Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Weźcie odpowiedzialność! Zróbcie coś! – apele do decydentów nie pozostawiają wątpliwości, że brak decyzji i brak realnych, a nie pozorowanych, kroków może przyspieszyć rozkład systemu.

Fot. livefoto / PAP

  • Trwa najpotężniejsza w historii zbiórka charytatywna, wymyślona i przeprowadzona od A do Z przez młodego influencera
  • W mediach odwieczny zarzut: a może by tak coś zrobić, żeby „takie zbiórki” nie były potrzebne?
  • Brak decyzji – na przykład tej poświęconej konsolidacji szpitali – powoduje, że część placówek dosłownie tonie. Nawet jeśli MZ widzi to zupełnie inaczej
  • Najważniejszym zadaniem prezesa NFZ jest zrównoważony plan finansowy – słowa wiceprezesa NFZ powinny dać do myślenia wszystkim interesariuszom
  • Albo MZ i rząd podejmą decyzje zmniejszające koszty we własnym zakresie, albo zapadnie decyzja o zwiększeniu dotacji podmiotowej, albo płatnik będzie podejmować „dalsze decyzje”
  • MZ ma oczywiście pełne prawo do swoich ocen, byłoby jednak wspaniale, gdyby stopując dezinformację, powstrzymano się od co najmniej półprawd
  • Odwołania minister zdrowia chciałoby 71 proc. badanych

Nieprawdopodobne. Diss na raka. To był trudny tydzień, ale… W niedzielę po południu, 26 kwietnia, Łatwogang zakończy swój trwający dziewięć dni stream na YouTube.

Stream, donejty, influencer… Pierwsze skojarzenie „patostream”, ewentualnie – może nie pato, ale zarabianie na społeczności, najczęściej nieletnich albo bardzo młodych osób.

Od teraz – najpotężniejsza w historii zbiórka charytatywna, wymyślona i przeprowadzona od A do Z przez młodego, do tej pory co najwyżej „średniego”, jeśli chodzi o zasięgi, influencera. Młody człowiek usłyszał „Diss na raka”, kawałek rapu, nagranego z jedenastoletnią Mają Mecan, która walczy z trzecią wznową choroby – i się przejął. Rzucił wyzwanie, że będzie słuchał tego kawałka na żywo przez tyle sekund, ile zbierze lajków i w tym czasie przeprowadzi zbiórkę na rzecz Fundacji Cancer Fighters, dla której ten utwór został nagrany. I słucha jej, na żywo, w swoim mieszkaniu, od dziewięciu dni.

Można (jeszcze) zaglądnąć: Słucham 9 dni dissu na raka żeby pomóc dzieciom z Fundacji Cancer Fighters.

Dla boomerów, ludzi z pokolenia X czy nawet millenialsów wejście na live’a i zostanie w nim dłużej niż kilkadziesiąt sekund to doświadczenie trudne, a na pewno unikalne. Wejścia ze studia w czasie finałów WOŚP są hałaśliwe i chaotyczne? Stream to takie studio, tylko na sterydach. Nie ma scenariusza, są piosenki, odbieranie telefonów, nieustający, zmieniający się w kosmicznym tempie czat i są sypiące się z jeszcze większą szybkością kwoty. Na godzinę 8.00 w niedzielę prawie 84 mln zł (linki do zbiórek w opisie live’a).

Goście, są – oczywiście. Mówią (często kilkoro na raz), dają sobie golić głowy – celebryci, artyści, sportowcy, rozpoznawalni dla użytkowników Instagrama i TikToka inluencerzy i influencerki, przekazują pieniądze, śpiewają, zachęcają widzów do kolejnych wpłat składając obietnice, że jeśli zbiórka osiągnie poziom X, zrobią coś spektakularnego. I to robią, bo osiąga. Dzieje się.

W mediach głównego nurtu i w „socialach” dla „starszaków” – dyskusje. Zachwyt, oczywiście. Ale też odwieczny, dobrze znany z WOŚP, zarzut skierowany w zasadzie do nas wszystkich, jako obywateli: a może by tak po prostu coś zrobić, żeby system rozwiązywał problemy i „takie zbiórki” nie były potrzebne? Dyskusje poważne i ważne, ale kompletnie obok tego, co dzieje się w pewnym niewielkim mieszkaniu, gdzie cały czas, zapętlony w dobrej sprawie, leci „Diss na raka”.

W tle tego nie do końca zrozumiałego i dającego się objąć rozumem pospolitego ruszenia żal po ubiegłotygodniowej, tragicznej śmierci Łukasza Litewki, posła Lewicy, ale przede wszystkim człowieka, który „wstawał z kanapy” (jak obrazowo dziesięć lat temu w Krakowie mówił papież Franciszek) i „robił różnicę”. Nie przechodził obojętnie, przejmował się. Czasem błądząc, czasem budząc kontrowersje, podejmował wyzwania, również na rzecz ciężko chorych dzieci. Dostrzegał też tych, którzy robią różnicę – jeden z jego ostatnich wpisów był poświęcony lekarzowi, charytatywnie leczącemu bezdomnych.

Największy (mimo wszystko) brak zaskoczenia. Czas zawieszenia. Europejski Kongres Gospodarczy za nami, a wraz z nim kolejna – spora – dawka systemowych dyskusji, skoncentrowanych wokół sytuacji finansowej Narodowego Funduszu Zdrowia. Dyskusji do bólu przewidywalnych, można odnieść wrażenie, że wszystko co mogło być powiedziane, powiedziane już zostało i to wielokrotnie. Ale nawet w braku zaskoczenia może być coś wartego zastanowienia, refleksji, wyciągnięcia wniosków. Raczej smutnych, wręcz niepokojących.

W trakcie praktycznie każdej debaty jak refren pojawiał się przynajmniej raz apel skierowany do decydentów, do Ministerstwa Zdrowia, do rządu: „Zróbcie coś. Cokolwiek, ale zróbcie! Podejmijcie decyzję, przedstawcie projekty, dajcie konkretne rozwiązania! Weźcie odpowiedzialność!”. Nawet jeśli nie dosłownie – bo to oczywiście streszczenie – w tym duchu głos zabierali przedstawiciele szpitali, organizacji pracodawców, związków zawodowych.

Ten głos dotyczył bardzo różnych obszarów: akcentowano brak określenia celu, jaki chce osiągnąć regulator, co wstrzymuje decyzje na niższych szczeblach, brak spójnej koncepcji rozwiązania problemu spirali kosztów, jaki napędziła przede wszystkim ustawa podwyżkowa (ale nie tylko). Były wypowiedzi bardzo wprost, gdy Maria Ochman, przewodnicząca Sekretariatu Ochrony Zdrowia „Solidarności” czy Krystyna Ptok z OZZPiP mówiły o milczeniu wiceminister zdrowia Katarzyny Kęckiej, gdy na Zespole Trójstronnym podjęto temat najbliższej „rundy” podwyżek wynikających z ustawy o wynagrodzeniach minimalnych, były też bardziej zawoalowane, gdy eksperci zwracali uwagę, że zarządzenia Prezesa NFZ nie wystarczą, by osiągnąć cel, jakim jest nie tylko zlikwidowanie, ale nawet radykalne zredukowanie skali luki w budżecie płatnika, że potrzebne są decyzje na zupełnie innym szczeblu.

Brak decyzji, co wybrzmiewało bardzo mocno w trakcie dyskusji – na przykład tej poświęconej konsolidacji szpitali – powoduje, że część placówek dosłownie tonie. Nawet jeśli Ministerstwo Zdrowia widzi to zupełnie inaczej. Może jako ćwiczenia w uwarunkowanym sytuacyjnie schodzeniu pod wodę?

Największe wyzwanie. Zrównoważenie budżetu NFZ. Pierwszym, najważniejszym zadaniem prezesa NFZ jest zrównoważony plan finansowy – twarde słowa wiceprezesa Jakuba Szulca wygłoszone w Katowicach powinny dać do myślenia wszystkim interesariuszom, choć wydaje się, że były kierowane przede wszystkim do rządu. Do ministerstw zdrowia i finansów, ale może szczególnie do premiera. Zwłaszcza, że wiceszef Funduszu nie zostawił wiele przestrzeni na ich interpretację. – Od decyzji, jakie będą podejmowane, od wysokości dotacji, jaka zostanie przekazana, zależą dalsze decyzje, które będzie podejmować płatnik – mówił. Trzeba to rozumieć tak: albo resort zdrowia i rząd podejmą decyzje zmniejszające koszty we własnym zakresie – bardzo mocno wybrzmiały, i to nie raz, postulaty powrotu do pomysłu poszukania oszczędności na wykazach leków bezpłatnych, ale też „ujęcie w karby” realizacji ustawy podwyżkowej – albo na szczeblu rządu zapadnie decyzja o zwiększeniu dotacji podmiotowej, albo płatnik będzie podejmować „dalsze decyzje”. Te, które zapadły (nawet jeśli jeszcze częściowo są w sferze zapowiedzi), budżetu nie zrównoważą, w skali całego roku mogą przynieść – razem – 2,5-3 mld zł oszczędności. Może 4 mld zł, przy luce sięgającej 20 mld zł. Nie można jednak zapominać, że płatnik dysponuje innymi, znacznie potężniejszymi narzędziami, przed którymi zdaje się ostrzegać: cięcie wartości umów.

Prezes Filip Nowak mówił o tym w udzielonym nam wywiadzie, również w wielu dyskusjach eksperckich, jakie przetoczyły się po decyzji w sprawie zmian finansowania diagnostyki kosztochłonnej podnoszono, że ścięcie kontraktów być może byłoby działaniem bardziej zrozumiałym i sprawiedliwym. Może w drugiej połowie roku to sprawdzimy.

Warte odnotowania. STOPdezinformacji. Ministerstwo Zdrowia w mediach społecznościowych w ramach podsumowania tygodnia (?) postanowiło wyjaśnić, dlaczego Czarny Tydzień to w zasadzie tydzień jak każdy inny, konsolidacja to nie prywatyzacja a kolejki nie są winą NFZ.

Resort ma oczywiście pełne prawo do swoich ocen, byłoby jednak wspaniale, gdyby stopując dezinformację, powstrzymano się od co najmniej półprawd. Spójrzmy bowiem, jak to wygląda, przynajmniej we fragmentach.

„Zmiana formy prawnej to nie prywatyzacja szpitali”. Prawda. Sęk w tym, że clou dyskusji wokół konsolidacji wcale nie dotyczy samej konsolidacji, a raczej – pozorów, że owa konsolidacja się po pierwsze toczy, po drugie – może rozwiązać problemy. Jeśli pojawiają się zarzuty dotyczące zagrożenia „prywatyzacją”, a nawet „dziką prywatyzacją”, nie dotyczą one (w większości) samej konsolidacji, ale raczej – braku kontroli nad zachodzącymi w systemie procesami.

„Skonsolidowane podmioty to szansa na zmniejszenie zadłużenia”. Prawda, ale – jak mówili w Katowicach dyrektorzy szpitali zainteresowanych konsolidacją szpitali – pod warunkiem uruchomienia realnych mechanizmów wsparcia, na które trudno w tej chwili liczyć (i MZ o tym doskonale wie).

„To wpływ na kształtowanie efektywnej sieci świadczeń zdrowotnych, odpowiadającej na zmieniające się potrzeby pacjentów”. Prawda, ale pod warunkiem, że regulator, płatnik, władze publiczne wyposażą świadczeniodawców w sprawne narzędzia i przede wszystkim powstanie centrum decyzyjne, które za ten proces weźmie odpowiedzialność.

„W Polsce działa ponad 800 szpitali”. Sęk w tym, że nie wiadomo. Choćby podczas EEC eksperci zgodzili się, że tak naprawdę nie wiemy do końca, ile mamy w Polsce szpitali. A nawet, co to jest szpital. A poza tym, po co ta informacja?

„W proteście (Czarny Tydzień) udział wzięło około 100 placówek”. Czysta manipulacja, patrz niżej.

„Problemy szpitali powiatowych (tych jest około 300) nie zaczęły się dziś”. MZ nie zaznaczyło, że Czarny Tydzień to inicjatywa szpitali powiatowych i powiatów. Bo 1/3 szpitali biorących w proteście brzmi „poważniej”, niż 1/8 lub nawet 1/9 (skoro „ponad osiemset”)? Ale rzeczywiście, problemy szpitali powiatowych nie zaczęły się dziś, tu akurat 100 proc. prawdy.

„Szpitale potrzebują uwagi, a my dajemy szpitalom konkretne rozwiązania. Ministerstwo Zdrowia odpowiada konkretnymi narzędziami. Na stole m.in. ponad 1 miliard złotych na konsolidację oraz środki europejskie, które realnie wspierają ochronę zdrowia”. Trudno powiedzieć, czy to prawda z kategorii „szczera”, „tyż” czy ta trzecia ze słynnej klasyfikacji ks. Józefa Tischnera, ale tylko na podstawie dyskusji z EEC można tylko zapytać niczym rzymski namiestnik Piłat: – Cóż to jest prawda?

I wreszcie, passus o kolejkach.

„Mówienie, że za kolejki do badań odpowiada tylko i wyłącznie ostatnia decyzja NFZ jest uproszczeniem. To także decyzje zapadające w placówkach” – pisze MZ, przywołując już publikowane wcześniej wyniki wybiórczych kontroli płatnika, które wykazały, że pacjenci byli kierowani na badania RM kilkukrotnie, w bliskich terminach, z odrębnymi skierowaniami, ergo – placówki same generowały kolejki.

Nikt (rozsądny) nie twierdzi jednak, że za kolejki, które wrosły w polski system ochrony zdrowia tak głęboko, że stały się wręcz jego istotą, czymś co go określa, może być odpowiedzialna decyzja prezesa NFZ z przełomu marca i kwietnia. Zarządzenie zapewne nie zdążyło ich jeszcze nawet specjalnie zwiększyć, patrząc globalnie – bo konkretni pacjenci już zapewne wiedzą, że na swoje badania będą musieli poczekać nieco dłużej. Stosowanie argumentum ad absurdum nie jest chwytem specjalnie eleganckim, ociera się nieco o manipulację. I nawet jeśli rząd musi mierzyć się z absurdalnymi zarzutami opozycji lub (części) mediów, powinien pilnować zasad EBI – Evidence Based Information.

Największy znak zapytania. Co z tym wotum? Miniony tydzień przyniósł kolejny sondaż, w którym Polacy wypowiedzieli się o ewentualnej dymisji minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Jej odwołania chciałoby 71 proc. badanych przez Instytut Badań Pollster (badanie opinii publicznej zostało przeprowadzone między 20 a 21 kwietnia, a udział w nim wzięła reprezentatywna grupa 1054 pełnoletnich mieszkańców Polski). Przyniósł też informację, że wniosek o wotum nieufności będzie rozpatrywany jednak na kwietniowym posiedzeniu Sejmu – w porządku obrad jego rozpatrzenie przez Sejm jest przewidziane na 30 kwietnia, dzień wcześniej wniosek będzie opiniowany przez Komisję Zdrowia.

Co ciekawe, nie będzie to jedyny test dla koalicji, bo na tym samym posiedzeniu posłowie zmierzą się z wnioskiem o odwołanie Pauliny Hennig-Kloski ze stanowiska ministra klimatu i środowiska.

Na pierwszy rzut oka ten drugi wniosek, złożony przez Konfederację, jest dla koalicji trudniejszym orzechem do zgryzienia, bo po rozłamie w Polsce2050 zasadne są wątpliwości, czy wszyscy posłowie skupieni wokół Katarzyny Pełczyńskiej-Nalęcz zachowają się lojalnie wobec rządu i koalicji.

Ale Jolanta Sobierańska-Grenda też budzi emocje. Zostawiając na boku klub Koalicji Obywatelskiej, którego posłowie starają się unikać recenzowania działań MZ nawet w nieoficjalnych rozmowach, zupełnie oficjalnie, publicznie dystansuje się od działań, podejmowanych w obszarze zdrowia w ostatnim czasie Lewica („nie przyjmujemy tych decyzji ze zrozumieniem”, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, minister pracy), zaś PSL mierzy się z faktem odrzucenia swojego projektu zmian w ochronie zdrowia przez resort. Bo nawet jeśli związkowcy uważają, że rząd „widłami” próbuje zmienić ustawę podwyżkową (copyright Maria Ochman, EEC), prawda jest taka, że ustawy PSL-FPP po prostu nie chce. Czy ułatwi to ludowcom stawienie się w komplecie na newralgicznym głosowaniu?

26.04.2026
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.