Mamy miliard złotych na wsparcie procesów konsolidacyjnych szpitali – zapewniała podczas konferencji Priorytety w Ochronie Zdrowia 2026 wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk. Równocześnie wiceprezes NFZ Jakub Szulc wskazywał, jak pogłębia się nierównowaga finansowa systemu, w którym rosnące nakłady nie są w stanie pokryć niezbędnych kosztów.

Fot. MZ
– Konsolidacja nie jest celem samym w sobie, lecz narzędziem poprawy jakości leczenia, bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentów oraz efektywnego wykorzystania zasobów – przypominała wiceszefowa resortu zdrowia, która przyznała, że zmiany w szpitalnictwie budzą w Polsce wiele emocji. Jednocześnie, jak mówiła, konsolidacja czy dążenie do konsolidacji nie jest polskim problem czy polską specyfiką, bo podobne plany mają też inne kraje. – Na przykład Niemcy, z dwa razy wyższą składką zdrowotną, wysokimi nakładami na zdrowie, rozpoczęły reformę szpitali, zbliżoną do rozwiązań, które nasz kraj planuje wprowadzić – mówiła. Kacperczyk podkreślała, że nadrzędnym celem konsolidacji jest zapewnienie bezpieczeństwa i wysokiej jakości świadczeń – i tak powinniśmy na to patrzeć. Zadaniem jest nie tylko sama likwidacja oddziałów czy przekształcenia, ale przede wszystkim zaplanowanie i uporządkowanie świadczeń tak, aby odzwierciedlały potrzeby zdrowotne społeczeństwa. Chodzi również o umożliwienie bardziej efektywnego wykorzystania zasobów, zarówno kadry medycznej, jak i środków finansowych.
– W obliczu braku zasobów, jakie występują w całej Europie, utrzymywanie rozproszonych i nieskoordynowanych struktur systemu stanowi zagrożenie nie tylko dla finansowania systemu ochrony zdrowia, lecz przede wszystkim dla jakości i bezpieczeństwa pacjenta – podkreśliła, zaznaczając, że resort zdrowia prowadzi w tej sprawie dialog ze wszystkimi interesariuszami. – Widzimy zainteresowanie podejmowaniem różnego typu działań restrukturyzacyjnych i konsolidacyjnych – stwierdziła wiceminister.
– Konsolidacja może oznaczać zarówno łączenie podmiotów leczniczych, jak i restrukturyzację w ramach istniejących placówek – czyli dostosowanie struktury świadczeń i szpitali do realnych potrzeb i koncentrację świadczeń tam, gdzie można zapewnić najwyższą jakość i bezpieczeństwo zdrowotne – przypomniała, zapewniając, że choć pojawiają się w przestrzeni publicznej wątpliwości w tej sprawie (mówiono o nich np. podczas niedawnego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Szpitali Samorządowych), rząd uruchomi miliard złotych na wsparcie inwestycyjne procesów konsolidacyjnych. Warto dodać, o czym wiceminister nie wspomniała, że obietnica dotyczy środków z Funduszu Medycznego. Podobne, jak nie wyższe wsparcie, było obiecywane w ramach mechanizmu umarzalnych pożyczek, którym miał zarządzać BGK – na tę informację samorządy i szpitale czekają od dobrych kilku miesięcy.
Konsolidacja jest jednak konieczna również ze względu na możliwości płatnika, choć pojawia się pytanie, na ile działania naprawcze mogą być skuteczne w sytuacji „strukturalnego niezbilansowania”, jakie od kilku lat, jak mówił Jakub Szulc, wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia, jest cechą charakterystyczną naszego systemu. Szulc wskazywał, że nakłady zdrowia z roku na rok wyraźnie rosną, ale uczestnicy systemu i same liczby wskazują, że ta dynamika jest za mała w stosunku do potrzeb. Szulc przyznał, że bez konsolidacji, restrukturyzacji szpitali i koncentracji świadczeń system pozostanie nieefektywny, a pacjenci nadal będą tracić z powodu coraz gorszej jakości i dostępności opieki. – Mamy system szpitalocentryczny, który zaprojektowano w 1998 roku przy okazji reformy samorządowej, i żadnemu rządowi nie udało się go zmienić mimo podejmowanych prób – wskazywał, dodając, że utrzymywanie tak szerokiej bazy, jeśli chodzi o opiekę ostrą, nie ma ekonomicznego sensu, nie gwarantuje też wystarczającej jakości. Szulc przypominał, że plan finansowy NFZ na 2026 roku zakłada 214 mld zł przychodów, ale wiadomo, że bez dodatkowych środków z zewnątrz (czyli z budżetu państwa) nie da się utrzymać niepogorszonej dostępności świadczeń zdrowotnych.
– Warto zwrócić uwagę na dane historyczne. W 2025 roku plan finansowy NFZ został wsparty rekordową dotacją budżetową w wysokości 18,3 mld zł, a w trakcie roku kwota ta wzrosła do niemal 33 mld zł. Dodatkowo z Funduszu Medycznego przeznaczono na ten cel o 4 mld zł więcej niż zaplanowano oraz kolejne środki w formie obligacji – mówił wiceszef NFZ. W sumie do budżetu płatnika wpłynęło ok. 20 mld zł więcej niż początkowo zaplanowana dotacja. – Bez tworzenia centrów kompetencyjnych, bez systemu opartego na koncentracji świadczeń wysokospecjalistycznych nie zdołamy zapewnić wysokiej jakości leczenia – podkreślił wiceprezes NFZ, dodając, że nie można tolerować rozproszenia udzielania świadczeń specjalistycznych w takiej liczbie podmiotów, jak to ma miejsce obecnie.
W ramach inauguracyjnej dyskusji „Zdrowa Europa” głos zabrał również gen. broni prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego, który podkreślił, że nie tylko w obszarze szpitalnym, ale w całym systemie ochrony zdrowia należy jasno określić, w jakim kierunku zmierzamy. W jego ocenie, choć doświadczenia Ukrainy w budowaniu strategii bezpieczeństwa zdrowotnego są bezcenne, błędem byłoby kopiowanie doświadczeń ostatnich czterech lat. – Każde państwo ma swoją specyfikę, dlatego nie powinniśmy bezrefleksyjnie kopiować cudzych rozwiązań, lecz dostosowywać je do naszych realiów – stwierdził, wskazując najprostszą różnicę: front w Ukrainie rozciąga się na długości porównywalnej z dystansem między Warszawą a Barceloną. – Wojna w Ukrainie pokazała, że zagrożenia są realne, a system ochrony zdrowia musi być przygotowany na funkcjonowanie w warunkach kryzysowych zarówno kinetycznych, jak i niekinetycznych – zaznaczył dyrektor WIM.
W jego ocenie kluczowe jest przygotowywanie rozwiązań w sposób systemowy. – W tym kontekście główną rolę odgrywa personel medyczny. Nie oznacza to jednak, że wszyscy pracownicy ochrony zdrowia w Polsce będą musieli odbywać jednakowe szkolenia. Chodzi raczej o budowanie różnicowanych kompetencji, dostosowanych do specyfiki regionu i rodzaju zagrożeń – mówił gen. Gielerak, który zaznaczył, że zarówno kadra medyczna, jak i cały system powinny być przygotowywane na wypadek kryzysu, a zagrożenie wojną jest tylko jednym z jego wymiarów.
Dyrektor WIM dodał, że szczególne znaczenie ma przygotowanie na zagrożenia biologiczne, radiacyjne oraz chemiczne, oceniając, że prawdopodobieństwo konfliktów o charakterze hybrydowym, w tym użycia takich środków, jest większe niż konfliktów stricte kinetycznych. Niezbędne, jak pokazują doświadczenia Ukrainy, są też przygotowania infrastrukturalne. Do tej pory, jak wskazywał dyrektor WIM, uważano, że wystarczy utrzymywanie zapasów umożliwiających działanie szpitala (np. agregatów i niezbędnego do nich paliwa) przez kilkanaście godzin. Tymczasem ten czas trzeba wydłużyć do nawet trzech dób, aby można było mówić o bezpieczeństwie. Konieczne są też działania na rzecz bezpieczeństwa w obszarze IT. – To nie jest tylko kwestia komunikacji i raportowania, ale też wymagań wobec sprzętu medycznego – przypominał.