, zastrzegamy sobie prawo zwrotnej reakcji, z wykorzystaniem wszelkich możliwości przewidzianych w ustawie o związkach zawodowych, w ustawie o rozwiązywaniu sporów zbiorowych oraz innych możliwości protestu”. Ostrzegają też, że „nowelizacja będzie obciążać Koalicję Obywatelską oraz pozostałe partie tworzące obecny Rząd RP”. – Jest to w naszej ocenie niebezpieczny kierunek działania, tym bardziej, że historycznie odbieranie obywatelom praw nabytych (m.in. coroczne mrożenie wynagrodzeń pracowników sfery budżetowej i podniesienie wieku emerytalnego) doprowadziło już raz do utraty władzy.

Największe wyzwanie. Konsolidacja. Minister Jolanta Sobierańska-Grenda kieruje resortem już blisko miesiąc, jednak ciągle nie przedstawiła swojego planu. Przynajmniej publicznie, bo pierwsze spotkania – np. z przedstawicielami samorządów zawodów medycznych – ma za sobą. To jednak o wiele za mało, by opinia publiczna zorientowała się, jaki kierunek obierze nowa szefowa resortu i czego można się spodziewać. Jedna z licznych zapowiedzi Donalda Tuska z 23 lipca, czyli ogłoszenia rekonstrukcji rządu, dotyczyła umożliwienia mediom „odpytania” nowych ministrów. W zdrowiu to się jeszcze nie udało, a minister stanowi prawdziwą enigmę.

Można jednak zaryzykować. Tak jak pisaliśmy, gdy okazało się, że resortem zdrowia pokieruje Sobierańska-Grenda: motywem przewodnim będzie konsolidacja szpitali. Można się spodziewać, że niezależnie od tego, czy prezydent Karol Nawrocki ustawę podpisze, czy też ją zablokuje (na razie nie wiadomo, czy jakiekolwiek próby kontaktu w tej sprawie z Kancelarią Prezydenta zostały podjęte, choć podobno w sprawie ustawy umożliwiającej korzystanie z opieki psychologa przez niepełnoletnich RPD działa, chcąc uzyskać decyzję o wycofaniu prezydenckiego, złożonego jeszcze przez Andrzeja Dudę, wniosku z Trybunału Konstytucyjnego), Ministerstwo Zdrowia i NFZ zrobią wszystko, by udrożnić ścieżki konsolidacyjne. By zachęcać i motywować szpitale i samorządy do przeprowadzania procesów, które – tu większość ekspertów jest zgodna – możliwe są również bez ustawy szpitalnej.

Oczywiście, w nadziei na racjonalizację kosztów i zmniejszenie presji płacowej, choć wydaje się, że te kalkulacje nie mogą przynieść odczuwalnych oszczędności po stronie płatnika. Przecież nie mówimy o likwidacji podmiotów leczniczych, tylko ewentualnych przekształceniach, a oddziały opieki długoterminowej, które mają powstawać, też będą generować koszty i nie mogą to być koszty niewielkie (tu pojawia się kwestia wycen świadczeń opieki długoterminowej i konieczności zatrudnienia odpowiednich kadr).

Z jakiejkolwiek strony by nie patrzeć, podstawowym problemem systemu ochrony zdrowia jest niewspółmiernie niskie finansowanie i „niewymowna” luka finansowa. Niewymowna, bo nikt – przynajmniej po stronie rządowej, na szczeblu ministerstw zdrowia i finansów, nie chce wyraźnie wyartykułować jej rozmiarów. To już kilkadziesiąt miliardów złotych, o których politycy koalicji rządzącej woleliby, niczym Scarlett O’Hara, „pomyśleć jutro”.

Największy znak zapytania. Czy leci z nami premier? W ostatnią środę minęła trzecia tygodnica zapowiedzi szybkiego odpartyjnienia Ministerstwa Zdrowia i oddania go w ręce fachowców, a za moment będziemy obchodzić już pełną miesięcznicę, bo szanse na to, że w tej sprawie „w najbliższych dniach” (podobieństwo z wypowiedzią premiera zupełnie przypadkowe) cokolwiek się zmieni, nie jest duże. Złośliwi twierdzą, że operację odpolitycznienia MZ i oddania go w ręce fachowców można przeprowadzić bardzo prosto, wręczając obecnym wiceministrom odpowiednie certyfikaty bezpartyjnych ekspertów. Zresztą te złośliwości tylko trochę wykraczają poza polityczne realia – tajemnicą poliszynela jest już to, że co najmniej jeden koalicjant nie tylko domaga się, ale wręcz uzyskał potwierdzenie, że „ich” wiceminister co prawda jest partyjny, ale jednak – fachowiec.

Największym atutem Donalda Tuska była – w ostatnich trzech latach – doskonała intuicja i polityczny słuch. Można powiedzieć, polityczne ucho go, jako lidera opozycji i w pierwszych miesiącach również przywódcę zwycięskiej koalicji, nie zawodziło. Coś się jednak skończyło, coś się złamało – i to na długo przed wyborczą porażką w wyborach prezydenckich. Kolejne tygodnie przynosiły nowe wypowiedzi, które miały przynieść odbicie, miały pokazać siłę lidera, ale pokazywały zgoła coś innego. Premier przestaje przewodzić, zaczyna wtórować. Dlatego powtarzał, że rząd będzie poprawiać sytuację pacjentów, nie lekarzy. Dlatego, w rozpętanej ponad miarę histerii wokół KPO, odgrażał się dymisjami na najwyższym szczeblu (dając do zrozumienia, że mogą one dotyczyć również minister Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, jeszcze niedawno żelaznej kandydatki do fotela wicepremiera, po spodziewanej zmianie na stanowisku marszałka Sejmu).

Zabiegając o poklask wszystkich, premier nie waha się uderzać w grupy tradycyjnie raczej sprzyjające jego partii. Trudno oprzeć się gorzkiej refleksji, że Tusk rozpoczynał swój powyborczy maraton spotkań z wyborcami od wizyty w pizzerii na wrocławskim Jagodnie, a w tej chwili swoimi wypowiedziami wpisuje się w stygmatyzację branży gastro.

Warte odnotowania. Plany zakupowe. Politycy Prawa i Sprawiedliwości Paweł Rychlik oraz Waldemar Buda zaapelowali o unieważnienie części konkursów branży HoReCa i przesunięcie zyskanych środków na projekty w ochronie zdrowia. Posłowie co prawda mówili, że pieniądze z KPO na zdrowie poszły, i to niemałe, ale po pierwsze nie zawsze na najpilniejsze potrzeby, po drugie wiadomo, że pieniędzy na zdrowie nigdy za wiele (choć palców obu rąk by nie starczyło, by wskazać wypowiedzi innych polityków tej partii, którzy zwłaszcza w latach 2019-2023 twierdzili, że pieniędzy na zdrowie idzie wystarczająco dużo, by inne cele rząd też mógł zasilać, choćby takie media publiczne).

Media cytowały posłów: „Zwróćcie jachty, kupimy tomografy”. Warto byłoby może ten przekaz uzupełnić, podpowiadając politykom PiS rozszerzenie listy potencjalnych zakupów. O respiratory.

17.08.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.