Argumentów przeciw planowanym zmianom w stażu podyplomowym nie brakuje – rozmawialiśmy o nich z prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej dr. n. med. Łukaszem Jankowskim, a swoje stanowisko przedstawił w tej sprawie Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy. Ważny głos padł też w trakcie styczniowej konferencji „Priorytety w Ochronie Zdrowia 2026”, podczas dyskusji „Rezydent w potrzasku – między jakością kształcenia a odpowiedzialnością początkujących lekarzy”.
Prof. Radosław Owczuk. Fot. arch. wł.
Prof. Radosław Owczuk, specjalista w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, były konsultant krajowy zauważył, że pomimo ogólnej poprawy warunków pracy i bezpieczeństwa nadal można zaobserwować, że miejsca specjalizacyjne, miejsca rezydenckie przydzielane są niektórym jednostkom mimo braku spełniania przez nie minimalnych standardów akredytacyjnych. Dotyczy to zwłaszcza obszaru intensywnej terapii. – Szkolimy tam, gdzie szkolić nie powinniśmy – zauważył ekspert, odwołując się do opublikowanego w ubiegłym roku raportu przygotowanego przez Porozumienie Rezydentów OZZL, który był przedmiotem dyskusji eksperckiej (prof. Owczuk zdecydowanie wsparł wnioski formułowane przez młodych lekarzy, zwracających uwagę na duże problemy z jakością kształcenia specjalizacyjnego).
Teraz zwrócił również uwagę, że sytuacja, wraz ze wzrostem liczby absolwentów kierunków lekarskich, może się tylko pogarszać. Liczby miejsc specjalizacyjnych nie można zwiększać w nieskończoność, bo już w tej chwili część z nich nie jest „jakościowa”. Prof. Owczuk podkreślił, że obecnie liczba miejsc specjalizacyjnych nie rośnie, choć absolwentów jest więcej, a w jego ocenie sam pomysł ze skróceniem stażu – zamiast prostej likwidacji – również wynika z arytmetyki „specjalizacyjnej” – w przypadku likwidacji stażu w jednym czasie pojawiłaby się kumulacja dwóch roczników ubiegających się o miejsce specjalizacyjne. Ekspert przyznał, że wkrótce trzeba będzie postawić jasno sprawę i zadać pytanie, czy w systemie jest miejsce tylko dla lekarzy specjalistów (bo w tej chwili system „nie widzi” lekarzy bez specjalizacji, choć tacy również w nim pracują, przede wszystkim w placówkach nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej oraz w poradniach POZ).
To rodzi określone konsekwencje: zdaniem prof. Owczuka można mówić o fiasku zmian w kształceniu na szóstym roku studiów lekarskich, bo z założenia ten rok miał być całkowicie praktyczny, jednak z powodu ograniczeń finansowych (po prostu braku odpowiedniego finansowania) zajęcia odbywają się w wieloosobowych grupach, w których studenci nie mają możliwości praktykowania, jedynie obserwację. Jednocześnie wymusiło to kumulację zajęć na pozostałych pięciu latach – w niektórych uczelniach, jak mówił ekspert, na pierwszym roku studenci mierzą się z tak potężnymi blokami jak anatomia, histologia i biochemia. – Utrzymanie stażu podyplomowego jest konieczne. Uczelnie nie dostały pieniędzy na upraktycznienie szóstego roku – mówił.
Staż jest konieczny również dlatego, że – jak zaznaczył – zmierzamy w kierunku, w którym część lekarzy albo w ogóle nie będzie podejmować specjalizacji (z wyboru), albo będzie tę decyzję odkładać w czasie, zadowalając się pracą w miejscach, które specjalizacji nie wymagają. W tej sytuacji staż byłby (powinien być) istotnym etapem praktycznego przygotowania do zawodu.
O tym, że szerokie otwarcie możliwości kształcenia na kierunkach lekarskich może zaowocować przyrostem w systemie lekarzy niespecjalistów (choć eksperci zwracają uwagę, że największym mankamentem jest niedostatek specjalistów, zwłaszcza w niektórych dziedzinach), mówiła też dr Maria Libura, nazywając problem po imieniu. W jej ocenie proces inwestowania w kadry medyczne, w tym w najdroższe ich ogniwo, czyli lekarzy, wpisuje się w styl „anorektycznego zarządzania”, które generuje kryzysy w naszym systemie. Częścią tego modelu zarządzania jest skupianie się na oszczędnościach, zamiast na jakości i bezpieczeństwie. Nie będzie jakości i bezpieczeństwa, jak mówiła, jeśli lekarz nie będzie w najlepszym tego słowa znaczeniu prawidłowo wyuczonym rzemieślnikiem – takim, który daje gwarancję wykonania pracy w określonym standardzie. Standardu nie da się jednak wyuczyć w miejscach, które same nie spełniają standardów kształcenia. Lekarze, opuszczając takie miejsca specjalizacyjne, ani sami nie czują się bezpiecznie, ani nie gwarantują bezpieczeństwa swoim pacjentom.
Dr Libura tłumaczyła, że jeśli profesjonaliści medyczni – już na etapie kształcenia – nie będą się czuć bezpiecznie, system publiczny nie będzie miał zwrotu z inwestycji, bo lekarz, rozpoczynając pracę, będzie się czuł wypalony zawodowo, niezależnie od tego, jak duże pieniądze będzie mógł zarobić. Przypomniała też, że jednym z kluczowych postulatów środowiska lekarskiego, istotnym również dla jakości i bezpieczeństwa pacjentów, zgłaszanym już podczas protestu rezydentów w 2017 roku, był system no fault. – Władze publiczne, niezależnie od tego, kto rządzi, wykręcają się od wprowadzenia kultury no fault – skonstatowała.