Rozgoryczenie

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Z pierwszej wymiany zdań wnioskuję, że nowej szefowej resortu zdrowia na sercu najbardziej leży sytuacja szpitali – mówi Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.


Prezes NRL Łukasz Jankowski. Fot. Monika Szalek / NIL

  • Daliśmy kredyt zaufania. Może nawet na wyrost, ale daliśmy
  • Oczekiwaliśmy poważnego traktowania. Albo przynajmniej, że nie będziemy kozłem ofiarnym
  • Czasami mamy wrażenie, że powodem agresji jest to, że w ogóle istniejemy, że pracujemy
  • Na razie konkretów brak, są obietnice dotyczące analiz. Pani minister będzie się przyglądała sytuacji
  • Kończymy z zupełnie bezproduktywną rozmową o ograniczeniu swobody działalności gospodarczej osób pracujących na kontraktach
  • Za lukę w finansach, zdaniem pani minister, odpowiada ustawa o wynagrodzeniach minimalnych
  • Jeśli sprawy będą szły w kierunku poszukiwania oszczędności kosztem pracowników, będziemy w sporze
  • Strategia na przeczekanie nie dotyczy tylko kwestii bezpieczeństwa personelu medycznego, wystarczy przypomnieć kwestię receptomatów

Małgorzata Solecka: Proszę dokończyć zdanie: Lekarze są…

Łukasz Jankowski: Rozgoryczeni. To chyba najlepiej oddaje rzeczywistość.

Skąd to rozgoryczenie?

Gdzie nie spojrzeć, jakiego tematu ważnego dla nas, ale też dla pacjentów, dla ochrony zdrowia, by nie dotknąć, tam widzimy, że były bardzo duże nadzieje, ogromne oczekiwania, spory kredyt zaufania udzielony pod koniec 2023 roku. Nadziei brak, zaufanie zostało jeśli nie roztrwonione, to na pewno bardzo mocno nadwyrężone.

Daliśmy kredyt zaufania. Może nawet na wyrost, ale daliśmy. Niedawno Naczelna Izba Lekarska przedstawiła podsumowanie 1,5 roku rządów w obszarze ochrony zdrowia i nie muszę mówić, że to podsumowanie wypadło mocno negatywnie.

Na nasze rozgoryczenie bez wątpienia wpływa fakt, że oczekiwaliśmy poważnego traktowania. Albo przynajmniej, że nie będziemy kozłem ofiarnym na potrzeby odwrócenia uwagi od wszystkich dysfunkcji systemu. Tak byliśmy traktowani przez poprzednie rządy, które obarczały nas odpowiedzialnością. Mieliśmy przekonanie, że ta strategia już się wypaliła. Mieliśmy poczucie, że otwiera się szansa na jakieś partnerstwo. I tak to się przecież zaczynało. Słyszeliśmy od przedstawicieli rządu: – Będziecie zrozumiani, będziemy razem zmieniać ochronę zdrowia, lekarze są dla nas bardzo ważni.

A jak jest kilkanaście miesięcy później? Nie ma tygodnia, by media nie atakowały naszych wynagrodzeń, a więc i po prostu nas. Czasami mamy wrażenie, że powodem agresji jest to, że w ogóle istniejemy, że pracujemy.

Media to nie rząd…

Tak, ale przecież to wypowiedzi polityków dostarczają medialnego paliwa, inspirują dziennikarzy do podejmowania i kontynuowania tego tematu. Proszę nie zmuszać mnie, bym przypomniał, kto mówił, że rząd będzie działać na rzecz poprawy pacjentów, na pewno nie lekarzy.

Premier mówił. Spotkał się pan w ostatnich dniach z Jolantą Sobierańską-Grendą. Odczuł pan zainteresowanie minister zdrowia tym, jak sytuację – choćby po słowach premiera – odbierają lekarze?

Pierwsze spotkanie przedstawicieli samorządu z nowym ministrem zawsze rządzi się swoimi prawami. Przekazałem pani minister konkretne oczekiwania, czyli bezpieczeństwo, no fault, rezygnacja z uproszczonych trybów wykonywania zawodu, automatyzacja refundacji i to, co się dzieje. Usłyszałem wiele zapewnień o tym, że będziemy dyskutować. Umówiliśmy się na cykliczne spotkania.

Na razie konkretów brak, są obietnice dotyczące analiz. Pani minister będzie się przyglądała sytuacji. Z tej pierwszej wymiany zdań wnioskuję, że nowej szefowej resortu zdrowia na sercu najbardziej rzeczywiście leży sytuacja szpitali. Szpitalnictwo, konsolidacja szpitali, zmiany w szpitalach – tu będzie poszukiwane remedium na problemy systemu ochrony zdrowia.

To, co mnie zdecydowanie ucieszyło, i co powinno ucieszyć też innych lekarzy, to deklaracja, że kończymy z zupełnie bezproduktywną rozmową o ograniczeniu swobody działalności gospodarczej osób pracujących na kontraktach. Zgodziliśmy się, że jest to temat zastępczy, mający ukryć niedomogi systemowe. Usłyszałem też zapewnienie, że minister nie zamierza obarczać lekarzy odpowiedzialnością za złe funkcjonowanie systemu. I myślę, że oboje też dostrzegamy, że dobrze działający system to przede wszystkim system istniejący…

To znaczy?

Nie, nie chodzi o to, że ten, który istnieje, jest dobry (śmiech). Przeciwnie, teraz jest wiele przesłanek do stwierdzenia, że nie mamy systemu, więc trudno, by dobrze działał. Nie może dobrze działać coś, czego nie ma. Być może konsolidacja szpitali, o której mówi minister Sobierańska-Grenda, jest rzeczywiście drogą, która doprowadzi do powstania takiego systemu? W trakcie rozmowy przywoływała przykłady takich konsolidacji w krajach Europy Zachodniej…

Nie mogę w tym miejscu nie zapytać, czy pani minister przywołując przykłady rozwiązań organizacyjnych z Europy Zachodniej, wspomniała coś o poziomie finansowania systemów w tamtych krajach?

Rozmawialiśmy o finansach i o ogromnej dziurze w budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia. Stanowisko samorządu lekarskiego w tej sprawie jest jasne i niezmienne. Jeżeli nie będą zapewnione wyższe nakłady, możemy zapomnieć nie tylko o gruntownej reformie, ale też o stosunkowo niewielkich zmianach. Reformy małych kroków przy takiej luce w finansach się po prostu nie da przeprowadzić.

Trzeba mieć nadzieję, że pani minister też zdaje sobie z tego sprawę. Jak duża jest luka, według szacunków resortu?

W mojej ocenie rozmawiamy o kwocie rzędu 40-50 mld zł, jeśli chodzi o 2026 rok. W każdym razie z naszego spotkania wyszedłem z przekonaniem, że 40 mld zł to minimalny wymiar kary, czyli – tyle na pewno zabraknie. Prawdopodobnie więcej.

Za lukę, zdaniem pani minister, odpowiada ustawa o wynagrodzeniach minimalnych. Tu nasze stanowiska są oczywiście rozbieżne. Pani minister chyba jeszcze myśli kategoriami dyrektora szpitala, ja starałem się naświetlić sytuację od strony pracowników. Ale też spojrzeć realnie – wiadomo, że zmiany w ustawie po prostu nie przejdą. Trzeba myśleć o rozwiązaniach systemowych.

Na przykład takich, które wpisują się w prawdziwą konsolidację szpitali. Taką, która sprawiłaby, że szpitale nie będą toczyć walk o kadrę. Zapewniłem, że znakomita większość lekarzy, jeśli nie wszyscy, chciałaby godnie zarabiać, pracując w jednym miejscu pracy, mieć czas na dokształcanie się i wypoczynek. Jeżeli ministerstwo ma taki cel, by lekarze – i inni profesjonaliści medyczni – byli docenieni i mogli się rozwijać, to znajdziemy wspólny język. Jeśli sprawy będą szły w kierunku poszukiwania oszczędności kosztem pracowników, będziemy w sporze.

Wrócę jeszcze do tematu kontraktów. Rozumiem, że zostanie on zamknięty, odłożony do szuflady?

Tak. Bardzo wyraźnie zostało to powiedziane: kontrakty to temat zastępczy. Co więcej, zmiany de facto pogrążyłyby system, pogorszyłyby bezpieczeństwo pacjentów. Wiemy, że choćby radiologów interwencyjnych jest tak mało, że gdyby ich przywiązać do szpitali umowami w wymiarze pół etatu, w wielu ośrodkach niemożliwe byłoby ratowanie pacjentom życia. Pani minister to doskonale rozumie. Bardzo wyraźnie było powiedziane również, że ograniczenie swobody działalności gospodarczej z punktu widzenia przepisów jest w zasadzie niemożliwe. Z jednej strony niemożliwe, z drugiej – szkodliwe. To wystarczające powody, by nie kontynuować tematu, przynajmniej do czasu, gdy będziemy mieć realny pomysł na strukturę systemu. Wtedy można wrócić do rozmów o kontraktach.

Bo my oczywiście zgadzamy się, że umowy kontraktowe nie są dla wielu lekarzy idealnym rozwiązaniem. To wynikało choćby z przeprowadzonego przez NIL badania: ponad jedna trzecia lekarzy deklarowała powrót z kontraktu na etat przy wynagrodzeniu w wysokości trzech średnich krajowych. To nie lekarze wymyślili kontrakty, tylko politycy.

Jeden z najważniejszych postulatów, jaki samorząd artykułował w ostatnich miesiącach, dotyczy bezpieczeństwa w miejscu pracy. Rząd ma przyjąć we wtorek zmiany w Kodeksie karnym i Kodeksie wykroczeń. Czy Ministerstwo Zdrowia ma jeszcze jakieś inne plany w tym obszarze?

Wszyscy widzimy, że Ministerstwo Zdrowia jest w tej chwili w fazie reorganizacji. Rozmawiamy krótko po ogłoszeniu dymisji wiceministra Jerzego Szafranowicza, który odpowiadał za reformę szpitalnictwa, ale też rozmowy w sprawie zmian w ustawie o wynagrodzeniach minimalnych. Na razie nic nie słychać o nowych inicjatywach. Ministerstwo jest zajęte przestawianiem się na nieco inne tory.

Czekamy więc?

Tylko że kończy się czas. I tu znów pojawia się rozgoryczenie. Niedługo miną trzy miesiące od ogromnej tragedii, jaką było zamordowanie lekarza w miejscu pracy przez agresywnego pacjenta. Było wtedy ogromne poruszenie, ale realnie nie zmieniło się przecież nic. Ta strategia na przeczekanie nie dotyczy tylko kwestii bezpieczeństwa personelu medycznego, wystarczy przypomnieć kwestię receptomatów. Po tym, jak w wyniku dziennikarskiej prowokacji lekarz w receptomacie wystawił receptę na lek ścisłego zarachowania na nazwisko Izabeli Leszczyny, wydawało się, że zmiany są tuż, tuż. Nie wydarzyło się w tej sprawie nic.

Stan zawieszenia nie może trwać w nieskończoność. Czego możemy się spodziewać w perspektywie może dwóch, trzech miesięcy?

Wiemy, że nie ma pieniędzy. Mówiliśmy o luce w przyszłorocznym budżecie Funduszu, ale i w tym roku jest ona ogromna. Rządzący muszą szukać oszczędności i będą ich szukać za wszelką cenę. Ustawa szpitalna niewiele zmieni, przynajmniej w tym kształcie. Nie wiadomo w ogóle, czy zostanie podpisana, ale nawet jeśli – ona zakłada dobrowolność, przerzuca odpowiedzialność na samorządy i szpitale, można się obawiać, że nawet jeśli wejdzie w życie, niewiele zmieni.

Wydaje się, że rząd nie zrezygnuje z prób ograniczenia skutków ustawy o minimalnym wynagrodzeniu, bo to wydaje się najprostsze. Szukanie oszczędności na pracy personelu medycznego jest drogą donikąd, ale wydaje się nieskomplikowane. Obawiam się, że czeka nas niespokojna jesień. Zarówno związki zawodowe, jak i samorządy zawodów medycznych nie będą się przecież temu bezwolnie przyglądać. Ustawa o wynagrodzeniach minimalnych dotyczy tylko niewielkiej części lekarzy, 15 proc. specjalistów, ale my mówimy twardo: jedyna zmiana w ustawie, o jakiej możemy rozmawiać, to zwiększenie współczynników pracy do trzech średnich krajowych dla tej grupy lekarzy. Obawiam się, że rząd na ten kierunek zmian nie przystanie.

Rozmawiała Małgorzata Solecka

19.08.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.