Reforma szpitalnictwa, zdrowe serce i mózg oraz cyfryzacja ochrony zdrowia – to główne priorytety na lata 2025-2027, na których zamierza się skupić kierownictwo Ministerstwa Zdrowia. Posiedzenie Komisji Zdrowia, na którym je przedstawiono, trwało ponad trzy godziny. Kluczowa, choć niezaskakująca, informacja padła pod koniec: NFZ pilnie potrzebuje dodatkowych pieniędzy.

Fot. x.com/MZ_GOV_PL
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda po dwóch miesiącach od objęcia stanowiska oraz po dwóch tygodniach od zmian w kierownictwie resortu spotkała się z Komisją Zdrowia, by nakreślić zamierzenia na dwa lata, jakie pozostały do końca kadencji. Minister i zastępcy – Katarzyna Kacperczyk, Katarzyna Kęcka i Tomasz Maciejewski – zaprezentowali posłom to, na czym będą się skupiać w swojej pracy. – To będzie praca zespołowa – podkreślała szefowa resortu zdrowia, odnosząc się w sposób szczególny do zmian w szpitalnictwie, które mają być motywem przewodnim, osią, działań obecnego kierownictwa resortu. To jeden z wniosków, jakie zresztą bardzo szybko wysnuli posłowie – konsolidacja szpitali i zmiany w ich funkcjonowaniu, w tym ograniczenie działalności części oddziałów (lub całych podmiotów) w trybie ostrym mają stanowić sposób na pokonanie, a w każdym razie złagodzenie problemów finansowych. O których zresztą minister zdrowia w swoim wystąpieniu nie wspomniała w ogóle, na co w trakcie zadawania pytań posłowie zwracali uwagę.
– Mamy problem, o którym państwo wiecie od dłuższego czasu. Mamy problem z finansami NFZ – przyznała na koniec posiedzenia Jolanta Sobierańska-Grenda. – Poproszę pana prezesa o rzetelną informację na temat sytuacji, ponieważ nie zależy mi na niczym innym, jak na pracowaniu na faktach i podawaniu rzetelnych informacji – mówiła, oddając głos prezesowi NFZ Filipowi Nowakowi.
Szef NFZ przypominał, że głównym źródłem finansowania Funduszu jest składka zdrowotna. Z kolei dodatkowym, coraz istotniejszym, jest dotacja z budżetu państwa. – Najważniejszym zadaniem zarządu NFZ jest określenie wartości umów do środków, które są zaplanowane. Tak, żeby wystarczyło tych środków na dwanaście miesięcy w roku, na które zawarte są umowy. Oczywiście także od początku istnienia Funduszu wartość umów zazwyczaj jest globalnie niższa niż potrzeby zdrowotne. Wynika to z ograniczeń finansowych – tłumaczył, nawiązując do zjawiska nadwykonań, których liczba z roku na rok wzrasta. – Trudno jest zabezpieczyć wszystkie świadczenia czy też inne zadania nałożone na Narodowy Fundusz Zdrowia, które często pojawiają się w ciągu roku rozrachunkowego, jak na przykład ustawa o minimalnym wynagrodzeniu w systemie ochrony zdrowia, w taki sposób, żeby te środki były wystarczające.
Nowak postawił sprawę bardzo jasno: bez dodatkowych pieniędzy spłacenie nadwykonań za drugi kwartał tego roku będzie niemożliwe. W przypadku nadwykonań świadczeń nielimitowanych jest to obowiązkiem NFZ, jednak „tempo realizacji tych świadczeń będzie uzależnione od możliwości finansowych płatnika”. A te w niektórych oddziałach Funduszu są zerowe lub bliskie zeru, więc – jak ujął to dyplomatycznie prezes Nowak – rozliczenie się płatnika ze szpitalami „będzie bardzo skomplikowane”, mimo że tegoroczna dotacja budżetowa wzrosła wobec zaplanowanej o 9 mld zł, zaś plan finansowy – o 13 mld zł. – Wierzę, że ten plan jeszcze będzie mógł wzrosnąć. W tym celu prowadzone są rozmowy z Ministerstwem Finansów – przyznał Nowak.
Pieniądze dla NFZ to jeden z wątków rozmów z Ministerstwem Finansów. W trakcie przedstawiania zamierzeń dotyczących zmian w szpitalnictwie minister zdrowia poinformowała posłów, że w ramach Funduszu Medycznego zostanie wydzielony miliard złotych na realizację zaakceptowanych przez płatnika inwestycji w szpitalach, które będą się przekształcać zgodnie z założeniami reformy. – Trwają też rozmowy prezesa Banku Gospodarstwa Krajowego z Ministerstwem Finansów nad programem dotyczącym wsparcia zadłużonych szpitali – przypomniała, zastrzegając jednocześnie, że ponieważ zamierza mówić o konkretach, tego wątku rozwijać nie będzie. Gdy ustawa była procedowana w parlamencie, ówczesny wiceminister zdrowia odpowiedzialny za prace nad reformą szpitalnictwa, Jerzy Szafranowicz, obiecywał konkrety w sprawie programu oddłużeniowego „na przełomie września i października”.
Na razie konkretów brak, ale minister zdrowia podkreślała, że w wielu regionach zmiany w szpitalnictwie rozpoczęto i przeprowadzano już wcześniej. Ustawa nie narzuca obligatoryjności (zdaniem niektórych posłów, m.in. Elżbiety Polak z KO, niesłusznie, bo przynajmniej szpitale borykające się z problemami finansowymi powinny przekształcać się obowiązkowo), ale daje takie możliwości. Ze wsparciem, również Ministerstwa Zdrowia. – Naszym celem jest przejście od deklaracji do działania – mówiła Jolanta Sobierańska-Grenda. – W wielu miejscach widać, że tam, gdzie powstają lokalne inicjatywy i współpraca między podmiotami, szpitale rozwijają się najdynamiczniej. To z takich dobrych przykładów chcemy czerpać inspirację.
Czy jednak gotowość do przekształceń wystarczy? Janusz Cieszyński (PiS) zwracał uwagę, że problemy ze stratami mają w ogromnej większości szpitale powiatowe, zaś szpitale kliniczne czy specjalistyczne lepiej lub gorzej, niektóre bardzo dobrze, inne średnio, ale w lwiej części sobie radzą. Cieszyński ocenił, że jest to przede wszystkim kwestia wycen świadczeń, które realizowane są głównie w szpitalach powiatowych, podczas gdy wyceny niektórych świadczeń specjalistycznych są przeszacowane. Wskazał tu ablację, z której zyski pozwalają szpitalom pokrywać straty innych oddziałów (co z kolei napędza zjawisko specjalistów nazywanych przez poprzednią minister zdrowia „komiwojażerami”).
Temat Funduszu Medycznego – a raczej pieniędzy, jakie w nim są i być powinny – wracał zwłaszcza w wypowiedziach posłów PiS, którzy chcieli wiedzieć, kiedy minister zdrowia zwróci do FM cztery miliardy złotych, które minister Izabela Leszczyna przekazała do NFZ wiosną, umożliwiając rozliczenie ostatniego kwartału 2024 roku. Czkawką odbijał się też – kilka razy – unieważniony konkurs na onkologię. Janusz Cieszyński zasugerował pytaniem, że resort zdrowia zwleka z podpisaniem protokołu z kontroli CBA, która była podstawą decyzji o unieważnieniu, ponieważ nie wykazała ona żadnych nieprawidłowości. Była minister zdrowia Katarzyna Sójka dodawała, że minister Leszczyna unieważniła konkurs bez powodu, natomiast sama jest oskarżana o ustawianie konkursu z KPO (chodzi o wyroki sądowe, nakazujące rozpatrzenie odwołań szpitali, które nie otrzymały środków na inwestycje w opiekę długoterminową, a sądy podzieliły zdanie skarżących, że kryteria konkursowe były nietransparentne i faworyzowały część świadczeniodawców).
W pytaniach posłów wracał też inny wątek finansowy – ustawa o wynagrodzeniach minimalnych. Odpowiedzialna za dialog społeczny i rozwój kadr medycznych wiceminister Katarzyna Kęcka mówiła o problemie w sposób bardzo oględny, sygnalizując, że problem wzrostu wynagrodzeń należy rozwiązać „systemowo”. W przedstawionej Komisji Zdrowia prezentacji zestawiono – procentowo – skalę corocznych podwyżek wynagrodzeń z poziomem inflacji (podwyżki kilka razy „przebijają” wskaźnik wzrostu cen towarów i usług), co sugeruje, że resort zdrowia podziela opinię – artykułowaną najbardziej wprost przez kierownictwo NFZ – o osiągnięciu godnego poziomu wynagrodzeń i konieczności ograniczenia skali podwyżek. Twarde zapowiedzi jednak nie padły, a posłowie pytali m.in. o to, co MZ zamierza zrobić z kominowymi zarobkami pracowników na kontraktach, w jaki sposób rozwiązać problem powiązania wzrostu wycen świadczeń z wysokością kontraktów opartych o procent od procedury. Z drugiej strony przypominali, że ustawa o wynagrodzeniach minimalnych w znaczący sposób poprawiła sytuację kadrową szpitali, bo praca w publicznym systemie ochrony zdrowia zaczęła być atrakcyjna.
Część posłów pytała, czy resort zdrowia myśli o rozdzieleniu możliwości pracy w publicznym i prywatnym sektorze. Marcelina Zawisza (Razem) wskazywała, że brak takiego rozdzielenia umożliwia różnego rodzaju patologie i nieoficjalne omijanie kolejek przez pacjentów leczących się „w prywacie”, Elżbieta Gelert (KO) akcentowała brak faktycznej możliwości kontroli nad bezpieczeństwem i jakością świadczeń, bo pracodawca nie ma ani prawa, ani narzędzi by sprawdzić, po ilu godzinach pracy (lub odpoczynku) pracownik – lekarz, pielęgniarka, ratownik – stawia się do pełnienia obowiązków w kierowanym przez niego podmiocie.
Lista pytań posłów była znacznie dłuższa: automatyzacja refundacji, in vitro, zdrowie publiczne (zwłaszcza w kontekście walki z używkami, w tym z alkoholem), przyszłość psychiatrii dorosłych (Centra Zdrowia Psychicznego, nakłady na psychiatrię), odwracanie piramidy świadczeń i poprawa dostępności, szczególna opieka nad seniorami, miejsce chorób rzadkich i refundacja bardzo drogich terapii. Posłowie pytali praktycznie o wszystko, resort zdrowia odpowiedzi ma udzielić indywidualnie, na piśmie.