Ministerstwo Zdrowia wycofa się z planów zmian w ustawie o wynagrodzeniach minimalnych? Dyskusja otwierająca Kongres Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach uprawdopodabnia ten scenariusz. Jeśli nie będzie zmian w ustawie, w jaki sposób decydenci chcą hamować wzrost wydatków i zapanować nad finansami NFZ?
Fot. x.com/MZ_GOV_PL
- Kilka dni temu miała zapaść decyzja w sprawie wstrzymania prac nad projektem zmian w ustawie podwyżkowej. Podjąć ją miał premier
- Ustawy nie da się zmienić. Jest już po terminie, choć rząd miał na to 2,5 roku – wskazał prezes OZPSP
- Prezes NFZ nie ukrywał, że zmiany w ustawie podwyżkowej dla płatnika mają krytyczne znaczenie, bo w znaczący sposób ułatwiłyby stabilizowanie sytuacji finansowej
- Przypominanie, że wydajemy na zdrowie niemal najmniej w UE, jeśli chodzi o relację do PKB, nie dociera do opinii publicznej
- Ponad połowa respondentów w badaniu opinii publicznej poparła wprowadzenie maksymalnej kwoty wynagrodzenia w publicznym systemie ochrony zdrowia
- Prezes NRL zaznaczył, że dyskusja o wynagrodzeniach medyków jest tematem od lat obecnym w przestrzeni publicznej, który politycy animują, nastawiając obywateli przeciw konkretnym grupom zawodowym
Jak się dowiedzieliśmy, kilka dni temu miała zapaść decyzja w sprawie wstrzymania prac nad projektem zmian w ustawie podwyżkowej. Podjąć ją miał, jak wynika z naszych informacji, premier Donald Tusk. Powód jest oczywisty: scenariusz, w którym pracownicy ochrony zdrowia wychodzą na ulice, to łakomy kąsek dla opozycji. Politycy Koalicji Obywatelskiej muszą pamiętać, że jednym z krytycznych punktów kampanii 2015 roku był protest pielęgniarek, wykorzystany przez sztab Andrzeja Dudy, kierowany przez Beatę Szydło. Doświadczeń płynących z przeszłości nie można lekceważyć, nie tylko wtedy, gdy się jest historykiem, jak szef rządu. Dlatego, jak usłyszeliśmy, kwestia zmian w ustawie ma zostać „wygaszona”.
Sygnałów, że tak będzie, w ostatnich dniach nie brakowało, a kluczowa była wypowiedź minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy, która stwierdziła, że koszt realizacji ustawy podwyżkowej w obecnym kształcie w drugim półroczu 2026 roku wyniesie ok. 4,5 mld zł. To informacja, że MZ liczy się z koniecznością zrealizowania ustawy w jej minimalnym wariancie i będzie szukać pieniędzy na ten cel – jeśli nie w budżecie NFZ, to po stronie budżetu państwa, zapewne w części będącej w dyspozycji ministra zdrowia.
– Ustawy nie da się zmienić. Jest już po terminie, choć rząd miał na to 2,5 roku – mówił w czwartek w Katowicach podczas panelu otwierającego kongres Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych. Dyrektorzy szpitali powiatowych już 3 marca sygnalizowali „brak wiary” w nowelizację, przypominając o napiętych terminach, wynikających z ustawy. W kuluarach kongresu spodziewane fiasko prac nad projektem (sesja poświęcona wynagrodzeniom zaplanowana jest na piątek) było jednym z wiodących tematów rozmów, również w kontekście posiedzenia Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia, który zbierze się 16 marca.
Z drugiej strony prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Filip Nowak nie ukrywał podczas dyskusji, że zmiany w ustawie podwyżkowej dla płatnika mają krytyczne znaczenie, bo w znaczący sposób ułatwiłyby stabilizowanie sytuacji finansowej Funduszu, ale również budżetów podmiotów leczniczych.
Co z tym finansowaniem?
Zanim zaczęła się dyskusja, w której decydenci i interesariusze zadawali sobie wzajemnie pytania, organizatorzy przedstawili wyniki badania opinii publicznej na temat sytuacji w publicznym systemie ochrony zdrowia.
Na pytanie o potrzebę gruntownych zmian w systemie aż 85,4 proc. respondentów odpowiedziało twierdząco (52,4 proc. zaznaczyło w badaniu „tak”, 33 proc. „raczej tak”), a jedynie 8 proc. ankietowanych uważa, że takiej potrzeby nie ma.
Respondenci zostali zapytani o największy problem publicznego systemu – i, co ważne, mogli wskazać tylko jedną odpowiedź. Najwięcej wskazań otrzymało niewłaściwe zarządzanie systemem – tę opcję wybrało 25,2 proc. badanych. Na drugim miejscu znalazł się długi czas oczekiwania na świadczenia zdrowotne (21,6 proc.), konieczność ponoszenia prywatnych wydatków na leczenie (13,5 proc.) oraz niedostateczne finansowanie systemu (12,4 proc.). Co ciekawe, choć z nieco innym rozkładem wskazań, tak samo uszeregowali problemy systemu uczestnicy HCC, wśród których przeprowadzono ankietę.
Sądząc po rozkładzie głosów w dyskusji, to jednak kwestia finansowania czy kondycji finansowej systemu jest zdecydowanie kluczowym problemem. O kryzys finansowy i perspektywy jego rozwiązana pytała Dorota Korycińska, prezes Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej i Stowarzyszenia Neurofibromatozy Polska. O realizację zapowiedzi odwrócenia „skoku na kasę NFZ”, czyli powrotu finansowania części świadczeń do budżetu państwa – dr n. med. Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Temat bardziej sprawiedliwego rozłożenia ciężaru finansowania systemu ochrony zdrowia przez zmiany w składce zdrowotnej poruszył dr Jakub Kraszewski, dyrektor UCK w Gdańsku i Mariola Łodzińska, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Odpowiedzi?
Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec przypominał, że obecnie trwa dyskusja – przywołał tu m.in. projekt Lewicy dotyczący podatku zdrowotnego (nota bene, oficjalnie, ustami ministra finansów, praktycznie odrzucony przez rząd) – nad zmianami, których celem jest ustabilizowanie finansowania ochrony zdrowia i wypracowania modelu, który byłby przewidywalny i zapewniałby bezpieczeństwo płatnikowi i budżetowi państwa. Minister zdrowia, odpowiadając na pytanie dotyczące możliwości przejęcia finansowania np. ratownictwa medycznego przez budżet państwa przyznała, że taki krok (w przypadku przejęcia całego pakietu świadczeń) oznaczałby dla NFZ ulgę w wysokości ponad 10 mld zł, ale zaznaczyła, że obecnie dyskusja praktycznie nie ma już sensu, bo dotacja z budżetu państwa i tak znacząco przekracza ową kwotę (sęk w tym, że jesienią oraz w grudniu, podczas rządowego szczytu zdrowotnego, gdy padały te zapowiedzi, sytuacja pod względem dotacji była identyczna).
Jeśli chodzi o bardziej sprawiedliwe i solidarne rozłożenie obciążeń – również „trwa dyskusja nad modelem”. Dokąd ona doprowadzi? Odpowiedź również jest zaszyta w badaniach opinii publicznej: większość respondentów nie akceptuje zwiększenia składki zdrowotnej (blisko 60 proc. odpowiedzi negatywnych, niespełna 22 proc. akceptuje takie rozwiązanie). Również politycy, nie raz i nie dwa, deklarowali, że nie ma przestrzeni do podnoszenia składki zdrowotnej: zarówno ten przekaz, jak i powtarzanie tezy o rekordowych, gigantycznych nakładach na ochronę zdrowia najwyraźniej ukształtowało pogląd większości Polaków. Przypominanie, że wydajemy na zdrowie niemal najmniej w UE, jeśli chodzi o relację do PKB, nie dociera do opinii publicznej (oraz, co dziwniejsze, osób bezpośrednio zaangażowanych w system ochrony zdrowia).
Więc może jednak CAP?
– Jesteśmy dorośli. O tym, że środków w systemie ochrony zdrowia będzie o wiele więcej, możemy zapomnieć. Mamy do dyspozycji i możemy dzielić to, co jest w planie finansowym – podkreślał prezes NFZ Filip Nowak.
Jeśli nie ma mowy o znaczącym zwiększaniu nakładów, trzeba szukać oszczędności w kosztach.
W swoim badaniu, przeprowadzonym na reprezentatywnej grupie Polaków, „Rynek Zdrowia” zadał pytanie o wynagrodzenia personelu medycznego. Ponad połowa respondentów poparła wprowadzenie maksymalnej kwoty wynagrodzenia w publicznym systemie ochrony zdrowia, a przeciwko takiemu rozwiązaniu opowiada się tylko 20 proc. ankietowanych. Jeszcze większe poparcie dla tego rozwiązania odnotowano wśród osób, które wzięły udział w ankiecie eksperckiej.
Odwołując się do wyników badania i swoistego vox populi w sprawie ograniczeń wynagrodzeń, minister zdrowia pytała przedstawicieli dwóch samorządów największych zawodów medycznych, czy zaakceptowaliby ograniczenia – czy to w formie maksymalnych stawek dla poszczególnych zawodów, czy też – ograniczenia wydatków podmiotów leczniczych na koszty pracy (jako określony odsetek budżetu). Prezes Mariola Łodzińska przypomniała w tym kontekście, że ustawa podwyżkowa miała – jeśli chodzi o pielęgniarki – jasny cel: zatrzymanie je w kraju, a już na pewno w zawodzie. Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej skonstatował, że dyskusja o wynagrodzeniach medyków jest tematem od lat obecnym w przestrzeni publicznej, który politycy animują (z sukcesem), nastawiając obywateli przeciw konkretnym grupom zawodowym. – Wywołano ogromną emocję społeczną, jeśli chodzi o wynagrodzenia lekarzy – przyznał.
Głos zabrał również dr Kraszewski, który – wspierając pomysł wprowadzenia górnej granicy wydatków na wynagrodzenia w budżetach szpitali – równocześnie przypomniał, że koszty to nie tylko wynagrodzenia, a wzrost np. kosztów leków nie budzi tak ogromnych emocji.
W dyskusji o kosztach nie mogło zabraknąć również najbardziej gorącego wątku, czyli propozycji zmian w finansowaniu niektórych świadczeń w AOS. – Projekt zarządzenia zmienia wszystko. NFZ może mówić, że nie wprowadza limitów, bo limitować będą świadczeniodawcy – stwierdził Waldemar Malinowski, odnosząc się do przekazanego już do konsultacji zarządzenia dotyczącego nowych zasad finansowania nadwykonań nielimitowanych badań TK, RM, gastroskopii i kolonoskopii.