Nie byliśmy gotowi na kryzys pandemiczny. Kryzys migracyjny obnażył potencjał państwa, które zareagowało i reaguje tak, jak reagują słabi – prężeniem muskułów wobec (jeszcze) słabszych. Czy kryzys militarny, który – dosłownie – zawisł w powietrzu, przyniesie otrzeźwienie i realną zmianę w podejściu do prawdziwych wyzwań?
Kierownictwo Ministerstwa Zdrowia. Fot. MZ
Największy znak zapytania. Gotowość na kryzys. Najwyższa Izba Kontroli ocenia, że w czasie pandemii COVID-19 w obszarze zdrowia niegospodarnie wydano ok. 10 mld zł. To wydatki między innymi na szpitale covidowe, sprzęt medyczny, kupno zbyt dużej liczby szczepionek. Jednym z wniosków z raportu jest brak gotowości instytucji państwa na kryzys, jakim była pandemia.
Nic zaskakującego, o braku gotowości państwa, inspekcji sanitarnej, systemu ochrony zdrowia, poszczególnych szpitali pisaliśmy przez cały okres pandemii – i później. Raport NIK nie jest więc ani „newsowy”, ani przełomowy, jest (smutnym) podsumowaniem wiedzy ogólnie dostępnej. Jednak czas jego ogłoszenia jest bez wątpienia szczególny. NIK pisze o braku przygotowania na kryzys zdrowotny w czasie, gdy do drzwi puka kolejny kryzys, zagrożenie wojną. Wiadomo o nim co najmniej od 3,5 roku, ale na dobrą sprawę jeszcze dłużej. O tym, że Rosja jest, a na pewno w każdej chwili może się stać, agresorem, wiadomo od ponad dwóch dekad, zaś od lat kilkunastu, od wydarzeń w Gruzji, a potem we wschodniej Ukrainie i na Krymie, przynajmniej w naszym regionie świadomość zagrożenia jest, a raczej powinna być powszechna.
Enuncjacje płynące z poszczególnych ministerstw – również z Ministerstwa Zdrowia – nie napawają optymizmem. Tak samo jak opinie ekspertów. Mimo pełnej wiedzy o toczącej się za naszą wschodnią granicą wojny przygotowania do ewentualnego rozszerzenia konfliktu zbrojnego w dużym stopniu ograniczają się do dyskusji o nowej rzeczywistości. Działania są w dużym stopniu wciąż w sferze planów, a konkretów nie widać. Oczywiście można mieć nadzieję, że nie widać ich przez tajność przedsięwzięć, ale z niczym nie można przesadzać. Z optymizmem również.
Polska polityka od agresji Rosji na Ukrainę, poza drobnymi wyjątkami, toczyła się swoimi koleinami plemiennych, zacietrzewionych sporów. Zakopanie wojennego topora na najwyższym szczeblu stało się możliwe (na jak długo?) dopiero w sytuacji masowego i intencjonalnego naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony. Na ile politykom (prawie) wszystkich ugrupowań wystarczy autorefleksji i zdolności do trzeźwej oceny zagrożeń?
Największe (mimo wszystko) zaskoczenie. Odpartyjnienie MZ. Wiceministrowie koalicyjni poza resortem, Ministerstwo Zdrowia zasiliło dwoje niekwestionowanych fachowców, wyróżniających się menedżerów szpitali. Po stronie koalicjantów słychać głosy nie tylko niezadowolenia (Szymon Hołownia ocenił, że dymisja Urszuli Demkow to merytoryczne osłabienie rządu; w podobnym duchu wypowiedział się o odwołanym wiceministrze Lewicy Wojciechu Koniecznym wicepremier Krzysztof Gawkowski; ludowcy publicznie przypominają, że bez polityki nie da się przeprowadzać politycznych decyzji), można się spodziewać, że mniej lub bardziej ostentacyjnie mniejsze ugrupowania tworzące rząd będą przypominać, że zmiany w MZ były jednostronną decyzją premiera. Jest mało prawdopodobne, by zdrowie stało się osią sporu w koalicji, ale bez trzeba zakładać, że bez wkładania cienkich kijków w szprychy się nie obejdzie.
Zdrowie ponad polityką? Brzmi jak plan. Albo – jak marzenie. Ewentualnie – jak nie najwyższych lotów żart, gdy o konieczności zejścia spraw polityki w zdrowiu na dalszy plan mówi – cytowana przez „Rynek Zdrowia” – Krystyna Skowrońska, jedna z najbardziej wyrazistych politycznych „fighterek” z Komisji Zdrowia (nie tylko zresztą w tej kadencji).
Największy brak zaskoczenia. Prawomocny wyrok za ujawnienie danych pacjenta. Sąd Okręgowy utrzymał wyrok dla byłego ministra zdrowia Adama Niedzielskiego w związku z ujawnieniem przez niego wrażliwych danych pacjenta-lekarza. Sądu nie przekonały argumenty samego oskarżonego i jego obrońcy, że wpis na platformie X miał na celu obronę dobrego imienia Ministerstwa Zdrowia. Sąd drugiej instancji jednoznacznie potwierdził prawidłowość wyroku, jaki zapadł w sądzie rejonowym. – Treść tego wpisu nie miała na celu i nie dotyczyła kwestii ogólnych (...), które miały sprostować wedle oskarżonego, pełniącego wówczas funkcję ministra zdrowia informacje na temat niemożliwości wypisania recepty (...), a odnosiła się w istocie personalnie – mówiła sędzia, ogłaszając wyrok. Podkreśliła też, że treść wpisu jasno odnosiła się też do danych osobowych lekarza. – Nie sposób uznać, iż we wpisie oskarżonego dane co do stanu zdrowia oskarżyciela posiłkowego nie zostały ujawnione, wręcz przeciwnie – podkreśliła sędzia.
W pierwszych dniach sierpnia 2023 roku Adam Niedzielski, będąc w ostrym sporze ze środowiskiem lekarskim w kwestii wprowadzanych przez resort zmian w obszarze wystawiania recept na silne leki przeciwbólowe, na swoim prywatnym koncie na X odniósł się do materiału wyemitowanego dzień wcześniej w Faktach TVN. Były minister zdrowia ujawnił, jakie leki przepisał sobie lekarz, który zwracał uwagę na trudności z wystawianiem recept.
Wpis pociągnął za sobą dymisję Niedzielskiego i zakończył jego polityczne plany startu do Sejmu z list PiS, zapoczątkował natomiast problemy prawne. Wyrok powinien zakończyć trwające w niektórych środowiskach i organizacjach pacjentów dyskusje, czy ówczesny minister zdrowia naruszył, czy też nie naruszył w istotny sposób prawa pacjenta. To może zdumiewać, ale w tej sprawie brak było jednomyślności, czego skutkiem było milczenie (zbyt) dużej liczby przedstawicieli pacjentów.
Największe wyzwanie. Pieniądze na zdrowie. Prognozowany PKB w 2026 roku wyniesie niespełna 4,2 bln zł. Gdyby odsetek publicznych wydatków na zdrowie oscylował nad Wisłą wokół unijnej średniej (9 proc. PKB), budżet ochrony zdrowia wynosiłby więc nieco ponad 360 mld zł.
„Gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem”, a ochrona zdrowia może w przyszłym liczyć na środki o znacząco ponad sto miliardów skromniejsze. Może bardziej sensowne byłoby zestawienie sytuacji Polski z krajami, które powinny stanowić nasz benchmark – Czechami i Słowenią. Jak Polska wywodzą się z bloku wschodniego, mamy też zbliżone (choć nie tożsame) ścieżki rozwoju. Słowenia wyraźnie wyprzedza nas i naszych południowych sąsiadów w poziomie zamożności (PKB w przeliczeniu na mieszkańca przekracza w tym kraju 26 tys. USD PPP, w Czechach wynosi nieco ponad 20 tys., w Polsce – niespełna 18 tys.). Czechy i Słowenia jednocześnie znajdują się w gronie krajów, których społeczeństwa swoje systemy ochrony zdrowia oceniają wysoko. Polska, mówiąc oględnie, w tym gronie się nie znajduje. Czechy i Słowenia na zdrowie wydają z publicznych środków 8 proc. PKB.
Gdybyśmy „zapragnęli” wydać tyle samo, w przyszłym roku budżet na zdrowie wyniósłby ponad 320 mld zł – zamiast niespełna 250 mld zł. W tych pieniądzach zresztą ukryto finansowanie celów, które nie powinny być kwalifikowane jako wydatki bieżące, co mocno utrudnia analizy i sprawia, że ciągle musimy porównywać dorodne gruszki z nieco nadgnitymi jabłkami, co odbija się na poziomie dyskusji wokół finansów na zdrowie. Przykładów nie brakuje, ostatniego dostarczyło posiedzenie Komisji Zdrowia w minionym tygodniu, na którym średnio udane polityczne filipiki mieszały się z merytorycznymi komentarzami i celnymi uwagami, trafiającymi jednak w większości w próżnię. W sali, w której dyskutowali posłowie, zdawało się pobrzmiewać echo: – Pieniędzy nie ma i nie będzie.
Warte odnotowania. Uniewinnienie aktywistów z granicy białoruskiej. – Zarzuty są absurdalne. To nie jest tylko proces pięciu osób. Na ławie oskarżonych zasiadł humanitaryzm, człowieczeństwo, wrażliwość i chęć pomocy drugiemu człowiekowi. Sprawa piątki jest sprawą nas wszystkich – mówił obecny podczas ostatniej rozprawy toczącego się procesu pięciorga aktywistów, oskarżonych o pomoc nielegalnym imigrantom, którzy przekroczyli granicę z Białorusią, Mateusz Rybak, jeden z najmłodszych wolonariuszy, zaangażowanych w działania humanitarne na wschodniej granicy. W minionym tygodniu zapadł wyrok – uniewinnienie. Wyrok nieprawomocny, ale dla prokuratury – miażdżący. Oskarżenie próbowało dowieść, że aktywistów można pociągnąć do odpowiedzialności za to, że ich działania – dostarczenie migrantom wody, jedzenia, ubrań czy nawet zorganizowanie transportu – doprowadziły do uzyskania korzyści. Nie, nie przez aktywistów. Przez samych zainteresowanych, czyli – migrantów. Sąd podkreślił, że przepis, na który powoływała się prokuratura, miałby zastosowanie tylko wtedy, gdyby korzyści osiągnęli udzielający pomocy – na przykład dlatego, że owe dobra czy usługi dostarczyliby odpłatnie. Jednak prokuraturze nie udało się udowodnić osiągnięcia żadnych korzyści przez wolontariuszy.
Wyrok, choć nieprawomocny, odbił się szerokim echem w środowiskach zaangażowanych od kilku lat w niesienie pomocy migrantom, uchodźcom, wśród których nie brakuje również profesjonalistów medycznych. A mowa, jaką wygłosił mecenas Radosław Baszuk, już jest oceniana jako jedna z tych, które przeszły do historii polskiej adwokatury. Obrońca oskarżonych, wnosząc o uniewinnienie, podkreślał, że w warunkach normalnie funkcjonującego państwa nielegalni migranci mogliby liczyć na posiłek, ciepłą odzież i wezwanie służb, które postąpiłyby zgodnie z prawem. – Wszczęłyby procedury. Zapewniłyby opiekę i ochronę tym ludziom na czas rozpoznawania wniosków. Zajęłyby się ochroną ich życia i zdrowia. RP w kwestii kryzysu migracyjnego na granicy białoruskiej nie funkcjonuje jak normalne państwo – podkreślał. – Jest mi znacznie bliżej do postawy oskarżonych (...) niż do mentalności granatowego policjanta pilnującego muru getta – stwierdził w pewnym momencie.