Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Zadaniem polityków i decydentów jest podejmowanie decyzji i ich wprowadzanie w życie. Co się dzieje, jeśli tego nie robią? W skrajnym wariancie ryzykują, że decyzje będzie podejmować ktoś zupełnie inny. Ktoś inny przejmie stery.

Fot. Steindy, Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0, (kadr zmieniony)

  • Polska medycyna, w przeciwieństwie do polskiego systemu ochrony zdrowia, radzi sobie dobrze lub wręcz bardzo dobrze, choć systemowe perturbacje niewątpliwie ją w dużym stopniu ograniczają
  • Pojawia się pytanie o sens apolityczności kierownictwa resortu zdrowia, która coraz bardziej przypomina nieśmieszny żart, a dosłownie za chwilę może zacząć uderzać w samego autora tego eksperymentu
  • Luka w budżecie nie jest abstrakcją, zwłaszcza że są przesłanki każące przypuszczać, że „dosypywanie” pieniędzy z budżetu państwa może być trudniejsze niż do tej pory
  • Co prawda NFZ zbankrutować nie może, ale może wpaść w taki korkociąg, że finansowa ziemia zacznie przybliżać się w zastraszającym tempie

Największe (mimo wszystko) zaskoczenie. Lista Stu. Szefowie Narodowego Funduszu Zdrowia poza ogłoszoną w minionym tygodniu „setką” Pulsu Medycyny, czyli listą najbardziej wpływowych osób w polskiej ochronie zdrowia i medycynie – to nie zaskoczenie, to wręcz sensacja, której nie da się wyjaśnić tym, że po latach publikowania osobnych zestawień dla systemu i medycyny „setka” znów jest jedna. Ale przecież to nie wszystko, zaskoczeń jest więcej – i wszystkie dają do myślenia.

Kapituła, złożona z osób, które albo wygrywały poprzednie rankingi, albo w sposób trwały odciskały w nich ślad (minimum trzy razy w pierwszej dziesiątce), byłych ministrów i wiceministrów różnych opcji politycznych, znakomitych klinicystów, praktyków i teoretyków zarządzania, przygotowując najnowszy ranking, wysłała jasny przekaz: politycy i decydenci, jeśli mają wpływ na system ochrony zdrowia, to niekoniecznie pozytywny.

Ósme (dopiero) miejsce minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy, szesnaste wiceminister Katarzyny Kacperczyk (w przeciwieństwie do pozostałych wiceszefów resortu kontynuującej swoją misję, w dodatku odpowiadającej za środki z KPO, które mają zmieniać polską ochronę zdrowia), miejsce w czwartej dziesiątce dla wiceministra Tomasza Maciejewskiego (można się zastanawiać, na ile wypracowane zajmowanym wcześniej stanowiskiem dyrektora IMiD, a na ile obecnie pełnioną funkcją), brak na liście Katarzyny Kęckiej – w której kompetencjach znajdują się przecież absolutnie kluczowe dla systemu decyzje – to wygląda jak co najmniej żółta kartka dla kierownictwa resortu zdrowia. Ciemnożółta, pomarańczowa, czerwonawa.

Są też kartki czerwone. Na liście nie ma Filipa Nowaka i Jakuba Szulca, prezesa i odpowiedzialnego za finanse wiceprezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, choć chyba nikt nie ma wątpliwości, że wpływ NFZ na system ochrony zdrowia jest przemożny. Nie ma też ani jednego przedstawiciela sejmowej Komisji Zdrowia, która co prawda zbiera się – często kilkukrotnie – podczas każdego posiedzenia Sejmu, ale efekty tych prac są dla systemu irrelewantne, bo też – najczęściej – dotyczą tematów co prawda ważnych, ale – pobocznych.

Tak krawiec kraje, jak mu materii staje – skoro rząd nie kieruje do Sejmu projektów istotnych systemowo ustaw, posłowie dyskutują, wysłuchują informacji, zgłaszają pomysły… I tyle. Reprezentacja polityków w rankingu jest więc nader skromna. Senator Beata Małecka-Libera (trzecie miejsce), niżej – senator Agnieszka Gorgoń-Komor i europoseł Adam Jarubas. Tak się składa, zapewne nie jest to całkowitym przypadkiem, że cała trójka wyróżnionych skupia swoją aktywność przede wszystkim wokół zdrowia publicznego, które w Polsce ma ciągle status wyzwania, a nie jednoznacznej porażki.

Nie da się nie zauważyć zdominowania rankingu przez świat czystej, wysokiej, medycyny. Pierwsze dwa miejsca zajęli odpowiednio prof. Michał Grąt i prof. Mirosław Ząbek, których zasług i osiągnięć na polu transplantologii i neurochirurgii nie trzeba nawet przedstawiać. Lista w sumie dobrze oddaje rzeczywistość: jeśli system (ciągle, jeszcze) działa, to przecież nie dzięki decydentom i politykom, a raczej mimo nich. Jeśli działa, to przede wszystkim dzięki tym, którzy tworzą – na różnych szczeblach – medycynę. Wyróżnić, imiennie, można tylko promil promila, ale tak właśnie można czytać ten ranking: dzięki pracy profesjonalistów pacjenci są leczeni. To medycy, w swojej olbrzymiej większości wywierają pozytywny wpływ na rzeczywistość systemu i sprawiają, że ciągle działa.

Polska medycyna, w przeciwieństwie do polskiego systemu ochrony zdrowia, radzi sobie dobrze lub wręcz bardzo dobrze, choć systemowe perturbacje niewątpliwie ją w dużym stopniu ograniczają. Byłoby jednak szaleństwem zakładać, że tak może być w nieskończoność: dysfunkcje systemu w pewnym momencie stają się krytyczne. Systemu nie da się zmienić, poprawić, bez udziału polityków, decydentów.

Tu pojawia się, oczywiście, pytanie o sens apolityczności kierownictwa resortu zdrowia, która coraz bardziej przypomina nieśmieszny żart, a dosłownie za chwilę może zacząć uderzać w samego autora tego eksperymentu, czyli premiera.

Nota bene, choć „setkę” na przestrzeni ćwierć wieku otwierali i ministrowie zdrowia, i prezesi NFZ (ba, nawet Pierwsza Dama), znamienne jest, że nigdy – szef rządu. W którego rękach – w każdym rządzie – spoczywają przecież kluczowe decyzje.

Skoro zaś o decyzjach mowa. Wyniki głosowania kapituły są studnią bez dna, jeśli chodzi o interpretację poszczególnych nazwisk (jeszcze bardziej – braku nazwisk) i zajmowanych pozycji. Kto za wysoko? Kto za nisko? Dlaczego X a nie Y. Tylko w jednej sprawie kuluary są zgodne: politycy i decydenci zostali skarceni za bezdecyzyjność. Ileż można tkwić w zawieszeniu, czekając na konkrety? Ileż można słuchać obietnic i zapowiedzi?

Największy znak zapytania. Propozycje NFZ. To czasowa koincydencja, ale dzień po publikacji „setki” Narodowy Fundusz Zdrowia przeszedł do ofensywy, zapowiadając rewolucyjną zmianę w zasadach finansowania kosztochłonnych badań diagnostycznych. – To wprowadzenie limitów tylnymi drzwiami – komentował w rozmowie z nami dr n. med. Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Ale w ruchu Funduszu można odczytać coś więcej. Płatnik, tak samo jak interesariusze systemu, potrzebuje decyzji. Decyzji i ich realizacji. Luka w budżecie nie jest abstrakcją, zwłaszcza że są przesłanki każące przypuszczać, że „dosypywanie” pieniędzy z budżetu państwa może być trudniejsze niż do tej pory (a przecież zawsze było trudne). NFZ doskonale wie, że ma w swoim budżecie co najmniej kilka(naście) pozycji, w których wydatki są niepoliczalne – to, między innymi, świadczenia nielimitowane, ale też np. finansowanie bezpłatnych leków. To nie chodzi tylko o to, że wydatki na ten cel są bardzo wysokie. Ministerstwo Zdrowia jesienią zapowiadało wzięcie wydatków w karby, zracjonalizowanie listy, co pozwoliłoby zapanować nad dynamiką wzrostu wydatków. Bo osobnym problemem jest skala kosztów, osobnym – brak pewności, ile one wyniosą (a jest to wydatek, który płatnik reguluje w pierwszej kolejności). Był plan oszczędności (październik 2025), śladu po nim nie ma (marzec 2026), jest wyrwa w budżecie.

Ostatni krok Funduszu można więc interpretować – również – jako wołanie o decyzje. 800 mln zł oszczędności, jakie ma przynieść zmiana zasad finansowania TK, RM, kolonoskopiigastroskopii nie uratują budżetu płatnika. Ruch Funduszu kieruje uwagę (i niezadowolenie) interesariuszy na NFZ, choć decyzje, jakie on podejmuje, mają wymiar raczej techniczny. Bez decyzji, które mogą (muszą, powinny) zapaść znacznie wyżej, Fundusz stanie nie przed wyborem: płacić za nadwykonania świadczeń nielimitowanych pełną stawkę czy 40 proc. z dużym opóźnieniem, ale – za co nie płacić w ogóle. Bo co prawda NFZ zbankrutować nie może, ale może wpaść w taki korkociąg, że finansowa ziemia zacznie przybliżać się w zastraszającym tempie. Terrain ahead. Pull up!

Warte odnotowania. Przemysław Czarnek. Notowania PiS dołują, partia Jarosława Kaczyńskiego walczy o wyborców z dwoma Konfederacjami, trudno się dziwić, że prezes jako kandydata na premiera wskazał nie „gładkiego”, akceptowalnego dla zwolenników umiarkowanego centrum polityka z drugiego szeregu (takie były przewidywania), ale Przemysława Czarnka.

Donald Tusk powinien się dobrze zastanowić nad strategią, również w ochronie zdrowia. Może nawet przede wszystkim, bo jeden z pierwszych ciosów Czarnek wyprowadził właśnie w tę stronę, mówiąc o „piekle kobiet”, jakie rząd przygotował dla ciężarnych. – Dzisiaj to państwo Tuska i lewaczek od Czarzastego urządza w Polsce piekło kobiet. Piekło kobiet jest dzisiaj. Jak ma się zdecydować na dziecko kobieta, która wie, że będzie musiała rodzić na pogotowiu ratunkowym, w jakimś pokoju narodzin? – pytał retorycznie.

Można wyśmiewać przemówienie Czarnka. – Dzieci się rodzą wówczas, kiedy się promuje rodzinę, kiedy się promuje małżeństwo, kiedy się promuje kobietę, dba się o kobietę (...), kiedy kobiety czują się bezpiecznie, a nie są przedmiotem wykorzystywania i traktowania nie powiem jak, tylko są przedmiotem czci i szacunku, bo do tego zobowiązuje nas kultura chrześcijańska. To my kobietę, matkę Bożą, uczyniliśmy królową Polski. Wiemy, jak dbać o kobiety – zapewniał polityk, aż prosząc się, by ten fragment ilustrowały zdjęcia z wielotysięcznych demonstracji jesieni 2020 roku, ale też statystyki dotyczące narodzin, bo załamanie przyszło przecież dobrych kilka lat temu, nabrało dynamiki dokładnie w środku rządów PiS.

Komentatorzy mogą kpić, mogą przypominać fakty. Rząd nie może lekceważyć, a już na pewno – nie może podsuwać pretekstów do takiej narracji. A jeszcze nie było mowy o Czarnku, gdy pisaliśmy, że problem porodówek ma ogromny potencjał na polityczną katastrofę. Teraz ma jeszcze bardziej.

08.03.2026
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.