Coraz goręcej wokół zapowiadanych przez NFZ zmian w finansowaniu niektórych świadczeń zdrowotnych. W czwartek rano MZ odpierało zarzuty opozycji dotyczące ograniczeń dostępności leczenia. Na popołudnie zaplanowano spotkanie „na najwyższym szczeblu”, od przebiegu którego może zależeć również przyszłość minister zdrowia.

Fot. Adobe Stock
- Rząd jest pod presją, z jednej strony opozycji, z drugiej – przedstawicieli pacjentów, z trzeciej – profesjonalistów medycznych
- Do NIL docierają doniesienia m.in. z poradni endoskopowych, które już wyczerpały limit lub wyczerpią go lada moment i będą musiały podjąć decyzję o ograniczeniu czasu pracy
- Zdaniem samorządu w obecnej sytuacji „mniejszym złem” od obecnej propozycji NFZ byłoby nawet ścięcie wycen
- Posłowie PiS pytali, czy MZ przygotowuje poradnik dla pacjentów „Ratuj się, kto może”, z adresami prywatnych klinik i podmiotów leczniczych
- PiS wytknęło też rządowi, że przed wyborami KO obiecywała wręcz zniesienie limitów, również na lecznictwo szpitalne
Tak jak pisaliśmy w weekendowym „Studium kryzysu”, Prawo i Sprawiedliwość bardzo mocno rozważa wniosek o wotum nieufności w stosunku do Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Celem nie jest tyle jej odwołanie, ile wykorzystanie możliwości do „zgrillowania” premiera i zmuszenie Donalda Tuska, by bronił swojej współpracownicy. Gdyby scenariusz ułożył się tak, jak w przypadku poprzedniczki, Izabeli Leszczyny, PiS upiekłby jeszcze jedną pieczeń na tym samym ogniu, blokując – na dobrych kilka miesięcy – możliwość odwołania Sobierańskiej-Grendy. To jednak wcale nie musi się sprawdzić, Tusk – i cały rząd – jest w zupełnie innej sytuacji niż pod koniec 2024 roku, gdy Sejm odrzucał wniosek PiS w sprawie Leszczyny (Tusk zmiany w resorcie zdrowia dokonał dopiero ponad pół roku później). Trudno w tej chwili wykluczyć, że decyzje personalne przyspieszą.
NIL: „Nie” dla medycyny oszczędności
Rząd jest pod presją, z jednej strony opozycji, z drugiej – przedstawicieli pacjentów, z trzeciej – profesjonalistów medycznych. W czwartek przed południem swój sprzeciw wobec planów NFZ wyrazili przedstawiciele samorządu lekarskiego, którzy nie mają wątpliwości, że cięcia proponowane przez NFZ oznaczają gwałtowne pogorszenie dostępności świadczeń dla pacjentów. W ich ocenie argument płatnika, że chodzi o możliwość renegocjowania kontraktów lekarskich, jest nietrafiony, bo udział wynagrodzenia lekarza w wycenie świadczenia w tych obszarach wynosi 25-30 proc., zaś Fundusz chce „przyciąć” cenę za nadwykonania o 60 proc.
– Dyrektorzy nie będą renegocjować kontraktów lekarskich, po prostu zatrzymają wykonywanie świadczeń – mówił Jakub Kosikowski, rzecznik prasowy NIL. Izba lekarska ma już pierwsze doniesienia m.in. z poradni endoskopowych, które już wyczerpały limit lub wyczerpią go lada moment i będą musiały podjąć decyzję o ograniczeniu czasu pracy, bo przyjmować zamierzają tylko pacjentów z kartą DiLO i innych, za których Fundusz musi nadal płacić 100 proc. wartości świadczenia. To najczęściej podmioty prywatne, które nie będą się zadłużać wiedząc, że pieniędzy nie odzyskają.
Niepożądanym skutkiem zmian będzie też, w ocenie lekarzy, wzrost liczby zbędnych hospitalizacji. Jak mówili, przez kilka ostatnich lat nie trzeba było pacjenta „kłaść” do szpitala, by w miarę sensownym czasie mógł mieć wykonane badanie. Teraz, w ich ocenie, nastąpi powrót do hospitalizacji diagnostycznych, które przed pandemią były prawdziwą plagą.
Jeśli NFZ musi oszczędzać, powinien to zrobić z głową, przeszacowując poszczególne wyceny. Tak, by te, które „opłacają się za bardzo”, urealnić, ale też podnieść wyceny tych świadczeń, które od lat są niedoszacowane, co generuje patologiczne sytuacje, w których część pacjentów – na przykład internistycznych, pediatrycznych czy geriatrycznych – szpitalom się nie opłaca. Ale zdaniem samorządu w sytuacji, w jakiej jesteśmy, „mniejszym złem” od obecnej propozycji NFZ byłoby nawet ścięcie wycen (choć to również miałoby negatywne skutki). Nie powodowałoby natomiast automatycznej blokady u świadczeniodawców, która po wyczerpaniu kontraktu odetnie część pacjentów od świadczeń.
PiS: Gdzie poradnik „Ratuj się kto może”?
Temat planowanego zarządzenia Prezesa NFZ zmieniającego sposób finansowania nadwykonań w diagnostyce kosztochłonnej AOS (konsultacje się zakończyły, zarządzenie nie jest jednak jeszcze podpisane, choć ma wejść w życie z terminem obowiązywania od 1 stycznia 2026 roku) oraz zapowiadanych innych zmian (w tym zmian rozliczeń w całej AOS) pojawił się w ramach pytań bieżących na plenarnym posiedzeniu Sejmu. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości pytali, czy MZ już przygotowuje poradnik dla pacjentów „Ratuj się, kto może”, z adresami prywatnych klinik i podmiotów leczniczych. PiS skoncentrowało się właśnie na możliwym przepływie pacjentów do prywatnego sektora – nie bez powodu, od dawna posłowie PiS (oraz partii Razem) twierdzili, że oszczędności w sektorze publicznym mają skutkować faktyczną prywatyzacją czy też wzmocnieniem sektora prywatnego.
Czesław Hoc przypominał, że do wielu świadczeń już wcześniej pacjenci oczekiwali w długich kolejkach, teraz zaś terminy mogą się wydłużyć tak, że świadczenia staną się w praktyce nieosiągalne. – Przeraża to, że ograniczacie diagnostykę obrazową, czyli tomografię komputerową, rezonans magnetyczny, kolonoskopię i gastroskopię. To jest igranie ze zdrowiem i życiem pacjentów. Opóźnione rozpoznanie np. choroby nowotworowej ma olbrzymie konsekwencje. Wszystko to przeraża, jest to bardzo bolesne, bo będzie się łączyć z utratą wydolności szpitali, a jednocześnie z brakiem poczucia bezpieczeństwa zdrowotnego, które konstytucja nam gwarantuje – przypominał.
PiS wytknęło też obecnemu rządowi, że przed wyborami Koalicja Obywatelska obiecywała wręcz zniesienie limitów, również na lecznictwo szpitalne. – Minister Maciej Berek mówi, że nie jest uczciwe płacenie szpitalom 100 proc. za nadwykonania, bo tak się nie umawiano z NFZ-em. Z kim się państwo w ogóle umawiali? Z NFZ-em czy z Polakami? Bo z tego wynika, że Polak ma chorować w limicie, a jak zachoruje za późno, jak limit się skończy, to co? Ma poczekać do przyszłego roku? Może za kilka lat? A może nie doczekać? – pytała Wioletta Kulpa, domagając się odpowiedzi, „która Platforma jest prawdziwa, ta z kampanii, czy ta dzisiejsza”.
Ale dostało się nie tylko politykom KO. – Powiedzcie uczciwie, czy oszukaliście Polaków? Czy państwo polskie już nie jest w stanie leczyć swoich obywateli? Bo jeśli pacjent ma się zmieścić w limicie, to znaczy, że system już nie działa. A gdzie są jego składki? Gdzie podziały się jego pieniądze? Może wystawi wam fakturę, którą również ochoczo w czasie kampanii wyborczej obiecywał pan Kosiniak-Kamysz – mówiła nawiązując do pomysłu Trzeciej Drogi z czasów kampanii, żeby NFZ finansował Polakom koszt prywatnych wizyt, jeśli na świadczenie „na NFZ” musieliby czekać zbyt długo.
MZ: Pacjenci są i będą bezpieczni. Chodzi o stabilność systemu
Stając w obronie ministra Macieja Berka wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski przypominał, że piętnowana przez PiS wypowiedź „dotyczyła wyłącznie wyjaśnienia zasad zawierania i rozliczania umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej, a nie oceny moralnej tych świadczeń”. – Pragnę również z całą mocą podkreślić, że pacjenci są i będą bezpieczni. Proponowane zmiany nie dotyczą dzieci i młodzieży do 18. roku życia, pacjentów onkologicznych – zarówno na etapie diagnostyki, jak i leczenia z kartą DiLO – oraz osób objętych programem profilaktyki raka jelita grubego – tłumaczył wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski, dowodząc, że zmiany mogą wręcz ułatwić szybsze wykonywanie procedur na ścieżce onkologicznej.
Powodem zmian jest bardzo trudna sytuacja finansowa NFZ: mimo rekordowych nakładów (budżet płatnika to ponad 217 mld zł) rekordowa jest też luka – 23 mld zł, a zrównoważenie finansów utrudnia przede wszystkim obowiązujący od 2022 roku kształt ustawy podwyżkowej.
Maciejewski przypomniał, że płacenie za świadczenia wykonane ponad limit stawką degresywną było normą (choć nie w przypadku świadczeń nielimitowanych), ale zaznaczył, że zmiany są wciąż na etapie analiz i nie stanowią jeszcze obowiązującego prawa. – Celem proponowanych rozwiązań ma być dostosowanie możliwości NFZ do realnych możliwości finansowych, tak aby system pozostał stabilny – podsumował.