W ubiegłym roku wydatki na programy lekowe osiągnęły niemal 16 mld zł, z czego rozliczono 14,4 mld zł – wynika z informacji przedstawionej podczas czwartkowego posiedzenia Podkomisji ds. organizacji ochrony zdrowia. Najdroższe są dwa programy onkologiczne – leczenia raka piersi i raka płuca.
Fot. Sejm
Najwięcej osób (67 tys.) korzystało z programu lekowego dla chorych na schorzenia siatkówki, są jednak i takie programy, w których leczeni są – dosłownie, pojedynczy pacjenci.
– Zgodnie z ustawą refundacyjną całkowity budżet na refundację (CBR) stanowi nie więcej niż 17 proc. sumy środków publicznych przeznaczonych na finansowanie świadczeń gwarantowanych. Na 2025 r. przewidziano wydatki na poziomie 29,8 mld zł, z czego 13,1 mld zł dotyczyło finansowania programów lekowych (44 proc.) – przypomniała Martyna Kosmal, z-ca dyr. Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia. Jeżeli chodzi o łączną kwotę zrealizowanych wydatków na programy lekowe, to wyniosła ona 15,9 mld zł (rozliczono 14,4 mld zł). 52 proc. (8,3 mld) stanowiły wydatki na dziesięć najbardziej kosztochłonnych programów lekowych. – Największe wydatki generuje program leczenia chorych na raka piersi, w ubiegłym roku było to 1,7 mld zł – poinformowała.
Z informacji przedstawionej przez MZ wynika, że w 2025 r. najwięcej pacjentów było leczonych w programie dla osób z chorobami siatkówki – prawie 67 tys. Na drugim miejscu znalazło się leczenie chorych na stwardnienie rozsiane (28 tys.). Kolejne miejsca pod względem liczby pacjentów zajęły programy leczenia raka piersi (23 tys.), leczenia aktywnej postaci reumatoidalnego zapalenia stawów i młodzieńczego idiopatycznego zapalenia stawów (22,3 tys.), leczenia raka płuca oraz międzybłoniaka opłucnej (13,7 tys.). Łącznie w programach lekowych w 2025 r. pomoc otrzymało 347,5 tys. osób. Blisko 60 proc. uczestniczy w dziesięciu najliczniejszych programach.
Od ogłoszenia decyzji o objęciu finansowaniem innowacyjnego leku do momentu, gdy stanie się on – przynajmniej w teorii – dostępny dla pacjentów, mijają miesiące. Pierwszy etap to podpisanie umów przez oddziały NFZ na prowadzenie programu lekowego. – W celu optymalizacji czasu niezbędnego do przeprowadzenia procedury kontraktowania nowych programów, w planie pracy funduszu w roku 2023 wprowadzony został miernik dla oddziałów wojewódzkich, dotyczący skrócenia czasu zawierania tych umów – usłyszeli uczestnicy posiedzenia. W ubiegłym roku było to „poniżej 80 dni” i resort zdrowia przyznaje, że ten „wydłużony okres”, w którym pacjenci muszą czekać na lek, mimo że jest on refundowany, wymaga „poszukiwania nowych rozwiązań”. Takie rozwiązanie ma być zapisane w nowelizacji ustawy refundacyjnej: pacjenci jednak nie otrzymają leku wcześniej, przesunięta – o kwartał – będzie data objęcia leku refundacją. Ministerstwo Zdrowia z wyprzedzeniem ogłosi decyzję, tak by płatnik mógł przygotować wszystkie formalności, sama refundacja zacznie obowiązywać wraz z kolejną listą.
Niewątpliwym problemem jest zróżnicowanie czasu oczekiwania przez pacjentów na włączenie do programu lekowego. Zależy on zarówno od samego programu, wybranego świadczeniodawcy (w dużym stopniu również województwa, w którym pacjent mieszka i z przyczyn logistycznych szuka pomocy), a nawet miesiąca, w którym zgłasza się do programu. – Jest to parametr bardzo niejednorodny, trudno jest sformułować jednoznaczne wnioski – powiedziała Kosmal, przyznając, że czas oczekiwania waha się od jednego do ponad tysiąca dni. NFZ finansuje od 1 kwietnia 2026 r. 143 programy lekowe: w chorobach onkologicznych 42 programy, nieonkologicznych – 101 programów.
Informacji MZ i NFZ towarzyszyła gorąca dyskusja, w której dobitnie wybrzmiał głos pacjentów – Magdalena Kołodziej z Fundacji My Pacjenci przedstawiła wspólne stanowisko kilkudziesięciu organizacji pacjenckich. Wśród całej listy postulatów najdobitniej wybrzmiał ten dotyczący zapewnienia równego i realnego dostępu do programów lekowych – bo choćby z informacji przedstawionej przez resort zdrowia wynika, że dla dużej części pacjentów innowacyjne leczenie jest opcją tylko w teorii, także wtedy, gdy spełniają ostre kryteria włączenia do programu.
Strona społeczna zwracała również uwagę na obawy związane z cięciami w diagnostyce obrazowej i endoskopowej, przypominając, że w wielu programach lekowych konieczny jest ścisły monitoring i powtarzanie tego samego badania co kilka miesięcy. Informacja udzielona przez przedstawicielki MZ i NFZ mogłaby zostać uznana za uspokajającą – przypomniały one o ryczałtach na diagnostykę, ujętych w programach lekowych – gdyby nie fakt, że nieco wcześniej uczestnicy posiedzenia usłyszeli potwierdzenie informacji, jaka została udzielona we wtorek, gdy posłowie zajmowali się kwestią nadwykonań: w obszarze programów lekowych w stu procentach rozliczane są wyłącznie koszty zakupu substancji czynnych, pozostałe koszty rozliczane są zgodnie z zasadami dla świadczeń limitowanych, a więc z głęboką degresją (w niektórych oddziałach, to już wiadomo, rozliczone nie zostaną w ogóle). Tadeusz Chrzan (PiS) zastanawiał się nawet, czy posłowie nie powinni rekomendować ośrodkom, by te praktyki Funduszu zaskarżyły na drodze sądowej.