Efektywność działań zależy od współpracy i współodpowiedzialności – przypomina Ministerstwo Zdrowia w odpowiedzi na wtorkowy protest szpitali powiatowych. I podkreśla, że ma plan, który odpowiada na postulaty protestujących.

Fot. Małgorzata Solecka
Szpitale powiatowe dają czas rządowi do końca marca na spełnienie postulatów, a w każdym razie – na podjęcie realnych działań, zmierzających do ich spełnienia. W przeciwnym razie grożą eskalacją protestu, choć nie zapowiadają w tej sprawie żadnych konkretów (i trudno sobie wyobrazić, w jakim kierunku ta eskalacja mogłaby przebiegać). Co więcej, z zasłyszanych wśród uczestników protestu opinii można wnioskować, że choć problemy są realne, postulaty oceniane jako słuszne, nie ma dużej wiary ani w ich spełnienie, ani w możliwość ostrzejszej walki. Co prawda pod siedzibą resortu sporo było plakatów głoszących, że szpitale powiatowe nie chcą umierać na kolanach, ale można wnioskować, że przynajmniej dla części to będzie realny scenariusz.
– Postulaty protestu są słuszne i sprowadzają się do zadania zwiększenia finansowania ochrony zdrowia i wzięcia przez MZ odpowiedzialności za system, zamiast zrzucania go na barki menedżerów czy pracowników – skomentował dla nas prezes Naczelnej Rady Lekarskiej dr Łukasz Jankowski, który dołączył do pikiety na znak poparcia protestu szpitali powiatowych przez samorząd lekarzy i lekarzy dentystów. W przeciwieństwie do większości środowisk pracowniczych lekarze protest szpitali powiatowych poparli. Jak podkreślił prezes NRL, szpitalom chodzi również o rozpoczęcie partnerskiego dialogu z uczestnikami systemu ochrony zdrowia, czego od dawna domaga się również samorząd lekarski.
– Sytuacja szpitali powiatowych jest trudna i dotyka nie tylko dyrektorów, ale przede wszystkim pacjentów, a także lekarzy w nich pracujących. Cieszy mnie, że podczas protestu wybrzmiało żądanie zabezpieczenia środków na wypłatę wynagrodzeń zgodnie z ustawą o płacy minimalnej. Dyrektorzy zapewniali również, że nie są przeciwni samej ustawie. Zapewnienie środków na realizację ustawy jest wspólnym oczekiwaniem strony społecznej i nie ma zgody na jakiekolwiek jej zamrażanie czy likwidowanie – stwierdził szef lekarskiego samorządu. – Nawiasem mówiąc, jeśli w marcu dyrektorzy szpitali wychodzą na ulice, a powodem jest niedostateczne finansowanie, to na jesieni czeka nas naprawdę trudny czas.
Szpitale: tak dalej być nie może, więc niech będzie, jak było (jeszcze niedawno)
Gdyby wziąć pod lupę sześć postulatów szpitali powiatowych, można odnieść wrażenie, że lecznice najchętniej wróciłyby do czasów pandemii i zatrzymały czas na 2023 roku (najdalej), kiedy to co prawda musiały się już konfrontować ze skutkami ustawy podwyżkowej, ale jednak miały zapewnione pełne jej finansowanie (podobnie jak w 2024 roku, ale wówczas już pojawiły się wokół tej kwestii napięcia i została zasiana niepewność). – Żądamy zapewnienia wyodrębnionego, pełnego, przejrzystego i trwałego finansowania skutków wzrostu wynagrodzeń z budżetu państwa dla wszystkich pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych, niezależnie od formy ich zatrudnienia – piszą szpitale w swoich mediach społecznościowych. W latach 2021-2022 rzeczywiście funkcjonowało odrębne źródło finansowania wynagrodzeń dla części pracowników ochrony zdrowia (dodatki covidowe) – dyrektorzy to rozwiązanie pamiętają i najchętniej by do niego wrócili, choć muszą wiedzieć, że postulat, nawet jeśli jest słuszny, jednocześnie pozostaje nierealistyczny. W praktyce, jak się wydaje, wcale nie chodzi o „wyodrębnienie”, ale o to, by budżet – wzorem lat poprzednich – zapewnił dotację, która pozwoli podwyższyć wynagrodzenia w modelu znanym z poprzednich lat. Również pracownikom zatrudnionym na kontraktach, również tym, których zarobki przekraczają, niekiedy znacząco, wysokość ustawowych wynagrodzeń minimalnych.
Jeszcze silniej wybrzmiewa tęsknota za latami 2022-2023, jeśli chodzi o płatności za nadwykonania. Złoty czas dla świadczeniodawców, w którym NFZ płacił za wszystkie nadwykonania, również w ryczałcie, pod hasłem spłacania długu zdrowotnego, natomiast bez refleksji nad stanem własnych finansów. – Żądamy natychmiastowej zapłaty za udzielone pacjentom w 2025 r. świadczenia medyczne zarówno limitowane, jak i nielimitowane, oraz wprowadzenia od 1 kwietnia br. miesięcznych płatności za wszystkie udzielane pacjentom świadczenia nielimitowane – mówią dyrektorzy, reagując na zapowiedzi Funduszu dotyczące degresywnego płacenia za nadwykonania w świadczeniach limitowanych i mając świadomość, że w niektórych województwach degresja może być bardzo głęboka.
Cztery postulaty związane są bezpośrednio z bieżącymi decyzjami Ministerstwa Zdrowia, częściowo wynikającymi z konieczności poszukiwania oszczędności w wydatkach na zdrowie wobec zakładanej, przekraczającej 20 mld zł, luki w budżecie Funduszu. Dyrektorzy chcą zmian w zasadach finansowania standardu żywienia (m.in. podwyższenia stawki dofinansowania do 28 zł, gdy podstawowa stawka wynosi niespełna 21 zł) i zaprzestania działań prowadzących do obniżania przychodów i rentowności szpitali powiatowych, w tym likwidacji bądź obniżenia współczynników korygujących 1,07 i 1,06. Apelują też o przygotowanie nowych wycen, bo w tej chwili – jak mówią – to właśnie wadliwe wyceny pociągają za sobą większość patologii w przychodach i kosztach szpitali.
Konkludując, i sformułowane postulaty, i sam protest to wyraz niezgody na to, co dzieje się w systemie od 2024 roku, czyli – abstrahowania od rzeczywistości, czyli nieustannego przypominania o ograniczonych środkach finansowych, poszukiwania sposobów oszczędności, wytykania nadmiernej absorbcji środków przez poszczególne obszary czy ogniwa systemu. Nie raz i nie dwa w latach 2024-2025 eksperci mówili, że system błyskawicznie skalibrował się do (nieznacznie, ale odczuwalnie) większych pieniędzy, jakie przyniosły najpierw środki związane z COVID-19, a potem wpompowanie w system w latach 2023-2024 praktycznie całej nadwyżki finansowej związanej z niedowykonaniami okresu pandemii. Nikt (prawie) już nie pamięta, jak funkcjonowały podmioty lecznicze do 2019 roku (na przykład w obszarze nadwykonań), nie ma też powrotu do warunków pracy sprzed pandemii.
MZ: tak dalej nie będzie, ale jak będzie?
Po drugiej stronie jest Ministerstwo Zdrowia, którym bez wątpienia kierują w tej chwili osoby współdzielące z protestującymi – przynajmniej częściowo – doświadczenia ostatnich lat. Ale też znające realia, które można streścić słowami „pieniędzy nie ma i nie będzie”, na pewno takich pieniędzy, jakie byłyby potrzebne do spełnienia postulatów szpitali (ale też np. oczekiwań płacowych pracowników, żądających niezmienności przepisów podwyżkowych). Powiedzieć, że MZ znajduje się między młotem a kowadłem, to nic nie powiedzieć.
Nie to jednak przesądza o dramatyzmie sytuacji. Głównym problemem jest brak spójnej wizji, która pozwoliłaby nie tylko uwolnić się z tego niekomfortowego położenia, ale przede wszystkim – nie dopuściłaby do zderzenia młota i kowadła, czyli konfrontacji. Odpowiedź resortu zdrowia na protest można poddać równoległej analizie, która wykaże równe (lub być może nawet większe) oderwanie od realiów. Od tego, co jest – a nie co, zdaniem strony sporu – być powinno.
– Ministerstwo Zdrowia ma plan, który odpowiada na postulaty protestujących. Efektywność działań zależy od współpracy i współodpowiedzialności – zapewnia resort mało konkretnym i jeszcze mniej zachęcającym do lektury tytułem komunikatu. Ten plan to między innymi „ewentualne zmiany w tzw. ustawie podwyżkowej (ustawa z dnia 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych), o których rozmawiamy w ramach Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia”. Ministerstwo zapewnia, że „wierzy w kompromis”, sęk w tym, że w jego rezultaty nie wierzą dyrektorzy szpitali (a i lwia część ekspertów oraz chyba wszyscy uczestnicy rozmów w zespole).
To jednak nie wszystko. Częścią planu, jak wynika z komunikatu, są też narzędzia, „jakie zarządzający i właściciele szpitali mogą wykorzystać w procesie konsolidacji”. Wśród nich resort wymienia: wsparcie procesów konsolidacyjnych w ramach Funduszu Medycznego, 50-proc. mechanizm stabilizacyjny na czas transformacji, mechanizm pożyczkowy z BGK czy wsparcie przy sporządzaniu planu naprawczego. Z tego „zestawu” dostępny jest tak naprawdę tylko jeden – mechanizm stabilizacyjny, czyli 50-proc. finansowanie (przez dwa lata) wysokości ryczałtu przekształcanego lub likwidowanego oddziału. Rozwiązanie budzące sporo (eufemizm) kontrowersji. O mechanizmie pożyczkowym z BGK wiadomo tyle, że ma być. O wsparciu z Funduszu Medycznego, że będzie szybciej.
Trudno się więc dziwić, że gdy resort zdrowia nawołuje do współpracy, myśli biegną w kierunku opus magnum nie tylko polskiej kinematografii, ale polskości jako takiej. – Konie łby pospuszczać. Czy konie mnie słyszą?!
„Miś” Stanisława Barei mimo upływu lat – wiecznie żywy.