Pieniędzy na zdrowie Koalicja Obywatelska w stu konkretach nie obiecywała, więc można byłoby powiedzieć, że nie ma czego rozliczać. Mimo wszystko od spraw finansowych nie sposób uciec.
2025.10.08, Warszawa, posiedzenie Rady Ministrów. Fot. KPRM
Największy (niestety) brak zaskoczenia. 31 procent. W przypływie (nad)szczerości – lub po prostu nieudanym zupełnie żartem – premier Donald Tusk tłumaczy, że ze stu konkretów, obietnic złożonych w 2023 roku, udało się zrealizować ok. 30 proc. dlatego, że KO zdobyła w wyborach 31 proc.
Jak na ironię, w zdrowiu ta reguła się nawet sprawdza. Rzeczywiście, z dwunastu zdrowotnych konkretów udało się zrealizować bez żadnej „ściemy” dokładnie cztery: dostęp do bezpłatnych badań prenatalnych, przywrócenie finansowania in vitro z budżetu państwa, przywrócenie finansowana z budżetu państwa telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży, likwidacją składki zdrowotnej od sprzedaży środków trwałych. Okiem nieuzbrojonym widać, że żaden z tych konkretów nawet nie zahacza o największe problemy systemu ochrony zdrowia (łącznie z likwidacją składki zdrowotnej od sprzedaży środków trwałych, choć tu oczywiście pojawia się największy problem systemowy, czyli pieniądze).
Rzut oka na pozostałe konkrety na poświęconej im stronie pozwala stwierdzić, że według partii Donalda Tuska zrealizowano jeszcze jeden konkret: przywrócenie dostępu do tabletki „dzień po” bez recepty. Czy aby jednak na pewno? Według Ministerstwa Zdrowia, w Polsce rocznie wystawia się i realizuje między 250 a 300 tysięcy recept na antykoncepcję awaryjną. Do końca sierpnia, jak informowała niedawno PAP, farmaceuci wystawili – w ramach uruchomionego w ubiegłym roku pilotażu – ok. 15 tysięcy recept na ten środek. „Przywrócony dostęp” realizowany jest w nielicznych aptekach (ok. 10 proc.), z możliwości mogą realnie korzystać tylko dorosłe kobiety (choć w teorii możliwe jest też wypisanie recepty dla nastolatki powyżej 15. roku życia). Bitwę o antykoncepcję awaryjną rząd przegrał nie tyle z prezydentem Andrzejem Dudą (weto do ustawy), co z samym sobą. I malowanie trawy (konkretu) na zielono niczego nie zmienia.
Innych konkretów już nie dało się pokolorować. Mają status: „w trakcie realizacji”, choć realnie tylko niektóre z nich na niego zasługują. Nie można powiedzieć, by nie trwały prace nad wprowadzeniem systemu e-rejestracji do lekarzy – nawet jeśli wiadomo, że pilotaż dopiero ruszy, a systemowo rozwiązanie wejdzie w życie w połowie kolejnej kadencji. Drgnęła sprawa bezpłatnego znieczulania przy porodzie – zmiana zasad rozliczania świadczeń przez NFZ zmobilizowała sporą część szpitali i więcej kobiet może rodzić bez bólu – choć z innych przyczyn (włączając rozproszenie oddziałów położniczych) do pełnego sukcesu daleko.
Można się ostatecznie upierać, że również obietnica wzmocnienia opieki geriatrycznej i stworzenia Powiatowych Centrów Zdrowia jest przynajmniej „zaczepiona” w już podjętych decyzjach. Ustawa o szpitalnictwie, którą podpisał prezydent, daje możliwości pozyskania środków na przekształcenia oddziałów, przewiduje też powołanie PCZ w niektórych powiatach. Od ustawy do konkretnych działań, a tym bardziej ich skutków (czyli pożądanych efektów) droga jest jednak bardzo, bardzo daleka i zwłaszcza w przypadku „wzmocnienia opieki geriatrycznej” można mieć wątpliwości, czy rząd rzeczywiście podjął wyzwanie, czy tylko markuje.
Najbardziej szokujące jest jednak nadanie statusu „w realizacji” trzem ostatnim konkretom. Wprowadzenie bonu na profilaktykę i leczenie dentystyczne dla dzieci i młodzieży… Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, co w tej sprawie zostało (realnie) zrobione, proszony jest o kontakt… nie, nie z redakcją, z administratorami strony 100konkretow.pl (a może nawet z samym kierownictwem Koalicji Obywatelskiej), bo w przypadku tego flagowego (trzecie miejsce!) konkretu zamiast informacji, co zrobiono dla jego realizacji, znalazło się… powtórzenie obietnicy. Freudowska pomyłka: jak partia mówi, że nie da, to nie da, a jak mówi, że da – to mówi. Czy też pisze.
Liberalizacja prawa aborcyjnego? Złożyliśmy kolejny projekt ustawy – informuje wyborców Koalicja Obywatelska, dodając że „rząd zmienia realia stosowania prawa”. Rzeczywiście, efekt mrożący wyroku TK z jesieni 2020 roku został zniwelowany (zaczęło się to jednak zmieniać już przed wyborami 2023 roku), ale ta obietnica pozostaje (i pozostanie) niezrealizowana.
No i, last but not least, zniesienie limitów w lecznictwie szpitalnym. Wiśnia na torcie konkretów zdrowotnych. – Ministerstwo Zdrowia przeprowadziło wstępną analizę dostępnych rozwiązań – czytamy na stronie. I nie wiadomo: analizować stopień enigmatyczności tegoż wirtualnego komunikatu czy jednak skupić się na rzeczywistości realnej, czyli wiszącej groźby cięcia wysokości kontraktów w największych oddziałach NFZ, śląskim i mazowieckim, czyli obejmującym województwa nie tylko z największą liczbą mieszkańców, ale przede wszystkim – z największym natężeniem specjalistycznego lecznictwa szpitalnego. I, oczywiście, ogólnych problemów z rozliczeniem nadwykonań świadczeń nielimitowanych, za które NFZ zapłacić musi, tylko – nie ma z czego. Ten pozbawiony sensu „konkret” pokazuje zresztą, jak w soczewce, rzeczywiste problemy ochrony zdrowia – i tym razem nie chodzi o niedostatek finansowania, ale niedostatek kompetencji ze strony tych, którzy powinni wytyczać cele do realizacji.
Największe (mimo wszystko) zaskoczenie. Pieniądze na zdrowie. Tego akurat Koalicja Obywatelska nie obiecywała, więc można byłoby powiedzieć, że nie ma czego rozliczać. Mimo wszystko od spraw finansowych nie sposób uciec, zwłaszcza jeśli ogłaszane są decyzje o zasilaniu kasy NFZ pieniędzmi z rezerwy Kancelarii Premiera. Można byłoby zresztą dość prosto te dwa punkty połączyć w jedno zdanie: Koalicja Obywatelska nie widziała potrzeby zwiększania wydatków na zdrowie, więc teraz rząd musi podejmować decyzje, jakie zwykle towarzyszą wydarzeniom nadzwyczajnym, klęskom żywiołowym. Bo w istocie na obszar zdrowia taka klęska nadciągnęła – właśnie na skutego tego zaniechania, próby zastąpienia realnej, opartej na faktach, dyskusji o finansowaniu ochrony zdrowia hasłami propagandowymi zaczerpniętymi wprost od poprzedników.
Dyskusja nad budżetem na zdrowie, jaką w minionym tygodniu odbyła Komisja Zdrowia, nie przyniosła przełomu. Być może hurraoptymizm w powtarzaniu sloganów o rekordowych nakładach nieco przygasł (no dobrze, raczej w ogóle nie było go słychać), jednak nadal nie widać żadnej gotowości do zmierzenia się z oczywistą prawdą, że niemal ćwierć miliarda złotych, zaplanowane na 2026 rok, nie tylko może, ale na pewno nie wystarczy, a 23 mld zł luki – o których NFZ i MZ mówią oficjalnie – to „najniższy wymiar kary”, obarczony wysokim ryzykiem niedoszacowania.
Posłowie próbowali się dowiedzieć, ile w tym roku realnie brakuje pieniędzy. Głośno wybrzmiały pytania o braki po stronie przychodów ze składki i o to, czy powiększają one lukę z deklarowanych 14 mld zł do 17,5 mld zł. Pytano o blisko 3 mld zł zaakceptowanej przez Komisję Finansów Publicznych dotacji do NFZ z rezerw budżetowych. A także o to, ile jeszcze (i kiedy) resort finansów przekaże płatnikowi. Widoczna gołym okiem strategia kroplówki nie jest zaskoczeniem – pisaliśmy w tym roku wielokrotnie, że budżet nie wyłoży brakujących miliardów w całości, ale będzie „kapał” setkami milionów, co najwyżej pojedynczymi miliardami do kasy płatnika. Powód wydaje się oczywisty: im mniejszy strumień pieniędzy, tym optymizm świadczeniodawców co do możliwości odzyskania środków z NFZ odpowiednio mniejszy, a więc – mniejszy wolumen świadczeń, za które trzeba będzie zapłacić rozliczając czwarty kwartał. Może nawet pojawią się w większej skali niedowykonania i uda się, ostatecznie, zbilansować rok? Docierające z różnych miejsc kraju sygnały o odwoływanych zabiegach wydają się potwierdzać, że nie jest to scenariusz nierealny.