Nawet co drugi pacjent nie stosuje się do zaleceń lekarskich. Powody są bardzo różne i często nie są kwestią złej woli czy lekceważenia, ale braku świadomości a nawet możliwości przestrzegania tego, co chory słyszy w gabinecie.
Dr hab. Maciej Niewada. Fot. PTFe
- Nie będzie efektu w postaci poprawienia adherencji bez poprawy komunikacji ze strony profesjonalistów medycznych
- Szacuje się, że w Europie rocznie z powodu non-adherence umiera nawet 200 tys. osób. Nieprzestrzeganie zaleceń terapeutycznych generuje koszty sięgające 125 mld euro
- Adherencja nie jest problemem pojedynczego pacjenta i lekarza, ale ważnym miernikiem efektywności całego systemu ochrony zdrowia
- Brak adherencji powinien być traktowany jako pełnoprawny czynnik ryzyka zdrowotnego, na równi choćby z paleniem papierosów
Podczas piątkowej konferencji zorganizowanej w Warszawie z okazji II Światowego Dnia Adherence przez Polskie Towarzystwo Nadciśnienia Tętniczego oraz THINKTANK nie brakowało istotnych dyskusji i płynących z nich wniosków, ale momentem, który zdecydowanie ma szansę zapaść w pamięć uczestników, był krótki film z wypowiedziami pacjentów, rzucający światło na to, dlaczego nie stosują się do zaleceń lekarskich – zarówno dotyczących przyjmowania leków, jak i choćby zmiany nawyków żywieniowych czy szerzej, dotyczących całego stylu życia.
Pacjenci w różnym wieku – od osób młodych (u nich w sposób szczególny adherencja, zwłaszcza w zakresie leków, stanowi wyzwanie), podkreślających, że czują się doskonale, a jeśli nawet mają dolegliwości, to na przykład „przez stres w pracy”, po seniorów – gdzie spektrum powodów non-adherence jest znacznie szersze: ktoś nie miał za co wykupić leków, ktoś zapomniał o realizacji recepty przed tym, jak leki się skończyły, ktoś usłyszał od sąsiadki, że raz na jakiś czas dobrze jest zrobić lekowy detoks. Jedna z bohaterek klipu niewiele zrozumiała z tego, co lekarz mówił, bo mówił o wiele za szybko i używając nieznanych jej sformułowań, inna nawet nie była w stanie usłyszeć słów lekarza, a jeszcze inną słowa medyka głęboko dotknęły.
Film pokazywał tylko reakcje pacjentów, ale uczestnicy dyskusji nie mieli wątpliwości: nie będzie efektu w postaci poprawienia adherencji, bez poprawy komunikacji ze strony profesjonalistów medycznych (nie tylko lekarzy). Ale też – bez zwiększenia wiedzy, poziomu edukacji zdrowotnej całego społeczeństwa, bo to ona warunkuje, w ogromnym stopniu, czy pacjenci zrozumieją przekazywane im przez medyków treści.
Fakt, że nawet połowa pacjentów z chorobami przewlekłymi nie stosuje się do zaleceń terapeutycznych ma oczywiste konsekwencje: pogorszenie wyników leczenia, zwiększenie ryzyka powikłań – w przypadku chorób układu krążenia w grę wchodzą np. incydenty sercowo-naczyniowe, udary mózgu czy zawały serca, wyższa śmiertelność. Szacuje się, że w Europie rocznie z powodu non-adherence umiera nawet 200 tys. osób. To wszystko ma też wymiar ekonomiczny: w skali Europy nieprzestrzeganie zaleceń terapeutycznych generuje koszty sięgające 125 mld euro. Dr hab. n. med. Maciej Niewada z Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego podkreślał, że nawet niewielka zmiana w postaci poprawienia adherencji pojedynczego pacjenta może przynosić oszczędności. Skala strat wynikających z nieprzestrzegania zaleceń tylko w Polsce może sięgać około 6 mld euro.
Dlatego nie ma wątpliwości: adherencja nie jest problemem pojedynczego pacjenta i lekarza, ale ważnym miernikiem efektywności całego systemu ochrony zdrowia. Wielokrotnie przypominano, że nawet najlepsze terapie nie przynoszą efektów, jeśli nie są regularnie stosowane, jeśli pacjent modyfikuje dawki lub przyjmuje leki w sposób nieprawidłowy.
W ocenie ekspertów proces terapeutyczny najczęściej przebiega prawidłowo na etapie diagnozy i wdrożenia leczenia, natomiast ulega dekompresji na etapie kontynuacji terapii, monitorowania efektów oraz wsparcia pacjenta w długim okresie. Tu niebagatelną, negatywną rolę odgrywa czas, jaki lekarz może poświęcić pacjentowi – nie chodzi tylko o czas wizyty (choć on też może być problemem), ale też obciążenia biurokratyczne. Szwankują, ciągle – koordynacja opieki i edukacja pacjentów, co skutkuje brakiem zrozumienia celu terapii i długoterminowych korzyści, jakie przynosi, jeśli jest prawidłowo prowadzona, czego fundamentalnym elementem jest przestrzeganie zaleceń.
Brak adherencji, jak wskazywano podczas dyskusji, powinien być wręcz traktowany jako pełnoprawny czynnik ryzyka zdrowotnego, na równi choćby z paleniem papierosów. W sytuacji, gdy pacjent nie przyjmuje zaleconych leków (i nie przyjmuje ich zgodnie z zaleceniami), nawet najbardziej trafne decyzje lekarskie i najlepsze przepisane leki tracą swoje znaczenie, bo „tabletki, których nie zażyto, nie działają”.
W ramach konferencji podsumowano działania podjęte w ciągu ostatniego roku, czyli od pierwszej edycji Światowego Dnia Adherence. Najważniejszym było powołanie Parlamentarnego Zespołu ds. Adherencji, który stworzył pole współpracy pomiędzy środowiskami eksperckimi a decydentami. W ramach jego prac zidentyfikowano kluczowe bariery systemowe oraz wypracowano rekomendacje dotyczące m.in. monitorowania adherencji, edukacji zdrowotnej oraz rozwoju opieki koordynowanej i farmaceutycznej. Inicjatorka i przewodnicząca zespołu, senator dr Beata Małecka-Libera, stwierdziła, że po latach, w których podstawowym wyzwaniem były działania na rzecz dostępu do nowoczesnych terapii, przychodzi czas na przesunięcie akcentu. – Dziś wiemy, że bez poprawy adherencji nie osiągniemy realnej poprawy wyników leczenia. Cieszę się, że prace Zespołu zaowocowały konkretnymi propozycjami zmian – mam nadzieję, że wkrótce przełożą się one na realną praktykę kliniczną – podkreśliła.