5 maja w Pałacu Rzeczypospolitej, z okazji Europejskiego Dnia Autorów #ReadForReal – inicjatywy stworzonej w ramach programu Kreatywna Europa, odbyła się międzynarodowa konferencja zorganizowana przez konsorcjum pod egidą Fundacji Powszechnego Czytania.
Czas nie był przypadkowy, miejsce – również nie. Pałac Rzeczypospolitej, znajdujący się przy Placu Krasińskich w Warszawie, to miejsce od wieków kojarzone z księgozbiorami (w tej chwili dostępna dla publiczności ekspozycja obejmuje najcenniejsze egzemplarze znajdujące się w zbiorach Biblioteki Narodowej). I właśnie książki, czytelnictwo, budowanie więzi i kulturowych ścieżek w procesie wychowania i socjalizacji dzieci było główną osią debat profesjonalistów, wśród których nie zabrakło również lekarzy.
Niezwykle mocno wybrzmiały tezy postawione przez prof. Danę Suskind z University of Chicago. – Dlaczego chirurg, zajmujący się wszczepianiem implantów ślimakowych, podejmuje kwestie komunikacji, czytania dzieciom, konsekwencji zaniku rozmów między dorosłymi a dziećmi? – pytała, tłumacząc, że właśnie jej specjalizacja najlepiej pokazuje, jak wielką rolę w kształtowaniu zdrowia i życia małego człowieka, jego szans na pełne wykorzystanie możliwości, jakie stwarza technologia – w tym przypadku implant – odgrywają „zwykłe” słowa, jakość komunikacji. Po prostu to, czy dziecko otrzymuje wystarczająco dużo bodźców – w postaci relacji, czytania, rozmów – czy też te bodźce są ograniczane i zastępowane smartfonem, tabletem, wszelkiego rodzaju ekranami.
A że są zastępowane, prof. Suskind nie ma wątpliwości. – Przez lata poczekalnia przed gabinetem lekarza zajmującego się dziećmi była miejscem gwarnym, były rozmowy, śmiech, płacz. Teraz panuje cisza. Wszyscy – rodzice, dziadkowie i oczywiście dzieci – scrollują telefony – przyznała. Według danych przytaczanych przez ekspertkę w tej chwili co czwarte dziecko w wieku ośmiu lat ma własnego smartfona, a nawet 40 proc. dwulatków regularnie ogląda materiały (bajki, piosenki etc.) na YouTube. Dzieci na wczesnym etapie rozwoju zderzają się też coraz częściej z AI. Lekarka zwróciła przy tym uwagę, że sztuczna inteligencja powinna być rozpatrywana nie punktowo, ale jako pewne continuum – podobnie jak żywność przetworzona. – Bo żytni chleb i np. przetwory warzywne to ciągle może być wartościowe, choć przetworzone, pożywienie. Ale na drugim końcu są chipsy, napoje słodzone, paczkowane słodycze – wszystko to, co tylko szkodzi – tłumaczyła.
Podobnie jest z AI – z jednej strony technologia umożliwia agregowanie i analizę danych, pomaga np. wcześnie wykryć guzy nowotworowe, z drugiej – powstają narzędzia, które imitują relacje i stanowią realne zagrożenie dla rozwoju zarówno jednostek, jak i społeczeństw. Choćby z powodu wyraźnie mniejszej liczby słów, jakie ma szansę usłyszeć od swoich bliskich statystyczne dziecko w pierwszych trzech, kluczowych latach swojego rozwoju. To wtedy, jak przypominała ekspertka, u dziecka tworzą się połączenia między neuronami, kształtuje mózg. I do tego potrzeba właśnie owych relacji, bliskości, budowanej nie tylko na dotyku, ale również słowach.
– Nie chodzi tylko o budowanie słownictwa, poszerzanie horyzontów. Obserwowałam i obserwuję moich pacjentów, dzieci, którym wszczepiliśmy implanty. Operacja, technologia, nie u wszystkich przyniosła jednakowe efekty. Dzieci, które otrzymywały wystarczająco dużo wsparcia w postaci rozmów, czytania książek, rozwijały się znacząco lepiej niż te, u których tego wsparcia zabrakło. Pierwsze mogły odnosić sukcesy, jakby tego implantu nie miały. Drugie po prostu były w stanie się komunikować – podkreśliła, przywołując badania, z których wynika, że cyfrowe technologie mogą powiększać deficyt słów, jakie słyszą dzieci w pierwszych latach życia nawet do 30 mln. Nawet jeśli ta liczba jest kwestionowana, samo zjawisko nie budzi kontrowersji – odsetek rodzin, w których ekrany smartfonów i inne urządzenia ekranowe zastępują kontakt „dorosły-dziecko” jest coraz większy, a jednym z celów polityk publicznych, w tym polityki zdrowotnej, powinno być zatrzymanie lub wręcz odwrócenie trendu. – Dla rozwijającego się mózgu relacje, kontakty międzyludzkie, kontakt z bliskim dorosłym nie są luksusem, lecz biologiczną koniecznością – podkreślała. Od tego, czy ta potrzeba zostanie zaspokojona – i w jakim stopniu zostanie zaspokojona – zależy sposób funkcjonowania jednostki w społeczeństwie, choćby jej zdolność do krytycznego myślenia i odporności, na przykład na fake newsy, w tym medyczne czy zdrowotne.
Technologia – jak zauważyła prof. Suskind – nie tylko wchodzi w nasze życie, ale oddziałuje na nie bardzo konkretnie, wypychając z niego relacje międzyludzkie – i temu należy przeciwdziałać. W jaki sposób? Dr Stefania Manetti, reprezentująca włoskie Associazione Culturale Pediatri, wskazywała, że wśród sposobów na budowanie dobrych, głębokich relacji między rodzicami a dzieckiem – obok tak fundamentalnych kwestii jak karmienie piersią, wspólne czytanie, słuchanie muzyki, śpiewanie piosenek, zabawa – jest też miejsce na wspólne i odpowiedzialne korzystanie z nowych technologii. Odpowiedzialne, to znaczy przede wszystkim odłożone w czasie (na pewno nie przed drugimi urodzinami), ograniczone, ale przede wszystkim – wspólne. Tylko wtedy jest szansa, że technologia nie zastąpi czy nie osłabi relacji. Lekarze, jak mówiła ekspertka, w ramach edukacji młodych rodziców powinni uświadamiać im wagę dokonywanych codziennie wyborów – i włączać się w promowanie dobrych praktyk, choćby takich jak czytanie dzieciom książeczek od pierwszych dni życia. Niektóre regiony Włoch (polityka zdrowotna jest głównie domeną regionów) dostrzegły konieczność wspierania takich działań i prowadzą programy finansowane ze środków publicznych.