Rząd w środę wczesnym popołudniem kieruje projekt nowelizacji ustawy o Funduszu Medycznym do Sejmu i jeszcze tego samego dnia Komisja Zdrowia przeprowadza jego pierwsze czytanie. Cel: uchwalona na tym posiedzeniu Sejmu ustawa, zaakceptowana tydzień później przez Senat, trafia na biurko prezydenta. Ale czy może liczyć na podpis?
Prezydent Karol Nawrocki. Fot. Przemysław Keler / KPRP
Od kilku dni informujemy, że wbrew wcześniejszym – prawdopodobnym, bo przecież nieoficjalnym – uzgodnieniom między MZ a otoczeniem prezydenta Karola Nawrockiego, rządowa wersja zmian w ustawie o Funduszu Medycznym może nie zyskać aprobaty głowy państwa. I ten scenariusz zaczyna się realizować.
Przypomnijmy: rząd chce znowelizować ustawę o Funduszu Medycznym i „pobrać” z niego w tym roku ok. 3,5 mld zł – te środki mają zrekompensować poniesione przez NFZ wydatki na nielimitowane świadczenia dla populacji pediatrycznej. Takie jest uzasadnienie, natomiast tak naprawdę chodzi o uzupełnienie luki w budżecie płatnika. 3,5 mld zł – jak ocenili wspólnie na początku listopada ministrowie zdrowia oraz finansów – ma wystarczyć na pokrycie kosztów świadczeń w tym roku, choć NFZ spodziewa się, że za część świadczeń udzielonych w czwartym kwartale trzeba będzie zapłacić już z planu finansowego na 2026 rok. To praktykowane przez płatnika rolowanie zobowiązań obciąży oczywiście przyszłoroczne finanse – ale nie po raz pierwszy.
Jednocześnie rząd wpisał do projektu, że Fundusz Medyczny pieniądze odzyska – nawet z nawiązką – bo w kolejnych latach, do 2029 roku, przekazywana każdego roku dotacja będzie wyższa niż wynikające z ustawy minimum. Nie chodzi o żadną „szczodrość” – FM ma pożyczyć pieniądze, które są już przyporządkowane konkretnym celom inwestycyjnym, choć wydane będą dopiero za rok, nawet dwa lata (na jednej z Komisji Zdrowia resort podawał horyzont 2027 roku, gdy realizowane mają być duże wydatki z rozpisanych już konkursów). Pieniądze muszą więc do FM wrócić.
Jest jednak jeszcze jeden zapis, dotyczący 4 mld zł, które wiosną minister zdrowia Izabela Leszczyna przekazała, zamiast do Funduszu Medycznego, do kasy NFZ. Powód był prosty: brakowało pieniędzy na uregulowanie nadwykonań (za poprzedni rok), płatnik łapał zadyszkę finansową, bo w pierwszych miesiącach roku spływ składki zdrowotnej zawsze jest słabszy. Krok wydawał się racjonalny – rząd zakładał, że po wyborach prezydenckich, w których zwycięży Rafał Trzaskowski, sprawę rozwiąże nowelizacja ustawy o Funduszu Medycznym, być może nawet likwidacyjna. Ten scenariusz jednak zdezaktualizował wynik wyborów, zwłaszcza że Karol Nawrocki w czasie kampanii roztaczał wizję reaktywacji Funduszu Medycznego, wręcz jako narzędzia, którym prezydent będzie mógł się posługiwać, by realizować cele związane z obszarem zdrowia.
To nie przeszkodziło jednak Ministerstwu Zdrowia we wpisaniu do rządowego projektu, który czeka na środowe, dwupunktowe posiedzenie rządu, zwolnienia rządu z obowiązku zwrotu do Funduszu Medycznego wiosennej pożyczki. Jeśli ustawa zostanie w tej formie uchwalona, Fundusz Medyczny będzie uboższy o 7,6 mld zł, zaś obiecana „górka” w kolejnych latach sięgnie ok. 4,5 mld zł.
Prezydent na wszystkie propozycje rządu zgodzić się jednak nie zamierza i zapowiada skierowanie do Sejmu własnego projektu nowelizacji ustawy. W skrócie: Karol Nawrocki godzi się na ratunkowe zasilenie NFZ pieniędzmi z Funduszu Medycznego, ale nie chce faktycznego umorzenia długu sprzed kilku miesięcy.
Co zrobią posłowie? Komisja Zdrowia czeka w gotowości – aż do czwartkowego popołudnia nie zaplanowano żadnego plenarnego posiedzenia (choć zbierają się podkomisje), wszystko po to, by błyskawicznie przeprowadzić pierwsze czytanie. Wiadomo jednak, że opozycja nie będzie ułatwiać sprawy, posłowie PiS mogą domagać się połączenia prac nad obydwoma projektami, a jeśli tak się nie stanie – prezydent zyska argument do zawetowania ustawy, która już w przyszłym tygodniu – po posiedzeniu Senatu, który (planowo) ma przyjąć ją bez poprawek – może trafić na jego biurko.