Zwiększyliśmy finansowanie w warunkach braku wzrostu finansowania. Wiem, że brzmi to absurdalnie – mówił w minionym tygodniu wiceprezes NFZ. W tym zdaniu zawiera się diagnoza problemu, jaki stworzono iluzją „gigantycznego wzrostu nakładów na zdrowie”. W ściśle określonych ramach czasowych, czyli latach 2022-2023. Choć od 2023 roku iluzja była podtrzymywana.

Fot. Adobe Stock
Największy „sukces”. Polacy o problemach ochrony zdrowia. Mniej więcej co ósmy z nas uważa, że podstawowym wyzwaniem w systemie ochrony zdrowia jest jego finansowanie. To dopiero czwarty w kolejności problem do rozwiązania (po, „złym zarządzaniu”, „długich kolejkach” i „konieczność ponoszenia prywatnych wydatków na leczenie”). Tak jakby przynajmniej ostatnie dwa nie były ściśle związane i nie wynikały wprost z niskiego finansowania, a i pierwszy – najbardziej „hasłowy”, bo, umówmy się, jak dużo przeciętny Kowalski wie o zarządzaniu, miał silne powiązanie z finansami, które znacząco warunkują możliwości zarządcze, przede wszystkim na poziomie mikro. Co ciekawe, a raczej wstrząsające, podobny rozkład opinii zaprezentowali przebadani na szybko uczestnicy Kongresu Wyzwań Zdrowotnych. Niejako dla kontrastu eksperci występujący w panelach „systemowych” rozmawiali może nie jedynie, ale przede wszystkim o pieniądzach, co najwyżej dodając, że nawet znaczące zwiększenie finansowania bez innych zmian w systemie nie przyniosłoby poprawy. Co nie jest tezą karkołomną.
„Na szczęście” tego nie przetestujemy, bo żadnego znaczącego zwiększenia finansowania nie będzie. Politycy – wszystkich opcji, ale rozliczani są przede wszystkim aktualnie sprawujący władzę – zasługują na standing ovation, burzę braw za wybitnie udaną kampanię dezinformacyjną na temat „gigantycznych nakładów”, „rekordowo wysokich środków”, „historycznie wysokiego finansowania ochrony zdrowia”. Naprawdę się udało.
Liczby i dane nie mają żadnych szans. Skutecznie zablokowano percepcję oczywistych faktów, że nawet jeśli przyjmiemy w dobrej wierze, że na zdrowie ze środków publicznych wydajemy 6,1 proc. PKB i to jest znacząco więcej niż jeszcze dziesięć lat temu, gdy było to 4,5 proc. PKB, to nasi sąsiedzi Czesi wydają 8 proc. PKB (publicznych środków). I tam rzeczywiście kolejki są akceptowalne społecznie (tzn. prawie ich nie ma), a obywatele z prywatnych usług korzystają tylko w naprawdę niewielkim zakresie. Kraj, który jest dwudziestą gospodarką świata, pod względem publicznych nakładów na zdrowie dopiero niedawno awansował z absolutnego końca zestawienia UE przesuwając się bliżej środka końca stawki.
A skąd zastrzeżenie dotyczące przyjmowania w dobrej wierze 6,1 proc. PKB? Ten poziom został osiągnięty wyłącznie dzięki konieczności realizacji ustawy podwyżkowej w jej maksymalnym wariancie. Koszty systemu poszybowały (ponad jego możliwości), ale politycy chcieliby, by wróciły na miejsce. Może nie do 4,5 proc. PKB, ale zbić je poniżej 6 proc.? Warto próbować. Albo przynajmniej utrzymać na tym poziomie…
Największy brak zaskoczenia. Ustawa podwyżkowa. Dyskusję na ten temat w ostatnich dniach sponsorowała cyfra 0, bo wiceprezes NFZ Jakub Szulc przypomniał (wyciągnął z mroków wygodnej niepamięci), że ocena skutków regulacji nowelizacji ustawy z 2022 roku przewidywała koszt realizacji nowych przepisów na okrągłe zero złotych. – Pisaliśmy tę ustawę z ministrem Adamem Niedzielskim, z prezesem Filipem Nowakiem – kontynuowała „wypominki” przewodnicząca NSZZ Solidarność Maria Ochman, podając niejako na tacy nazwiska osób, które (wbrew logice) akceptowały zerowy koszt ustawy podwyżkowej, która – jak precyzował Szulc – w ubiegłym roku kosztowała NFZ 58 mld zł (skumulowany koszt podwyżek od 2022 roku), a w tym roku, jeśli przepisy się nie zmienią, będzie kosztować 72 mld zł, czyli jedną trzecią obecnego budżetu płatnika.
W dyskusji, a raczej w dyskusjach, bo temat ustawy o minimalnych wynagrodzeniach pojawiał się równie często jak motyw finansowania systemu, dominował pogląd, że przepisy się nie zmienią, na pewno zaś nie zmienią się w tym roku, co może stonować nastroje po stronie pracowniczej, ale gwarancji nie ma, bo z przyczyn oczywistych, które Jakub Szulc streścił w znamiennych słowach „zwiększyliśmy finansowanie w warunkach braku wzrostu finansowania, wiem że to brzmi absurdalnie…” decydenci będą podejmować inne kroki, żeby stabilizować finanse. I takiej realizacji ustawy, do jakiej przyzwyczaili się pracownicy i świadczeniodawcy, nie będzie.
Co będzie? Odpowiedzialna za prace nad nowelizacją ustawy wiceminister Katarzyna Kęcka w miniony piątek odpowiedzi udzielić nie chciała, każąc czekać na nią do 16 marca, do spotkania Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia. Do jutra.
Największy znak zapytania. Co z tą refundacją? Kwietniowe rozszerzenie listy refundacyjnej trzeba uznać za raczej skromne, ale zapowiedzi są więcej niż optymistyczne. Bo trwają prace nad nową „Polityką Lekową”, nad ustawą o receptach i nad nowelizacją ustawy refundacyjnej. Te ostatnie trwają już dosyć bardzo długo, zapowiedzi finalizacji było sporo, ostatnia głosi, że w końcową fazę prac legislacyjnych projekt wejdzie w drugim kwartale roku.
Czy napięty budżet NFZ jest przyczyną dość małej liczby nowych terapii, jakie pojawiają się na liście? Gdy Federacja Przedsiębiorców Polskich sugeruje zawieszenie z urzędu postępowań refundacyjnych do czasu ustabilizowania finansów płatnika, Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że pieniądze są, trzeba tylko „racjonalizacji i optymalizacji wydatków”. Ale gdy kilka miesięcy temu przedstawiono pomysł na taką racjonalizację odnośnie do list leków bezpłatnych (miały przynieść oszczędności rzędu 1,5 mld zł, co wyliczyła w liście do ministra finansów szefowa resortu zdrowia), resort i rząd natychmiast się z tego wycofał, a obecny przekaz i wyjaśnienie dokonywanych przeglądów wykazów leków bezpłatnych koncentruje się na chęci ich rozszerzania w celu znalezienia niezaspokojonych potrzeb zdrowotnych.
Aż chciałoby się zacytować: „wiem, że brzmi to absurdalnie…”, choć oczywiście nie z takimi zwrotami akcji można sobie poradzić. Gdyby zracjonalizować wydatki obecnych list i znaleźć oszczędności, można byłoby na listy wciągnąć, już według zracjonalizowanych zasad, nowe leki… Choć warto pamiętać, że w przypadku najszerszego wykazu, dla seniorów, na liście jest 95 proc. leków objętych refundacją, o czym przy każdej okazji resort zresztą przypomina.
Warte odnotowania. Przyszłość programu in vitro. „In vitro jest w Polsce legalne i takie pozostanie. Wiemy jednak, że to zapaści demograficznej nie rozwiąże. Pieniądze z budżetu powinny być przeznaczane przede wszystkim na kompleksowy program prorodzinny, który wykreuje modę na dzieci. Musimy postawić na promocję rodziny”. Przemysław Czarnek, przynajmniej w obszarze zdrowia reprodukcyjnego kobiet, daje rządowi Donalda Tuska przysłowiowe fory.
W ostatnich tygodniach wokół programu finansowania in vitro zrobiło się, mówiąc oględnie, nieciekawie i wydawało się, że ten niewątpliwy sukces znienacka wejdzie na drogę prowadzącą do, powiedzmy, braku sukcesu, a tu pojawia się pomocna dłoń w postaci deklaracji politycznej „kandydata na premiera”, żeby do finansowania programu Polki i Polacy się nie przywiązywali. Kilkaset milionów (!) złotych rząd Czarnka przeznaczy bowiem na promocję rodziny i kreowanie mody na dzieci.
Doświadczenie w tej sprawie już przecież rządy PiS mają, by przypomnieć tylko nieodżałowanej pamięci spot reklamowy o królicz(n)ej rodzinie. Nie pamiętają państwo? – Kto jak kto, ale my, króliki, wiemy, jak zadbać o liczne potomstwo (...). Jeśli chcesz kiedyś zostać rodzicem – weź przykład z królików. Wiem, co mówię, ojciec miał nas 63” – mówił królik, bohater spotu przygotowanego przez resort zdrowia. Kampania kosztowała blisko 3 mln złotych, promowała naturalne metody poprawiania płodności (zdrowe odżywianie, brak stresu, sport etc.) i była jednym z budzących wiele wątpliwości (eufemizm) działań podjętych w ramach Narodowego Programu Zdrowia.
Przypominanie, że celem programu finansowania in vitro na żadnym etapie nie była (i nie jest) poprawa wskaźników demograficznych, byłoby poniżej poziomu. Rząd dostał prezent czy też możliwość oddania rzutu wolnego z najdogodniejszej pozycji. Pytanie, czy będzie umiał to wykorzystać, pozostaje otwarte.