Nowy etap debaty o wynagrodzeniach

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Mało było sesji na zakończonym we wtorek Forum Rynku Zdrowia, w których nie pojawiłby się przynajmniej jeden z trzech motywów przewodnich: kryzys finansowy, restrukturyzacja szpitalnictwa i zmiany w ustawie o wynagrodzeniach minimalnych. W dyskusji „Zmiany w wynagrodzeniach medyków – na co gotowe jest środowisko” wybrzmiały mocno wszystkie trzy.

Wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka. Fot. MZ

  • MZ przedstawi w przyszłym tygodniu propozycje zmian w ustawie o minimalnym wynagrodzeniu
  • Częścią pakietu mają być modyfikacje w zakresie wynagrodzeń pielęgniarek i położnych
  • AOTMiT pracuje nad przygotowaniem propozycji maksymalnego wynagrodzenia, tzw. CAP
  • "S" jest gotowa do rozmów, ale nie do ustępstw, jeśli chodzi o wynagrodzenia minimalne pracowników etatowych
  • Decydenci w latach 2017-2018 odrzucali postulat rozmów o układzie zbiorowym, a lekarze byli od lat wypychani na kontrakty

Trudno rozstrzygnąć, na jakie zmiany gotowi są pracownicy (i czy w ogóle na jakiekolwiek), zanim nie zostaną one przedstawione: do tej pory – również podczas FRZ – przedstawiciele resortu zdrowia prezentowali pomysły, które od miesięcy były już omawiane w czasie prac Zespołu Trójstronnego czy w ramach innych inicjatyw – choćby apeli i stanowisk przyjmowanych przez poszczególnych partnerów społecznych: zamrożenie ustawy o minimalnych wynagrodzeniach na dwa lata (co najmniej), przesunięcie terminu podwyżek na styczeń, zmiana zasad (waloryzacja obecnych wynagrodzeń o wskaźnik inflacji zamiast powiązania płac minimalnych w ochronie zdrowia ze średnią krajową), wprowadzenie do ustawy siatki płac maksymalnych lub górnego limitu zarobków w systemie publicznym.

Wszystko wskazuje na to, że teraz dyskusja przejdzie na inny poziom. Wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka zapowiedziała, że w przyszłym tygodniu zaplanowane jest posiedzenie Prezydium Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia, na którym resort przedstawi partnerom społecznym konkretne propozycje zmian. – Zakończyliśmy uzgodnienia z Ministerstwem Finansów – powiedziała odpowiedzialna za dialog społeczny wiceszefowa resortu zdrowia.

Częścią pakietu mają być propozycje modyfikacji ustawy w zakresie wynagrodzeń pielęgniarek i położnych – chodzi o podniesienie współczynników pracy w grupach 5. i 6., do których kwalifikowane są m.in. pielęgniarki i położne. Resort chce uporządkować sytuację w zakresie kwalifikowania do grup (kwalifikacje wymagane vs. posiadane) i uspokoić nastroje tej grupy zawodowej. Ma też nadzieję na odciążenie dyrektorów szpitali. – W tej chwili jakiej decyzji nie podjąłby dyrektor czy prezes szpitala – czy wynagrodzenia byłyby wypłacane na podstawie kwalifikacji posiadanych, czy wymaganych – i tak finalnie będzie mógł mieć wytoczony proces sądowy – tłumaczyła Katarzyna Kęcka.

Z wypowiedzi Kęckiej, która przedstawiała alternatywę – zamrożenie ustawy lub przesunięcie podwyżek na styczeń – oraz przedstawiła propozycję zwiększenia współczynników pracy (dla grupy 5. z 1,02 na 1,15 lub 1,19; dla grupy 6. – z 0,94 na 1,08 lub 1,09) wynika, że resort raczej nie będzie parł do wprowadzenia do ustawy mechanizmu waloryzacji obecnych wynagrodzeń, o których podczas dyskusji wiele razy mówiono, że dzięki ustawie stały się „godne” lub „godziwe”.

Problemem, jak wynikało z dyskusji, są jednak również te wynagrodzenia, które – w ocenie części dyskutujących – stały się „niegodziwie” zbyt wysokie. Jak powiedziała wiceminister Kęcka, w tej chwili AOTMiT pracuje nad przygotowaniem propozycji maksymalnego wynagrodzenia, tzw. CAP. W grę wchodzi rezygnacja z możliwości zawierania kontraktów na procent od procedury, ale CAP obejmowałby też kontrakty ze stawką godzinową czy ryczałtem.

– CAP powinien dotyczyć tego, ile można zarobić w publicznym systemie, nie w pojedynczym szpitalu – zauważył Wojciech Cyrul, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. W jego ocenie, jeśli CAP będzie dotyczyć placówek, szybko znajdą się kreatywne sposoby na mnożenie miejsc osiągania dochodów i pożądany efekt nie zostanie osiągnięty.

Temat maksymalnych wynagrodzeń nie budzi – poza środowiskiem lekarskim – kontrowersji. Janusz Cieszyński, poseł PiS i były wiceminister zdrowia wskazał metodę, którą można w prosty – jak mówił – sposób ograniczyć wynagrodzenia kontraktowców: to po pierwsze zmiana metody realizacji ustawy podwyżkowej, po drugie – dokonanie rewizji wycen (w dół) najbardziej przeszacowanych procedur. Jak je zidentyfikować? Należy, zdaniem posła opozycji, sprawdzić, w jakich specjalizacjach osiągane są największe, rekordowe dochody.

Janusz Cieszyński uznał, że sama ustawa o wynagrodzeniach minimalnych była potrzebna i jest dobra, natomiast fatalny był sposób jej wdrożenia, czyli decyzja o przejściu z płacenia „na PESEL” na włączenie środków na podwyżki do wyceny świadczeń. – Tak, ten model został przyjęty za czasów, gdy rządziło Prawo i Sprawiedliwość. I to był błąd. Wiceminister Maciej Miłkowski mówił podczas niedawnej konferencji „Wizja Zdrowia”, że czuje się odpowiedzialny za zbyt mały nadzór nad tym procesem – przypominał Cieszyński, który jednocześnie wskazał, że zarówno w tym, jak i w poprzednim roku minister zdrowia wybrała najbardziej kosztowny wariant realizacji ustawy podwyżkowej mimo pełnej świadomości powiększających się problemów finansowych systemu.

Maria Ochman, reprezentująca NSZZ Solidarność, wprost postulowała przywrócenie metody finansowania podwyżek „na PESEL”. Oceniła też, że ustawa została przygotowana z myślą o pracownikach etatowych, których wynagrodzenia przez lata były niegodziwie niskie. – To jeden z grzechów wołających o pomstę do nieba, niegodziwie płacić za pracę – przypominała, dodając że roczne koszty ustawy, gdyby jej realizacja dotyczyła tylko osób pracujących na podstawie umowy o pracę i nieosiągających minimalnych zarobków, byłyby o połowę niższe (tegoroczna edycja w skali roku kosztowałaby 9 mld zł, nie zaś 18 mld zł). Przedstawicielka Solidarności zadeklarowała, że związek jest gotowy do rozmów, natomiast na pewno nie do ustępstw, jeśli chodzi o kształt ustawy w obszarze wynagrodzeń minimalnych pracowników etatowych. – Decydenci powinni chuchać i dmuchać na ustawę, bo gwarantuje ona spokój społeczny – mówiła.

W podobnym duchu wypowiadała się Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, która podkreślała, że związkowcy nie mówią we własnym imieniu. Ptok stwierdziła, że zapowiedzi dotyczące mrożenia ustawy już wzburzyły nastroje wśród pracowników. – Wystarczy poczytać komentarze pod informacjami na ten temat. Ludzie wprost piszą, że wyjdą na ulice – mówiła. W jej ocenie problemem są osoby, których zarobki skrajnie drenują finanse systemu, zaś pracownicy ochrony zdrowia nie są jedyną grupą zawodową, której wynagrodzenia są powiązane ze średnią krajową. – W ten sposób ustala się też pensje sędziów czy prokuratorów – dodała.

Czy ograniczenie zarobków lekarzy – bo nikt nie ukrywał, że chodzi przede wszystkim o tę grupę zawodową – uratuje system i jest lekiem na całe zło? Filip Nowak, prezes NFZ podkreślił, że to rozwiązanie może pomóc doraźnie, natomiast długofalowo ratunkiem powinna być konsolidacja szpitali i oddziałów, która wyruguje albo przynajmniej ograniczy rywalizację podmiotów leczniczych o kadry medyczne, skonsoliduje też przychody szpitali, więc – domyślnie – zwiększy ich rentowność. Jednak potrzebne są również inne, poza wprowadzeniem CAP, działania ograniczające koszty realizacji ustawy o wynagrodzeniach minimalnych, bo koszty samych podwyżek dla pracujących w ochronie zdrowia w tym roku znacząco przekroczyły 50 mld zł. Nowak podkreślił też, że choć wysoko ocenia pozytywne skutki, jakie ustawa przyniosła pracownikom, jako płatnik musi zabezpieczać najsłabszych interesariuszy systemu, czyli pacjentów.

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski przypomniał z kolei, że decydenci w latach 2017-2018 odrzucili postulat rozmów o układzie zbiorowym dla ochrony zdrowia, uznając to rozwiązanie za zbyt kosztowne, a równocześnie lekarze byli od lat wypychani przez kierujących szpitalami na kontrakty, również ze względu na oszczędności. W ocenie szefa lekarskiego samorządu skupienie się na poszukiwaniu kolejnych oszczędności doprowadzi do tego, że za rok na podobnym panelu odbędzie się dyskusja, w jaki sposób i ile zabrać kolejnym grupom zawodowym, bo pieniędzy będzie coraz mniej. Realnie problem mogłyby rozwiązać głębokie zmiany w systemie, również proponowana m.in. przez Janusza Cieszyńskiego zmiana wycen.

– Bal się skończył – zwrócił się do uczestników dyskusji Wojciech Wiśniewski, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich, przypominając publikowane w 2024 roku raporty na temat luki finansowej w Narodowym Funduszu Zdrowia. – Dziś mogę powiedzieć, że tej luki nie doszacowaliśmy – przyznał. Jednocześnie przypomniał, że od przyszłego roku NFZ będzie objęty stabilizacyjną regułą wydatkową i nie będzie mowy o prostym „dosypywaniu” pieniędzy do systemu. – Jeśli przyjmiemy, że w 2026 roku zabraknie 23 mld zł, choć zabraknie zapewne więcej, to pamiętajmy, że jest to koszt waloryzacji świadczeń emerytalno-rentowych. Minister finansów będzie musiał znaleźć w budżecie obszary, którym obetnie finansowanie na taką kwotę – podkreślił. Jednocześnie ekspert wskazał, że wynagrodzenia są tylko fragmentem szerszego problemu. – W 2023 roku doszło do sytuacji absolutnie nadzwyczajnej, w której NFZ płacił dosłownie za wszystko. System zareagował natychmiast i skalibrował się do tego modelu. Stąd na przykład skala nadwykonań w dobrze opłacanych procedurach – przypominał.

– Bańka pękła. Przez wiele lat żyliśmy w bańce ponad stan i mówię to jako jeszcze dwa miesiące temu prezes szpitala powiatowego. Znam te problemy. Nie są mi obce — przekonywała Katarzyna Kęcka. – I teraz nam wszystkim zależy na tym, aby osiągnąć konsensus. (...) Zawsze będzie ktoś, kto będzie w opozycji, ale powinno nam zależeć na osiągnięciu konsensusu, bo to jest dla dobra nas wszystkich. To pacjent musi być najważniejszy i tego musimy się trzymać – stwierdziła.

22.10.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.