Rosnąca agresja wobec medyków nie jest tylko polskim problemem. Zmagają się z nim również inne kraje Europy i świata. Jednak to nie znaczy, że możemy to akceptować, przyjmować do wiadomości – mówił podczas wtorkowej konferencji poświęconej problemowi przemocy Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Fot. Mazowiecki Urząd Wojewódzki
Konferencja „Zero tolerancji dla agresji!”, zorganizowana przez Okręgową Izbę Lekarską w Warszawie, nie dotyczyła wyłącznie problemu agresji wobec pracowników medycznych: dyskutowano również o przemocy domowej, a także przemocy, jaka dotyka pacjentów. Jednak okoliczności, zarówno pamięć po tragicznych wydarzeniach sprzed niespełna czterech miesięcy (śmierć Tomasza Soleckiego z ręki pacjenta w szpitalu, wcześniej, w styczniu, śmierć ratownika medycznego w trakcie udzielania pomocy pacjentowi w domu), jak i finalizacja prac nad zaostrzeniem przepisów karnych i ich przekazanie przez rząd do parlamentu właśnie z tematu agresji wobec personelu medycznego uczyniły temat przewodni.
– Zaczynamy inaczej mówić o problemie – wskazał Łukasz Jankowski. – Jeszcze niedawno doszukiwaliśmy się przyczyn agresji na przykład w systemie czy w trudnej sytuacji pacjenta, który musi długo czekać na pomoc albo po usłyszeniu trudnej diagnozy, często niezrozumiałej, nie radzi sobie z emocjami. Dziś mówimy: zero tolerancji dla agresji. Ten, kto bije, kto dopuszcza się agresji, przestaje mieć rację – mówił. Szef lekarskiego samorządu zwrócił uwagę, że z narastającą agresją pacjentów wobec personelu medycznego mierzą się też inne kraje, zarówno Europy, jak i Ameryki Północnej.
I stosują różne metody walki z tym zjawiskiem, które mogą, a niektóre nawet powinny, stanowić inspirację dla Polski. – W USA to jest kontrola dostępu do placówek medycznych, powszechnie stosowane są tam bramki – podawał przykład rozwiązania stosowanego w kraju z powszechnym dostępem do broni palnej. W Turcji na szpitalnych oddziałach ratunkowych pojawia się wojsko jako dodatkowa ochrona. Państwa prowadzą rejestry agresji, co pozwala precyzyjnie oceniać skalę zjawiska, opierając się na danych, a nie jedynie na szacunkach.
W Hiszpanii w ubiegłym roku 115 osób zostało aresztowanych w związku z atakami na pracowników ochrony zdrowia. Sprawcy dopuścili się przemocy fizycznej i werbalnej. We Włoszech odnotowano 16 tys. przypadków agresji wobec personelu medycznego, z których 26 proc. stanowiła przemoc fizyczna. W Wielkiej Brytanii odnotowano 22 tys. przypadków przemocy, agresji i nadużyć wobec personelu medycznego, szczególnie pogotowia ratunkowego, co stanowi wzrost o 15 proc. w stosunku do 2023 roku. W Libanie 47 proc. ataków na personel medyczny zakończyło się śmiercią pracownika lub pacjenta. – To może być szokująca statystyka. Choć dotyczy kraju spoza Europy, pokazuje, do czego może prowadzić bierność wobec tego zjawiska – zaznaczył szef samorządu lekarskiego.
Jakie działania są podejmowane w innych krajach? – Turcja wprowadza wojsko na SOR-y. Kanada implementuje surowe przepisy prawne z karą pozbawienia wolności do lat dziesięciu za każde zastraszanie pracowników ochrony zdrowia lub utrudnienie dostępu do placówek medycznych. W Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii zwiększają się kary za ataki na medyków – podkreślał szef lekarskiego samorządu.
Jeśli chodzi o Polskę, z danych ankietowych, które przytoczył Łukasz Jankowski, wynika, że 82 proc. lekarzy z doświadczeniem zawodowym poniżej dziesięciu lat spotkało się z niewłaściwymi zachowaniami ze strony pacjentów. Najczęściej zgłaszane incydenty to próby wymuszenia postępowania medycznego i nieodpowiednie komentarze. Co czwarty lekarz przynajmniej raz w roku doświadcza nękania lub szantażu. – Przypadki fizycznej agresji najczęściej zdarzają się na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Doświadczają jej także pielęgniarki, które znajdują się na pierwszej linii kontaktu z pacjentami – zarówno w udzielaniu pomocy, jak i w doświadczaniu agresji. Niestety, one również stają się ofiarami – stwierdził prezes Jankowski.
Przejawy agresji to najczęściej obrażanie i wyzwiska, podważanie kwalifikacji i doświadczenia zawodowego, groźby użycia przemocy. Szturchania, opluwania i popychania doświadczyło 20 proc. lekarzy. Dochodzi także do niszczenia mienia prywatnego, np. celowego uszkodzenia pojazdu pracownika podmiotu leczniczego. Zwrócono również uwagę na przemoc odroczoną – groźby pod adresem lekarzy dotyczące skierowania sprawy do sądu, prokuratury wtedy, gdy nie ma ku temu najmniejszych podstaw.
Łukasz Jankowski przyznał, dziękując obecnym na konferencji przedstawicielom prokuratury i policji, że w tej chwili współpraca z organami ścigania w zakresie agresji wobec medyków przebiega dużo lepiej niż jeszcze kilka miesięcy temu. – Wciąż jednak brakuje nam systemowej ścieżki zgłaszania takich zdarzeń – zauważył. Samorząd lekarski stoi na stanowisku, że wzorem USA zgłoszenia zawsze powinna dokonywać placówka, w której doszło do agresji. Zaatakowany medyk powinien w sprawie występować zaś jako świadek.
Artur Drobniak, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, przywołał wyniki ankiety przeprowadzonej przez warszawską izbę lekarską. Agresja słowna dotknęła niemal wszystkie osoby biorące udział w ankiecie, psychiczna – 75 proc., pasywna (czyli utrudnianie wykonywania czynności służbowych) – 50 proc., fizyczna – 20 proc.
Jak mówił, sprawcami agresji nie zawsze są pacjenci. Przemocy dopuszczają się ich rodziny (doświadczyło tego dwóch na trzech lekarzy, którzy wzięli udział w ankiecie), ale też – przełożeni i współpracownicy (adekwatnie co piąty i siódmy lekarz). – Także tej kwestii nie powinniśmy zamiatać pod dywan. Należy kontrolować takie zdarzenia i z nimi walczyć – zaznaczył prezes OIL w Warszawie.
Przemoc słowna i psychiczna pojawia się zwykle w sytuacji potrzeby wymuszenia świadczenia zdrowotnego, np. w celu wystawienia długoterminowego zwolnienia, leczenia zgodnie z żądaniami pacjenta bądź uzyskania szybszej pomocy (formą przemocy bywa groźba umieszczenia w sieci negatywnych komentarzy). Przemoc fizyczna dominuje natomiast u pacjentów będących pod wpływem alkoholu lub narkotyków.
Jacek Lachowicz z Departamentu Prawa Karnego Ministerstwa Sprawiedliwości podkreślił, że regulacje prawne zawierają określone postanowienia dotyczące przyznania personelowi medycznemu ochrony takiej, jaka przysługuje funkcjonariuszowi publicznemu. – Przede wszystkim dotyczy to lekarzy, którzy udzielają pomocy doraźnej w każdej sytuacji bądź w trakcie czynności ratujących życie – medyków wykonujących swoje obowiązki zawodowe w zakładach leczniczych posiadających umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia – przypomniał, podkreślając, że trwają prace (projekt został skierowany do Sejmu) nad nowelizacją przepisów Kodeksu karnego oraz Kodeksu wykroczeń, który ma na celu zwiększenie ochrony przysługującej funkcjonariuszowi publicznemu.
– Będzie to polegało na tym, że każdy atak przeciwko personelowi medycznemu, który bezpośrednio zagraża zdrowiu lub życiu takiej osoby, będzie odtąd zagrożony karą do pięciu lat pozbawienia wolności. Do tej pory to zagrożenie było niższe – za naruszenie nietykalności cielesnej groziła kara pozbawienia wolności do trzech lat – przypomniał Lachowicz, dodając, że na żądanie pokrzywdzonego sąd będzie mógł zarządzić publikację wyroku skazującego.
Komendant stołeczny policji insp. Dariusz Walichnowski podkreślił, że zmiany w prawie były od lat oczekiwane nie tylko przez środowisko medyczne, lecz także przez funkcjonariuszy policji, którzy często interweniują w takich zdarzeniach. – Mam nadzieję, że przyniosą oczekiwany efekt, gdyż szybkość reakcji bardzo często świadczy o nieuchronności – stwierdził.
W ubiegłym roku policja przeprowadziła wiele szkoleń dla przedstawicieli zawodów medycznych. – Przekazujemy, jak powinno wyglądać zgłoszenie agresji słownej lub cielesnej. Tłumaczymy, na co zwrócić uwagę, zgłaszając popełnienie wykroczenia czy przestępstwa. W części praktycznej pokazujemy, jak się zachowywać, chronić i bronić – mówił.
– Przestępstwo dokonane na funkcjonariuszu publicznym jest ścigane od momentu naruszenia jego nietykalności cielesnej, czyli tak naprawdę od dotknięcia, popchnięcia czy urwania guzika. Nie musi być śladów, elementów uszkodzenia ciała. Wystarczy, że naruszona jest nietykalność. Z drugiej strony już samo słowne znieważenie funkcjonariusza publicznego lub osoby mającej taką ochronę też jest dla nas przestępstwem, więcej – przestępstwem ściganym z oskarżenia publicznego – wyjaśniła prokurator Małgorzata Szeroczyńska, zastępca prokuratora okręgowego w Warszawie. Podkreślała, że choć w mediach nagłaśniane są sytuacje najbardziej drastyczne, nie można pomijać również tych z pozoru błahych. – Aby to działanie prewencyjne miało efekt, potencjalny sprawca musi wiedzieć, że zdarzenie zostanie zgłoszone i nagłośnione. My możemy działać po zgłoszeniu, nie wystarczy sama interwencja.