Podczas październikowego Forum Rynku Zdrowia (20-21 października) jednym z głównych tematów były kadry – w kontekście finansów, planowanej restrukturyzacji, ale też odmienianego przez wszystkie przypadki w ostatnich latach kryzysu kadrowego. On ciągle jest, czy udało się go rozwiązać? Nad tym, między innymi, zastanawiali się uczestnicy dyskusji „Czy mamy wystarczającą liczbę kadr medycznych?”.

Fot. MZ
Pierwszy wniosek: nie ma jednej właściwej odpowiedzi na to pytanie, nawet w obszarze jednego zawodu medycznego. – Wcale nie brakuje nam lekarzy. Kadry lekarskie są po prostu źle wykorzystane w polskim systemie – ocenił prof. Piotr Jankowski z Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. – Jeśli nadal będziemy lekarzy systemowo tak źle wykorzystywać, to rzeczywiście będziemy musieli kształcić ich więcej, a więc o wiele więcej inwestować w system kształcenia przed- i podyplomowego. Pewne zwiększenie liczby studentów na kierunkach lekarskich było konieczne, ponieważ w części specjalizacji mamy lukę pokoleniową. To skutek zmniejszenia naboru na kierunki lekarskie w latach 90. Ale myślę, że całościowo już teraz lekarzy nam nie brakuje – dodał.
Nie znaczy to jednak, że problemu braku kadr lekarskich nie ma wcale – w niektórych specjalizacjach jest on wręcz palący, podobnie jak problemem jest duże zróżnicowanie regionalne i subregionalne w rozmieszczeniu lekarzy.
Nie ma wątpliwości, że braki kadrowe dotyczą zawodu pielęgniarskiego. Mimo że ustawa o wynagrodzeniach minimalnych podniosła poziom zarobków (według ubiegłorocznego raportu OECD i Komisji Europejskiej, polskie pielęgniarki, jeśli chodzi o relację do średniej krajowej, zarabiają wręcz najlepiej w Europie – to wprawdzie wskaźnik, do którego należy podchodzić z dystansem, ale daje na pewno ogląd, jak zmieniła się sytuacja w ostatnich latach), jednak ewentualne zachęty są ciągle zbyt słabe, by przyciągnąć więcej młodych i grupa pielęgniarska gwałtownie się starzeje. Średnia wieku polskiej pielęgniarki to 54 lata.
– Mamy w tym momencie 370 tys. pielęgniarek, zarejestrowanych jest 270 tys. Czynnie przy pacjencie brakuje 216 tys. Najtrudniejsze regiony to zachodnie i zachodnio-pomorskie, gdzie przypadka około 3,7 pielęgniarki na tysiąc mieszkańców – mówiła Jolanta Januszczak, sekretarz OZZPiP. Trudna sytuacja w województwach zachodnich wynika przede wszystkim z sąsiedztwa Niemiec – tam warunki oferowane pielęgniarkom są bezkonkurencyjne. – Ostatnio widziałam ogłoszenie, gdzie oferowano 26 tys. zł brutto plus inne udogodnienia – mówiła przedstawicielka związku zawodowego. Problemem jest też to, że choć liczba kształconych pielęgniarek jest imponująca (w 2023 r. 12 tys. absolwentek i absolwentów), PWZ odbiera część (w tym przypadku 8 tys.). – Z tego do systemu publicznego trafia może połowa – podsumowała.
Zestawienie sytuacji w zawodach lekarskim i pielęgniarskim mogłoby (powinno) być ważnym wątkiem w dyskusji nad porządkowaniem kompetencji i ich kaskadowym przekazywaniem – zwłaszcza, jeśli rząd nie przeprowadzi istotnej zmiany w obszarze kształcenia lekarzy (czyli – nie zmniejszy wyraźnie liczby miejsc na kierunkach lekarskich).
Ten temat ciągle jest zawieszony w próżni, tymczasem nie ma wątpliwości, że utrzymywanie status quo będzie mieć negatywne konsekwencje. – Jestem przekonany, że jeśli chcemy kształcić więcej medyków, nie tylko przecież lekarzy, to musimy na system kształcenia przeznaczyć tyle pieniędzy, o ile więcej chcemy posiadać ośrodków kształcących medyków. My tego jednak nie zrobiliśmy, a to musi się odbić na jakości kształcenia – mówił prof. Marek Kuch, prorektor ds. studenckich i kształcenia Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Zdaniem Magdaleny Kuncewicz, dyrektorki Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej MSWiA w Poznaniu, zawody medyczne są wciąż jednymi z najbardziej atrakcyjnych kierunków. – Obserwuję dwa kierunki odpływu medyków. Numer jeden to oczywiście sektor prywatny. Dobrze, że ten sektor rośnie, ale nie sądzę, by należało w system niepubliczny pompować publiczne środki. Ogromny problem jest w tej chwili z pielęgniarkami wysokospecjalistycznymi, asystującymi np. przy zabiegach. Problem dotyczy też pielęgniarek anestezjologicznych – zwróciła uwagę. Ale równocześnie problemem są braki kadrowe w pielęgniarstwie środowiskowym. Ono bez wątpienia odbarczyłoby system, poprawiło bezpieczeństwo pacjentów, pomogło utrzymać ich dłużej bez konieczności hospitalizacji. Problem, w ocenie ekspertki, tkwi w poczuciu braku bezpieczeństwa personelu. – Pracująca w szpitalu pielęgniarka jest częścią zespołu. Pielęgniarka środowiskowa jest sama – mówiła.
Odpowiedzialność czy też brak chęci do brania odpowiedzialności jest również jednym z wymiarów dyskusji o kadrach. Prof. Piotr Jankowski stwierdził wprost, że młodzi lekarze, a w każdym razie ich znakomita większość, nie są gotowi do podejmowania decyzji i nie chcą brać odpowiedzialności, wręcz się jej boją. To z jednej strony efekt zmian cywilizacyjnych, z drugiej zaś – klimatu, jaki został stworzony wokół domniemanych błędów medycznych, na który składają się zarówno wszechobecne media społecznościowe czy wywierające presję rodziny pacjentów lub sami pacjenci. – Nie można pomijać też aspektu niewydolności systemu i tego, że to lekarze ponoszą koszty emocjonalne kontaktu z pacjentami.
Last but not least – absurdy systemowe. – Nie może być tak, że pacjentka czeka ponad dwa lata do endokrynologa, by ten po prostu wypisał jej receptę. Oczywiście, specjaliści na to nie narzekają, bo potem wystawiają za te wizyty faktury, ale to oznacza, że system nie wykorzystuje tych zasobów – mówiła Magdalena Kuncewicz.
Innym przykładem są wymogi kadrowe, stawiane przez NFZ. Jak oceniła, „absurdalne”. – Nie oszukujmy się, często mamy powpisywanych figurantów, żeby spełnić normy NFZ. Bywa, że mam sześć intensywnych łóżek, tylko jednego pacjenta, a i tak muszę zapewnić trzy nocne dyżury. To ekstremalnie nieefektywne. System ochrony zdrowia jest po prostu przeregulowany – podsumowała.