Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

PiS atakuje minister zdrowia za ograniczanie dostępu do profilaktyki, choć ani MZ, ani NFZ takich planów nie ma. Opozycja, która ma w sprawie ochrony zdrowia naprawdę mocne karty w ręce, na razie strzela głównie w powietrze. Choć to może się, oczywiście, zmienić.


Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. Fot. MZ

  • Cięcia wprowadzone przez NFZ oznaczają ograniczenia w dostępie do diagnostyki. Jednak nie zahaczają o profilaktykę
  • Należałoby panią minister na serio odpytać, jakie systemy europejskie miała na myśli, formułując swoją wypowiedź
  • Powiedzieć, że młodzi lekarze kontestują diagnozy resortu i przede wszystkim proponowane recepty, sposoby uzdrowienia sytuacji, to nic nie powiedzieć
  • Co wolno wojewodzie, senatorowi, posłowi, byłemu ministrowi (długo by wyliczać), to nie tobie… pacjencie
  • Jest szansa, że przed wyborami (znów) będą dobre wieści dla szpitali, przede wszystkim powiatowych

Zupełny brak zaskoczenia/pewien znak zapytania. Wotum nieufności. Czy partii Razem uda się zebrać 69 podpisów pod zapowiedzianym przed świętami wnioskiem o wotum nieufności dla minister zdrowia? Sprawa się skomplikowała jak wdrażanie Polskiego Ładu w zakresie składki zdrowotnej od przedsiębiorców (kto pamięta, ten wie, że bardzo). Niedoszłemu koalicjantowi obecnej ekipy rządowej może być trudno, bo choć zachęca wszystkie kluby parlamentarne, raczej chętni nie ustawią się w kolejce.

Prawo i Sprawiedliwość, w którym podpisy już zostały zebrane, zgłasza jednak własny wniosek – trudno było się oprzeć pokusie uderzenia w premiera i całą koalicję, Jolanta Sobierańska-Grenda jest tu raczej przedmiotem niż podmiotem rozgrywki największej partii opozycyjnej. Która, warto zwrócić uwagę, strzela z naprawdę srogich dział, oskarżając rząd m.in. o ograniczanie dostępu do profilaktyki, co byłoby zarzutem potężnym, gdyby było prawdą.

Nie jest, bo diagnostyka to nie profilaktyka, a kolonoskopia w ramach programu profilaktycznego raka jelita grubego finansowana jest i będzie bez zmian (byleby tylko pojawiali się chętni na badanie, bo z tym bywa, jak wiadomo, słabo). Złośliwie można podpowiedzieć, że politycy powinni sprawdzić na własnej skórze, jak to działa, i zanim coś powiedzą, zapisać się na takie badanie, stawić się na nie – i poinformować o tym w social mediach. Przykład idzie z góry, a najlepiej upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Albo nawet trzy: zadbać o swoje zdrowie, dać dobry przykład innym oraz zweryfikować informacje, zanim się je poda dalej (oczywiście zakładając w dobrej wierze, że politykom zależy na podawaniu informacji prawdziwych, a nie sianiu fake newsów).

Tak, cięcia wprowadzone przez NFZ oznaczają ograniczenia w dostępie do diagnostyki. W zależności od tego, jak zareagują podmioty lecznicze, ale też specjaliści, będą one mniej lub bardziej dotkliwe dla pacjentów. Jednak nie zahaczają o profilaktykę.

Fake newsy czasami mogą wynikać ze złej woli, czasami z niewiedzy, a czasami naprawdę nie wiadomo, jakim siłom przypisywać wypowiedzi, które zawierają naprawdę groźny ładunek fałszu. W minionym tygodniu niektóre media i politycy (Marcelina Zawisza, Razem) przypomnieli wypowiedź Jolanty Sobierańskiej-Grendy z jednej z konferencji poświęconych prywatyzacji ochrony zdrowia, jaka odbyła się w czerwcu 2025 roku, a więc kilka tygodni przed objęciem przez nią stanowiska. – Pacjent nie wie, ile procedura go kosztuje i np. jaką polisę wykupić jak w innych systemach europejskich. Tam zarządza się swoim zdrowiem już od urodzenia aż do późnych lat. Pacjent przede wszystkim najpierw płaci sam fakturę, a potem idzie do swojego ubezpieczyciela po pieniądze. O takim systemie w Polsce marzę – mówiła, według bieżącej, neutralnej relacji jeszcze-nie-minister Jolanta Sobierańska-Grenda.

Prawicowe media publikowały ten fragment już jesienią ubiegłego roku, ale wówczas informacja przeszła bez większego echa. Teraz może się to zmienić. Po pierwsze dlatego, że opozycja – zarówno PiS, jak i partia Razem – widzą w niej ostatni, brakujący element układanki i dowód, że „nominantka Tuska” ma zrealizować ukryty plan Koalicji Obywatelskiej na prywatyzację „służby zdrowia”.

Po drugie, nawet odkładając na bok tę nacechowaną podejrzliwością narrację, problem pozostaje i należałoby panią minister na serio odpytać – na przykład przy okazji posiedzenia Komisji Zdrowia, która zapewne będzie opiniować wniosek – jakie systemy europejskie miała na myśli, formułując swoją wypowiedź. W których krajach dostęp do świadczeń zdrowotnych – w systemie powszechnym, bo tego (chyba) dotyczyły marzenia, wiąże się z koniecznością uregulowania faktury i „pójścia” do ubezpieczyciela po pieniądze. Poza, oczywiście, Szwajcarią, w której w określonych przypadkach takie sytuacje są możliwe, bo wszystko określają warunki polis, jakie obowiązkowo muszą wykupować obywatele, mając do wyboru różne opcje. Zdecydowanie w ramach debaty nad wnioskami czy wnioskiem o wotum nieufności pani minister ten wątek marzeń powinna doprecyzować i przede wszystkim wyjaśnić, nie pozostawiając wątpliwości interpretacyjnych (nota bene, o tym, by pacjenci otrzymywali – choćby w IKP – informację, ile NFZ zapłacił za ich leczenie, mówi się już od wielu lat, ale nie ma to żadnego związku z regulowaniem faktur). Bo oczywiście jest prawdą, że w wielu krajach europejskich funkcjonują różnego rodzaju „doubezpieczenia”, ale zwykle nie dotyczą one bynajmniej realizowanych podstawowych procedur i przede wszystkim (poza Szwajcarią) nie na nich opiera się powszechny system opieki zdrowotnej.

A wracając do wotum nieufności. Bez względu na to, czy wniosek będzie jeden, czy dwa, bez względu na to, czy jego procedowanie odbędzie się na pierwszym czy drugim kwietniowym posiedzeniu Sejmu (na pewno nie na pierwszym, raczej na drugim, choć nie jest wykluczony i majowy termin), jeśli Sejm będzie musiał podjąć decyzję, koalicja obroni premiera, rząd i minister zdrowia, dokładnie w tej kolejności. Są inne sposoby na wyrażanie wątpliwości – na przykład poprzez przedstawianie własnych, zaawansowanych sposobów na zmiany w systemie ochrony zdrowia, bez czekania na to, co, czy i w ogóle przygotuje minister zdrowia czy, mówiąc bardziej ogólnie, strona rządowa.

Największe wyzwanie. Komunikacja. Sprawy idą zgodnie z przewidywaniami, im więcej ekspertów od samej komunikacji w resorcie zdrowia, tym więcej „kwiatków” w postaci na przykład usuwania postów gromadzących ponadnormatywne liczby nieprzychylnych reakcji i komentarzy. Nie wiadomo, na co liczy ministerstwo, ale już niejeden minister w ciągu ostatniej dekady, odkąd w siłę urosło Porozumienie Rezydentów i do głosu doszło całkiem nowe pokolenie lekarzy, nie wygrał w social mediach z tym środowiskiem. Nie udało się nawet w czasach, gdy do walki ze „zbuntowanymi lekarzami”, żądającymi „miliardów złotych podwyżek” prezes TVP wysłał na odcinek SM swoich najlepszych (?) janczarów, dlaczego ma się udać teraz?

Ale próbować zawsze można, czego dowodem jest zabawa w „pojawiasz się i znikasz” z postem omawiającym najświeższą dyskusję poświęconą zmianom w kształceniu lekarzy. Powiedzieć, że młodzi lekarze kontestują diagnozy resortu i przede wszystkim proponowane recepty, sposoby uzdrowienia sytuacji, to nic nie powiedzieć. A skoro tak, jasne jest, że nie omieszkają dać publicznie wyraz swojemu stanowisku. Również w mediach społecznościowych MZ. Co robić, co robić? – głowią się w resorcie. Polemizować w komentarzach? Nie ma chętnych do bitwy na argumenty. Może więc usunąć post i wrzucić go raz jeszcze, nie zauważą zapewne (jest nadzieja). Jednak zauważyli i znów to samo…

Niby można w ogóle wyłączyć komentarze (tak swoje SM prowadzi np. Konferencja Episkopatu Polski). Jednak czy ministerstwu, które szczyci się prowadzeniem dialogu, to uchodzi?

Spory problem. Politycy i dostęp do leczenia. Co wolno wojewodzie, senatorowi, posłowi, byłemu ministrowi (długo by wyliczać), to nie tobie… pacjencie. Ostatni tydzień przyniósł dwie nagłośnione przez ogólnopolskie media informacje o „szczególnych rozwiązaniach” w dostępie do specyficznie rozumianej opieki zdrowotnej, jakie mieli zapewnione (nie stawiając tezy, że sami je sobie zapewnili) politycy Koalicji Obywatelskiej. Problem nienowy, wałkowany od lat, zawsze budzący ogromne emocje, rzadko przynoszący realne szkody (polityczne, wizerunkowe) zarówno konkretnym politykom, jak i ich formacjom. Tak jakby opinia publiczna rozumiała, że każdy – jeśli chodzi o zdrowie, zwłaszcza nie własne, ale najbliższych – próbuje sobie w tym systemie radzić. Jeden dzięki pieniądzom, inny – nazwisku i funkcji, a więc swoim wpływom i znajomościom. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz? Sęk w tym, że partia Donalda Tuska od zawsze jest sądzona według nieco innych standardów. Osławione „ośmiorniczki” mocno przyczyniły się do utraty władzy w 2015 roku i długo odbijały polityczną czkawką. Drugiej stronie wybaczano bardzo, bardzo wiele – notowań PiS nie pogrążają realne, udokumentowane, idące w setki milionów złotych afery, jak choćby przepompowywanie pieniędzy przez RARS do zaprzyjaźnionych firm.

Warte odnotowania. Szpitale. Ponad miliard złotych dla szpitali na konsolidację. Z Funduszu Medycznego, który w sumie chyba dobrze, że jest. To, co zostało zapowiedziane już w początkach października 2025 roku, ma szansę stać się ciałem wiosną 2027 roku, kiedy resort spodziewa się ogłoszenia wyników konkursu (ale wiadomo, jak to jest z konkursami na projekty szpitalne, harmonogramy są elastyczne, mówiąc elegancko). Jest szansa, że przed wyborami (znów) będą dobre wieści dla szpitali, przede wszystkim powiatowych. Znów, bo takie już były w 2023 roku, gdy po konkursie na inwestycje w SOR-y politycy PiS ruszyli w Polskę z kartonowymi czekami. Teraz zapewne tak nie będzie. Nie będzie, prawda?

Nie wiadomo też, jak będzie z drugim mechanizmem wsparcia dla szpitali, czyli pożyczkami z BGK na realizację programów naprawczych. Mechanizm, który miał być wpisany do ustawy szpitalnej, się w niej nie pojawił, ówczesne kierownictwo resortu zdrowia twierdziło, że zostanie uruchomiony bez potrzeby przepisów ustawowych, teraz – po wielu miesiącach zapowiedzi, że „już za chwileczkę, już za momencik, choć rozmowy nie są łatwe”, okazuje się, że w tej sprawie bez ustawy się jednak nie obędzie. Dla opinii publicznej nie jest to sprawa wielkiej wagi i zapewne nikt nie będzie głośno domagać się wyjaśnień, ale czy nie warto byłoby jednak – z szacunku do partnerów, samorządowców, zarządzających szpitalami – wyjaśnić, dlaczego (wbrew zdroworozsądkowym przypuszczeniom, że trudno będzie bez przepisów ustawy taki mechanizm wdrożyć) to, co było obiecywane od początku prac nad ustawą (umownie, od wczesnej wiosny 2024 roku) wciąż pozostaje w sferze zapowiedzi. Być może zresztą za wyjaśnienie wystarczą założenia do projektu ustawy, które wkrótce mają zostać wpisane do planu prac rządu. Lub sam projekt ustawy i jego uzasadnienie z oceną skutków regulacji.

12.04.2026
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.