Podczas spotkania z dziennikarzami przedstawiciele Naczelnej Izby Lekarskiej zaprezentowali kolejną edycję raportu na temat kształcenia na kierunkach lekarskim i lekarsko-dentystycznym.
Damian Patecki. Fot. NIL
- MZ liczy na aprobatę rektorów uczelni medycznych, którzy spodziewają się, że uzyskają dodatkowe finansowanie
- Centra symulacji nie są w stanie zastąpić praktyki przy pacjencie
- Zmiana charakteru szóstego roku powoduje też dogęszczenie programu na niższych latach
- Dysproporcje między „starymi” i „nowymi” uczelniami są znaczące
Jak mówił Damian Patecki, członek Naczelnej Rady Lekarskiej i przewodniczący Komisji Kształcenia, w przyszłym tygodniu resort zdrowia planuje spotkanie, podczas którego spodziewa się uzyskać poparcie dla planów likwidacji stażu podyplomowego (którego etapem ma być skrócenie stażu dla lekarzy do sześciu miesięcy). – Wszyscy pamiętamy, jak w ubiegłym roku w ramach szukania oszczędności pani minister przedstawiła likwidację stażu jako potencjalne źródło oszczędności – przypomniał przywołując opublikowany pod koniec listopada list Jolanty Sobierańskiej-Grendy do ministra finansów z wykazem oszczędności, jakie resort zdrowia planuje w celu zmniejszenia luki finansowej w systemie (opiewającej na ok. 23 mld zł, według ówczesnych szacunków).
W jego ocenie MZ liczy na aprobatę rektorów uczelni medycznych, którzy z kolei spodziewają się, że uzyskają dodatkowe finansowanie na zmianę charakteru szóstego roku studiów, czyli jego upraktycznienie. Zarówno Damian Patecki, jak i eksperci, którzy w tej sprawie w ostatnich tygodniach zabierali głos, obawiają się, że uczelnie medyczne srogo się rozczarują, bo dodatkowych pieniędzy „nie ma i nie będzie”.
– Jako samorząd jesteśmy całkowicie pewni, że likwidacja stażu nie powinna mieć miejsca. Nawet tzw. stare uczelnie medyczne mają problem z praktycznym kształceniem studentów, ze zbyt dużą liczebnością grup klinicznych – mówił Patecki. Przez to, jak podkreślał, studentom jest coraz trudniej nabywać praktyczne umiejętności. – Staż jest takim trzynastomiesięcznym okresem nadrabiania praktycznych braków – dodał. W jego ocenie, centra symulacji, na których uczelnie opierają „upraktycznianie”, nie są w stanie zastąpić praktyki przy pacjencie. Ani na kierunku lekarskim, ani na lekarsko-dentystycznym, gdzie np. na skutek oszczędności nie uzupełnia się materiałów. – Mamy do czynienia z pewnego rodzaju fikcją i lukrowaniem rzeczywistości – wyjaśniał.
Zmiana charakteru szóstego roku powoduje też dogęszczenie programu na niższych latach. Na niektórych uczelniach nawet na pierwszym roku, który – jak pokazał również opublikowany w piątek raport – studentom i tak jest najtrudniej zaliczyć. Podczas konferencji wielokrotnie padło stwierdzenie, że pierwszy rok jest „wąskim gardłem” systemu kształcenia, co powoduje utratę największej liczby studentów i stanowi dodatkowy problem.
Z raportu wynika, jak kluczowe dla uczelni są kwestie finansowe. Samorząd lekarski zapytał uczelnie (na ankietę odpowiedziało dziewiętnaście szkół prowadzących kierunki lekarskie, z czego połowa to uczelnie „nowe”, a więc takie, które podlegają Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego) również o opinię na temat wprowadzenia do programu studiów na kierunkach lekarskich przygotowania obronnego, rozumianego jako szkolenie w zakresie medycyny katastrof (nie tylko na wypadek wojny). Piętnaście uczelni uznało, że taki przedmiot byłby ważny i potrzebny, ale tylko pięć podjęło jakiekolwiek działania na rzecz jego wprowadzenia. Powód? Uczelnie czekają na wsparcie z budżetu państwa i jasno deklarują, że bez dodatkowych pieniędzy nie są w stanie w tej sprawie niczego przedsięwziąć.
Artur Białoszewski, ekspert NRL ds. badań i analiz, wykładowca akademicki, jeden z autorów raportu podkreślał, że dysproporcje między „starymi” i „nowymi” uczelniami są znaczące. Nie ma to odzwierciedlenia w wynikach LEK i LDEK, ponieważ odbywają się one w tej chwili na podstawie pytań z bazy i wyniki są wypłaszczone (co ma się zmienić i jest jedną z propozycji MZ dotyczących nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, którą samorząd gorąco popiera), ale w wielu innych obszarach już tak. Ważna jest jednak właściwa interpretacja danych. Przykładem może być baza łóżkowa – w liczbach wszystko się zgadza, ale diabeł tkwi w szczegółach. „Stare” uczelnie mają bazę łóżkową w szpitalach klinicznych, a szpitale są ich własnością. Nowe uczelnie opierają się na szpitalach zewnętrznych, w dodatku – niższych poziomów, w których student medycyny nie ma szans zetknąć się z pacjentami cierpiącymi na rzadsze choroby lub pacjentami „trudniejszymi”, z bardziej skomplikowanym przebiegiem choroby.
Mylić mogą również dane na temat wysycenia kadrą dydaktyczną – nowe uczelnie mogą się pochwalić wyższymi wskaźnikami w przeliczeniu na liczbę studentów, ale tylko dlatego, że studentów mają niewielu. Łącznie w badanych szkołach na kierunkach lekarskich studiowało blisko 32 tys. osób, z czego w nowych uczelniach (stanowiły połowę próby) – 4,5 tys.
Bardziej miarodajne jest spojrzenie na liczbę punktów. W roku akademickim 2023/24 pracownicy badanych uczelni uzyskali łącznie 1606140 punktów MEiN i 64338 punktów IF. Ponad 94 proc. wszystkich punktów MEiN i blisko 93 proc. wszystkich punktów IF uzyskali pracownicy „starych” uczelni.