Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Ministerstwo Zdrowia bierze skądś listę błędów i robi je, jeden po drugim, wkładając w to sporo wysiłku. Coraz trudniej więc dziwić się, że rzeczywistość wygląda jak wygląda. Nieoptymalnie, można powiedzieć, nie ryzykując pomyłki.


Fot. Włodzimierz Wasyluk

  • Każda decyzja, która nawet pośrednio dotyczy szczepień ochronnych – zwłaszcza szczepień najmłodszych dzieci – musi być dobrze przygotowana, bo ostatnią rzeczą, jaka jest nam, jako społeczeństwu, potrzebna, jest chaos i niepewność
  • Jak mówił klasyk, „pieniędzy nie ma i nie będzie” i byłoby dobrze, gdyby rektorzy również wzięli tę prawdę pod uwagę
  • Spora część szpitali powiatowych może być dumna ze swoich oddziałów położniczych… tylko czy je na tę dumę będzie stać?

Największe (mimo wszystko) zaskoczenie. Zamieszanie wokół szczepienie noworodków przeciwko gruźlicy (BCG). Wydawać by się mogło, że przez już bez mała trzy dekady w orbicie systemu ochrony zdrowia zdążyło się zobaczyć wszystko, wszystko opisać, a wcześniej – przynajmniej spróbować zrozumieć. Nic bardziej mylnego, rzeczywistość wciąż wyprzedza wyobraźnię, a decydenci zadają sobie trud zadziwiania wciąż na nowo. Ewentualnie wcale sobie nie zadają trudu, to przychodzi samoistnie.

Tak jak w przypadku sprawy, którą zdetonowała informacja o wakacie na stanowisku konsultanta krajowego w dziedzinie neonatologii, obsadzonym od ponad dwudziestu lat przez prof. Ewę Helwich. Jak się jednak okazuje, odwołanie zasłużonej specjalistki i uznanej ekspertki było jedynie ostatnim ogniwem łańcucha decyzji, które resort zdrowia podejmował od dobrych kilku miesięcy.

Jak to mówiła w jednym ze skeczy kabaretu „Hrabi” nieoceniona, zmarła w ubiegłym roku, artystka Joanna Kołaczkowska: – Zdjęłam z internetu taką fajną listę błędów wychowawczych i robiłam. Wszystkie były bardzo fajne. Brałam i robiłam, brałam i robiłam.

Nie do końca wiadomo, skąd Ministerstwo Zdrowia ma podobną listę błędów, nie wychowawczych, ale zarządczych i komunikacyjnych (być może listy są dwie, któż to wie), ale jedno jest pewne: bierze i robi, co w sprawie programu przesiewowego noworodków w kierunku ciężkich złożonych niedoborów odporności (SCID) widać jak na dłoni. Trudno uwierzyć, ale w gronie ekspertów sprawa była znana i omawiana już dobrych kilka miesięcy temu, gdy okazało się, że resort podjął decyzję o rozszerzeniu panelu badań przesiewowych w kierunku SCID. Bez konsultacji i bez synchronizacji z powiązanym z nim obszarem, czyli Programem Szczepień Ochronnych. Bez wzięcia pod uwagę, że każda decyzja, która nawet pośrednio dotyczy szczepień ochronnych – zwłaszcza szczepień najmłodszych dzieci – musi być dobrze przygotowana, bo ostatnią rzeczą, jaka jest nam, jako społeczeństwu, potrzebna, jest chaos i niepewność.

Czy działania, jakie podjęła późną jesienią konsultant krajowa w dziedzinie neonatologii (list do ordynatorów oddziałów wskazujący na potencjalną sytuację konfliktu między prawem rodzica do podejmowania świadomej decyzji z wykorzystaniem wyniku badania a terminami szczepień wynikającymi z PSO) były optymalne? Trudno odpowiedzieć twierdząco, ów list, który stał się bezpośrednią przyczyną dymisji – przyczyną lub też pretekstem – raczej spowodował dodatkowy chaos i niepotrzebnie podnosił temperaturę (niepokój) wokół tematu. Ale nie ma wątpliwości – nie byłoby tego listu, gdyby resort zdrowia nie znalazł feralnej listy i jej z pasją nie wdrażał. Co zresztą pokazują podjęte działania naprawcze, czyli seria komunikatów, w których MZ finalnie pochyla się nad problemem organizacji przejściowych rozwiązań w zakresie szczepień noworodków przeciw gruźlicy. Szkoda tylko, że dopiero teraz.

Mamy bowiem dwa dobra, które pozostają w domniemanym, choć niekoniecznie rzeczywistym, konflikcie: zdrowie publiczne i epidemiologia przemawiają za jak najwcześniejszym zaszczepieniem dzieci przeciw gruźlicy, bo ryzyko zachorowania niemowlęcia na ciężkie postaci gruźlicy w sytuacji nagłego zmniejszenia wyszczepialności (do którego może dojść w razie przesunięcia podania dawki BCG na nieprzygotowane do tego poradnie POZ) może być większe, niż ryzyko, że zaszczepione BCG zostanie dziecko, u którego przesiew potwierdzi SCID. Ale to drugie nie jest zerowe, a nad faktem, że do takiej sytuacji może dojść, nie można przechodzić do porządku dziennego, bo tu mamy do czynienia z innym dobrem, dobrem jednostkowym: dziecko z rozpoznanym, ultrarzadkim (4-5 przypadków rocznie w całej kohorcie noworodków) problemem zdrowotnym, musi mieć zapewnione wsparcie na najwyższym możliwym poziomie. W tym miejscu trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że celem nowego badania przesiewowego jest właśnie wczesne wykrycie SCID i jak najszybsze rozpoczęcie leczenia dziecka, a nie wykrywanie przeciwwskazań do szczepień. Zgodnie z obowiązującym standardem, który dotyczy wszystkich szczepień, przed podaniem BCG lekarz przeprowadza badania kwalifikacyjne w celu identyfikacji przeciwwskazań do szczepienia, m.in. SCID (na podstawie pytania do rodziców, czy u członków najbliższej rodziny rozpoznano ciężki wrodzony niedobór odporności lub czy w rodzinie kiedykolwiek wystąpiły nagłe zgony z powodu ciężkich zakażeń).

Te dwa dobra dają się pogodzić, trzeba tylko odłożyć listę błędów i koncentrować wysiłki na poszukiwaniu rozwiązań optymalnych. Poszukiwaniu ich zawczasu, a nie po fakcie. Jest małe prawdopodobieństwo, że uda się je znaleźć bez angażowania ekspertów i być może dużych zmian organizacyjnych w realizacji szczepienia przeciwko gruźlicy.

Największy znak zapytania. Spór o staż podyplomowy. Skrócą? Zlikwidują? Rektorzy poprą likwidację stażu, licząc że do uczelni medycznych popłyną dodatkowe środki na zmianę charakteru szóstego roku? Ministerstwo Zdrowia położy na szali (nie byłby to przecież pierwszy raz) jakość kształcenia lekarzy w dążeniu do oszczędności? Pytania się mnożą, a wiszące w powietrzu odpowiedzi nie napawają optymizmem, zwłaszcza gdy można usłyszeć, że MZ – konkretnie wiceminister Katarzyna Kęcka – informuje samorząd lekarski, że rozwiązania proponowane przez resort zdrowia w zakresie zmian w ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty, są „od dawna znane” i „optymalne”. – Nie wiemy, czy są optymalne, bo nie są nam znane – komentował w minionym tygodniu Damian Patecki z Naczelnej Rady Lekarskiej, odnosząc się do planowanego spotkania w resorcie zdrowia, podczas którego – jak spodziewa się samorząd – przedstawiciele uczelni medycznych mają poprzeć zmiany w stażu podyplomowym, czyli jego skrócenie o połowę. Dlaczego skrócenie a nie likwidacja, co zakładał plan oszczędności przygotowany jesienią? Nie, to nie jest żaden „kompromis”. Przeciwni zmianom w stażu eksperci podkreślają, że gdyby staż zlikwidowano, w jednym czasie pojawiłaby się zdublowana (niemała i pojedynczo) liczba lekarzy ubiegających się o miejsca specjalizacyjne. Nawet jeśli resort zdrowia nie zamierza zwiększać wydatków na rezydentury w nieskończoność i zakłada, że część lekarzy nie zrobi specjalizacji, musiałby znaleźć potężne pieniądze na większą liczbę miejsc. A przecież nie po to całe to „dłubanie” przy stażu, żeby wydatki rosły, zamiast maleć. Jak mówił klasyk, „pieniędzy nie ma i nie będzie” i byłoby dobrze, gdyby rektorzy również wzięli tę prawdę pod uwagę.

Największy brak zaskoczenia. Szpitale/pieniądze. Na początek marca dyrektorzy szpitali powiatowych przy wsparciu swoich samorządów zapowiadają protest przeciw „głodzeniu szpitali przez Narodowy Fundusz Zdrowia”. Nic dramatycznego się niby nie dzieje, trwa zliczanie i bilansowanie poprzedniego roku, wiadomo, że płatnik zapłaci za nadwykonania świadczeń nielimitowanych, ale szpitale przeczuwają pismo nosem i wiedzą, że to, co w Sejmie powiedział w styczniu wiceprezes Marek Augustyn, że jeszcze będziemy dobrze wspominać 2025 rok, to nie była metafora, tylko oparta na twardych faktach prognoza.

Konsekwencja? Cięcie kosztów. To główny powód przyspieszenia w „znikaniu” kolejnych porodówek, na których utrzymanie dużej części szpitali powiatowych po prostu nie stać. Opublikowany w minionym tygodniu przez Fundację Rodzić po Ludzku nowy ranking oddziałów położniczych ma wymiar symboliczny: zwycięska porodówka w Myszkowie jest niedostępna, bo szpital ogłosił jej zawieszenie. Trzy miejsca na podium zajęły szpitale powiatowe, poza wielkimi ośrodkami miejskimi. W pierwszej dziesiątce są tylko trzy oddziały „wielkomiejskie”, wszystkie trzy z Warszawy (w tym jeden prywatny). Również rankingi wojewódzkie pokazują, że spora część szpitali powiatowych może być dumna ze swoich oddziałów położniczych… tylko czy je na tę dumę będzie stać? – Decyzje o likwidacji oddziałów położniczych nie uwzględniają doświadczeń kobiet ani jakości opieki, jaką otrzymują – podkreśliła, komentując ranking, Fundacja Rodzić po Ludzku, która jest zdecydowanie przeciwna wprowadzonym przez resort zdrowia rozwiązaniom dotyczącym „pokoi narodzin”, jakie szpitale mogą otwierać, likwidując swoje porodówki.

Warte odnotowania. Służby wiedziały, nie powiedziały, a to było tak… Czyli nowe (ale trudno powiedzieć, że niespodziewane) wiadomości na temat tzw. afery respiratorowej, która jest, a jakoby jej nie było (albo odwrotnie: której nie ma, a jednak smród się ciągnie bardzo wyraźnie). Onet podał w minionym tygodniu informacje potwierdzające, że handlarz bronią, który zaoferował Ministerstwu Zdrowia respiratory, był dobrze znany służbom specjalnym – zarówno cywilnym jak i wojskowym. Znane były też jego dwa oblicza: jedno, pożytecznego „załatwiacza”, działającego na rzecz m.in. amerykańskich (choć nie tylko) sojuszników, ale też nierzetelnego kontrahenta, który tychże sojuszników „zrobił” na setki tysięcy dolarów. Czy też euro. Polski rząd „zrobił” on jednak – przy okazji respiratorów – na kwotę znacząco większą (tak dwa rzędy, mniej więcej) dzięki niezwykłej dyskrecji polskich służb, które nie tylko nie ostrzegły resortu zdrowia, ale wręcz handlarza podstawiły. Jedynym zaskoczeniem może być to, jak bardzo to nie jest zaskakujące.

08.02.2026
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.