Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Cztery piąte z nas nie dostrzega pozytywnych efektów działań rządu w obszarze ochrony zdrowia. To dobra wiadomość, nie mamy omamów. Nie ma pozytywnych efektów, a część ekspertów mówi więcej: – Nie ma działań rozumianych jako spójna strategia. Są pojedyncze, często wymuszone, decyzje.


Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. Fot. MZ

  • Do przejmowania nowych zadań, przejmowania odpowiedzialności za prowadzenie pacjentów, potrzebne są zasoby
  • Sytuację w ochronie zdrowia determinuje stopień zrozumienia – braku zrozumienia, braku chęci zrozumienia – istoty tego obszaru przez szefa rządu
  • Czy raport NIK – już po raz kolejny – powinien być używany instrumentalnie jako argument za nie tyle modyfikacją, co odejściem od istoty modelu, testowanego w pilotażu?

Największy brak zaskoczenia. Ostrość widzenia. Jak wynika z najnowszego sondażu United Surveys, opublikowanego w minionym tygodniu, ponad 82 proc. Polaków nie dostrzega pozytywnych efektów działań koalicji rządzącej na sytuację w polskiej ochronie zdrowia, w tym prawie 48 proc. nie widzi ich „zdecydowanie”. Nie widzą ich – co zrozumiałe – zwolennicy opozycji, ale nie widzi ich też blisko dwie trzecie wyborców, którzy w 2023 roku poparli ugrupowania obecnej koalicji rządzącej. Dla rządu to niewątpliwie kłopot, może nawet problem, ale obiektywnie należy stwierdzić, że dużo większym problemem byłoby, gdyby w obecnej sytuacji duża grupa Polaków twierdziła, że takie pozytywne efekty działań rządu widzi.

– Biorąc pod uwagę sytuację na świecie, mamy jeden z najlepszych dostępów do świadczeń. Kraje Europy Zachodniej mogą nam pozazdrościć tego dostępu do świadczeń i tak szerokich koszyków świadczeń gwarantowanych w ramach finansów publicznych – mówiła tymczasem w piątek w Polskim Radiu wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka. Można byłoby zapytać, nieco złośliwie, czy kraje Europy Zachodniej to słyszą, ale to pokusa, której nie należy ulegać. Brak barier i koordynacji, która umożliwia (niektórym) pacjentom możliwość korzystania ze świadczeń (choćby nieuzasadnionego korzystania z opieki AOS zamiast leczenia w POZ) nie jest dostępnością, lecz systemową patologią. Z drugiej strony – jest nią również ograniczanie dostępu do świadczeń pacjentom, którzy go pilnie potrzebują. Lub po prostu – potrzebują.

Wiceszefowa resortu zdrowia wprost zapowiedziała odejście od zasady nielimitowania świadczeń w AOS, gdyż – w ocenie MZ i NFZ – ten system się nie sprawdził. – Sprawdziliśmy ten mechanizm i ścieżka pacjenta w systemie ochrony zdrowia jest taka, że najpierw mamy lekarza POZ, później mamy lekarza specjalistę. Po wstępnym zbadaniu przez lekarza specjalistę, postawieniu diagnozy i wyznaczeniu leczenia, pacjent powinien wrócić do podstawowej opieki zdrowotnej. Niestety tak się nie działo. Ten mechanizm nam zawiódł. Chcemy spowodować, żeby pacjenci wrócili tam, gdzie jest ich miejsce w systemie ochrony zdrowia, czyli do podstawowej opieki zdrowotnej – wyjaśniła.

To nie jest odkrycie na miarę Kolumba. O tym, że podstawowa opieka zdrowotna nie pełni takiej roli, jaką powinna, dyskutuje się od lat – a w 2022 roku podjęto decyzje, które realnie tę sytuację mogłyby zmienić, gdyby były konsekwentnie rozwijane. Podczas ubiegłotygodniowej konferencji poświęconej zintegrowanej opiece ambulatoryjnej mocno wybrzmiały tezy, dlaczego tak się nie dzieje, czego brakuje, co należałoby zmienić, by POZ mogła wypełnić oczekiwania i systemu, i pacjentów. Lista nie jest ani przesadnie długa, ani – skomplikowana. Choćby – rozszerzenie katalogu badań, jakie pacjentom może zlecać POZ, w którym nie ma opieki koordynowanej, bez konieczności kierowania ich do specjalisty. Jest też dość oczywiste, że do przejmowania nowych zadań, przejmowania odpowiedzialności za prowadzenie pacjentów, potrzebne są zasoby. I, last but not least, zbudowanie świadomości pacjentów, przyzwyczajonych do leczenia „u specjalistów”. Kluczowe są twarde rozwiązania systemowe, ale zsynchronizowane z „miękkim”, edukacyjnym przekazem.

(Nie)zupełnie bez związku. Taniec radości. Nagranie, w którym Zsolt Hegedus, który ma zostać ministrem zdrowia w przyszłym rządzie Węgier, wykonuje szalony taniec radości na wiecu Tiszy w Budapeszcie, stało się błyskawicznie viralem. Węgry tydzień temu nie tylko wróciły do europejskiej rodziny, mają zamiar wrócić też na ścieżkę prowadzącą do zdrowia – w tej chwili, po szesnastu latach rządów Victora Orbana, w gronie byłych krajów Europy Środkowo-Wschodniej radzą sobie w tym obszarze nie najlepiej, dość powiedzieć, że pod względem średniej oczekiwanej długości życia w ostatnim raporcie OECD z krajów UE wyprzedziły jedynie Rumunię, Bułgarię i Łotwę. Pod wieloma względami gorzej niż Polska (choć przez długie lata byliśmy i w tej dziedzinie „bratankami”). Media komentowały, że Hegedus, lekarz ortopeda, to „najszczęśliwszy polityk Tiszy”, który w planach ma m.in. wzrost nakładów publicznych na zdrowie do 7 proc. PKB. W tej chwili, według OECD, nakłady te wynoszą niewiele ponad 4 proc., zaś łączne – 6,5 proc., co sytuuje Węgry pod sam koniec stawki wśród krajów UE i OECD. Dla porównania – łączne wydatki na zdrowie w Polsce według tego samego raportu przekroczyły 8 proc. PKB, a wydatki publiczne wzrosły do nieco ponad 6 proc.

Węgry mają co poprawiać i naprawiać. Polska zresztą też, choć tańca radości ministra zdrowia nie było, nie ma i – należy zakładać – nie będzie. Są natomiast permanentne rozważania o możliwej dymisji obecnej szefowej resortu. Sondaż SW Reaserch dla „Wprost” pokazuje, że zdaniem 41 proc. Polaków powinna ona stracić stanowisko. Jeszcze większa grupa – ponad 43 proc. – nie ma w tej sprawie zdania, co stanowi dobitny dowód na trzeźwość oceny sytuacji: zmiana na stanowisku ministra zdrowia nie musi oznaczać zmiany, a już na pewno nie takiej, która coś zmieni na plus. Od wyborów 2023 roku wskazujemy, że sytuację w ochronie zdrowia determinuje stopień zrozumienia – braku zrozumienia, braku chęci zrozumienia – istoty tego obszaru przez szefa rządu.

Warte uwagi. Sezon na grillowanie. Ministerstwo Zdrowia zamierza w maju przedstawić Radzie ds. Zdrowia Psychicznego „docelowy model” działania centrów zdrowia psychicznego, z czego wynika, że doświadczenia trwającego blisko osiem lat pilotażu nie przełożą się – w wersji dla wiecznych optymistów „mogą się nie przełożyć” – na sposób wdrożenia modelu w całym systemie. Po tym, jak prezes NFZ podpisał w poprzednim tygodniu – wbrew jednoznacznemu sprzeciwowi Rady – zarządzenie zmieniające zasady rozliczania świadczeń udzielanych przez CZP jest zresztą dojmująco jasne, jaką rolę decydenci wyznaczyli Radzie i jakie znaczenie przywiązują do zdania własnych ekspertów.

Wiceminister Katarzyna Kęcka, która odpowiada również za obszar zdrowia psychicznego, ujawniła w minionym tygodniu, że NIK kończy prace nad kolejnym raportem oceniającym te podmioty, doprecyzowała także, że w najbliższy poniedziałek odbędzie się panel ekspercki, zaś sam raport (wraz z rekomendacjami) zostanie opublikowany w trzecim kwartale roku. Eksperci w kuluarowych rozmowach nie kryją obaw, że należy się spodziewać kolejnej fali „grillowania” CZP. Nie trzeba specjalnej przenikliwości, by dostrzec kilkumiesięczną przestrzeń nie tylko dla dywagacji i niepewności oczekiwania, ale wręcz całego wysypu mniej lub bardziej profesjonalnych, mniej lub bardziej inspirowanych śledztw na temat wydawania publicznych środków. NIK zapewne trafiła na nieprawidłowości, można założyć z góry, że gdyby ich nie było, nie byłoby też raportu. Czy powinniśmy je poznać? Oczywiście, wraz z odpowiedzią, jak to się stało, że mogło do nich dojść i gdzie były wówczas instytucje, które powinny na bieżąco monitorować sytuację. Czy raport NIK – już po raz kolejny – powinien być używany instrumentalnie jako argument za nie tyle modyfikacją, co odejściem od istoty modelu, testowanego w pilotażu?

19.04.2026
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.