Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Miało być mocne uderzenie w rząd, wyszło – nie do końca wiadomo co. Konferencja programowa PiS na temat ochrony zdrowia była jak lista starych przebojów. Co prawda wiadomo, że wszyscy je lubią, ale potencjał na porwanie tłumów nie jest wielki.

Konferencja programowa PiS na temat ochrony zdrowia, 13 grudnia 2025 r. Fot. x.com/pisorgpl

  • Według 62 proc. badanych ochrona zdrowia jest obszarem wymagającym największej poprawy w działaniach rządu Donalda Tuska
  • Jeśli PiS planowało dolać paliwa do rozmów przy świątecznych stołach, podtrzymać zainteresowanie tematem ochrony zdrowia i sięgnąć po polityczne złoto, dając receptę na bolączki systemu, to są dwie wiadomości – zła i trochę lepsza
  • Można postawić pytanie, w jaki sposób partia Jarosława Kaczyńskiego chce atakować rząd za politykę zdrowotną, jeśli proponuje (mniej więcej) to samo?
  • Perspektywa wieloletnia to czysta abstrakcja, ale informacja, że luka finansowa w zdrowiu może sięgnąć kilku procent rocznego PKB robi wrażenie, nawet jeśli ma się to wydarzyć za 35 lat

Największe wyzwanie. Polacy o zadaniach dla rządu. – Które obszary wymagają – według Pana/Pani – największej poprawy w pracy rządu Donalda Tuska? – takie pytanie zadano Polakom w sondażu UCE Research dla Onetu. 62 proc. badanych wskazało na ochronę zdrowia, co dla rządzących powinno samo w sobie być sygnałem alarmowym. Ochrona zdrowia nie tylko „wygrywa” ten ranking, ale wręcz deklasuje „rywali” – kolejne miejsca zajęły wymiar sprawiedliwości i gospodarka, z wynikami odpowiednio 42,5 oraz 40,6 proc.

Przepaść w postrzeganiu zarządzania tymi obszarami spraw publicznych jest więc ogromna. Warto też zwrócić uwagę, że nie pytano o priorytety – gdyby tak było, zapewne na podium, może nawet na pierwszym miejscu, znalazłoby się bezpieczeństwo i obronność, które uplasowały się tym razem na piątym miejscu z 37 proc. Oznacza to, że Polacy, a w każdym razie większość, akceptuje sposób, w jaki rządz prowadzi politykę w tym zakresie (najmniej wskazań otrzymała polityka zagraniczna, poniżej 30 proc., co koresponduje z faktem wysokich ocen, jakie zbiera minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski).

Prawdopodobnie, gdyby zapytać o priorytety, ochrona zdrowia również znalazłaby się wysoko. Można powiedzieć, tradycyjnie. Ale przekaz tego konkretnego badania wskazuje na negatywny potencjał tematu. Upraszczając, Polacy w najbliższych tygodniach będą się masowo spotykać w gronie rodziny oraz bliższych i dalszych przyjaciół, by rozmawiać. Również o kolejkach, odwoływaniu wizyt i o tym, czy znikną bezpłatne leki dla seniorów i czy zamknięta zostanie porodówka w ich powiecie. Oraz, czyja to jest wina (spoiler alert – wina Tuska). Czy przełoży się to na wyniki pierwszych sondaży w kolejnym roku?

Największy (mimo wszystko) brak zaskoczenia. PiS o zdrowiu. Jeśli Prawo i Sprawiedliwość planowało dolać paliwa do rozmów przy świątecznych stołach, podtrzymać zainteresowanie tematem i sięgnąć po polityczne złoto, dając receptę na bolączki systemu ochrony zdrowia, to są dwie wiadomości, zła i trochę lepsza.

Zła jest taka, że plan był taki sobie, a wykonanie – fatalne. Plan był kiepski, bo – po pierwsze – 13 grudnia pamięć należy się innym ludziom i innym wydarzeniom, a przyszywanie tej daty do faktu zaprzysiężenia gabinetu Donalda Tuska świadczy fatalnie o etyce tych, którzy forsują tę zbitkę. Po drugie, przedostatnia, przed świętami, sobota jest też czasem wytężonych prac domowych, zakupów, a ci, którzy mogą sobie na to pozwolić, próbują jeszcze znaleźć trochę czasu na złapanie odrobiny „grudniowej magii” i spędzić miło czas, niekoniecznie śledząc ekspercką konferencję PiS, podczas której nie raz i nie dwa można było nucić szlagier: – Nie było ciebie tyle lat, myślałam, że nie wrócisz już…

Bez przytyków personalnych, nie powiało nowym otwarciem. To nie chodzi tylko o personalia, ale i o przekaz, który słyszeliśmy nie raz i nie dwa. Gdy prominentny polityk PiS, wymieniany (wielokrotnie) jako potencjalny kandydat na ministra zdrowia, Stanisław Karczewski, mówi o odwracaniu piramidy świadczeń, nie wiadomo – śmiać się, czy płakać. Bo była o tym samym mowa w trakcie dwóch kadencji rządów jego partii, która – dwukrotnie – doprowadziła do zatrzymania procesu. W trakcie prac nad tzw. siecią szpitali (jeden z głównych celów – przesunięcie świadczeń do opieki ambulatoryjnej) praktycznie zabetonowano lecznictwo szpitalne w jego rozbuchanym ponad potrzeby i możliwości systemu rozmiarze, potem – zatrzymano, z przyczyn czysto politycznych, prace nad niedoskonałą, ale próbującą się zmierzyć z problemem, ustawą o restrukturyzacji szpitalnictwa. Pomysł rozdzielenia publicznego i prywatnego sektora ochrony zdrowia (nienowy, debatowano o nim co najmniej od 2018 roku), likwidacja lub skrócenie stażu podyplomowego (czyli evergreen każdej ekipy rządzącej od blisko dwóch dekad) – trudno oprzeć się wrażeniu, że lista przebojów jest równie stara, co bardzo krótka.

I wreszcie kropka nad „i”. W komentarzach do materiałów z sobotniego spotkania PiS przewija się bardzo często (najczęściej) przypomnienie: – Rządziliście osiem lat. Pełne dwie kadencje. Ze stabilną większością w Sejmie, a w pierwszej kadencji również z większością senacką. Ze „swoim” prezydentem. Przy bardzo dobrej koniunkturze gospodarczej, nawet w czasie pandemii COVID-19. Skoro wiecie, co trzeba zrobić, dlaczego tego nie zrobiliście?

Do tego warto byłoby dodać jeden wątek – odpowiedzialności za zarządzanie bezpieczeństwem i zdrowiem Polaków w czasie pandemii COVID-19. Rekordowo wysoka na skalę Europy liczba zgonów nadmiarowych w przeliczeniu na populację nie jest najlepszą rekomendacją dla tych, którzy zgłaszają (ponowny) akces na formułowanie recept uzdrowienia sytuacji w zdrowiu. Szczytem groteski (danse macabre) jest zaś fakt, że jedyną siłą, która przypomina o bilansie pandemii jest ugrupowanie skrajnie antyzdrowotne, szerzące dezinformację inspirowaną przez rosyjskie ośrodki.

A ta lepsza wiadomość? Większość przedstawionych recept nie jest żadną rewolucją (ba, można domniemywać, że dla przeciętnego Kowalskiego są one kompletnie niezrozumiałe, plan na rozdzielenie prywatnej i publicznej ochrony zdrowia czy ujednolicenie organów założycielskich szpitali nie mają potencjału na rozpalenie entuzjazmu wyborców). To program mocno zachowawczy, co więcej – niezwykle bliski temu, co w tej chwili jest, a w każdym razie ma być, realizowane. O skróceniu/likwidacji stażu podyplomowego mówi Ministerstwo Zdrowia, na tapecie jest przekazanie szpitali samorządom wojewódzkim, odwracanie piramidy świadczeń – cały czas w procesie (co nie znaczy, że z dużymi sukcesami). Nawet to nieszczęsne oddzielenie „prywaty” wybrzmiewa w dyskusjach o wynagrodzeniach lekarzy. Można wręcz stawiać pytanie, w jaki sposób partia Jarosława Kaczyńskiego chce atakować rząd za politykę zdrowotną, jeśli proponuje (mniej więcej) to samo? Ba, nawet sam lider widzi rzeczywistość tak samo jak minister zdrowia. „Dochodzimy do ściany” (minister zdrowia, w połowie poprzedniego tygodnia). „Polska znalazła się pod ścianą” (prezes, w sobotę).

Największy znak zapytania. Raport o luce finansowej. Perspektywa wieloletnia to czysta abstrakcja, ale informacja, że luka finansowa w zdrowiu może sięgnąć kilku procent rocznego PKB robi wrażenie, nawet jeśli ma się to wydarzyć za 35 lat. Opublikowany w minionym tygodniu raport ekspertów Federacji Przedsiębiorców Polskich i NIZP PZH-PIB powinien natchnąć decydentów (nie tylko tych z obszaru ochrony zdrowia, a nawet nie przede wszystkim ich) do zatrzymania się i spojrzenia w dalszą niż horyzont kolejnej kadencji przyszłość (w tej chwili założenie, że politycy patrzą dalej niż perspektywa najbliższych wyborów parlamentarnych, i tak jest przejawem optymizmu). W trakcie dyskusji eksperckiej nad raportem mocno wybrzmiał przekaz, że jeśli za 15 i 35 lat nie chcemy mierzyć się z kataklizmem, decyzje muszą zapadać teraz, a w każdym razie – niebawem.

Eksperci zapowiadają, że najnowszy raport jest jednocześnie ostatnim. Wszystko, co można było powiedzieć, powiedzieli. Politycy mają (powinni mieć, w każdym razie jeśli przeczytają) pełną wiedzę na temat negatywnych scenariuszy i rekomendacji, jak im zapobiegać, a na pewno – jak zmniejszać ich dotkliwość. Oświadczenie dotyczące zamknięcia projektu pt. „Luka finansowa w systemie ochrony zdrowia” nasuwa skojarzenie (oby mylne) z Kasandrą. Jej przestróg (też) nikt nie traktował serio.

Warte odnotowania. Sensacje XXI wieku. Jak to z Razem było. W minionym tygodniu media pisały o sensacyjnych kulisach rozmów z jesieni 2023 roku, towarzyszących tworzeniu rządu Donalda Tuska. Marcelina Zawisza z Razem podczas rozmowy na antenie Polsatu mówiła, że proponowano jej stanowisko ministra zdrowia, ale odrzucono postulat radykalnego zwiększenia wydatków publicznych na zdrowie – Razem domagało się wówczas realnych 8 proc. PKB.

Określenie „sensacyjne” jest oczywiście mocno na wyrost, bo nijakiej sensacji nie ujawniono. O tym, że Zawisza mogła zostać ministrem zdrowia, gdyby Razem weszło do rządu (dla przypomnienia, nie weszło i przez wiele miesięcy pozostawało w koalicji wspierając rząd, po czym przeszło do opozycji) media informowały na bieżąco. Podobnie jak o tym, że poszło o pieniądze, a konkretnie brak zgody na zwiększenie nakładów, łącznie z tym, że zapis o finansowaniu ochrony zdrowia w umowie koalicyjnej jest jednym wielkim ogólnikiem, bez żadnych zobowiązań dla budżetu i finansów publicznych. Trudno uznać za sensację nawet stosunkowo ciekawą informację, że Zawisza miała mówić w trakcie rozmów o groźbie rozsypania się systemu, jeśli nie zostaną odpowiednio zwiększone środki.

Swoją drogą, co mogłoby spełnić definicję i usprawiedliwić tytuł „sensacyjne kulisy rozmów”? Gdyby premier (minister finansów) powiedzieli: – 8 proc. PKB od 2024 roku jest niemożliwe, ale będzie 7 proc., a wpiszemy do umowy koalicyjnej, że realne 8 proc. będzie do końca kadencji. Deal? – a partia Razem by to odrzuciła. Ale nie powiedzieli i nie odrzuciła.

14.12.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.