Nie ma odwrotu od modelu opieki koordynowanej w POZ. Co więcej, powinna być ona pogłębiana i rozszerzana, choć na pewno nie będzie dotyczyć wszystkich specjalności medycznych, a szanse, że stanie się obowiązującym modelem, przynajmniej na razie nie są duże. Kierunek jednak, jak przekonują eksperci, jest już wyznaczony.

Michał Dzięgielewski. Fot. M. Kmieciński / PAP
W Warszawie odbywa się dwudniowa konferencja „II Kongres POZ&AOS. Razem bliżej zdrowia”, którą zainaugurowała debata ekspertów. – Nie ma odwrotu od koordynacji – ocenił Michał Dzięgielewski, pełnomocnik Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, przyznając jednocześnie, że ów proces to próba odtworzenia, choć z modyfikacjami, modelu, który w Polsce z powodzeniem funkcjonował w strukturze zespołów opieki zdrowotnej, gdzie „pod jednym dachem” były zgromadzone segmenty systemu, które wraz z wprowadzeniem reformy w 1999 roku zostały oddzielone do tego stopnia, że przestały widzieć siebie nawzajem – i przy okazji pacjenta. W tej chwili trwa udrażnianie kanałów komunikacji między nimi i jednocześnie wyznaczanie ścieżek pacjenta. – Przysłowiowe skierowanie do specjalisty, do anonimowego specjalisty, którego pacjent musiał i musi sam sobie znaleźć, to grzech systemu. Pacjent powinien dostać termin, w którym ma się zgłosić do wskazanej placówki, jeśli jest to konieczne. A lekarz POZ powinien wiedzieć, kiedy – zwrotnie – otrzyma informację, czy to o wynikach badań, czy konsultacji specjalistycznej – podkreślał. W jego ocenie docelowo, dzięki opiece koordynowanej, nawet uwzględniając fakt, że nigdy nie obejmie ona wszystkich dziedzin medycyny, na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej będzie można zatrzymać 90-95 proc. pacjentów. Zwłaszcza jeśli opieka koordynowana zostanie rozbudowana również o komponent wsparcia socjalnego, co może mieć kluczowe znaczenie w zmieniającej się strukturze demograficznej społeczeństwa.
Opieka koordynowana, jak mówił dr Filip Pawliczak, członek Naczelnej Rady Lekarskiej, sekretarz Okręgowej Rady Lekarskiej w Łodzi, oznacza ogromną systemową przemianę właśnie dlatego, że rozpoczyna integrację opieki nad pacjentem, co widać szczególnie w najlepiej rozwiniętych ścieżkach – kardiologicznej, diabetologicznej czy nefrologicznej, które już, w ocenie eksperta, uporały się z problemami kadrowymi (co jeszcze nie dokonało się np. w ścieżce endokrynologicznej). – Lekarze wręcz rezygnują z pracy w podmiotach komercyjnych, by włączyć się do opieki koordynowanej – stwierdził, przywołując własne doświadczenia z pracy zarówno w POZ, AOS oraz „koordynacji”. Rozwój opieki koordynowanej powoduje złagodzenie kluczowego problemu pacjentów, czyli ograniczeń w dostępie do bardziej zaawansowanych badań diagnostycznych i konsultacji specjalistów.
Dr Michał Sutkowski, prezes elekt Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, który w czasie gdy MZ i NFZ wprowadzały jesienią 2022 roku model opieki koordynowanej nie krył sceptycyzmu i krytyki, podkreślał, że zdecydowanie jest zwolennikiem, wręcz entuzjastą opieki koordynowanej. Zaznaczył jednak, że przyjęte rozwiązania skutkują budową „modelu wykluczającego” – część podmiotów POZ, ale przede wszystkim część pacjentów pozostaje poza opieką koordynowaną, bez szans na poprawę dostępu, choćby do diagnostyki. – Rozwijajmy opiekę koordynowaną tam, gdzie ona działa i gdzie się sprawdza. I bardzo uczciwie, bardzo fair, rozmawiajmy o tym, dlaczego nie wszędzie działa. Pacjent nie musi rozróżniać, ale system powinien zapewniać holistyczną opiekę nad każdym pacjentem – punktował.
O tym, że „odkrywamy odkryte”, przekonywał też dr Konstanty Radziwiłł z Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej WUM, były minister zdrowia, autor ustawy o podstawowej opiece zdrowotnej, do której w trakcie dyskusji wielokrotnie nawiązywano. – Opieka koordynowana jest lepsza dla pacjenta i tańsza dla systemu – podkreślał, przypominając, że WHO od lat rekomenduje, by POZ stanowił serce, fundament każdego systemu opieki zdrowotnej – i w wielu krajach, w tym w Wielkiej Brytanii, krajach skandynawskich czy Holandii taki system właśnie funkcjonuje. – Ustawę o POZ trzeba zrealizować do końca, doprowadzając do tego, że w poradniach POZ będą pracować wyłącznie specjaliści medycyny rodzinnej – stwierdził, zbierając w nagrodę spore brawa. Radziwiłł wyraźnie zaznaczył, że lekarze rodzinni, specjaliści medycyny rodzinnej, „też są specjalistami”, a ich współpraca z AOS oznacza „współpracę ze specjalistami w węższych dziedzinach medycyny”. Dlatego, w jego ocenie, lekarze rodzinni są w stanie i powinni samodzielnie rozpoznawać i prowadzić dużą część chorób, takich jak cukrzyca czy nadciśnienie tętnicze, kierując na konsultacje do wybranych specjalistów tylko pacjentów, u których występuje ryzyko powikłania chorób (lub wręcz takie powikłanie nastąpi).
Były szef resortu zdrowia przyznał, że nie będzie to łatwe. Obecny stan rzeczy, w którym pacjenci leczą się w poradniach AOS, nawet jeśli nie jest to potrzebne (i efektywne z punktu widzenia systemu), konserwują z jednej strony model finansowania świadczeń, z drugiej – świadomość pacjentów. – „Mój kardiolog”, „mój diabetolog” – pacjentów trudno będzie odzwyczaić od leczenia u specjalistów – przyznał, ale podkreślił, że minister zdrowia ma narzędzia, zapisane w ustawach o działalności leczniczej i o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych (standardy organizacyjne świadczenia poszczególnych rodzajów opieki oraz zalecenia diagnostyczne i terapeutyczne przygotowane przez towarzystwa naukowe), dzięki którym może wyznaczyć kierunek zmian.
Warto w tym kontekście przypomnieć, że NFZ i MZ cały czas pracują nad zmianami w finansowaniu nadwykonań w AOS. Jeśli wejdą w życie i Fundusz będzie płacić za nadwykonania wizyt (poza pacjentami pierwszorazowymi i tymi grupami, którym bezlimitowość gwarantują przepisy ustawowe) według stawki degresywnej, jednym z zakładanych skutków będzie przekierowanie znacząco większej liczby pacjentów z chorobami przewlekłymi pod opiekę POZ.
Jednocześnie Radziwiłł zadeklarował, że POZ powinna cały czas być wzmacniana, specjalizacja z medycyny rodzinnej powinna być jeszcze bardziej doceniana i promowana, a sam segment – bardzo dobrze wyceniany, przy czym nie chodzi o podnoszenie stawki kapitacyjnej, ale o bardzo dobre finansowanie aktywności POZ np. w obszarze opieki koordynowanej czy profilaktyki.
W trakcie dyskusji wskazywano również na pilną potrzebę budowy i wzmacniania zespołów POZ. Pacjent, w ocenie ekspertów, poza nielicznymi przypadkami, nie powinien „z marszu” trafiać do lekarza POZ – jest wielu profesjonalistów, którzy mogą przejąć rozwiązywanie części spraw, z jakimi się zgłasza. – Pacjent pomoc powinien otrzymywać w poradni POZ, niekoniecznie zawsze od lekarza.
Jednocześnie dr Filip Pawliczak przypomniał, że stanowisko samorządu lekarskiego w sprawie przekazywania kompetencji jest jednoznaczne: przekazywanie kompetencji tak, ale wraz z przekazaniem odpowiedzialności. W przeciwnym przypadku zagrożona jest jakość opieki, którą otrzymuje pacjent.