Pięćdziesiąt szpitali powiatowych jest na granicy utraty płynności finansowej, choć część ekspertów ocenia, że to zbyt optymistyczne szacunki, a podmiotów, które mogą się znaleźć w takiej sytuacji, jest faktycznie trzy–cztery razy więcej. Powiaty pesymistycznie patrzą w przyszłość i zwracają uwagę, że brak zmian może już latem przynieść pierwsze decyzje o zamknięciu lecznic.

Fot. OZPSP
W środę Związek Powiatów Polskich i Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych w ramach zorganizowanego przez szpitale powiatowe Czarnego Tygodnia (uczestniczy w nim czynnie ponad sto placówek) przedstawiły raport ZPP na temat kondycji finansowej placówek powiatowych, zarówno działających w formule SPZOZ, jak i spółek należących do powiatów. Wnioski nie są optymistyczne. Raport objął 207 z 270 szpitali. 91 proc. z nich rok zakończyło z ujemnym wynikiem finansowym ze sprzedaży. Średnia strata szpitala powiatowego oscyluje wokół 6 mln zł, choć np. w województwie podkarpackim jest dwukrotnie wyższa.
Łączna strata netto dla analizowanych szpitali przekroczyła 1,26 mld zł, a strata na poziomie sprzedaży wyniosła w ubiegłym roku ponad 1,86 mld zł. – Zdecydowana większość tej kwoty – około 1,60 mld zł – przypadła na SPZOZ, podczas gdy szpitale działające w formie spółek odpowiadały za blisko 266 mln zł straty – czytamy w raporcie. Zobowiązania wymagalne w ubiegłym roku miało 125 spośród 207 szpitali. Prawie 79 proc. szpitali wykazało ryzyko z terminowym regulowaniem zobowiązań. Jedynie 6 proc. szpitali wykazało bezpieczny poziom płynności bieżącej.
W tej chwili, jak mówił Waldemar Malinowski, prezes OZPSP, największym problemem dla szpitali i ich organów prowadzących są dostawcy, a raczej to, jak zareagują na brak perspektyw poprawy sytuacji finansowej szpitali. – Jeśli w systemie nie pojawi się brakujące 18 mld zł, o których mówi minister zdrowia, dostawcy prawdopodobnie przestaną kredytować szpitale powiatowe, choć nie tylko, bo w podobnej sytuacji znajduje się też kilka szpitali wojewódzkich – stwierdził. Szpitale zagrożone utratą płynności tracą jakąkolwiek zdolność regulowania swoich zobowiązań, co oznacza, że ich dostawcy i kontrahenci (specyficznym rodzajem dostawców są np. lekarze pracujący na kontraktach) nie będą chcieli powiększać puli już wystawionych, nieuregulowanych faktur. Szpitale stracą więc zdolność leczenia. – Co się wtedy stanie? Czy AOS i POZ w takim powiecie zabezpieczy potrzeby zdrowotne, zwłaszcza jeśli pamiętamy, że nocną i świąteczną pomoc lekarską też zabezpiecza szpital? Jaka będzie sytuacjach na szpitalnych oddziałach ratunkowych w sąsiednich powiatach? – pytał retorycznie prezes Waldemar Malinowski.
O tym, że niepokój dostawców nie jest tylko teoretyczną hipotezą, świadczy – w jego ocenie – uchwała strony społecznej dotycząca wyłączenia SPZOZ z działania ustawy restrukturyzacyjnej, przygotowana przez Federację Przedsiębiorców Polskich, podjęta w ostatni poniedziałek i omawiana we wtorek na Zespole Trójstronnym. Taki scenariusz zrealizował się częściowo w szpitalu w Skarżysku-Kamiennej, gdzie jeden z dostawców odmówił dostarczania leku w programie lekowym SM i blisko 30 pacjentów musiało szukać innego ośrodka.
W ocenie prezesa Związku Powiatów Polskich, starosty bielskiego Andrzeja Płonki, za dwa–trzy miesiące może się zrealizować czarny scenariusz, w którym pierwsze powiaty zdecydują o zamknięciu nie pojedynczych oddziałów, ale całych lecznic. Wydaje się, że wakacyjny termin nie jest przypadkiem: 1 lipca szpitale staną przed koniecznością przeprowadzenia kolejnej podwyżki wynagrodzeń. Zapytaliśmy o strategię w sytuacji, gdy sygnały płynące z MZ i NFZ wskazują, że w grę wchodzi minimalny wariant rekomendacji AOTMiT (z naszych informacji wynika, że może to być zresztą wariant jedyny, jaki zostanie w tym roku przedstawiony), oznaczający sfinansowanie przez płatnika wzrostu wycen pozwalającego na podwyżki wyłącznie wynagrodzeń pracowników etatowych jedynie do wysokości wynagrodzeń minimalnych. W dodatku, płatnik zastrzegał w ostatnich tygodniach wielokrotnie, że przekaże świadczeniodawcom pieniądze jedynie wówczas, gdy otrzyma dodatkowe środki na ten cel z budżetu państwa.
Waldemar Malinowski przypomniał, że na kontraktach pracują nie tylko lekarze. – Zdecydowana większość ratowników medycznych, 25 proc. pielęgniarek też jest zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych. Dyrektorzy szpitali będą musieli powiedzieć związkom zawodowym, że podwyżki zostaną wypłacone tylko pracownikom etatowym, że pozostali mogą ich nie dostać albo nie dostaną – powiedział, nawiązując do zbliżającego się terminu 15 maja, w którym dyrekcje podmiotów leczniczych powinny podpisać porozumienia ze związkami zawodowymi w sprawie sposobu realizacji ustawy podwyżkowej w tym roku. W ocenie szefa organizacji szpitali powiatowych decydenci przekonujący, że świadczeniodawcy muszą zrealizować ustawę podwyżkową bez względu na to, czy dostaną na ten cel pieniądze z NFZ, czy nie, przekonają się prędzej czy później, że państwo i tak pieniądze będzie musiało zwrócić. – Pójdziemy do sądów – zapowiedział, przypominając, jak kończyły się sprawy dotyczące osławionej ustawy 203 zł, która nałożyła na szpitale obowiązek podwyższenia wynagrodzeń bez przekazania im środków. Malinowski po raz kolejny przypomniał też, że ustawę podwyżkową, łącznie z jej nowelizacją z 2022 roku popierało „sto procent parlamentarzystów”, a Ministerstwo Zdrowia w ocenie skutków regulacji przewidziało, że jej realizacja będzie kosztować „zero złotych”.
Prezes ZPP z kolei podkreślał, że powiaty i szpitale powiatowe nie są przeciwne podwyżkom (co sugeruje np. Ogólnopolski Związek Pielęgniarek i Położnych). – Domagamy się jednak, by pieniądze na ten cel nie pochodziły z NFZ, bo to oznacza, że brakuje ich na świadczenia. Rząd, parlament podjęli decyzję, że wynagrodzenia mają w ten sposób rosnąć, więc środki powinny pochodzić z budżetu państwa – mówił Andrzej Płonka.