Wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka unikała w piątek jasnej odpowiedzi na pytanie o „plan B” resortu zdrowia na wypadek fiaska prac nad ustawą podwyżkową, przypominając, że w poniedziałek zbiera się Zespół Trójstronny ds. Ochrony Zdrowia. Jego członkowie nie zostawiają na resorcie suchej nitki.
Fot. x.com/MZ_GOV_PL
- MZ zapewniało, że nie chce obniżać pensji pracownikom medycznym ani odbierać im podwyżek, celem nie jest też proste szukanie oszczędności, ale optymalizacja i racjonalizacja polityki płacowej w wieloletniej perspektywie
- Choć jeszcze kilkanaście dni temu wiceminister zdrowia zapewniała publicznie, że prace legislacyjne nad ustawą uda się zakończyć w ten sposób, by weszły w życie przed 1 lipca, w piątek tej deklaracji nie powtórzyła
- Wiceprezes NFZ zaznaczył, że gdy politycy podejmowali decyzje w 2022 r., wygenerowali potężne obciążenia dla płatnika, nie wskazując źródeł ich finansowania
- Wariant minimalny rekomendacji NFZ szacuje na ok. 4,5 mld zł, ale to ciągle wariant optymistyczny, zakładający, że Fundusz będzie miał te pieniądze i będzie mógł rekomendację wdrożyć
- Dyskusja wyraźnie się zaostrzyła, gdy głos zabrali przedstawiciele środowisk pracowniczych
– To już nie chodzi tylko o wynagrodzenia. Wy po prostu nic nie robicie – grzmiała, podczas sesji poświęconej wynagrodzeniom w drugim dniu Kongresu Wyzwań Zdrowotnych pod adresem wiceminister Kęckiej Maria Ochman.
Sesję poprzedziła rozmowa z Katarzyną Kęcką, którą wiceminister rozpoczęła od zapewnienia, że resort zdrowia nie chce obniżać pensji pracownikom medycznym ani odbierać im podwyżek, celem nie jest też proste szukanie oszczędności, ale optymalizacja i racjonalizacja polityki płacowej w wieloletniej perspektywie, obliczonej nawet na kilkanaście lat. – System potrzebuje kadr i wynagrodzenia są inwestycją w kadry, ale potrzebuje też zabezpieczyć potrzeby zdrowotne obywateli – podkreślała. W jej ocenie system wynagrodzeń musi zapewnić sprawiedliwe i równe wynagrodzenia, przewidywalność rozwiązań i obciążeń dla pracodawców i płatnika oraz bezpieczeństwo zdrowotne dla obywateli, czyli dostępność świadczeń zdrowotnych. – Musimy znaleźć balans. Chodzi o osiągnięcie równowagi w tej delikatnej materii – zapewniała.
Ale choć jeszcze dosłownie kilkanaście dni temu wiceminister zdrowia zapewniała publicznie, że prace legislacyjne nad ustawą uda się zakończyć w ten sposób, by weszły w życie przed 1 lipca, w piątek tej deklaracji nie powtórzyła. – To się okaże 16 marca, poczekajmy do poniedziałku – odpowiadała na każde pytanie, odnoszące się do konkretów. W poniedziałek zbierze się Zespół Trójstronny i tam ma się wszystko wyjaśnić.
Katarzyna Kęcka jednocześnie przypomniała, że ustawa podwyżkowa miała być pierwotnie incydentalna, to zostało zmienione w 2022 roku, kiedy trzeba było zatrzymać medyków w systemie publicznym, a teraz wymaga przedefiniowania. „Plan B”, jak przyznała, oznacza konieczność poniesienia obciążeń finansowych przez NFZ, który… nie ma pieniędzy.
– Mamy obecny stan prawny i to jest jedyna dana, której jesteśmy pewni – przyznał wiceprezes NFZ Jakub Szulc, pytany o „plan B”. – Znany jest wskaźnik wzrostu wynagrodzeń. NFZ jest tylko wykonawcą decyzji, które przygotuje AOTMiT i zaakceptuje minister zdrowia – przypomniał.
Jednocześnie Szulc zaznaczył, że gdy politycy podejmowali decyzje w 2022 roku, wygenerowali potężne obciążenia dla płatnika, nie wskazując źródeł ich finansowania. Skala obciążeń zaś z roku na rok wzrasta. – W 2025 roku było to 58 mld zł (skumulowany koszt podwyżek od 2022 roku – red.), ale w 2026 roku to może być już ponad 70 mld zł. To jedna trzecia całego budżetu Funduszu – wskazywał Szulc, przypominając, że w OSR dołączonym do projektu nowelizacji jej koszt oszacowano na… zero złotych. Co więcej, jak przyznał, w tej chwili Fundusz uwzględnia w luce finansowej (23 mld zł) koszt realizacji ustawy podwyżkowej, ale w jej minimalnym wariancie, czyli wyłączne pracowników etatowych do wysokości wynagrodzeń minimalnych. – Ten wariant wywoła niezadowolenie świadczeniodawców – powiedział.
Wariant minimalny rekomendacji NFZ szacuje na ok. 4,5 mld zł, ale jak powiedział Szulc, to ciągle wariant optymistyczny, zakładający, że Fundusz będzie miał te pieniądze i będzie mógł rekomendację wdrożyć. – NFZ musi te pieniądze otrzymać. Jeśli ich nie dostanie, nie będzie w stanie zrealizować rekomendacji. To jednak nie spowoduje, że zniknie obowiązek podwyższenia wynagrodzeń, bo on, zgodnie z ustawą, spoczywa na dyrektorach podmiotów leczniczych – przypomniał.
Dyskusja wyraźnie się zaostrzyła, gdy głos zabrali przedstawiciele środowisk pracowniczych. Tomasz Dybek, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Fizjoterapii, pytał prezesa AOTMiT, czy otrzymał zgodę na zbieranie danych na temat kontraktów w powiązaniu z PWZ. Daniel Rutkowski, odnosząc się do pytania, przypomniał, że Agencji takie dane do przygotowywania rekomendacji nie są potrzebne. – Do tego, by je pozyskiwać, potrzebne są zmiany ustawowe. Choć w tej sprawie jest konsensus, że pozyskanie danych byłoby istotne dla celów analitycznych, nie ma żadnego projektu zmian w przepisach – powiedział.
Tomasz Dybek przypomniał więc, że w połowie 2025 roku strona społeczna porozumiała się z Ministerstwem Zdrowia, że rozmowy na temat zmian w ustawie o wynagrodzeniach minimalnych będą powiązane z pracami nad zmianami zasad dotyczących kontraktów, przede wszystkim lekarskich. Odpowiedź Danela Rutkowskiego potwierdza zaś, że w tej sprawie MZ nic nie zrobiło. – Od pół roku o planach resortu dowiadujemy się z zamieszczanych w mediach społecznościowych rolek. Tak nie wygląda dialog z ludźmi, którzy jeszcze kilka lat temu zarabiali minimalną krajową. Teraz zapewne 16 marca usłyszymy, że decyzji w sprawie ustawy podwyżkowej nie podjął resort, tylko Zespół Trójstronny – mówił wzburzony.
Maria Ochman, przewodnicząca NSZZ Solidarność Ochrony Zdrowia, podkreśliła, że nie jest zdziwiona uchylaniem się od odpowiedzi na konkretne pytania przez wiceminister zdrowia. – My tak mamy już od kilku lat – powiedziała. – Od trzech lat nie dostaliśmy żadnej propozycji ze strony ministerstwa. Ustawa o wynagrodzeniach minimalnych powstała za czasów ministra Konstantego Radziwiłła, który wiedział, że to jest cena spokoju społecznego – przypomniała, dodając, że spokój był. – Ale to się zmieni. I nie chodzi w tej chwili tylko o wynagrodzenia. Chodzi o to, że wy nic nie robicie – mówiła Ochman, przywołując wypowiedzi dyrektorów szpitali z sesji poświęconych m.in. restrukturyzacji szpitalnictwa.
Ochman nie kryła też rozgoryczenia atmosferą i narracją wokół ustawy. – Pisaliśmy nowelizację z ministrem Adamem Niedzielskim i prezesem NFZ Filipem Nowakiem. Teraz prezes Nowak jest po drugiej stronie. Uważa, że ustawa jest zła i wzywa minister zdrowia do odwagi – wytykała, podobnie jak Dybek, przypominając o podpisanym przez MZ porozumieniu z 31 lipca, w którym mowa była o zmianach w umowach cywilnoprawnych jako warunku rozmów na temat zmian w ustawie. – Łatwo jest być odważnym wobec słabszych. Nie było odwagi w izbie lekarskiej – przypominała, nawiązując do wycofania się przez MZ z zapowiedzi wprowadzenia ograniczeń wysokości kontraktów jesienią 2025 roku na posiedzeniu NRL.
Ochman odniosła się do pojawiających się komentarzy ze strony przedstawicieli resortu na temat planowanych protestów pracowniczych. – Słyszymy, że będą „śmieszne”. Może będą, muszą być adekwatne do poziomu prezentowanego przez Ministerstwo Zdrowia.
Do protestów nawiązała też Krystyna Ptok, przewodnicząca OZZPiP, która przypomniała protesty pielęgniarek z 2007 i 2015 roku. Obydwa miały miejsce niedługo przed wyborami i wywarły wpływ na ich wyniki. Tak jak pisaliśmy w czwartek, premier Donald Tusk i jego współpracownicy nie chcą powtórki, dlatego – jak wynika z naszych informacji, które potwierdza coraz większa liczba sygnałów z toczonych, między innymi w Katowicach, dyskusji – prace nad nowelizacją ustawy podwyżkowej zostaną prawdopodobnie wstrzymane lub odłożone.