Podczas wtorkowego posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia mówiono o standardach wyżywienia w polskich szpitalach. Jedną z głównych osi sporu stał się sposób finansowania – posłowie opozycji, ale też przynajmniej część dyrektorów szpitali, chcieliby „znaczonego” strumienia pieniędzy, które mogłyby być przeznaczane tylko na wyżywienie.
Posiedzenie sejmowej Komisji Zdrowia, 10 lutego 2026 r. Fot. Sejm
- Decyzje MZ będą skutkować obniżeniem jakości żywienia pacjentów – przekonywali posłowie PiS
- MZ zaznaczyło, że 93 proc. szpitali, które wzięły udział w pilotażu, nie wykorzystywało w całości wyznaczonej dopłaty
- Wiceprezes OZPSP wsparł posłów walczących o „znaczone” finansowanie wyżywienia pacjentów, wskazując, że bez tego jedzenie zawsze przegra z „długami szpitali”
Posiedzenie Komisji Zdrowia zostało zwołane na wniosek posłów PiS, którzy chcieli informacji i dyskusji na temat zakończenia pilotażu „Dobry Posiłek” (wprowadzonego przed wyborami 2023 roku) i wdrożenia oraz finansowania standardów żywienia. Jak mówił w imieniu wnioskodawców Janusz Cieszyński, nie chodzi o polityczną burzę, a merytoryczną dyskusję – posłowie PiS przygotowali się do niej przeprowadzając poselskie kontrole oraz zasięgając opinii szefów szpitali, również tych najbardziej renomowanych, np. Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Wyrażali też nadzieję, że dyrektorów, którzy wyrazili krytyczną opinię na temat decyzji MZ, nie spotkają z tego tytułu negatywne konsekwencje.
– Mamy informację ministerstwa, w której ministerstwo próbuje nas przekonać, że wszystko jest super, bo za dużo było na to jedzenie. Skoro było za dużo, to trzeba to zmienić i dać mniej – komentował Janusz Cieszyński przypominając, że „Dobry posiłek” dla 582 szpitali biorących udział w pilotażu kosztował rocznie 865 mln zł. Teraz ma to być 895 mln zł dla wszystkich placówek. – Chyba nikt nie da się nabrać, że może zrobić to samo dla dwa razy większej liczby szpitali za 30 mln zł więcej – stwierdził.
Jednak wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski przypomniał posłowi, że szpitali w Polsce nie jest tysiąc czy prawie 1,2 tys., jak wynikałoby z wypowiedzi parlamentarzysty, a 780, w dodatku – jak podkreślał – liczba osobodni jest w nich rozłożona w sposób zróżnicowany.
W ostatnich dniach MZ, AOTMiT i NFZ przedstawiały co prawda w sprawie wdrożenia wniosków z zakończonego pilotażu szczegółowe wyjaśnienia, dotyczące również powodów ustalenia wysokości dopłaty do osobodnia hospitalizacji pacjenta (podstawowa stawka dopłaty to 20,9 zł, w przypadku ciężarnych i kobiet w połogu jest o ok. 2,6 zł wyższa), ale – jak pokazała dyskusja – nie wszyscy posłowie te wyjaśnienia zrozumieli.
Powód był prosty (oprócz ograniczeń budżetowych NFZ): 93 proc. szpitali, które wzięły udział w pilotażu, nie wykorzystywało w całości wyznaczonej dopłaty. Racjonalna decyzja mogła być tylko jedna – zmniejszenie stawki dopłaty, co nie oznacza – jak tłumaczyli zgodnie wiceminister Tomasz Maciejewski i prezes AOTMiT Daniel Rutkowski – zmniejszenia finansowania wyżywienia, bo ono, co do zasady, jest „zaszyte” w wycenach świadczeń, które wymagają opieki całodobowej. Średnia stawka, jaką szpitale wydają na żywienie pacjentów, oscyluje wokół 47 zł, z dodatkowymi środkami będzie to więc ok. 67-68 zł.
I właśnie sposób finansowania szpitalnego wyżywienia stał się jedną z głównych osi sporu: posłowie opozycji, ale też przynajmniej część dyrektorów szpitali, chcieliby „znaczonego” strumienia pieniędzy, które mogłyby być przeznaczane tylko na wyżywienie. W obecnej sytuacji – w domyśle: niskich wycen i problemów z płynnym regulowaniem należności przez NFZ – dyrektorzy szpitali mogą być zmuszeni szukać oszczędności „w talerzach pacjentów”.
– Program pilotażowy generalnie się sprawdził, ponieważ efekty są widoczne – skomentowała Marcelina Zawisza (Razem). – I dobrze, że pilotaż się kończy i ma być wdrożony jako standard. Tylko problemem jest kwota, która została przewidziana na ten standard, oraz kwestia odejścia od „znaczonych” pieniędzy. Skończy się to tym samym, czym skończyło się włączenie wynagrodzeń pracowników w kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia. Czyli tym, że te pieniądze pójdą na coś innego niż żywienie.
Dyskusja tylko z pozoru dotyczyła jednak „kulinariów”. Posłowie Koalicji Obywatelskiej przypominali, że rząd PiS zostawił system ochrony zdrowia z potężną i rosnącą wyrwą finansową, z wielomiliardową stratą Narodowego Funduszu Zdrowia. Posłowie PiS ripostowali, że gdy trwały prace nad ustawą o wynagrodzeniach minimalnych, ówczesna opozycja przyprowadzała przedstawicieli kolejnych grup zawodowych, przekonując, że gwarantowane ustawą podwyżki to „za mało”. – Bo było za mało! – komentowała Krystyna Skowrońska (KO).
Krzysztof Żochowski, wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych wsparł posłów walczących o „znaczone” finansowanie wyżywienia pacjentów wskazując, że bez tego jedzenie zawsze przegra z „długami szpitali”. Zapowiedział protest dyrektorów szpitali powiatowych przeciwko zmianom. – Ten krzyk rozpaczy będzie słyszany na wszystkich ziemiach Polski – mówił, odnosząc się do zapowiadanego na początek marca protestu przeciw polityce rządu wobec ochrony zdrowia, zwłaszcza w obszarze szpitali powiatowych.
Jakub Szulc, wiceprezes NFZ tłumaczył, że w pilotażu także nie było znaczonych pieniędzy (dyrektorzy wydawali je na inne cele, niezwiązane z podniesieniem jakości żywienia). – Wydaje się, że to, co jest kluczowe, gdy mówimy o wydatkowaniu środków publicznych, to jednak gospodarność i celowość wydatków – mówił. – Jeżeli z danych wynika, że w 90 proc. podmiotów środki wydatkowane na pilotażowy program „Dobry posiłek” nie trafiały na program, to celowe jest podjęcie działań, aby zapewnić, że te pieniądze, które mają zapewnić podniesienie standardu żywieniowego, są dokładnie takimi pieniędzmi, jakie wydajemy.